SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google RSS Twitter

Kamil Durczok o dziennikarstwie: Jesteśmy świadkami zupełnego upadku obyczajów

- Rynek medialny w Polsce przypomina obraz bitwy pod Grunwaldem. Walczymy na różne narzędzia, najmniej w tym wszystkim jest niestety dziennikarstwa. Rzetelnego, misyjnego - stwierdził Kamil Durczok podczas XXVIII Forum Ekonomicznego w Krynicy-Zdroju.

Kamil Durczok, fot. Nikola Bochyńska Article

Dziennikarz był gościem debaty o misyjności mediów, ich zależności od słupków oglądalności i wyników sprzedaży. Próbując odpowiedzieć na pytanie, czy dziennikarz w XXI wieku kieruje się misją, nie szczędził gorzkich słów pod adresem środowiska oraz zawodu.

- Rynek medialny w Polsce przypomina obraz bitwy pod Grunwaldem. Walczymy na różne narzędzia, najmniej w tym wszystkim jest niestety dziennikarstwa. Rzetelnego, misyjnego. Jestem pod wrażeniem tego, że ciągle jeszcze w tym zawodzie misja jest przynależna do pewnych nazwisk, redakcji, grup, ale na pewno nie do środowiska. Jesteśmy świadkami absolutnego upadku obyczajów dziennikarskich - stwierdził Kamil Durczok.

Zapytał retorycznie: - Czy ktoś potrafi wskazać medium - poza niewielką grupą - które kieruje się zasadą dwuźródłowości? Które sprawdza informacje, które spisuje z jednego źródła i weryfikuje w niezależnym od tego pierwszego? Jak powie się o tym w jakimkolwiek portalu, nawet o dużym zasięgu, to popukają się w czoło. Kto to będzie sprawdzał, dlaczego? Po to, aby wyprzedziła nas konkurencja? Mamy źródło, mamy autora, mamy nagranie – to jedziemy z tym fantem. To jest dziś obraz dziennikarstwa w Polsce. Każda głupota, każda bzdura rzucona przez polityka, jeśli tylko gwarantuje klikalność – jest publikowana – ocenił Kamil Durczok.

Dodał, że dziennikarstwo przenosi się do sieci, co wieszczył już w 2006 roku, kiedy przeszedł do zespołu „Faktów” TVN i próbował przenieść ten brand do sieci.

- Dziś niestety klikają się rzeczy proste, głupie, ale atrakcyjne. To prowadzi do absolutnego upadku dziennikarstwa - dodał.

„Telewizja państwowa, nie publiczna. Tuba propagandowa partii”

Durczok odniósł się także podczas debaty do obecnej sytuacji w mediach publicznych. Ocenił, że dziś telewizja komercyjna, a dokładnie TVN – „choć nie ma już wobec tej stacji sentymentów” – wyręcza telewizję publiczną.

- TVN – choć nie mam specjalnych sentymentów do mojej byłej stacji - poza 10 latami pracy, które tam zostawiłem – wyręcza telewizję państwową, bo nie ma już telewizji publicznej; należałoby powiedzieć: partyjną. Jest wyręczana w swoich podstawowych zadaniach: edukacyjnych, zdystansowanego tłumaczenia świata. Tłumaczenia zjawisk, które są trudne na tyle, by zrozumieć je przy pierwszym podejściu. Dzisiaj robią to stacje komercyjne, natomiast z całą pewnością nie robi tego telewizja pod rządami PiS-u, która zamieniła się w „szczekaczkę”, która zajmuje się wyłącznie polityką rządu i jednej partii.

Według dziennikarza przyczyną obecnego „chaosu i fatalnego obrazu mediów” jest ekonomia i przekonanie, że „kto posiada telewizję publiczną, ten ma władzę”. Dodał także, że ważną kwestią jest pozycja mediów lokalnych, które zwykle mają problem z dofinansowaniem, ponieważ nikt nie widzi w nich ekonomicznego potencjału.

Problemem dziennikarstwo internetowe

Kamil Durczok, który sam prowadzi portal internetowy Silesion.pl o tematyce Śląska i którego siedziba mieści się w Katowicach stwierdził, że „jest wielkim pesymistą, jeżeli chodzi o przyszłość tego zawodu”, a jedną z przyczyn jego negatywnej oceny jest dziennikarstwo internetowe. Obecnie – według niego – z reguły mamy do czynienia nie z dziennikarzami, a z media workerami.

- Ludzie, którzy do perfekcji opanowali „kopiuj, wklej” - najczęściej bez podawania źródła i uszanowania praw autorskich puszczają to dalej w świat. Jeżeli żadnych uregulowań w tej sprawie nie będzie - a sądzę, że ich nie będzie - to słabo widzę rynek medialny - ocenił.

Według niego kolejnym aspektem jest konieczność edukacji, a przy tym brakuje mu wiary w młodych ludzi.

- Nie ma dzisiaj żadnego powodu, dla którego ekonomicznie wydawcy lub właścicielowi opłacałoby się zatrudniać za 5, 7, 10 tysięcy złotych doświadczonego dziennikarza, kiedy za te same pieniądze może zatrudnić siedmioro-ośmioro zdolnych studentów, którzy będą pracowali pod presją czasu, będą kopiować i wklejać. Dobrze by było, gdyby powołali się jeszcze na źródło - stwierdził Kamil Durczok.

W październiku 2016 roku Kamil Durczok uruchomił Silesion.pl - portal, gdzie relacjonuje głównie wydarzenia na Śląsku. Jest szefem witryny, a także prezesem wydającej ją spółki Coal Minders.

Durczok pozwał „Wprost” za teksty wytykające mu mobbing i molestowanie

W lutym 2015 roku „Wprost” opublikował dwa artykuły, za które Kamil Durczok, ówczesny szef „Faktów”, pozwał jego autorów. W pierwszym z nich, „Ukryta prawda” napisano o przypadkach molestowania seksualnego w pracy. Dziennikarz miał zaproponować seks dziennikarce, a po jej odmowie zacząć ją gorzej traktować.

Kolejna publikacja we „Wprost” opisywała natomiast przypadek researcherki, która stwierdziła, że Durczok miał jej proponować na wyjeździe służbowym w 2010 roku, aby do niego wpadła. Według niej w kolejnych miesiącach szef „Faktów” wysyłał jej podobne SMS-y, a kiedy odmawiała i prosiła, aby nie składał jej takich propozycji, zapowiedział że „teraz wszystko się zmieni”.

Telewizja TVN po pierwszym tekście powołała wewnętrzną komisję, która po rozmowach z pracownikami ustaliła, że w redakcji „Faktów” były trzy przypadki stosowania mobbingu i molestowania. Nie podano jednak, że ich sprawcą był Kamil Durczok, jednak zdecydowano się na rozwiązanie z nim umowy za porozumieniem stron. Poszkodowani natomiast otrzymali rekompensatę.

W swoim pozwie Durczok zarzucił wydawcy „Wprost” oraz autorom tekstów naruszenie dóbr osobistych, żądając 2 mln zł odszkodowania. W połowie maja br. Sąd Okręgowy w Warszawie w całości oddalił pozew dziennikarza.

- W ocenie AWR „Wprost” powództwo było bezzasadne bowiem publikacje stanowiące podstawę roszczenia powoda były sporządzone z zachowaniem staranności i rzetelności dziennikarskiej - skomentowano w komunikacie giełdowym firmy PMPG Polskie Media, do której należy AWR „Wprost”. Durczok ocenił wyrok jako niesprawiedliwy i zapowiedział złożenie apelacji.

W kolejnym numerze „Wprost” przedstawił dziennikarza na swojej okładce jako „przegranego”. On sam skomentował to słowami: - Sąd w ani jednym miejscu nie orzekł, że ludzie zatrudnieni we WPROST napisali prawdę. Sąd oddalił MOJE powództwo. Rozumiem, że jak się szoruje po dnie, każdy sposób na podniesienie nakładu jest dobry. Nawet podpieranie się kłamstwem i znaną twarzą.

Według sądu Durczok mówił i wysyłał współpracownicom propozycje seksualne

W sierpniu „Wprost” opisał uzasadnienie wyroku, które otrzymali wydawca i dziennikarze tygodnika. Uzasadnienie pisemne sporządziła orzekająca w tej sprawie sędzia Anna Tyrluk-Krajewska. W artykule opisano, że w procesie ustalono, jak dokładnie wyglądała sytuacja opisana w pierwszym tekście „Wprost” z początku 2015 roku o molestowaniu.

Według uzasadnienia wyroku w rzeczywistości Kamil Durczok rozmawiał z koleżanką nie w redakcji, tylko w warszawskim klubie Tango i nie zwrócił jej uwagi, że nie ma na sobie majtek, tylko sam powiedział, że ich nie nosi. W uzasadnieniu stwierdzono, że w klubie Durczok siedział blisko koleżanki i opowiadając o tym, że wybiera się na badania lekarskie, rozpiął koszulę. - Wygłosił uwagę, mówiąc o koleżance, która akurat tańczyła, że chętnie by się wśliznął pomiędzy jej uda. Odchodząc, zapytał, czy pojedzie do niego do domu, i oświadczył, że nie ma majtek po jeansami (lub że nie nosi majtek pod jeansami) - napisała sędzia. Dodała, że według sądu ta dziennikarka z rozmów z innymi pracownikami TVN dowiedziała się, że podobne propozycje od Durczoka dostały trzy inne osoby ze stacji: dziennikarka i dwie stażystki.

Według „Wprost” adwokaci byłego szefa „Faktów” na rozprawach wielokrotnie podawali niedokładne przytoczenie jego wypowiedzi o nienoszeniu majtek jako przykład nierzetelności artykułu z lutego 2015 roku. Sąd uznał jednak, że ta pomyłka jest „nieistotna z punktu widzenia postrzegania zjawiska i sensu wypowiedzi”. - Bez względu na to, kto w relacji miałby być ubrany w określony sposób, sens słów ma jednoznaczny charakter - stwierdzono w uzasadnieniu.

W procesie miano ustalić także, że Kamil Durczok wysyłał współpracownicom SMS-y o charakterze seksualnym, z propozycjami spotkań intymnych. Zwrócono też uwagę, że przed ukazaniem się we „Wprost” w lutym 2015 roku artykułu, w którym opisano, jak Kamil Durczok mobbingował i molestował niektóre podwładne z „Faktów”, dziennikarze tygodnika starali się uzyskać jego komentarz. Według sądu nie udzielając wypowiedzi, Durczok pozbawił się możliwości przedstawienia swojej wersji wydarzeń, o czym doskonale wiedział jako dziennikarz.

Wygrany proces za inny artykuł z 2015 roku

Natomiast Kamil Durczok wygrał w dwóch instancjach proces dot. innego tekstu „Wprost”, w którym w lutym 2015 roku dziennikarze opisali pobyt dziennikarza w mieszkaniu znajomej, gdzie miano znaleźć materiały pornograficzne, gadżety seksualne i biały proszek.

W 2016 roku Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł, że pozwani mają zamieścić przeprosiny i zapłacić Durczokowi 500 tys. zł. Natomiast w kwietniu br. Sąd Apelacyjny w Warszawie podtrzymał wyrok w zakresie przeprosin, a wysokość zadośćuczynienia obniżył do 150 tys. zł. Wydawca „Wprost” zapowiedział, że złoży do Sądu Najwyższego skargę kasacyjną na ten wyrok.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Kamil Durczok o dziennikarstwie: Jesteśmy świadkami zupełnego upadku obyczajów

32 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Alf
Durczok, kiedy był szefem Faktów TVN na czyjeś pytanie czy też stwierdzenie dlaczego Fakty przypominają tabloid stwierdził, że to wszystko wina internetu i portali internetowych. I jak to się ma do tego co teraz wygaduje? Jak pięść do oka.
odpowiedź
User
haha
TVN edukuje i tłumaczy świat w sposób zdystansowany :-))) Czy ten facet zioło tam jakieś ćmił? :-)))
odpowiedź
User
widzka
to ja, wielki mistrz Ulryk von........sorry, Kamil von.......
61 18
odpowiedź
User
wiele racji
w ocenach. I tyle. Dziennikarstwo w tradycyjnym pojęciu już niemal nie istnieje. Jedne z ostatnich ostały się niektóre tygodniki.
49 21
odpowiedź
User
Omo
Zapraszanie tego pana na wydarzenia publiczne i pozwalanie mu na komentowanie i krytykowanie, zwłaszcza tematów w obszarze etyki i moralności, jest najzwyczajniej OBRZYDLIWE
odpowiedź