Charytatywna akcja Bedoesa i Łatwoganga, która przyniosła fundacji Cancer Fighters prawie 100 mln złotych (stan na niedzielę, godzinę 11:00), stała się viralem. To sukces, który przyciąga uwagę internautów, gwiazd show-biznesu, mediów, ale i firm.
Do zbiórki na rzecz podopiecznych fundacji, czyli pacjentów oddziałów onkologicznych, dołączają kolejne marki, prześcigając się w kwotach. W gronie donatorów znalazł się np. Tymbark (100 tys. zł), agencja StormMedia (80 tys. zł), a w piątek stawkę o równy milion złotych podbiła Neboa.
Do akcji przyłączyła się także sieć burgerowni Pasibus, która ostatecznie przekazała na szczytny cel 100 tysięcy złotych, choć udział w akcji przypłaciła wizerunkowym kryzysem.
Jak to możliwe? Początkowo propozycję wpłaty w kwocie 60 tys. zł przedstawiciele Pasibusa powiązali z występem zaangażowanej w akcję Dody, która miałaby wziąć udział w firmowym evencie. Artystka, która w czwartek towarzyszyła Łatwogangowi w livie, nie kryła zaskoczenia taką propozycją.

– Nie ma czegoś w zamian. Pomoc nie polega na "w zamian" – stwierdziła Doda, której przytaknął youtuber. – Tutaj chodzi o to, żeby pomóc bezinteresownie.
Propozycja Pasibusa podobnie została odebrana przez internautów. Ruszyła lawina krytyki, widoczna wyraźnie w mediach społecznościowych, np. na X czy Instagramie.
Na oficjalnym profilu Pasibusa pojawiły się negatywne komentarze, zapowiedzi bojkotu restauracji: "Nie będę już tam jadł", "Nie wspieramy takich miejsc. Od dzisiaj nie jemy w Pasibusie!", a także drwiny ze "szlachetnego" gestu marki: "Zjemy u was burgera pod warunkiem, że dostaniemy 5 dodatkowych gratis" – podsumował ktoś na Instagramie.

Mimo że Pasibus szybko wycofał się z "barteru", zamieszczając na profilu X przeprosiny i deklarując wpłatę na zbiórkę, sprawa nie ucichła. Emocje podgrzały informacje, że marka z zapowiadanych 60 tysięcy zł wpłaciła jedynie 10 tysięcy.
Ostatecznie jednak, jak w czwartek po południu przekazał Łatwogang, Pasibus na zbiórkę przekazał 100 tysięcy złotych. Mimo to w sieci nadal znajdziemy liczne oznaki niezadowolenia, a marka wciąż pojawia się w negatywnym kontekście.
Pasibus o wpadce. "Pomysł nie został podchwycony"
O sprawę zapytaliśmy przedstawicieli Pasibusa, którzy zapewniają, że za przyłączeniem się do akcji stały szlachetne intencje, ale zawiodła komunikacja.

– Naszą główną intencją była pomoc dzieciom. Jednocześnie, nawiązując do formuły materiałów Łatwoganga, chcieliśmy wprowadzić element zabawy w formie charakterystycznego dla nich challengeu. Ten pomysł jednak nie został podchwycony – mówi Piotr Staszczyński z zarządu Pasibusa, podkreślając, że nie chodziło o żadne profity.
Nasza wpłata nie była uzależniona od jakichkolwiek korzyści dla firmy. Nieporozumienie wynikało z formy przekazu, która nie oddała w pełni naszych intencji.
Jak tłumaczy, formuła challenge’u była też przyczyną rozbieżności między kwotą początkowo deklarowaną przez markę a tą, którą ostatecznie wpłacono na zbiórkę.
– Byliśmy gotowi zaangażować się w formułę challenge'u i finalnie przeznaczyć na ten cel 100 tys. zł, stąd początkowa propozycja na poziomie 60 tys. zł. Wpłata 10 tys. zł została zrealizowana ze względów technicznych w późnych godzinach wieczornych – wyjaśnia przedstawiciel firmy, przyznając, że komunikacja w tej sprawie nie przebiegła najlepiej.

Doszło do nieporozumienia wynikającego z naszej komunikacji i wyciągamy z tego wnioski, przy takich akcjach musimy mówić jasno i bez miejsca na nadinterpretacje.
– Najważniejszy jest cel, dlatego wsparliśmy zbiórkę. Jeśli cała sytuacja przyczyniła się do większego nagłośnienia i realnej pomocy, to dobrze – zachęcamy wszystkich do dołączenia i wsparcia — podsumowuje.
Kryzys na własne życzenie
Jak eksperci PR oceniają sytuację Pasibusa, który zamiast wizerunkowego zysku ze wsparcia akcji znalazł się w kryzysie?
Eliza Misiecka, dyrektorka generalna agencji Genesis PR, uważa, że marka sama doprowadziła do problemu – wskazując na niekompetencję osób odpowiedzialnych za działania.

Co to mówi o sposobie zarządzania komunikacją? – To pokazuje, jak ważne jest właściwe przygotowanie, doświadczenie, etyka i pokora w zawodzie PR-owca. Warto więc podejmować i dokładnie analizować takie decyzje w szerszych zespołach. To nie są kwestie, gdzie po prostu się "dzwoni i załatwia" – wyjaśnia.
I dodaje, że choć sam kryzys wizerunkowy pewnie nie potrwa długo, to zostawi swój ślad w mediach i w internecie. – Dlatego warto, aby firma przemyślała i podjęła działania naprawcze – okno na skuteczną reakcję jest ograniczone, więc warto działać szybko – podpowiada ekspertka.










