SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

Dziennikarze nie zgadzają się na ograniczenia w Sejmie. Chcą rozmawiać z marszałkiem

Dziennikarze polityczni, którzy pracują w parlamencie, chcą spotkać się z marszałkiem Sejmu Markiem Kuchcińskim i rozmawiać na temat planowanych ograniczeń w dostępie sejmowych korytarzy. Po świętach delegacja dziennikarzy uda się w tej sprawie do marszałka - dowiedział się portal Wirtualnemedia.pl.

PAP / Jacek TurczykArticle

Marszałek Sejmu Marek Kuchciński chce przenieść dziennikarzy z przepustkami do zwalnianych przez Straż Marszałkowską pomieszczeń w filarze podpierającym część parlamentu, naprzeciw wejścia głównego. Tam miałyby się odbywać nagrania rozmów z posłami, a to oznacza, że po wprowadzeniu nowych przepisów dziennikarze będą musieli umawiać się z parlamentarzystami i czekać, aż zejdą do sali.

Z doniesień „Rzeczpospolitej” wynika, że zarządzenie wstępowe zostało już przygotowane i obecnie trwają konsultacje z marszałkiem Senatu Stanisławem Karczewskim. Docelowo dziennikarze w ogóle nie będą mogli poruszać się po korytarzach Sejmu. Przedstawiciele mediów solidarnie skrytykowali planowane zaostrzenia. - Uważam, że to politykom na rękę, bo ułatwi kontrolowanie przekazu przede wszystkim - ocenia Jacek Prusinowski, reporter polityczny Radia Plus, pracujący na co dzień w Sejmie.

W piątek dziennikarka „Faktów” TVN Katarzyna Kolenda-Zaleska zaproponowała na Twitterze, żeby udać się do marszałka Kuchcińskiego na rozmowę w tej sprawie. W rozmowie z portalem Wirtualnemedia.pl dziennikarka tłumaczy, że to na razie luźny pomysł.

- Powinniśmy pójść, porozmawiać i dowiedzieć się, o co chodzi i jakie to są pomysły, bo tak naprawdę nie wiemy. Żebyśmy nie byli zaskakiwani, ale żeby traktowano nas jak partnerów - wyjaśnia Kolenda-Zaleska. - Uważam, że pomysły o wydzieleniu nam miejsca na pracę to już jest o jeden most za daleko. Mam nadzieję, że dialog i rozmowa pomogą i nie będzie pomysłów ograniczenia nam dostępów sejmowych - dodaje.

Wiceprezes Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich Agnieszka Romaszewska-Guzy zaapelowała na Twitterze o dziennikarską solidarność w sprawie dostępu do Sejmu RP. - To w interesie nas wszystkich i opinii publicznej! - napisała szefowa TV Biełsat. - To był apel do moich kolegów głównie z prawej strony, bo ich znam dobrze. Jeśli teraz dziennikarze przestaną być dopuszczani do rozmów z posłami w Sejmie to w kolejnym rządzie już się to nie zmieni - zauważa dziennikarka w rozmowie z portalem Wirtualnemedia.pl.

- Liczę na to, że w tej sprawie powstanie porozumienie dziennikarzy ponad podziałami światopoglądowymi. Jeżeli nie powstanie to dziennikarze, którzy dziś bardziej sprzyjają temu rządowi po zmianie władzy niech nie liczą, że te przepisy się zmienią. Zaostrzenie przepisów będzie służyło każdej władzy, jeżeli zostanie raz wprowadzone to już nie zostanie zdjęte - mówi Wirtualnemedia.pl Krzysztof Skórzyński z „Faktów” TVN.

Romaszewska-Guzy wyjaśnia, że delegację dziennikarzy do marszałka Marka Kuchcińskiego powinni zorganizować sami dziennikarze, którzy pracują w Sejmie.

- Poziom zaostrzenia konfliktu politycznego jest tak duży, że to może nie pomóc. Widzę na Twitterze, jak ten pomysł jest odczytywany, że jeżeli przez ileś czasu bieganie po Sejmie polega głównie na robieniu kretynów z posłów PiS-u, bo tak to wygląda w przypadku TVN, to potem są odpowiednie reakcje. To rzeczywiście jest prawda - tłumaczy Agnieszka Romaszewska-Guzy. - Dostępność polityków była wielką wartością, a proponowane zaostrzenia zagrażają tej poważnej wartości. Bardzo cenne było to, że można było złapać posła i z nim porozmawiać. Wszystkich - Platformy Obywatelskiej, Prawa i Sprawiedliwości, SLD - ocenia wiceprezes SDP.

- To mogło być dziesięć razy idiotycznie stosowane, ale raz jest potrzebne. Wystarczy, że ten raz nie będzie mogło być zastosowane. Potem obostrzenia nie zostaną odkręcone, bo są wygodne dla wszystkich polityków - zaznacza dziennikarka. - Jeżeli akcja dziennikarzy wplącze się w kolejny etap konfliktu politycznego to się nie uda, bo PiS się zaprze, jak ze stadninami. Wtedy obróci się to na ich niekorzyść, niestety również na niekorzyść obywateli - podkreśla Agnieszka Romaszewska-Guzy.

Wiceszefowa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich zapewnia jednak, że będzie proponowała prezesowi Krzysztofowi Skowrońskiemu włączenie się SDP w ewentualną akcję dziennikarzy sejmowych.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że dziennikarze polityczni już ustalają, kto będzie reprezentował środowisko dziennikarskie podczas rozmowy z marszałkiem Sejmu. Na razie nie wiadomo, kiedy dojdzie do spotkania z Markiem Kuchcińskim.

Warto dodać, że zarządzenie ograniczające dostęp dziennikarzy do korytarzy sejmowych to kolejne obostrzenie wprowadzane przez prezydium Sejmu. W grudniu ub.r. decyzją marszałka Marka Kuchcińskiego zablokowano dziennikarzom z przepustkami możliwość korzystania z kuluarów sejmowych.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Dziennikarze nie zgadzają się na ograniczenia w Sejmie. Chcą rozmawiać z marszałkiem

16 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
takjest
Dziennikarze sami się doigrali, korzystając z danego im przywileju w często kretyński sposób. Nie będzie już łapania posłów wychodzących z kibla.
odpowiedź
User
LoL
Jakoś ta dotychczasowa dostępność polityków nie przekładała się na jakość dziennikarstwa. W większości, jak Kolenda byliście propagandystami.
Dziennikarz to nie inkwizytor, nie może nikogo zmusić do rozmowy. Brakuje spokojnych, rzeczowych rozmów, za dużo wrzasków i agresji zamiast profesjonalizmu. Dziś pracę Sejmu można śledzić na stronach sejmowych, transmisja obrad jest w TV, a na rozmowę umówić się sms-em. Zamiast latać jak kot z pęcherzem po sejmowych kuluarach, lepiej przygotowujcie się do rozmowy. I będzie git.
odpowiedź
User
Yogi
Problem wydaje się być bardziej złożony niż tylko "łapanie posłów pod kiblem". Otóż rządzący nie mają nic do powiedzenia, poza ciągłym bredzeniem o winie PO, dosłownie za wszystko. Czasem pojawia się jeszcze wina PSL, jeśli poseł PiS jest światlejszy.
Ogrodnik - marszałek nigdy nie miał nic do powiedzenia, fighterka Pawłowicz...sami rozumiecie. Stąd kretyński pomysł z pokojem, do którego żaden wybraniec leniwego intelektualnie elektoratu, jaśnie panujących nie zejdzie.
Posłowie utrzymywani są z naszej kasy, czytaj podatków i rozmowa z mediami należy się wyborcy, jak psu kiełbasa.
odpowiedź
User
Bubu
Zgadzam się z Yogim, oni czyli Pis wzięli władze, ale to ludzie, którzy naprawdę nie maja nam nic odpowiedzenia, wiec bawią się w stwarzanie kolejnych barier w dostępie do nich. To problem pozorny. Generalnie uważam, że z sejmu niczego ciekawego nie da się powiedzieć, bo i cóż ? Sejm to maszyna do uchwalania dobrych ustaw i jeśli są dobre to co tu komentować.
odpowiedź
User
Andrus
Uważajcie! bo Parlamentarzyści się obrażą i wybiorą sobie inny Naród
odpowiedź