W sobotę Zbigniew Łuczyński pierwszy raz prowadził "19.30" od początku bieżącego miesiąca. Czerwiec to Miesiąc Dumy podkreślający prawa osób nieheteronormatywnych.
Tęczowych spinek nie miały przypiętych Monika Sawka i Joanna Dunikowska-Paź, które prowadziły poprzednie wydania "19.30" od początku czerwca. Podobnych symboli nie eksponowali też gospodarze innych programów informacyjnych Telewizji Polskiej ani takich programów w stacjach grupy TVN Warner Bros. Discovery i Telewizji Polsat.
W mediach społecznościowych pojawiły się tezy, że Zbigniew Łuczyński to prawdopodobnie pierwszy dziennikarz TVP, który pokazał na antenie tęczowy symbol.
Gospodarze programów informacyjnych okolicznościowe przypinki i kotyliony mają na ubraniach w najważniejsze święta państwowe (to zwykle biało-czerwone kotyliony) oraz inne ważne rocznice historyczne (m.in. żółte żonkile w rocznicę powstania w getcie warszawskim). Natomiast w dniu finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy mają przyklejone serduszka symbolizujące tę akcję.

"To osobisty gest solidarności"
Dziennikarz TVP w rozmowie z Wirtualnemedia.pl podkreśla, że był to jego osobisty gest solidarności z osobami LGBT+ i sprzeciw wobec nietolerancji.
– To była zupełnie moja prywatna inicjatywa i mój głos. Uważam, że w Polsce wciąż istnieje potrzeba wspierania osób LGBT+, ponieważ nadal mierzą się z hejtem, nierównym traktowaniem i koniecznością ukrywania swojej tożsamości – mówi Łuczyński.
Jak podkreśla, decyzja o założeniu przypinki była związana z obchodzonym w czerwcu Miesiącem Dumy.
– Postanowiłem wykorzystać ten moment jako osoba publiczna, żeby pokazać sprzeciw wobec nienawiści, nietolerancji i oceniania ludzi ze względu na ich orientację seksualną. Mam poczucie, że osoby publiczne powinny zabierać głos w ważnych społecznie sprawach – tłumaczy.
Prezenter "19.30" zaznacza, że seksualność człowieka nie powinna być podstawą do jego oceniania. – Dla mnie to prywatna sprawa każdego człowieka. Nie chciałbym żyć w społeczeństwie, w którym politycy czy inni ludzie decydują o tym, kto ma prawo żyć w taki czy inny sposób. Wspieram równość, również równość małżeńską, i liczę, że w przyszłości osoby tej samej płci będą mogły korzystać w Polsce z takich samych praw jak pary heteroseksualne – podkreśla.

"Nie pytałem przełożonych o zgodę"
Łuczyński odniósł się również do pytania o zgodę przełożonych na wystąpienie z przypinką. – Nie pytałem przełożonych o zgodę na założenie przypinki. Od trzech lat w Telewizji Polskiej panują swoboda wyrażania poglądów i niezależność dziennikarska, dlatego nie uważałem, że taki symboliczny gest wymaga dodatkowych konsultacji – mówi.
Jak dodaje, traktuje przypinkę podobnie jak inne symbole solidarności pojawiające się w przestrzeni publicznej.
– To mój osobisty gest wobec osób, które spotykają się z dyskryminacją. Tak samo jak przypinamy żonkile czy inne symbole związane z ważnymi wydarzeniami społecznymi – zaznacza.
Dziennikarz nie ukrywa, że liczy się z możliwą krytyką, ale nie uważa, by publiczne wyrażenie poparcia dla równego traktowania kogokolwiek mogło być czymś niewłaściwym.

– Nie boję się krytyki. Uważam, że możemy wykonywać swoją pracę profesjonalnie, a jednocześnie mieć przekonania i być im wierni. W pewnym momencie trzeba jasno opowiedzieć się po stronie wartości, które są dla nas ważne – mówi.
Jednocześnie podkreśla, że problem homofobii nie jest związany wyłącznie z jedną stroną politycznego sporu. – Homofobia występuje w różnych środowiskach. Dlatego potrzebna jest rozmowa o szacunku, równości i prawie każdego człowieka do życia zgodnie z własną tożsamością – ocenia.
Gospodarz "19.30" nie przesądza jeszcze, czy będzie nosił tęczową przypinkę przez cały czerwiec. Zapowiada jednak, że nadal będzie przypominał o idei Miesiąca Dumy.
– Jeśli dzięki temu część osób zainteresuje się tematem i zastanowi nad problemem nietolerancji, to będzie to dobry efekt tej sytuacji – podsumowuje.

TVP i tęcza
W Telewizji Polskiej tęczowa symbolika była niechętnie widziana za rządów Prawa i Sprawiedliwości. Głośno było o sytuacje z lipca 2021 roku, gdy na zakończenie wydania "Pytania na Śniadanie" słowacka piosenkarka Karin Ann w trakcie występu wyciągnęła z torebki tęczową flagę i założyła na plecy. Dodała, że piosenka jest dedykowana osobom LGBT.
W styczniu 2017 roku w dniu finału WOŚP w "Wiadomościach" wymazano symbolizujące tą akcję serduszko, które miał naklejone na kurtce poseł Platformy Obywatelskiej Arkadiusz Myrcha.
Sprawę nagłośniono następnego dnia, ówczesny prezes Telewizji Polskiej Jacek Kurski początkowo ją batatelizował. – TVP informowała o WOŚP i nie wycinała serduszek. Tajemnicze zniknięcie z kurtki pana Posła musiało być robotą Belzebuba" – skomentował na Twitterze, nawiązując do przejęzyczenia się Myrchy kilka dni wcześniej w programie TVP Info.











