SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Kamil Durczok nie trafi do aresztu. Musi zapłacić 200 tys. zł poręczenia, ma zakaz kontaktów z byłą żoną i bankiem

Sąd Okręgowy w Katowicach oddalił zażalenie prokuratury na niezastosowanie aresztu tymczasowego Kamila Durczoka, któremu postawiono zarzuty związane z podrobieniem dokumentów dot. kredytu o wartości ok. 3 mln zł. Wyznaczono inne środki zapobiegawcze.

Kamil Durczok, fot. TVP Info Article

Oddalając w środę zażalenie prokuratury, Sąd Okręgowy w Katowicach wyznaczył inne środki zapobiegawcze wobec Kamila Durczoka: 200 tys. zł poręczenia majątkowego (ma zostać zapłacone do 1 stycznia), dozór policji oraz zakaz opuszczania kraju, a także zakaz kontaktów ze świadkami (byłą żoną dziennikarza i pracownikami banku, który udzielił mu kredytu).

Durczok złożył obszerne wyjaśnienia

Kamil Durczok na początku grudnia został zatrzymany i doprowadzony przez Centralne Biuro Śledcze Policji do siedziby katowickiej prokuratury. Składał tam wyjaśnienia. - Czynności te mają na celu przedstawienie mu zarzutu związanego z podrobieniem weksla i dokumentów towarzyszących zabezpieczeniu kredytu hipotecznego na blisko 3 mln zł, który został zawarty w sierpniu 2008 r. Po wykonaniu czynności z udziałem podejrzanego prokurator podejmie dalsze decyzje, co do ewentualnego zastosowania środków zapobiegawczych - opisała Agnieszka Wichary, rzeczniczka Prokuratury Regionalnej w Katowicach.

>>> Praca.Wirtualnemedia.pl - tysiące ogłoszeń z mediów i marketingu

Postępowanie w tej sprawie Prokuratura Regionalna w Katowicach prowadzi od lipca br. po zawiadomieniu o podejrzeniu popełnienia przestępstwa złożonym przez pełnomocników Marianny Dufek, byłej żony Kamila Durczoka. Chodzi o weksle złożone przez Durczoka w 2008 roku jako zabezpieczenie kredytu na zakup nieruchomości. Jeden z nich opiewa na 2,03 mln franków szwajcarskich, a drugi na ponad 300 tys. zł. W dokumentach dziennikarz zobowiązał się, że w razie niespłacania kredytu 5 lipca 2019 roku uiści na rzecz banku całą wskazaną kwotę. Jako poręczająca wskazana została Mariannę Dufek, na obu dokumentach jest jej podpis.

W lipcu bank na podstawie weksla skierował do Dufek wezwanie do zapłaty. Wtedy kobieta złożyła zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, a w zeznaniach podkreśliła, że nie była obecna przy sporządzaniu weksli i nie podpisywała ich, a przed otrzymaniem pisma z banku nie wiedziała w ogóle, że te dokumenty zostały wystawione.

Część mediów, m.in. Wirtualna Polska i „Super Express” podały, że Durczok przyznał się do podrobienia podpisu na wekslu z sierpnia 2008 roku, a także sfałszowania innych dokumentów związanych z wekslem, m.in. deklaracji wekslowej i oświadczenia o podaniu się egzekucji bankowej. Natomiast nie przyznał się do oszustwa w kwocie 2,9 mln zł na szkodę banku, który udzielił mu kredytu.

Zgodnie z art. 310 par. 1 Kodeksu karnego porobienie podpisu „podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 5 albo karze 25 lat pozbawienia wolności”.

Prokuratura potwierdziła jedynie, że Durczok złożył obszerne wyjaśnienia i przyznał się do podrobieniu weksla stanowiące zabezpieczenie kredytu, przy czym umniejszał tę rolę. - Wskazywał na zachowanie banku podczas podpisanie kredytu oraz na rolę poręczyciela tego kredytu, a tym samym osoby, która miała się podpisać na tym wekslu - stwierdziła Agnieszka Wichary.

Sąd pierwszej instancji uznał, że Durczok nie będzie mataczył

W zeszłym tygodniu Sąd Rejonowy Katowice-Wschód wydał postanowienie swojej decyzji oddalające wniosek o aresztowanie Kamila Durczoka. W piśmie stwierdził, że prokuratura w swoim wniosku powołała się na przepisy o warunkach, w których można zastosować areszt tymczasowy, dodając jedynie krótko, że „musi wykonać dalsze czynności procesowe z osobowych źródeł dowodowych”.

Według sądu podstawą do zastosowania takiego aresztu powinna być obawa, że podejrzany będzie mataczył, a tej nie wykazano we wniosku prokuratora. Zwrócił uwagę, że informacje o złożeniu przez byłą żonę Kamila Durczoka zawiadomienia o podejrzenia przestępstwa związanego z wekslami pojawiły się w sierpniu i nie stwierdzono, żeby Durczok od tego czasu próbował mataczyć.

- Powaga zarzucanego podejrzanemu czynu jest bezdyskusyjna, ale brak rzeczowego uzasadnienia dla wykazania obawy matactwa i to występującej w takim stopniu natężenia, konkretnej i realnej, że tylko tymczasowe aresztowanie jest w stanie zabezpieczyć dalszy tok śledztwa - argumentował sąd.

Zauważył też, że gdyby wysokość grożącej kary była jedyną przesłanką do aresztu tymczasowego, należałoby aresztować wszystkie osoby z zarzutami, za które grozi odpowiednio długie więzienie, a tak się nie dzieje.

W uzasadnieniu zaznaczono, że prokuratura we własnym zakresie może ustanowić inne środki zapobiegawcze wobec Kamila Durczoka, np. zakaz opuszczania kraju lub poręczenie majątkowe.

Prokuratura skrytykowała decyzję sądu

Karol Rużyło i Michał Ciupa, pełnomocnicy prawni Kamila Durczoka, w zeszłym tygodniu stwierdzili w oświadczeniu, że decyzję sądu odebrali z szacunkiem i zadowoleniem. - Jedynym, co chcemy podkreślić, jest okoliczność, że sprawa ma o wiele bardziej złożony charakter niż przekaz wynikający z dotychczasowych doniesień medialnych, co dostrzegł i podkreślił Sąd orzekający w przedmiocie wniosku o zastosowanie tymczasowego aresztowania - napisali.

Nie skomentowali treści materiału dowodowego, który zebrała prokuratura, ani nie ujawnili, jak do postawionych mu zarzutów odniósł się Durczok. - Chcemy wyraźnie zaznaczyć, że nasz Klient złożył obszerne i szczegółowe wyjaśnienia oraz deklaruje gotowość odniesienia się do wszelkich pozostałych, istotnych okoliczności sprawy oraz aktywnego udziału we wszystkich czynnościach postępowania - stwierdzili.

Natomiast Prokuratura Regionalna w Katowicach oceniła, że decyzja sądu o niezastosowaniu aresztu wobec Kamila Durczoka jest „nieracjonalna i niezrozumiała”. Zarzucili sądowi, że przyznał Durczokowi „immunitet celebryty”, co może mieć negatywny wpływ na dalsze postępowanie. Agnieszka Wichary stwierdziła, że w ramach tego postępowania przede wszystkim weryfikowane będą wyjaśnienia, które złożył Durczok.

Durczok: sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana

We wtorek Kamil Durczok w obszernym wpisie na swoim fanapge’u facebookowym odniósł się do tej sprawy. Zaznaczył, że nie może ujawnić wielu informacji.

- To, co wiem, z czym mogłem się zapoznać po zatrzymaniu przez CBŚP i przesłuchaniach w Prokuraturze, objęte jest tajemnicą śledztwa. Gospodarzem postępowania jest prokuratura i tylko ona może decydować, które spośród wszystkich dokumentów są przedstawiane opinii publicznej. Szanuję to i nie zrobię niczego, co mogłoby tę zasadę złamać - wyjaśnił.

- Zapewniam jednak, że sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana niż jej medialny przekaz. Przede wszystkim pokazuje, jak bardzo zawieść może bank, instytucja, w której pokłada się zaufanie, jak zawodzą procedury oraz ludzie, którzy w nim pracują. Wierzę, że na całą prawdę przyjdzie w końcu czas. Podobnie jak na pociągnięcie do odpowiedzialności banku i pracujących w nim ludzi, którzy powinny wiedzieć, do czego doprowadziła ich chciwość, zachłanność i nieetyczne działania - stwierdził dziennikarz.

- Dziś słyszę, że złożone przeze mnie, bez wahania, szczere i obszerne wyjaśnienia, a także odpowiedzi na wszystkie pytania Prokuratora, to tylko przyjęta „linia obrony”. Czy to znaczy, że przytaczanie faktów i mówienie prawdy to coś nagannego? Tak, moją linią obrony jest mówienie prawdy. I będę w tym konsekwentny - zapowiedział Durczok.

„Wiedziałem o sprawie od 4 miesięcy”

Kamil Durczok we wpisie odniósł się do sugestii, że może w tej sprawie mataczyć. - Wyjaśniam więc, że wiedziałem o sprawie od 4 miesięcy, bo wtedy napisały o niej po raz pierwszy media. Gdybym zamierzał mataczyć, uciekać, czy w jakikolwiek sposób utrudniać postępowanie, uczyniłbym to w ciągu tych 4 miesięcy - napisał.

- Prokuratura w pełni zdaje sobie sprawę, że nie zrobiłem niczego, co mogłoby zostać uznane za próbę mataczenia. Spokojnie czekałem na szansę złożenia wyjaśnień. Szkoda, że musiało je poprzedzić zatrzymanie na ulicy i doprowadzenie w kajdankach. Zaręczam, że stawiłbym się sam, bez zwłoki i na każde wezwanie - zapewnił dziennikarz.

Skomentował też decyzję sądu pierwszej instancji oddalającą wniosek o areszt. - Sąd, rozpatrując wniosek o tymczasowe aresztowanie, był w stanie spojrzeć na sprawę w sposób wnikliwy i rzetelny. I to nie dlatego, że stanął przed nim Kamil Durczok, tylko dlatego, że był wolny od nacisków i niezależny - skomentował dziennikarz poprzednią decyzję sądu.

- Dlatego pojęcie „wolnych sądów” jest dla mnie tak ważne i ma tak ogromne znaczenie, choć wielu ludzi uważa je za nieistotne. Pewnie nigdy nie stanęli oni w obliczu takiej sytuacji, w jakiej ja się znalazłem. I oby nie stanęli. Gdyby jednak było inaczej, życzę im, by Sąd był w ich przypadku tak dociekliwy i sumienny, jak w moim - dodał Durczok.

- Po tym, jak Sąd I instancji nie zastosował wobec mnie aresztu, Prokuratura określiła to jako przyznanie mi „immunitetu celebryty”. Nie brak było głosów, że ów „immunitet celebryty”, to próba podważenia decyzji niezawisłego Sądu, który nie spełnił oczekiwań Prokuratury i nie wsadził mnie za kraty. Czy to uprawniona opinia? Wam pozostawiam odpowiedź na to pytanie - zaznaczył dziennikarz.

„Nie ferujcie wyroków nie znając szczegółów”

Kamil Durczok podziękował osobom wspierającym go w obecnej sytuacji. - Wszystkim moim przyjaciołom. Tym prawdziwym, będącym ze mną od lat. Dziękuję Wam za wsparcie. Nigdy dotąd nie sądziłem, że słowa „jestem z Tobą”, czy „nie poddawaj się”, mogą mieć aż takie znaczenie. Dziękuję znajomym i nieznajomym, którzy nie stracili wiary we mnie. Dajecie mi mnóstwo siły - wyliczył.

Osobno podziękował swoim prawnikom. - Panowie Mecenasi, wasza wiedza, przygotowanie i wsparcie, są w tych dniach nieocenione - podkreślił.

- Tych, którzy już mnie osądzili, proszę: nie ferujcie wyroków nie znając szczegółów. Jestem zwykłym obywatelem, takim, jak Wy. Zapewniam, że biorę odpowiedzialność za błędy, które w życiu popełniłem - stwierdził Kamil Durczok.

 

W lipcu Durczok jechał po pijanemu, ma zarzuty

26 lipca Kamil Durczok spowodował kolizję na autostradzie A1 w okolicach Piotrkowa Trybunalskiego. Był pijany, w wydychanym powietrzu miał 2,6 promila alkoholu, a we krwi miał śladową ilość substancji psychotropowych.

Dziennikarz został zatrzymany przez policję usłyszał dwa zarzuty: prowadzenia samochodu w stanie nietrzeźwości oraz wywołania bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym. Po wytrzeźwieniu został przesłuchany przez prokuratora, przyznał się tylko do jazdy po pijanemu.

Sądy obu instancji oddaliły wniosek prokuratury o tymczasowe aresztowanie Durczoka. Wyznaczono inne środki zapobiegawcze wobec dziennikarza: poręczenie majątkowe (Sąd Apelacyjny podwyższył je z 15 do 100 tys. zł), dozór policyjny i zakaz opuszczania kraju.

Trzy dni kolizji, zaraz po posiedzeniu sądu pierwszej instancji rozpatrującego wniosek o jego tymczasowe aresztowanie, Kamil Durczok wygłosił krótkie oświadczenie, zezwalając na publikację w mediach swojego wizerunku w kontekście sprawy.

- Bardzo, bardzo wszystkich przepraszam. Wszystkich, którzy we mnie wierzyli i mi ufali. To są dla mnie bardzo trudne dni. Mam pełną świadomość, że to, co się wydarzyło, jest karygodne. Ani przez moment nie zaprzeczałem faktom , które zgromadziła policja i prokuratura - stwierdził. - Pozostaje mi przeprosić widzów, internautów, czytelników. Przede wszystkim chciałbym przeprosić moich najbliższych, bo zostali narażeni na infamię, cierpienia, na które w najmniejszym stopniu nie zasłużyli - dodał.

Według ustaleń „Super Expressu” w czasie przesłuchania w prokuraturze Durczok poinformował, że wracał samochodem z Władysławowa, gdzie przez cztery dni pili z bratem różne alkohole. Zaraz przed wyjazdem wypił jeszcze dwa piwa.

Podał też powody kilkudniowego pijaństwa: długi spór sądowy z tygodnikiem „Wprost”, trudny rozwód z żoną oraz problemy zdrowotne, wskutek których w połowie lipca przez kilka dni miał być hospitalizowany, ponadto brał leki na serce. - Szukałem rozluźnienia w alkoholu. Całe moje życie legło w gruzach. Moja psychika jest w rozsypce - powiedział Durczok. Przyznał, że zdaje sobie sprawę z konsekwencji jazdy po pijanemu. - To mój największy błąd, bardzo mi wstyd. Jestem świadomy końca kariery - stwierdził.

Durczok wygrał i przegrał z „Wprost” w sądzie, zamknął Silesion.pl

Procesy sądowe Kamila Durczoka z „Wprost” (wydawanym przez PMPG Polskie Media) dotyczą publikacji tygodnika z lutego 2015 roku. W kilku tekstach zarzucono Durczokowi mobbingowanie i molestowanie podlegających mu pracowników „Faktów” (głównie kobiet), powołując się na anonimowych informatorów. W jednym artykule opisano pobyt dziennikarza w mieszkaniu znajomej, w którym interweniowała policja, a na zdjęciach pokazano jego rzeczy osobiste.

Po publikacji pierwszego z tych tekstów TVN powołał komisję wewnętrzną, która po rozmowach z wieloma pracownikami ustaliła, że w redakcji „Faktów” były trzy przypadki stosowania mobbingu i molestowania. Nie wskazano, że sprawcą był Kamil Durczok, ale jednocześnie za porozumieniem stron rozwiązano z nim umowę, a poszkodowanym zapłacono rekompensatę.

Durczok w pozwie przeciw wydawcy i dziennikarzom „Wprost” domagał się przeprosin i 2 mln zł odszkodowania. W procesie jako świadkowie zeznawało wielu obecnych i byłych pracowników TVN, m.in. dziennikarze oraz Adam Pieczyński, członek zarządu firmy kierujący pionem informacyjnym.

W maju ub.r. Sąd Okręgowy w Warszawie w całości oddalił pozew Duczoka „Wprost” poinformował o tym w artykule promowanym na okładce, zaznaczając, że w trakcie procesu była pracownica TVN potwierdziła, że dziennikarz proponował jej seks, przy czym użył nieco innych słów niż te zacytowane w artykule tygodnika. - Sąd dał jej wiarę, bo uznał (na podstawie raportu komisji TVN oraz zeznań innych świadków), że Durczok w podobnie niestosowny sposób zachowywał się także wobec innych pracownic - zaznaczono w tygodniku.

Kamil Durczok wygrał natomiast proces dotyczący artykułu o pobycie w mieszkaniu znajomej. W pozwie domagał się publikacji przeprosin na okładce tygodnika i trzech kolejnych stronach „Wprost” oraz 7 mln zł zadośćuczynienia. W maju 2016 roku Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł o zamieszczeniu przeprosin we wskazanej formie i zapłacie 500 tys. zł. Wydawca tygodnika złożył apelację, a sąd drugiej instancji w kwietniu ub.r. utrzymał wyrok w zakresie przeprosin, obniżając kwotę zadośćuczynienia do 150 tys. zł.

W lutym br. „Wprost” zamieścił przeprosiny w zasądzonej formie. Przy czym tygodnik ukazał się z podwójną pierwszą stroną, na drugiej zamiast przeprosin pojawiło się pytanie do Durczoka: „Sąd ustalił: Molestował! Dlaczego nie przeprasza ofiar?”.

- Tak się kończą kłamstwa i oszczerstwa. Oczywiście WPROST już wyje i tłumaczy, że przeprasza ale nie przeprasza, bo inny proces wygrał. Niczego nie wygrał! - skomentował to Kamil Durczok na Twitterze. - Więcej: to smutna wiadomość - Wprost nie rozróżnia wyroku prawomocnego od nieprawomocnego. Ale ich musi boleć - dodał.

W TVN Kamil Durczok pracował w latach 2006-2015, wcześniej przez 13 lat był związany z Telewizją Polską. W obu firmach prowadził najważniejsze programy informacyjne i niektóre publicystyczne, w TVN był dodatkowo szefem „Faktów”.

Po rozstaniu z tym nadawcą i upływie 1,5-rocznej okresu zakazu konkurencji Durczok uruchomił swój serwis internetowy Silesion.pl dotyczący głównie regionu śląskiego. Początkowo w redakcji pracowało ponad 20 osób, zapowiadano relacje z wykorzystaniem dronów. Na początku kwietnia br. serwis przestał być aktualizowany, a pod koniec miesiąca definitywnie zniknął z sieci. Eksperci z branży internetowej komentowali dla Wirtualnemedia.pl, że prawdopodobnie przy sporych kosztach bieżących nie osiągał odpowiednich wpływów reklamowych, bo nie przyciągnął internautów na stałe ciekawymi treściami.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Kamil Durczok nie trafi do aresztu. Musi zapłacić 200 tys. zł poręczenia, ma zakaz kontaktów z byłą żoną i bankiem

22 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Powabe
Bo i po co do aresztu. Facet i tak już jest zniszczony medialnie i w życiu.
Wzbogacił budżet o 200 000zł i z tego należy się cieszyć.
Znając jego, poczynania pewnie na tym się nie skończy. Pojemność państwowego portfela jest nieskończenia wielka, także tego... 🙂
5 15
odpowiedź
User
Law
Bo i po co do aresztu. Facet i tak już jest zniszczony medialnie i w życiu.
Wzbogacił budżet o 200 000zł i z tego należy się cieszyć.
Znając jego, poczynania pewnie na tym się nie skończy. Pojemność państwowego portfela jest nieskończenia wielka, także tego... 🙂


Poręczenie nie jest przychodem. Inaczej kaucja = zwrotna
19 0
odpowiedź
User
Kris
Jakby to był szary człowiek to już dawno za kratami by siedział z wyrokiem 25 lat więzienia. Takie niestety mamy sądy w Polsce :/
43 7
odpowiedź
User
MotU
"Tych, którzy już mnie osądzili, proszę: nie ferujcie wyroków nie znając szczegółów. Jestem zwykłym obywatelem, takim, jak Wy."
Jakbyś był zwykłym obywatelem, to już byś dawno siedział i za matactwa i za jazdę po pijaku. Do pierdla wsadzają po byle piwie na rowerze a ty gwiazdorze przejechałeś pół Polski i niby jesteś niewinny? Kończ Waść, wstydu oszczędź!
40 1
odpowiedź
User
Kamil
Wszyscy razem! Wolne sądy! Wolne sądy!
36 5
odpowiedź