Zaczynamy od grubych ryb. Co powinni na nowy rok postanowić właściciele mediów czy szefowie zarządów medialnych spółek:
– Nie będziemy oszczędzać na naszych załogach. Jeśli będziemy "na plusie", to podzielimy się z pracownikami. Wszak to oni ciężko pracują na to, by w naszych excelach świeciło się na zielono.
– Jeśli chwilowo będzie nam gorzej szło i wykonamy tylko jakieś 60 proc. założonego celu finansowego to brakujących 40 proc. nie będziemy szukać tam, gdzie zawsze, czyli wyrzucając ludzi z pracy i obcinając pensje tym, którzy zostają.
– Jeśli trafi nam się wakat na ważnym i eksponowanym stanowisku w którejś z naszych redakcji to nie zaczniemy szukać następcy na "wolnym rynku" tylko najpierw sprawdzimy, kto z naszych ludzi nadaje się do pełnienia tej funkcji.
Schodzimy niżej w wydawniczej drabinie, ale nadal jesteśmy wysoko. Wydawcy w popularnych serwisach. Jakie oni mogliby złożyć postanowienia na nowy rok:

– Ograniczymy liczbę tytułów, które są bezczelnym klik bajtem i zwykłą pułapką na "jelenia". Nie będziemy robić tytułów w stylu: "Nie uwierzysz, co się stało", jeśli wiemy, że tekst jest o niczym i nic się nie stało. Bo na rezygnację z tekstów o niczym nie możemy sobie pozwolić. W końcu założona przez "górę" liczba pieces of content musi się zgadzać.
– Zrobimy, co w ludzkiej i redaktorskiej mocy, by sprawdzać, czy zaprzęgnięta do roboty sztuczna inteligencja nie robi jakichś wstydliwych byków, albo nie kradnie bezmyślnie pracy prawdziwych dziennikarzy z konkurencji.
Życie wydawców jest lżejsze jeśli mają do czynienia z porządnymi dziennikarzami. Oto, co ci mogliby postanowić noworocznie:
– Zawsze będziemy podawać źródło informacji, jeśli nasz tekst jest omówieniem ekskluzywnego materiału, opublikowanego przez konkurencję. Nie będziemy stosować jakichś wstydliwych sztuczek w stylu "potwierdzają się informacje, że to czy tamto". Po bożemu będziemy podawać, kto pierwszy ujawnił coś, co właśnie rozpala media.

– Jeśli to my dostaniemy cynk o czymś sensacyjnym to nie zwodujemy tematu od razu w oparciu o jedno źródło. Poszukamy kolejnych, które potwierdzą tę medialną bombę.
Kilka linijek tekstu poświęcę na koniec dziennikarzom, którzy prowadzą rozmowy z politykami. Co by mógł taki żurnalista postanowić od 1 stycznia 2026 roku:
– Moi rozmówcy i ci, do których ta rozmowa trafi nie będą się mogli zorientować po tym, jak i o co pytam, która z opcji politycznych jest mi bliższa.
Tu od razu gwiazdka: jest na szczęście niemała całkiem grupa dziennikarzy, która takiego postanowienia składać nie musi, bo wykonuje swoją robotę przyzwoicie.
Skoro było o dziennikarzach rozmawiających z politykami, to na finał tekstu zostawiam sobie polityków, krążących między programami, wypełnionymi gadającymi głowami. Otóż taki polityk powinien złożyć takie postanowienie:

– Nie będę się migał odpowiadając na pytanie dziennikarzy. Nie będę kłamał czy rżnął głupa. Nie będę przerywał innemu rozmówcy.
To była lista pobożnych życzeń. Jakoś nie ma we mnie zbyt dużej wiary, że przedstawiciele wymienionych wyżej grup zawodowych złożą takie postanowienia, albo ich dotrzymają gdyby jednak w jakimś odruchu tak postanowili.
Piszący te słowa postanowił nic nie postanawiać. Żeby rozczarowań nie było…












