Mateusz Święcicki: Widziałem 20 dziennikarzy klęczących przed Lewandowskim [WYWIAD]

– Im jesteś starszy, tym trudniej zaakceptować rolę petenta. A w tym zawodzie cały czas musisz o coś prosić. Hiszpańscy dziennikarze nie mają z tym problemu. Potrafią prosić o coś o drugiej w nocy, bez poczucia żenady do ciebie dzwonią czy piszą – mówi Mateusz Święcicki z Eleven Sports, który relacjonował m.in. kulisy gry Roberta Lewandowskiego w FC Barcelona.

Rafał Badowski
Rafał Badowski
Udostępnij artykuł:
Mateusz Święcicki: Widziałem 20 dziennikarzy klęczących przed Lewandowskim [WYWIAD]
M.Święcicki relacjonował pobyt Lewandowskiego w FC Barcelonie.

Rafał Badowski: Jak poznałeś Lewego jako dziennikarz?

Mateusz Święcicki: To było w 2008 roku podczas prezentacji Lecha Poznań, gdy trenerem był Franciszek Smuda. Robert przychodził ze Znicza Pruszków i debiutował w Ekstraklasie. Niedługo potem oglądałem na trybunach jego debiutancką bramkę piętą. Wtedy zacząłem komentować mecze w Orange Sport. Jest rok młodszy ode mnie. Miał wtedy niecałe 20 lat. I od tamtego czasu nie było sezonu, by Lewy nie był na naszej antenie, najpierw w Orange Sport, a potem – od 2015 roku – w Eleven Sports.

Masz z nim osobistą relację?

Nigdy nie zabiegałem o bliskie kontakty z Lewym, nie chciałem mieć numeru telefonu. To była zawsze zdrowa relacja, nie chciałem wchodzić na siłę w tryby ponad nią. Widział moją twarz wielokrotnie po meczach, gdy przychodziłem na rozmowy z piłkarzami, które trwały kilka minut. Ale po wyłączeniu mikrofonu – kilkadziesiąt.

Napisałeś, że Lewandowski w Barcelonie zdefiniował Twoje dziennikarskie życie zawodowe w czterech ostatnich latach. To w Bayernie było inaczej?

Barcelona jest zdecydowanie popularniejsza niż Bayern. Tomek Włodarczyk z Meczyków, który jako pierwszy poinformował, że Lewy przechodzi z Bayernu do Barcelony, doświadczył tego osobiście. Nigdy później jego transferowe informacje nie wygenerowały porównywalnych zasięgów. To były miliony.

Gdy Lewy był w Bayernie, nie było zainteresowania kibiców? Wygrał tam Ligę Mistrzów, był sześciokrotnym królem strzelców Bundesligi, pobił historyczny rekord Gerda Müllera.

Gdy latałem do Barcelony, spotykałem setki Polaków, którzy jeździli na mecze Lewego. Na ulicach widzieliśmy czasem rodaków częściej niż w polskich miastach. W życiu nie spotkałem się z tym w Bayernie. Barca i Real oddziałują na wyobraźnię w sposób niesamowity. To też szkoła dla komentatora, większa publiczność, niesamowicie wyczulona na najmniejsze błędy w relacji.

Gdy Lewy przeniósł się do Katalonii, Patryk Mirosławski, redaktor naczelny Eleven Sports, który znakomicie czuje telewizję, powiedział: pokazujemy mecze Barcelony najszerzej, jak tylko się da. Latałem więc nie tylko do Katalonii, ale i San Sebastian. Wszędzie tam, gdzie grali. W Eleven Sports staraliśmy się zawsze dowozić temat: po pięciu minutach był już skrót meczu na YouTube, a po wywiadzie z Wojciechem Szczęsnym mieliśmy 20 rolek w ciągu kolejnych 24 godzin.

Jak często latałeś do Barcelony?

Najczęściej co dwa, trzy tygodnie. W sezonie La Liga na 38 meczów robiliśmy około 19  na żywo. Podczas takich pobytów poznajesz całe środowisko Barcelony, rzeczników prasowych, pracowników, ale także mnóstwo mediów stworzonych na zasadzie oddolnych inicjatyw wokół klubu, które mają niesamowite zasięgi.

Nie miałem pojęcia, że wokół jednego klubu może być tyle kibicowskich inicjatyw z milionowymi liczbami, na przykład Iniestazo. Polską nieoficjalną stronę Barcelony, FCBarca.com, prowadzą pasjonaci od 2001 roku. Jej fanpage obserwuje 125 tys. osób na Facebooku. Profil Barça Universal śledzi na X 1,4 mln followersów. Takich stron, profili, podcastów jest mnóstwo. To samo dotyczy Realu Madryt. Robert powiedział kiedyś, że tego, co dzieje się wokół Barcelony, nie da się z niczym porównać.

Jak Lewandowski w Barcelonie wpływał na oglądalność Eleven Sports?

Prosty przykład. Patryk Mirosławski napisał niedawno na X, że kończy się era meczów z wielką oglądalnością w telewizjach kodowanych. Gdy transmitowaliśmy El Clásico, to łączna liczba widzów przekraczała milion.

Do czego można porównać taką widownię?

Hit włoskiej Serie A ogląda ponad 100 tysięcy. A poprzedni rekord, który długo mieliśmy, czyli debiut Krzysztofa Piątka w Milanie, miał 0,5 mln oglądalności. Lewy generował wielkie zainteresowanie w Bayernie, Der Klassiker z Borussią Dortmund świetnie się oglądał, ale Barca to była inna liga.

Napisałeś o pobycie Lewego w Barcelonie jako o wielkim wyzwaniu zawodowym. Co było najtrudniejsze?

Eleven Sports ma bardzo rozwinięte media społecznościowe. Spośród 10 najbardziej klikalnych rzeczy w tym sezonie 9 dotyczyło Polaków.

Więc jeśli mieliśmy już tego Polaka w Barcelonie, a ja byłem tam polskim dziennikarzem, musiałem zainwestować w naukę hiszpańskiego, żebym mógł się swobodnie komunikować. To naturalne, że w Barcelonie są piłkarze, którzy rozumieją angielski, ale nie chcą się w nim wypowiadać.

Mateusz Święcicki

Najbardziej zabawne było tłumaczenie hiszpańskim dziennikarzom w nocy, dlaczego Michał Probierz wyrzucił Lewandowskiego z reprezentacji. Dla nich było to niepojęte. Musisz znać język, żeby opisać im cały kontekst. Nie zrobiłbym tego, gdybym nie uczył się hiszpańskiego. Choć ze swojego poziomu nie jestem wciąż zadowolony.

Długo Ci zajęła nauka hiszpańskiego?

Podstawy już miałem, bo w 2017 roku przeprowadzałem rozmówkę z Arturo Vidalem, chilijskim piłkarzem Bayernu. Gdy Lewy grał w Barcelonie przycisnąłem – codziennie słuchałem audycji sportowych, rozmawiałem też z ludźmi. A potem poszedłem za ciosem i zacząłem uczyć się portugalskiego, bo w Barcelonie gra João Cancelo.

Co jeszcze musiałeś zrobić, by być skutecznym jako dziennikarz w Barcelonie?

Zrozumieć rolę petenta. Im jesteś starszy, tym o to trudniej. Dziennikarzom rośnie ego, a tu cały czas musisz prosić: o wywiad, o wypowiedź, o pomoc. Nie ma dnia, żebym komuś nie zawracał głowy. Hiszpańscy dziennikarze nie mają z tym problemu. Mało tego, potrafią prosić o coś o drugiej w nocy. Dzwonią lub piszą do ciebie bez poczucia żenady. 

Naprawdę nie spałeś po meczach Barcelony, gdy rano miałeś samolot do Polski?

Czasami tak, bo prosiłem o lot powrotny o szóstej rano. Po cholerę się kłaść. Mecz kończy się o 23:00, potem idziesz do flash zony i jest 23:40. Potem jeszcze podsumowanie i vlog, robi się 1:00 w nocy, a ty czekasz na taksówkę, o 1:30 jesteś w hotelu. Musisz wstać o 4, więc po co spać, skoro masz lęk, że nie wstaniesz. Ale to normalne. Każdy z komentatorów tak ma.

Jakie jest Twoje najbardziej osobiste doświadczenie jako dziennikarza z Lewym?

Dwa gole na Bernabeu. Nie wykorzystał trzeciej sytuacji, więc miałby hat-trick. Zapytałem, czy jest bardziej zadowolony czy wkurzony, że nie zdobył trzech bramek z Realem. Widziałem złość w jego oczach. Uzmysłowiło mi to, że Lewy całe sportowe życie zawsze chciał więcej, mimo takiego wyczynu, jakim jest strzelenie dwóch bramek Realowi.

Na Bernabeu nie ma indywidualnej strefy na rozmowy z piłkarzem. Dziennikarze się tłoczą, muszą klęczeć, żeby nie zasłaniać obrazu w kamerze. Wtedy widziałem 20 kolegów z całego świata, którzy klęczą przed Lewym. Kolega operator kamery żartował, że to kolejny wywiad z Lewym na kolanach.

Czy Lewandowski czymś Cię kiedyś zaskoczył? Uchodzi za mało spontanicznego, dziennikarze mówią wprost, że rzadko kiedy w wywiadach mówił coś interesującego.

Tym, że był tak wzruszony przez cały dzień pożegnania z Barceloną. Stał się taki emocjonalny dzięki Katalonii, w Monachium aż tak nie było, choć jego wywiad po zwycięstwie w Lidze Mistrzów to coś niesamowicie emocjonalnego.

Lewy rzadko się otwiera przed dziennikarzami?

Lewy jest specyficzny, wielu dziennikarzy już myślało, że mogą przeprowadzić wywiad napastliwy, z dociśnięciem Roberta. Później, gdy siadali przy nim, jakoś to gasło. Pamiętaj też o jednym: piłkarz usiądzie na rozmowę z tobą poza oficjalnym protokołem meczowym, kiedy chce. Ty jesteś petentem.

Miałeś stres, że Lewandowski wycofa się po Twojej mocnej rozmowie w 2023 roku?

Starałem się o nią bardzo długo. Zapytałem Roberta, czy mogę gadać o wszystkim, w tym o aferze premiowej. Lewy odpowiedział: pytaj, o co chcesz. Był wówczas zadziwiająco otwarty i obawiałem się, czy nie będzie chciał się wycofać. Okazało się, że nie.

Niektórzy pisali po mojej rozmowie, że można było bardziej docisnąć. Zawsze można bardziej docisnąć. Zawsze można zrobić coś lepiej.

Miałeś poczucie, że właśnie przed Tobą się odkrywa?

Nie miałem takiego poczucia. Gdy widzę czasem nagłówki, "szczery jak nigdy", "tylko u nas", to chichoczę. Chciałem zrobić wywiad z Lewym i akurat trafiłem na dobry moment. A on po prostu właśnie chciał się odkryć i dlatego powiedział tyle ciekawych rzeczy.

Natomiast czynnik przypadku jest niedoceniany w dziennikarstwie sportowym. Trzeba mieć szczęście. Właściwie ciągle staram się o jakieś wywiady dla Eleven Sports, zazwyczaj z ludźmi trudno dostępnymi. Na 100 prób uda się zrealizować pięć. Tak wygląda rzeczywistość.

Mateusz Święcicki

Janusz Basałaj opowiadał mi kiedyś, że w tym zawodzie trzeba mieć szczęście. O wywiad z Nicolą Zalewskim starałem się cały sezon i wciąż nie wychodziło. Ostatecznie uda się przed rozpoczęciem następnego. Prawdopodobnie.

Jak wygląda dziś wywiad ze znanym piłkarzem od kuchni? Można mieć poczucie, że to, co się ostatecznie ukazuje, często jest wypreparowane przez klubowy dział PR tak, by nie padło nic niewygodnego?

Kontrola przekazu absolutna. Przy jakiejkolwiek rozmowie z piłkarzem, która odbywa się za zgodą klubu, stoi pracownik, nagrywa, kontroluje czas. Nie masz żadnych szans na swobodę i intymność.

Czy coś Cię jako dziennikarza denerwuje w Lewandowskim i jego otoczeniu?

Wiesz co, mam bardzo dużo empatii do piłkarzy i trenerów. Liczba próśb o wywiad jest gigantyczna. Widziałem, jak w kolejce do Lewandowskiego ustawiały się polskie i zagraniczne media. A on odpowiadał po meczu w czterech językach: polskim, hiszpańskim, angielskim i niemieckim.

Widziałem jak Christian Chivu rozmawiał po jednym meczu z sześcioma mediami. Przyszedł do nas, powiedział, że idzie zapalić papierosa i wróci. Ci z topu chodzą po każdej kolejce ligowej, a jest ich 38, do 5 telewizji. Nie możesz więc spełnić każdej prośby dziennikarza o wywiad. Także długi, poza protokołem.

Masz poczucie, że jako dziennikarz brałeś udział w czymś wyjątkowym, co będzie trudne do powtórzenia przez najbliższe dziesięciolecia?

Nie. Cezary Kucharski powiedział, że ma nowego Lewego. Trzymam kciuki!

Dla mnie najważniejsze jest to, że widziałem, ile radości dają fanom Robert Lewandowski i Wojciech Szczęsny. Zrealizowali marzenia o dwóch Polakach w wielkim klubie. Praca dziennikarza mocno się zmieniła pod względem komunikacji z kibicami. Nie zliczę próśb o autografy od piłkarzy, pozdrowień na urodziny dla dzieci, koszulek, biletów, poruszających historii z brakiem dostępu do Eleven Sports, bo ktoś nie miał pieniędzy. 

Starałem się ludziom odpisywać tak często, jak się da, pokazać, że dziennikarz Eleven Sports jest na wyciągnięcie ręki. Przez cztery lata jeszcze dobitniej zrozumiałem, że pracuję przede wszystkim dla ludzi.

Mama z synem ze Stargardu przez cały rok zbierali pieniądze, by pojechać do Barcelony. Spotykasz ich i słuchasz tej historii. Tata z synem opowiadają, że wyjazd na mecz Barcy to prezent komunijny. Zazdrość mnie wtedy wzięła, bo ja mogłem liczyć co najwyżej na zegarek. No cóż, ale to inne czasy. Lepsze.

PRACA.WIRTUALNEMEDIA.PL

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

KRRiT uderza w TVP i Radio Kraków. Jest raport po referendum w Krakowie

KRRiT uderza w TVP i Radio Kraków. Jest raport po referendum w Krakowie

Wraca "Magia nagości". Nagrania do nowej serii w czerwcu

Wraca "Magia nagości". Nagrania do nowej serii w czerwcu

Karolina Szmulewicz powróciła na stanowisko szefowej serwisów w Iberionie

Karolina Szmulewicz powróciła na stanowisko szefowej serwisów w Iberionie

Precedensowa decyzja w sprawie Google. Wsparcie dla wydawców

Precedensowa decyzja w sprawie Google. Wsparcie dla wydawców

"Kwiatki polskie duże" gromadziły wiosną ćwierć miliona widzów

"Kwiatki polskie duże" gromadziły wiosną ćwierć miliona widzów

TVP stawia na YouTube. Trafił tam program "19.30"

TVP stawia na YouTube. Trafił tam program "19.30"