Cyberprzestępcy zaczynają działać jak korporacje

Głośne ataki zwiększają zainteresowanie cyberbezpieczeństwem, ale tylko na około pół roku, tymczasem cyberprzestępcy coraz bardziej się profesjonalizują i sami zaczynają działać jak korporacje - powiedział Adam Rafajeński z Deloitte.

bcz / pap
bcz / pap
Udostępnij artykuł:

"Doświadczenie pokazuje, że głośne ataki zwiększają zainteresowanie cyberbezpieczeństwem w instytucjach, ale tylko przez około pół roku. Po tym okresie organizacje i firmy zaczynają sądzić, że zainwestowały już wystarczająco dużo pieniędzy, czasu i wysiłku i tracą zainteresowanie tematem, a tym samym bezpieczeństwo znów zaczyna spadać. I tak aż do kolejnego ataku" - powiedział PAP Adam Rafajeński z Deloitte.

Ekspert zauważył, że żadna instytucja nie jest w stanie zabezpieczyć się przed atakiem w 100 procentach, ale musi ograniczać ryzyka.

Cyberbezpieczeństwo jak ochrona budynku

"Problem z cyberbezpieczeństwiem jest taki jak z ochroną budynku, który ma 40 okien i 20 wejść - my musimy pilnować wszystkich, a atakującym wystarczy jeden uchylony lufcik, by wejść" - opisywał. Dlatego - podkreślił - bardzo ważna jest ciągła czujność i tworzenie backupów, które pozwolą firmie czy instytucji wrócić do funkcjonowania po ataku.

"Większość ataków używa technik czy dziur, które zostały odkryte i można by je załatać miesiąc, czasami kwartał a czasami dwa lata temu. Jeżeli organizacja została zaatakowana z wykorzystaniem dziury, która mogła być załatana rok temu, to jest jej zaniedbanie, bo miała wystarczająco dużo czasu, żeby zapobiec tej sytuacji" - ocenił. Podkreślił, że najgroźniejsze są nie te ataki, które w widoczny sposób szyfrują lub niszczą dane, ale te niewidoczne: które podsłuchują, ściągają informacje, kopiują maile.

"To są elementy, które powinny zwrócić uwagę zarówno departamentów bezpieczeństwa, jak i służb. Problem w tym, że jeśli czegoś nie widać, to trudno na to zareagować. Organizacje mają problem z dostrzeżeniem anomalii: np. Jan Kowalski wysyła codziennie 30 kb danych do internetu, a w ostatnim tygodniu wysyłał po 600 kb" - wskazał.

Jak dodał, zdarza się, że firma, która nie zabezpiecza się odpowiednio, nie jest już w stanie podnieść się po cyberataku. "Miałem przynajmniej jedną taką sytuację, że duża firma skutecznie zaatakowana nie była w stanie funkcjonować. Oni byli na krawędzi ogłoszenia upadłości: nie mieli żadnych danych, systemy transakcyjne nie działały. Pomoc takiej firmie, gdy widzimy przed sobą tylko zaszyfrowane dane, jest bardzo trudna" - powiedział.

Działanie jak korporacja

Rafajeński podkreślił, że cyberprzestępcy coraz bardziej się profesjonalizują. "Nie są to - jak kiedyś - idealiści, którzy chcą zmieniać świat, atakując tych, których uznają za wrogów, ale zawodowi przestępcy. Oni coraz częściej działają jak korporacje: rekrutują pracowników, organizują szkolenia z technik włamań. Podczas lockdownu obserwowaliśmy spadek aktywności niektórych grup cyberprzestępców, bo także ich dotknął lockdown i nie mogli pójść do pracy do biura" - powiedział.

Jak mówił, dodatkowym utrudnieniem jest to, że w cyfrowym świecie identyfikacja jest o wiele trudniejsza niż w prawdziwym. "Jeżeli ktoś chce się ukryć, może to zrobić za serwisami proxy. Fenomen IT jest taki, że trudno powiedzieć, że widzimy określony adres IP z jakiegoś kraju - to może być złudne. Niektórzy atakujący przechodzą przez cztery, pięć czy nawet kilkanaście takich serwerów, np. na Malcie, Korei Płd., potem w Rosji i USA. Obserwując taki atak widzimy tylko ostatnie miejsce, z którego on pochodzi" - powiedział.

Wskazał, że z tego powodu, choć większość ataków wydaje się pochodzić z Chin, USA i Rosji, to te kraje nie muszą być rzeczywistym miejscem pobytu cyberprzestępców. "Po prostu w tamtej infrastrukturze jest mnóstwo systemów, które oferują serwisy anonimizacyjne. Wychodzimy bramką, ktoś widzi, że ja wychodzę z Rosji, mimo że jestem w Polsce" - dodał.

Według eksperta, dzisiejsi cyberprzestępcy dokładnie analizują również np. systemy prawne w poszczególnych krajach, żeby mieć pewność, iż w wypadku żądania przez służby pomocy prawnej otrzymanie odpowiedzi z danego kraju zajmie wieki.

"Dlatego np. Rosja jest wygodnym miejscem do takich działań. Jeżeli wyślemy tam prośbę o pomoc prawną, to potrwa rok, dwa lata zanim dostaniemy odpowiedź, że atak wyszedł z Mongolii. Gdy prosimy o pomoc Mongolię, po kilku miesiącach dostajemy odpowiedź, że atak przyszedł z Korei, i tak dalej" - powiedział. Wskazał, że choć w niektórych krajach, takich jak USA, ataki na przykład na funkcjonowanie systemu bankowego SWIFT są bardzo zdecydowanie ścigane, to część rządów przygląda się im biernie, bo uważa, że te działania uderzają w ich rywali geopolitycznych.

Według Rafajeńskiego, profesjonalizacja cyberprzestępców oznacza też jednocześnie, że działają oni w celu maksymalizacji zysku. "Jeśli widzą, że dana firma jest dobrze chroniona, a zarobek będzie trudny, to sobie odpuszczają i wybierają łatwiejszą, słabiej chronioną ofiarę. Dlatego warto inwestować w cyberbezpieczeństwo i mieć silne techniki zabezpieczeń, by odstraszyć atakujących" - podkreślił.

PRACA.WIRTUALNEMEDIA.PL

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

Liverpool łączy siły z marką Tommy Hilfiger

Liverpool łączy siły z marką Tommy Hilfiger

Globalna kampania M&M’s i Marvel

Globalna kampania M&M’s i Marvel

MullenLowe Media wygrywa obsługę marki Vileda

MullenLowe Media wygrywa obsługę marki Vileda

Bauer Media Outdoor Poland poszerza zasięg o centra handlowe z hipermarketami Auchan. "To nasza największa umowa"

Bauer Media Outdoor Poland poszerza zasięg o centra handlowe z hipermarketami Auchan. "To nasza największa umowa"

Weszło ma nowego partnera. Teraz wspiera go Fortuna

Weszło ma nowego partnera. Teraz wspiera go Fortuna

Jest zwiastun trzeciego sezonu "Euforii". Kiedy premiera?

Jest zwiastun trzeciego sezonu "Euforii". Kiedy premiera?