SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google RSS Twitter

Piękne zakończenie pewnej epoki. O kasowym sukcesie "Avengers: Koniec gry"

"Avengers: Koniec gry" zbiera na całym świecie świetne recenzje i zarabia kolejne miliony dolarów. Na listach najbardziej kasowych produkcji wszechczasów wyprzedził już kultowego "Titanica" Jamesa Camerona, a w USA dogonił "Avatara". Zdaniem ekspertów, globalny sukces filmu to nie tylko zasługa znakomitej machiny promocji. Film ściągnął uwagę absolutnie wszystkich fanów uniwersum Marvela na świecie.

Article

"Avengers: Koniec gry" po czterech tygodniach od premiery zarobił w samych Stanach Zjednoczonych 779 mln dolarów, a na całym świecie już ponad 2,62 mld dolarów. W tej chwili wyprzedza go pod tym względem już tylko "Avatar" (2,78 miliarda dolarów). Wiele wskazuje jednak na to, że hit Jamesa Camerona straci tytuł najbardziej kasowego filmu wszechczasów na rzecz produkcji Marvela.

W tym tygodniu produkcja Marvela wyprzedziła w USA "Avatara", lidera box office. W Stanach Zjednoczonych film  braci Russo zarobił ponad 779 milionów dolarów, a "Avatar" 760 milionów. W Stanach kasowym hitem wszechczasów pozostaje "Star Wars: Przebudzenie mocy", które zarobiło ponad 936 milionów dolarów.

W czym tkwi tajemnica wielkiego komercyjnego powodzenia "Avengers: Koniec gry"?

Moda na superbohaterów

- Sukces "Avengers: Koniec gry" bierze się z kilku różnych czynników, które razem zadziałały. Na produkcję i promocję filmu zostały przeznaczone ogromne nakłady finansowe. O produkcji braci Russo było głośno na całym świecie, na wiele miesięcy przed premierą - uważa Tomasz Gardziński, dziennikarz serwisu Rozrywka.Blog (grupa Spider's Web) .  

Nie bez znaczenia okazało się wsparcie miłośników serii o superbohaterach, którzy licznie ruszyli do kin.  - Wszyscy fani Marcela czekali od dawna na ten film, a pozytywny odbiór ze strony krytyki i pierwszych widzów pokazał im, że było warto. Twórcom udało się też moim zdaniem znaleźć idealny moment na zakończenie pierwszego okresu Marvel Cinematic Universe - mówi portalowi Wirtualnemedia.pl Gardziński.

Zdaniem Kamila Śmiałkowskiego, dziennikarza i krytyka filmowego, "Avengers: Koniec gry" idealnie wieńczy cały marvelowski cykl filmów o superbohaterach, który trwa już od wielu lat. "Koniec gry" to zamknięcie pewnej epoki.  

- Tajemnica sukcesu "Avengers" wynika z zaprzeczenia idei filmu. Oczywiście to wciąż trzygodzinne widowisko na wielkim ekranie, na które kupujemy osobny bilet, ale tak naprawdę to finałowy odcinek wielkiego serialu, który przez dziesięć lat i ponad dwadzieścia części (często bardzo różnych gatunkowo) zebrał potężną rzeszę fanów, która teraz dotarła do mety. Do mety, która sama w sobie jest świetnym widowiskiem, która zamyka mnóstwo wątków i stała się zjawiskiem wręcz socjologicznym, tytułem/tematem, który trzeba znać, by być uważany za człowieka będącego na bieżąco ze współczesną kulturą (to ostatnie akurat miało również miejsce w wypadku rekordowych filmów Camerona - "Titanica" i "Avatara" - komentuje dla portalu Wirtualnemedia.pl Kamil Śmiałkowski.

Dawid Muszyński, redaktor naczelny serwisu naEkranie.pl widzi tu żelazną konsekwencję w "budowaniu uniwersum i marki przez Marvela i Disneya". -  Każdy film jest ze sobą połączony i pomimo tego, że są to historie pełnometrażowe ogląda się nie jak serial z wielkim kulminacyjnym finałem. W ciągu tych 11 lat widzowie wyrobili sobie więź emocjonalną z tymi bohaterami. Dorastali z nimi.

"Avengers: Koniec gry" idzie po Avatara

Produkcja Marvela w błyskawicznym tempie zarabia kolejne miliony. Szybko wskoczyła na podium najbardziej kasowych filmów wszechczasów. Obecnie zajmuje już drugie miejsce, przed "Titaniciem" i za "Avatarem". Z fotela lidera zepchnęła już hit Camerona w USA.

Czy " Avengersi" mają szanse wyprzedzić "Avatara" również w skali globalnej?  - Nie tylko mają szansę, ale po prostu wkrótce to zrobią - przewiduje Tomasz Gardziński. - "Avengers: Endgame" zarabia szybciej od "Avatara" i ma większy potencjał do długotrwałej obecności w kinach. Pierwsze miejsce to tylko kwestia czasu - dodaje dziennikarz.

- Szanse na pobicie "Avatara" wciąż są, ale to filmy z dwóch biegunów kinowej psychologii - sądzi z kolei Kamil Śmiałkowski. -  "Avatar" był filmem na który chodziło się miesiącami i który (podobnie jak "Titanic") długo budował swą pozycję i popularność. "Avengers" zaś to lawina, widowisko, które każdy chce zobaczyć jak najszybciej, by mieć swoje zdanie, ale też by uniknąć spojlerów i dać się samodzielnie zaskoczyć zwrotom akcji. Takie oglądanie filmów to znak naszych czasów - konkluduje nasz rozmówca.

Dawid Muszyński z naEkranie.pl mówi: "Obserwuje na naszym serwisie z roku na rok coraz większe zainteresowanie produkcjami Marvela i nie mówię tu tylko o filmach ale także o serialach Netflixa (już skasowanych), Hulu czy stacji ABC. To jest taki efekt kuli śniegowej która z roku na rok czyli z każdą kolejną produkcją robi się coraz większa".

Zapytani przez Wirtualnemedia.pl dziennikarze przyznają, że tak wysokiej pozycji "Avengers: Koniec gry" w rankingach box office wszechczasów nie ma się co dziwić, zwłaszcza że drugie miejsce okupowała produkcja z końcówki lat 90. - Jeszcze 15 lat temu nikt nie mógł przewidzieć, że filmy superbohaterakie będą tak olbrzymim przebojem. Produkcje z najważniejszymi bohaterami w rodzaju Batmana czy Supermana osiągały bardzo przyzwoite wyniki w box office, ale nie miały szans wspiąć się na szczyt. Ale Disney poświęcił na zdobycie tej popularności 11 lat i miliardy dolarów, więc to też była z ich strony duża inwestycja - uważa Tomasz Gardziński z Rozrywka.Blog.

- Myślę, że pokonanie "Titanica" było już od jakiegoś czasu oczywistością. Rekordy są po to, by je pokonywać. Zmienia się schemat oglądania filmów, zmienia się sama idea filmu (dziś coraz częściej to część kinowego serialu), zmienia się widz i jego wymagania - sądzi Kamil Śmiałkowski. - "Avengers" to widowisko największe, które na swojego pogromcę (w sensie frekwencji) pewnie będzie czekać kilka lat potrzebnych na nabudowanie kolejnej serii. Ale czas pojedynczych widowisk w rodzaju "Titanica" dobiegł końca - podsumowuje Śmiałkowski.

"Avengers: Koniec gry" to ósmy film Marvela, który przekroczył granice miliarda dolarów i drugi w tym roku po "Kapitan Marvel".

W produkcji grają Robert Downey Jr., Chris Evans, Mark Ruffalo, Scarlett Johansson, Chris Hemsworth, Tom Hiddleston, Anthony Mackie, Paul Bettany, Elizabeth Olson, Jeremy Renner, Chadwick Boseman, Sebastian Stan, Don Cheadle, Chris Pratt, Dave Bautista, Zoe Saldana, Pom Klementieff, Benedict Cumberbatch, Benedict Wong, Sean Gunn, Tom Holland, Paul Rudd, Jon Favreau, Brie Larson, Karen Gillan, Gwyneth Paltrow, Evangeline Lilly oraz Josh Brolin.

Za reżyserię odpowiadają bracia Anthony Russo i Joe Russo.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Piękne zakończenie pewnej epoki. O kasowym sukcesie "Avengers: Koniec gry"

5 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
pavv
Tja... w kinie w mojej okolicy na seansach było po 20-30 osób. Może USA szaleje na punkcie tego typu bajeczek, ale w Europie oglądalność mają śladową.
2 2
odpowiedź
User
buahahaha
Tja... w kinie w mojej okolicy na seansach było po 20-30 osób. Może USA szaleje na punkcie tego typu bajeczek, ale w Europie oglądalność mają śladową.


https://www.boxofficemojo.com/movies/?p ... el2019.htm
1 0
odpowiedź
User
Piotrek
Najwyższy czas strącić z pierwszego miejsca słabego "Avatara.
0 0
odpowiedź
User
thanoss
Tja... w kinie w mojej okolicy na seansach było po 20-30 osób. Może USA szaleje na punkcie tego typu bajeczek, ale w Europie oglądalność mają śladową.
o, wielki pan znafca się znalazł. Film zarobił globalnie ponad trzy razy więcej niż w USA. W Polsce poszło na niego ok 1,8 mln ludzi, co jest rzadkim wynikiem jak na hollywoodzkie kino. To film, na który tłumy waliły w momencie premiery. Jak byłeś niedawno to trudno się dziwić, że mało osób było. Zresztą zależy w jakim miejscu mieszkasz, o której godzinie byłeś jakiego dnia itp. Albo jesteś słabym trollem, albo nie masz pojęcia o czym piszesz. Czy się to komuś podoba czy nie ten film nigdzie nie miał śladowej ilości. Prawie 3 miliardy dolarów nie biorą się znikąd.
2 1
odpowiedź
User
pavv
Widziałem zainteresowanie tym filmem w 50-cio tysięcznej miejscowości gdzie jest jedno kino. Nie wiem ile osób było w dniu premiery, ale 2 czy 3 dni później na seansie o godz. 19 było może 20 osób... no góra 30.
0 0
odpowiedź