Widzowie czekali na polskie bajki

– Kiedy widzę rzędy wózków dziecięcych przed salą kinową, wiem, że robimy coś naprawdę ważnego – mówi Ewelina Gordziejuk, producentka stojąca za sukcesem animacji "Kicia Kocia", właścicielka studia EGoFILM.

Kolejna część serii – "Kicia Kocia w podróży" – w kinach od 20 lutego.

Artykuł Sponsorowany
Artykuł Sponsorowany
Udostępnij artykuł:
Widzowie czekali na polskie bajki
Fot. Maja Hylewicz, Kwestia Kadru  

Wychowała się pani w domu, w którym film animowany był obecny od zawsze, a jednak broniła się pani przed kontynuowaniem rodzinnej tradycji.

Ewelina Gordziejuk: - Broniłam się pewnie trochę przed pracą u boku taty, a może trochę przed pracą w produkcji, bo widziałam jak stresogenny potrafi być to zawód. Atmosfera twórczości i środowisko rozwoju jednak wpłynęło na mnie silnie. Szukając swojego miejsca w życiu zawodowym, najpierw skończyłam kierunek związany z dyplomacją, potem psychologię zarządzania personelem, następnie dopiero było filmoznawstwo. Nie podejrzewałam, że zajmę się filmem. W trakcie studiów trafiłam na praktyki do Studia Miniatur Filmowych w Warszawie, z którym od lat był związany mój tata. Był to czas intensywnych produkcji, a ja od najmłodszych lat podglądałam jego pracę i okazało się, że mogę pomóc. Miałam tam być tylko chwilę... Gdy jednak wzięłam udział bezpośrednio w procesie twórczym powstawania filmów, gdy poczułam atmosferę jaka towarzyszy tworzeniu animacji, poznałam osobiście wielkich mistrzów - takich twórców jak Leszek Gałysz, Piotr Dumała, Witold Giersz czy Andrzej Barański - wszystko się zmieniło. Praktyki i praca u boku taty to było ogromne wyzwanie, niesamowite doświadczenie, ale też coś, co okazało się być punktem zwrotnym na mojej drodze zawodowej. Zaczęłam od pracy przy krótkich formach, filmach stricte artystycznych, potem zaczęłam pracę w organizacji produkcji przy serialach, po drodze była praca przy reklamach. Nabywałam doświadczenia, umiejętności, a film okazał się moją pasją i wielką miłością. 

Co takiego ma w sobie animacja, że zdecydowała się pani poświęcić jej życie?

- Prawdziwą magię. Animacja ma w sobie moc przenoszenia nas do różnych światów rozpalając naszą wyobraźnię, wywołując różne emocje. Animacja potrafi przekraczać wszelkie granice… Uwielbiam obserwować, jak bohaterowie ze stron scenariusza czy książki zostają ożywieni – zaczynają mówić, poruszać się, przeżywają emocje, mają swoje rozterki. Znów czuję się wtedy jak dziecko, które z otwartą buzią oglądało pierwsze bajki. 

Co to były za bajki?

-Wychowywałam się na polskich animacjach takich jak: "Dziwne przygody Koziołka Matołka", "Reksio", "Wędrówki Pyzy", "Pomysłowy Dobromir". Nałogowo oglądałam też na VHS kreskówki ze studia Hanna-Barbera. Uwielbiałam też zagraniczne serie takie jak: "Muminki", "Smerfy", "Gumisie". Jeśli wymieniam bajki, na których się wychowałam, nie mogę pominąć klasycznych filmów z wytwórni Walta Disneya. Na tych bajkach śmiałam się do łez, ale też uroniłam niejedną łzę. Wracam teraz do nich po latach z córką. Oczywiście, zmieniły się czasy i świadomość rodziców. Część treści nie spełnia współczesnych standardów społecznych.

Kiedy w tym równaniu pojawiły się książki Anity Głowińskiej z serii "Kicia Kocia"?

- Założyłam studio animacji EGoFILM z myślą o projektach, które są atrakcyjne wizualnie i bezpieczne dla dzieci, kształtują ich wrażliwość, a przy tym mają edukacyjny wymiar. Kiedy po raz pierwszy trafiłam na "Kicię Kocię", nie była jeszcze tak popularna jak dziś. Anita Głowińska w krótkiej formie porusza ważne, niekiedy bardzo wymagające tematy. To mądre historie. Miały w sobie coś urzekającego, intuicja podpowiadała mi, że sprawdzą się na ekranie. Moją uwagę zwróciła także warstwa plastyczna - inna niż w większości książek, bliska dziecięcej kresce. - Założyłam studio animacji EGoFILM z myślą o projektach, które są atrakcyjne wizualnie i bezpieczne dla dzieci, kształtują ich wrażliwość, a przy tym mają edukacyjny wymiar. Kiedy po raz pierwszy trafiłam na "Kicię Kocię", nie była jeszcze tak popularna jak dziś. Anita Głowińska w krótkiej formie porusza ważne, niekiedy bardzo wymagające tematy. To mądre historie. Miały w sobie coś urzekającego, intuicja podpowiadała mi, że sprawdzą się na ekranie. Moją uwagę zwróciła także warstwa plastyczna: inna niż w większości książek, bliska dziecięcej kresce.

A główna bohaterka?

- Jest rezolutna. Rezolutna, a przy tym nieidealna – popełnia błędy, złości się, czasem się boi. Dzięki temu dzieci się z nią utożsamiają. Widzą, że jest do nich bardzo podobna: mówi tak jak one, przeżywa te same emocje, mierzy się z codziennymi wyzwaniami, które dobrze znają.

"Kicia Kocia" trafiła do szerokiej dystrybucji kinowej w trudnym okresie po pandemii, formuła animowanego serialu wyświetlanego w kinach była wtedy jeszcze czymś nowym. Spodziewała się pani takiego sukcesu?

- Musieliśmy wraz z dystrybutorem włożyć dużo pracy, żeby przekonać kina do wyświetlania animowanego serialu. Wcześniej podobne projekty funkcjonowały raczej w ramach poranków albo wydarzeń specjalnych. "Kicia Kocia" weszła do regularnej dystrybucji i zderzyła się z pełnometrażowymi filmami dla dzieci, produkowanymi przez największe studia. Bardzo wierzyłam w ten projekt. Ale wiara to jedno, do samego końca nie wiedziałam, czy to się sprawdzi. Do kin wchodziliśmy pod hasłem "moja pierwsza wizyta w kinie". Nie zapomnę pierwszych pokazów w kinach i kolejek wózków dziecięcych ustawionych przed salami. To był bardzo wzruszający widok. Utwierdziłam się w przekonaniu, że robimy coś naprawdę ważnego. Rodzice zabierali do kin maluchy, co świadczyło o tym, że ta bajka została zrealizowana w odpowiedni sposób – dzieci nie były przebodźcowane, przytłoczone nadmiarem dźwięków czy treści i dobrze czuły się w kinie. Razem z reżyserką Martą Stróżycką i Anitą Głowińską, zależało nam na stworzeniu ciepłej opowieści. Chciałyśmy pokazać, jak ważne są w życiu bliskość i zdrowe relacje z innymi ludźmi.
Okazało się, że polski widz bardzo czekał na polskie bajki. Rodzima animacja może być wartościową propozycją dla najmłodszych widzów i alternatywą dla zagranicznych produkcji. Ale sukces przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Prawdę mówiąc, cały czas nie dowierzam, kiedy widzę "Kicię Kocię" na szczycie zestawienia Netflixa, a przecież nasz serial niezmiennie utrzymuje się w TOP10 już prawie dwa lata. W kinach obejrzało go ponad milion widzów.
Kwestia Kadru 
Kwestia Kadru  © Licencjodawca | Maja Hylewicz

Widzowie pytali o kontynuację?

- Bardzo się niecierpliwili, więc właściwie to była naturalna kolej rzeczy. To dzięki ich zainteresowaniu zdecydowaliśmy się na produkcję kolejnych przygód Kici Koci. Ale na wszystko potrzeba czasu, a na animację w szczególności. To niezwykle czasochłonny proces, a przez to też drogi. Bardzo poważnie podchodzimy do etapu rozwoju projektu: dopracowujemy scenariusze, konsultujemy je z autorami oryginałów i psychologami, później sprawdzamy odbiór u najmłodszych. Jako producentka czuję się odpowiedzialna nie tylko za logistykę, zdobycie finansowania czy stronę artystyczną każdego filmu, ale przede wszystkim za widza. Cieszę się, że im więcej odcinków powstaje, tym większej pewności nabieramy w procesie twórczym. Serial z odcinka na odcinek staje się coraz lepszy. Świadomość, że wychowujemy młodego widza na polskim repertuarze, sprawia nam ogromną radość.

Szuka pani kolejnych bohaterów i opowieści z takim potencjałem?

- Odkąd pamiętam, interesowałam się literaturą dziecięcą i ilustracją. Jako mama naturalnie jeszcze bardziej zaczęłam przyglądać się temu rynkowi, ale ta intuicja była wcześniejsza. "Kicia Kocia" pojawiła się w planach produkcyjnych EGoFILM jedenaście lat temu. Moja córka przyszła na świat, kiedy powstawał pierwszy animatik [wstępna, uproszczona wersja stworzona przez montaż kadrów ze storyboardu], a ja starałam się o dofinansowanie z PISF. Dziś ma siedem lat i powstają kolejne sezony. W międzyczasie do moich rąk trafiły komiksy o Kajko i Kokoszu - i tak powstał serial dla Netflixa. Obecnie rozwijamy animację "Tytus, Romek i A’Tomek". Zależy nam na tym, żeby zachować ducha dzieł Papcio Chmiela, ale pobawić się też formą i treścią. Skończyliśmy prace nad pełnometrażową animacją "Ryjówka Przeznaczenia", która jest adaptacją komiksów Tomasza Samojlika.
Kicia Kocia w podróży
Kicia Kocia w podróży © Licencjodawca

Co jest największym wyzwaniem w procesie adaptacji?

- Wbrew pozorom adaptacja wcale nie jest prostsza niż tworzenie opowieści od podstaw. Zawsze podchodzimy do tego procesu z poszanowaniem oryginalnego materiału, ale też ze świadomością, że tworzymy jednak inne medium. Trzeba pamiętać, że nie wszystko, co działa w książce, sprawdzi się na ekranie. Kino rządzi się swoimi prawami. Zupełnie innymi niż literatura. Często więc trzeba rozbudować dialogi i akcję, raz usuwamy niektóre sceny, innym razem dopisujemy zupełnie nowe. W taki sposób Anita Głowińska pisała adaptację swojej serii. "Kicia Kocia" wymagała również pewnych zmian dotyczących kolorystyki i scenografii. Tworząc wersje kinowe staramy się tak łączyć historie, żeby zestaw był różnorodny - także pod względem miejsca akcji, a silne emocje przeplatały się z przygodami i humorem. Z kolejnymi sezonami, odcinkami, wraz z twórcami "Kici Koci", stajemy się pewniejsi i odważniejsi, a rozwój zarówno serii, jak i nasz – znajduje swoje odzwierciedlenie na ekranie. W kwietniu w kinach pojawi się pierwszy set odcinków "Pucia" na podstawie serii książek Marty Galewskiej-Kustry i Joanny Kłos, i tutaj musieliśmy w zasadzie od postaw stworzyć format odcinków. Natomiast w przypadku adaptacji "Wielkiej Księgi Uczuć" Grzegorza Kasdepke zmieniliśmy zupełnie plastykę. Powtórzę: książka jest punktem wyjścia, a nasze filmy dają widzowi zawsze też coś nowego. Chcemy, żeby dzieci i rodzice, którzy znają książki, dostali inne, świeże doświadczenie.

Ewelina Gordziejuk - producentka filmowa, scenarzystka, konsultantka scenariuszowa, kierowniczka produkcji, założycielka studia EGoFILM, która ma na swoim koncie wiele nagród zarówno za produkcje dla młodego widza, jak i krótkometrażowe animacje artystyczne. Odpowiada za produkcję filmów takich jak: Kajko i Kokosz – pierwszy polski oryginalny serial animowany wyprodukowany przez Netflix, Kicia Kocia ( ponad 1 mln widzów w kinach), Wiking Tappi, Nabu, Bezsenność Jutki, czy Książę w cukierni. Nieprzerwanie od wielu lat EGoFILM organizuje także Akademię Filmową, z którą dociera do najmniejszych miejscowości w Polsce, gdzie dostęp do kultury jest ograniczony, i tam realizuje z dziećmi warsztaty animacji filmowej.

"Kicia Kocia w podróży" to szósta część serii, która skradła serca młodych widzów i ich opiekunów. Na ekrany kin trafi 20 lutego. Za dystrybucję kinową w Polsce odpowiada Młode Horyzonty Dystrybucja.

Artykuł sponsorowany Stowarzyszenie Nowe Horyzonty

PRACA.WIRTUALNEMEDIA.PL

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

Nowy właściciel "Rzeczpospolitej" odchudza spółkę zależną. W zarządzie tylko prezes

Nowy właściciel "Rzeczpospolitej" odchudza spółkę zależną. W zarządzie tylko prezes

Ma być bezpieczniej w polskiej cyberprzestrzeni. Prezydent podpisał ustawę

Ma być bezpieczniej w polskiej cyberprzestrzeni. Prezydent podpisał ustawę

Relacjonowała igrzyska pod wpływem alkoholu. Reporterka przeprasza

Relacjonowała igrzyska pod wpływem alkoholu. Reporterka przeprasza

Dodatkowa transmisja NBA w TVP. Możliwy debiut Polaka

Dodatkowa transmisja NBA w TVP. Możliwy debiut Polaka

Ruszył konkurs "Melchiory 2026". To nagroda Polskiego Radia

Ruszył konkurs "Melchiory 2026". To nagroda Polskiego Radia

Ruszyły zdjęcia do filmu "Adam" o Małyszu

Ruszyły zdjęcia do filmu "Adam" o Małyszu