SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Komisja Etyki TVP: "Solidarni 2010" naruszyli standardy etyczne

Komisja Etyki Telewizji Polskiej w specjalnym oświadczeniu skrytykowała wyemitowany 26 kwietnia br. na antenie TVP1 film dokumentalny "Solidarni 2010" autorstwa Ewy Stankiewicz i Jana Pospieszalskiego.

Komisja Etyki TVP:

Komisja Etyki uznała, że autorzy filmu "Solidarni 2010" oraz "Jedynka" naruszyli obowiązujące w TVP zasady etyki.

REM: Pospieszalski naruszył zasady obiektywizmu, szacunku i tolerancji

Oto tekst orzeczenia Komisji Etyki TVP:

Jan Pospieszalski odpiera zarzuty REM

Dziennikarz telewizji publicznej wobec odbiorców 
Zadaniem i rolą dziennikarza jest realizacja prawa każdego człowieka do informacji oraz do udziału w debacie publicznej znajdującej swój wyraz w programie telewizyjnym. Racją wyprodukowania i emitowania programu winno być domniemane zainteresowanie odbiorców i/lub dobro publiczne, a nie interes autora, redaktora czy wydawcy. 

Program najsilniej wyraża tezę, że ci, którzy przed katastrofą wypowiadali się o prezydencie i parze prezydenckiej krytycznie, to nie są prawdziwi Polacy i prawdziwi patrioci i nie mają obecnie prawa do żalu i żałoby. Autorzy filmu poprzez intencjonalny montaż legitymizują tę tezę, wielokrotnie artykułowaną przez wypowiadające się osoby. Takie kryterium selekcji materiału, dokonywania wyboru i tworzenie zestawień jest niezgodne z zasadami rzetelności zawodowej. Według programu społeczeństwo dzieli się na „prawdziwych Polaków i prawdziwych patriotów oraz resztę”.
Efektem przyjętych koncepcji montażowych jest program naruszający zasady bezstronności i rzetelności nawet wówczas, gdy autentyzm zamieszczonych wypowiedzi nie budzi wątpliwości. 

Autorzy dysponowali zapisem ok. 60 godzin materiału reporterskiego, realizowanego przez dwie ekipy producentów zewnętrznych, pracujących dla potrzeb różnych programów. W programie „Solidarni 2010” zamieścili wybór wypowiedzi ok.100 osób z kilkudziesięciu (jeśli nie więcej) tysięcy osób, które były przed Pałacem Prezydenckim. Większość z nich sama podeszła do Jana Pospieszalskiego stojącego przy kamerze nieoznakowanej logiem TVP. 

Jan Pospieszalski – współautor programu, który był rzeczywistym animatorem ujawnienia postaw, poglądów i wszystkich dopuszczalnych i możliwych wypowiedzi, ich odbiorcą i adresatem, nie pojawia się na ekranie, by spełnić funkcję występującego w imieniu telewizji publicznej, aktywnego moderatora i komentatora, co w pewnym zakresie mogłoby tłumaczyć jednostronność wyrażanych w programie opinii. 

Zbieranie i opracowanie materiałów 
Opracowanie i montaż materiałów nie mogą zniekształcać informacji czy opinii. Materiały archiwalne muszą być oznaczone jako takie. 

Komisja nie ma wątpliwości, że osoby wypowiadające się miały prawo mówić to, co uważały za stosowne. Rolą autorów programu jest dokonanie wyboru i tworzenie zestawień, a także ponoszenie współodpowiedzialności wraz z osobami odpowiedzialnymi za emisję, za społeczne, a także i polityczne reperkusje publicznej prezentacji programu. 

Obecność przed Pałacem Prezydenckim Jana Pospieszalskiego, osoby powszechnie znanej, identyfikowanej z konkretną opcją polityczną, w sposób naturalny zaktywizowała do publicznego zabrania głosu, tych uczestników niewątpliwie spontanicznej manifestacji, którzy podzielają jego poglądy. Żaden inny reporter nie uzyskałby wypowiedzi na takim poziomie szczerości, wspartej bardzo silnymi emocjami. Autorzy w żaden sposób nie odnoszą się do wypowiedzi wybranych przez siebie osób, a więc identyfikują się z wygłaszanymi jednostronnymi opiniami. 

Rozbudzanie nadmiernych obaw lub nadziei 
W relacjach o zdarzeniach sensacyjnych i tragicznych należy starać się o maksymalną ścisłość i unikać wywoływania dodatkowych napięć i obaw u odbiorców. 

Przy podejmowaniu decyzji o emisji programu nie wzięto pod uwagę niebezpieczeństwa silnej polaryzacji społeczeństwa oraz szerzenia obaw i poczucia zagrożenia (teorie spisku) w i tak już rozemocjonowanych odbiorcach, co jest niezgodne z misją telewizji publicznej. 

Obowiązkiem dziennikarza jest zapewnienie w odbiorze wrażenia zrównoważonej prezentacji różnych stanowisk, swego rodzaju równego dystansu do często wzajemnie polemicznych wypowiedzi i opinii. Nie jest rzeczą dziennikarza wpływanie na treść wypowiedzi, powinien on jednak tak wywiązywać się ze swojej roli inicjatora i moderatora debaty, by stanowiska i pozycje jej uczestników były przedstawiane w sposób najbardziej zrozumiały i czytelny dla odbiorców. 

Jednostronność poglądów i opinii wyrażanych w programie wymagała autorskiego lub redakcyjnego (np. niezwłocznie po emisji) komentarza, zajęcia stanowiska w ważnej społecznie sprawie, opowiedzenie się otwarcie za lub przeciw, wydanie osądu wartościującego. Tego rodzaju komentarz może być powierzony doświadczonemu, kompetentnemu dziennikarzowi, znanemu z niezależności poglądów i cieszącego się autorytetem zawodowym, albo niezależnemu ekspertowi, wolnemu od podejrzeń o jednostronne politycznie czy ideologicznie powiązania. 

Rzeczywiste autorstwo 
Rzeczywiste autorstwo materiałów filmowych czy tekstów powinno być zawsze podane do wiadomości odbiorców. 

Przez kilka dni emitowane były w TVP1 zapowiedzi specjalnego programu Jana Pospieszalskiego z pominięciem nazwiska Ewy Stankiewicz, która była faktyczną inicjatorką oraz rzeczywistą autorką realizacji zapisu dokumentalnego wydarzeń przed Pałacem Prezydenckim. 

Analizowany zapis filmowy powstał zgodnie z zasadą, że powinnością dokumentalistów jest rejestrowanie rzeczywistości każdego dnia, a szczególnie w chwilach przełomowych, niecodziennych, ważnych społecznie, historycznych. Taki historyczny moment z całą pewnością miał miejsce. 

Autorzy programu i jego producent zgodnie oświadczyli, że nie brali udziału w kolaudacji wersji emisyjnej programu. Nie było więc sytuacji, w której można byłoby dokonać analizy merytorycznej, wskazać błędy warsztatowe i zasugerować sposoby ich uniknięcia. 

Zasady etyki obowiązujące w TVP zostały naruszone przede wszystkim redaktorów i wydawców, którzy ponosili odpowiedzialność za brak nadzoru redakcyjnego i te osoby, które brały udział w podejmowaniu decyzji o emisji programu w upublicznionym kształcie.

Program „Solidarni 2010” gatunkowo należy określić raczej jako powstałą w nadzwyczajnej sytuacji wideo-notację. W gruncie rzeczy można powiedzieć, że ten dokumentalny zapis to bardzo rozbudowana telewizyjna sonda uliczna, zawierająca autentyczne wypowiedzi adresowane do Jana Pospieszalskiego, obdarzonego specjalnym i wyjątkowym w tamtej sytuacji zaufaniem. Jednak Autorzy zredukowali udział Jana Pospieszalskiego do kilku jego wtrąceń i podpowiedzi z offu. Widz nie zna dokładnej treści zadawanych pytań i reakcji reportera-moderatora – nawet niemej - na niezwykle emocjonalne odpowiedzi. Poza trzema przypadkami wszystkie osoby występują anonimowo. W programie „Solidarni 2010” mamy do czynienia z bohaterem zbiorowym. Z eksponowaniem konkretnych osób, bohaterów pewnej zbiorowości. Wyborem fragmentów z ich pełniejszych wypowiedzi. Z wyborem miejsca, usytuowania ich wypowiedzi w strukturze programu. Autorzy zawsze muszą podejmować te wybory, a dokonując montażowych zestawień, tworzą przede wszystkim sens i przesłanie utworu. W tym konkretnym przypadku wzmacniane jest ono przez kilkakrotne powtórzenia w różnych miejscach 90 minutowego programu, fragmentów wypowiedzi tych samych i bardzo charakterystycznych osób (znanych już z poprzednich emisji na antenie TVP1). Taki niezwykle wyrazisty refren-mantra na bardzo wysokim i zapadającym w pamięć, poziomie emocji i frustracji. 

Dokument „Solidarni 2010” obejrzało 1,6 mln widzów

Dokument „Solidarni 2010” był zapisem rozmów z osobami, która gromadziły się pod Pałacem Prezydenckim po katastrofie samolotu pod Smoleńskiem. Znalazły się w nim kontrowersyjne opinie wygłaszane przez ludzi, mówili oni m.in., że katastrofa była tak naprawdę zamachem wymierzonym w elitę kraju, a media wyszydzały i wyśmiewały Lecha Kaczyńskiego.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Komisja Etyki TVP: "Solidarni 2010" naruszyli standardy etyczne

12 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Andrzej
To efekt braku dekomunizacji - w Czechach i Niemczech taka krytyka prawdy byłaby nie do pomyślenia.
8 8
odpowiedź
User
Janek
Okaże się w najbliższych wyborach,ile te 80 % popierających Pospieszalskiego znaczy.
8 8
odpowiedź
User
Janek.bis
Nikt na to nie zwraca uwagi,ale taka ocena filmu stawia pod znakiem zapytania rzetelność współautorki filmu Ewy Stankiewicz, a co za tym idzie - także wiarygodność realizowanego przez nią (oraz koleżankę) tak zachwalanego i nagradzanego filmu "Trzech kumpli".Skoro tutaj manipulowała (lub zgodziła się na manipulację), to równie dobrze mogła to robić poprzednio i trzeba na tamten film spojrzeć przez pryzmat "Solidarnych 2010".
8 8
odpowiedź
User
Monia
do #Janek.bis
i manipulowała:
"To nie jest jednak cała prawda o Ewie Stankiewicz. W 2008 r. wspólnie z Anną Ferens zrealizowała głośny dokument „Trzech kumpli” o śmierci Stanisława Pyjasa. Jedną z najmocniejszych jest scena, w której zdenerwowany Krzysztof Kozłowski przerywa wywiad, wstając gwałtownie od biurka. Wychodzi, potrącając głową lampę.

Tak się składa, że przeczytałem pełen zapis tej rozmowy. Z Kozłowskim autorki rozmawiały długo. Opowiadał im także o tym, że w drugiej połowie lat 70. nie wierzył w młodą opozycję, mówił też o szacunku dla założycieli SKS-u za postawę w tamtych latach. Są to fragmenty istotne, bo mimo że drogi Kozłowskiego i SKS-u rozeszły się po sprawie Maleszki, zdecydował się on oddać honor politycznym przeciwnikom. W filmie tego nie ma, została sama złość Kozłowskiego."

http://tygodnik.onet.pl/0,45903,krotka_ ... ntarz.html
8 8
odpowiedź
User
Leoncio
Nic dziwnego, że po... godne Oskara "arcydziełko" tak skwapliwie siegneła "Rzepa", doddając filmik do swego wtorkowego (25 maja) wydania. Czy w tej gazecie już wszyscy poszaleli?
8 8
odpowiedź