SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Podkański: Czytelnik nie powinien płacić za treści w internecie

Przeglądy prasy w internecie są wielokrotnie zwyczajną próbą obejścia prawa i uniknięcia procesów. Ponadto udowodnienie, że operator internetowy tylko zmodyfikował pochodzącego z prasy newsa nie jest proste – twierdzi w rozmowie z Wirtualnemedia.pl Wiesław Podkański, prezes Izby Wydawców Prasy.

Podkański: Czytelnik nie powinien płacić za treści w internecie

- Rewolucja technologiczna zdaje się działać na naszą korzyść, bo tworzy nam nowe kanały dystrybucji treści, a wydawcy którzy dostosowują się do tego zmieniającego otoczenia, mają szansę odnieść sukcesy – mówi Wiesław Podkański. Jednak, rozwój internetu to nie tylko zyski dla wydawców prasy, ale także szereg problemów, zwłaszcza w obszarze nielegalnego wykorzystywania konetntu, przez różnego rodzaju serwisy i portale internetowe. - Izba Wydawców Prasy już zaproponowała, aby wydawcy prasy i szefowie portali oraz serwisów internetowych usiedli do wspólnego stołu i wypracowali metody efektywnej i przynoszącej każdej stronie zyski współpracy – mówi prezes IWP.

Zdaniem Podkańskiego kwestie rozliczeń za wykorzystywany kontent powinny odbywać się między jego właścicielami (najczęściej wydawcami prasy), a wykorzystującymi je serwisami internetowymi, zarabiającymi na sprzedaży przy nich reklam. Prezes IWP twierdz, że za treści w internecie nie powinien płacić indywidualny czytelnik. - Teraz dla portali internetowych jest to czysty biznes, a więc dostarczyciele kontentu chcieliby także uczestniczyć w podziale zysków – podkreśla.

Jednocześnie Wiesław Podkański tłumaczy, że o ile w przypadku treści fachowych udowodnienie kradzieży kontentu nie sprawia wielkiego problemu, to wskazanie z pełną stanowczością, że jakiś portal modyfikuje i zamieszcza na swoich stronach newsy jest już kłopotliwe. - Ja nie twierdzę, że właścicieli portali internetowych trzeba natychmiast odciąć od kontentu prasowego – mówi Podkański. - Internet jest niezwykle użytecznym narzędziem, które trzeba rozwijać, ale ten rozwój musi przebiegać w ucywilizowany sposób - dodaje.

Robert Stępowski: Pana zdaniem tegoroczny kryzys gospodarczy miał rzeczywisty wpływ na znaczne spadki sprzedaży egzemplarzowej gazet oraz zmniejszył przychody reklamowe, czy uwidocznił tylko trwający od kilku lat proces?

Wiesław Podkański, prezes Izby Wydawców Prasy: Kryzys dotknął całą gospodarkę, a media są jej częścią. I to nie tylko media drukowane, ale wszystkie media. Tak jak polska gospodarka poradziła sobie z kryzysem dość dobrze, tak też podobną sytuację obserwujemy na rynku wydawców prasy. W przeciwieństwie do amerykańskiego rynku wydawniczego, my nie odnotowaliśmy upadków dużych tytułów. Ma Pan też racje: ten mijający rok unaocznił problemy, z którymi wydawcy borykają się już od pewnego czasu. Siłą, a jednocześnie słabością naszego rynku mediów drukowanych jest to, że nasz odbiorca codziennie dokonuje świadomego wyboru i kupuje gazetę. Dotarcie do informacji w sieci jest dużo prostsze i w większości przypadków bezpłatne. Jeśli czytelnik mimo to podejmuje wysiłek, tak czasowy jak i finansowy, to znaczy, że wysoko ceni swoją gazetę.

Kryzys dotknął również dziennikarzy. W ostatnich miesiącach praktycznie nie było tygodnia, w którym nie pojawiałyby się informacje o zwolnieniach lub cięciach wynagrodzeń w poszczególnych redakcjach.
Wielu wydawców musiało podjąć takie niełatwe decyzje i rozmowy z pracownikami, aby poczynić pewne oszczędności. To nie jest łatwe, jednak zwolnienia, obniżki wynagrodzenia, czy zmiana systemu wynagradzania to działania wymuszone przez złą sytuację na rynku reklamowym. Każda osoba odpowiedzialnie kierująca swoim wydawnictwem musi kontrolować koszty, dlatego dostosowywanie płac i zatrudnienia do warunków rynkowych jest jak najbardziej normalne.

Jaka jest więc przyszłość prasy w dobie spadków sprzedaży, przychodów i rosnącej ceny papieru?
Ceny papieru podlegają zwykłej grze rynkowej: raz rosną, raz spadają, często są uzależnione od kursów walut, więc nie ma tu powodów do dramatyzowania. Co zaś do przyszłości prasy, można odpowiedzieć  w brutalny sposób: wydawnictwa muszą na siebie zarabiać – to dotyczy przecież wszystkich przedsiębiorstw. Ja jestem optymistą. Na co dzień obserwuję, jak przyspiesza proces rozwoju wydawców, ile inwestują oni w przedsięwzięcia internetowe. To już nie są proste strony internetowe będące elektronicznym wydaniem gazety, ale rozbudowane, kompleksowe i na bieżąco aktualizowane serwisy funkcjonujące obok wydania papierowego i uzupełniające je. Wydawcy dostrzegli swoją ogromną szansę: atrakcyjne treści, które wydawcy i tak produkują, znajdują setki tysięcy nowych odbiorców w internecie, pozwalając na tworzenie atrakcyjnych, multimedialnych pakietów dla klientów reklamowych.

Wielu specjalistów uważa, że za kilka lat papierowe gazety staną się dobrem ekskluzywnym, po które będą sięgać tylko nieliczni, aby poza możliwością przeczytania informacji mogli ją dotknąć i poczuć zapach farby.
Nie zgadzam się z tą tezą, już od kilkunastu lat zapowiadany jest upadek prasy. Tymczasem rewolucja technologiczna zdaje się działać na naszą korzyść, bo tworzy nam nowe kanały dystrybucji treści, a wydawcy którzy dostosowują się do tego zmieniającego otoczenia, mają szansę odnieść sukcesy. Oczywiście te zmiany zapewne będą prowadzić i prowadzą do różnego rodzaju fuzji i przejęć, ale to przecież normalny wolnorynkowy proces. Problem, który może się pojawić i już się pojawia, może być sprawa beztroskiego podejścia przez media elektroniczne do kontentu. Proszę pamiętać, że już w tej chwili dostawcami kontentu dla internetu jak i telewizji są głównie media drukowane. To śladami publikacji prasowych najczęściej podążają ekipy telewizyjne, przede wszystkim z kanałów informacyjnych.
Jeśli duzi wydawcy mają utrzymywać kilkusetosobowe redakcje, to muszą mieć na to pieniądze. Natomiast jeśli z pracy tych dziennikarzy nieodpłatnie korzystają inne media, to oczywistym jest, że tak funkcjonować się nie da. Zauważył to świat, zauważa to także powoli Polska. Ta kwestia będzie uregulowana i mówi się o tym bardzo głośno w całej Europie. Niektórzy wydawcy podczas październikowego spotkania Europejskich Wydawców Prasy w Brukseli mówili wyraźnie, że to co dzieje się obecnie jest po prostu kradzieżą kontentu.

Jak więc Pana zdaniem powinna ta kwestia zostać rozwiązana?
Moim zdaniem rozliczenia nie powinny dotknąć indywidualnego odbiorcy - czytelnika. Uważam, że operatorzy internetowi powinni rozliczać się z wydawcami prasy – dostawcami kontentu. Inaczej sytuacja wyglądała kilka czy kilkanaście lat temu. Wówczas, budowaliśmy społeczeństwo informacyjne, chcieliśmy, by jak najwięcej treści pojawiło się w sieci. Teraz dla portali internetowych jest to czysty biznes, a więc dostarczyciele kontentu chcieliby także uczestniczyć w podziale zysków. Obserwując to co dzieje się na świcie, a także pewne tendencje w naszym kraju, mam wrażenie, że już wkrótce zostaną wypracowane pewne standardy umożliwiające dalszy rozwój internetu, ale już na zdrowych zasadach.

Taką „jaskółką” może być także pierwszy w naszym kraju korzystny dla właściciela kontentu wyrok sądu (mowa o wyroku sądu w sprawie wytoczonej przez Infor)...
Tak. Choć sprawa Inforu była o tyle prosta, że tam te specjalistyczne treści były po prostu brutalnie kopiowane w całości. W przypadku informacji newsowych istnieje dużo większa możliwość ich modyfikacji, co często się dzieje. W takich sytuacjach udowodnienie, że operator internetowy tylko zmodyfikował naszego newsa nie jest już tak proste. Istnieje prawo do cytatu, ale i tu zapadł pierwszy wyrok sądu w Strasburgu definiujący liczbę słów mogących tworzyć taki cytat, choć i w tym przypadku prawnicy już się spierają co do definicji „słowa”.
Ja nie twierdzę, że właścicieli portali internetowych trzeba natychmiast odciąć od kontentu prasowego. Wszelkie działania muszą być podejmowane z rozwagą. Internet jest niezwykle użytecznym narzędziem, które trzeba rozwijać, ale ten rozwój musi przebiegać w ucywilizowany sposób.

A co Pan myśli o „przeglądach prasy”, które nie są ani kopią tekstu, ani cytatem, ale zwyczajnym streszczeniem – pigułką, którą otrzymuje internauta?
To są bardzo często triki stosowane przez wydawców internetowych. Wielokrotnie jest to zwyczajnie próba obejścia prawa i uniknięcia procesów. Jeśli jednak każdy taki przykład będziemy chcieli wstawić w ramy kolejnych paragrafów, to zaczniemy nieskutecznie „gonić królika”, a i tak zawsze jakaś nowa furtka, by ominąć prawo, się znajdzie. Izba Wydawców Prasy już zaproponowała, aby wydawcy prasy i szefowie portali oraz serwisów internetowych usiedli do wspólnego stołu i wypracowali metody efektywnej i przynoszącej każdej stronie zyski współpracy. Odbyłoby się to również z korzyścią dla czytelników, którzy w internecie mogliby znaleźć dużo bogatsze teksty niż teraz.

Na początku naszej rozmowy mówiliśmy o tytułach prasowych, które upadły w tym roku na świecie, ale one najczęściej przeniosły się w sposób dość naturalny do internetu. Myśli Pan, że w naszym kraju taki model biznesowy ma szansę się sprawdzić?
Polska jest w znacznie gorszej sytuacji, choćby dlatego, że w naszym kraju cały czas istnieją znaczące bariery infrastrukturalne. Ciągle zbyt mało osób ma dostęp do szerokopasmowego internetu. Kolejnym powodem, dla którego taki model mógłby się nie sprawdzić polega na przyzwyczajeniach czytelników – również internautów. W USA sprzedaż e-wydań gazet rozwija się bardzo dobrze. W naszym kraju, choć gazety tradycyjne również mają w większości przypadków swoje elektroniczne wydania, to kupuje je zaledwie kilka procent czytelników. Mamy jednak jako naród cechę bardzo szybkiego nadganiania zaległości technologicznych, dlatego nie wykluczam, że za kilka lat sprzedaż e-wydań – niekoniecznie w dzisiejszej postaci - stanie się opłacalna. Będzie to jednak zależało nie tylko od mentalności czytelnika, ale także reklamodawców i tego, ile będą chcieli zapłacić za reklamę w e-wydaniu. To co w naszym kraju jest zjawiskiem bardzo pozytywnym to szybki rozwój prasy fachowej, wysoce specjalistycznej oraz lokalnej. Choć w Polsce istnieje pięć organizacji zrzeszających wydawców prasy lokalnej i regionalnej, to nikt tak naprawdę nie wie ile jest tych tytułów. I dla tych segmentów prasy nie widzę zagrożenia.

Siłą tych lokalnych gazet jest to, że one poruszają tematy bliskie czytelnikowi, na które w gazetach ogólnopolskich nie ma miejsca. W ostatnich latach bardzo intensywnie rozwija się także dziennikarstwo obywatelskie. Jak Pan ocenia ten kierunek rozwoju mediów?
Jest wiele osób, które czują potrzebę publicznej wypowiedzi. To forma pomiędzy profesjonalnym, zawodowym dziennikarstwem, a gazetami stricte lokalnymi. Jeśli te teksty znajdują swojego czytelnika i nie są typowo lokalnym czy często wręcz osobistym „praniem brudów”, to uważam, że jest to bardzo interesujący obszar rynku wydawniczego. Tu oczywiście pojawia się pytanie o definicję tego, kto jest dziennikarzem? IWP stoi na stanowisku, że dostępu do tego zawodu nie można ograniczać, gdyż wystarczy spojrzeć na nasz polski rynek, by przekonać się, iż znakomita większość dziennikarzy, również tych ze znanymi nazwiskami, wcale nie ukończyła studiów dziennikarskich.

Tylko w naszym kraju definicja zawodu „dziennikarz” jest tak obszerna, że zawiera w sobie wszystkich, którzy opublikowali jakikolwiek materiał prasowy – pomijając rodzaj tej prasy i jakość samego materiału...
Z tym nie jest aż tak źle. Dziennikarz, redaktor naczelny i wydawca biorą odpowiedzialność za to co publikują, więc nie obawiałbym się, że każdy będzie pisał i publikował co mu się podoba. Problem pojawia się trochę na innej płaszczyźnie: wydawca nie ma prawa kontrolowania tego co dziennikarz publikuje, w jaki sposób zbiera materiały do swoich artykułów i kto jest jego źródłem. Mimo to wydawca tak samo jak dziennikarz ponosi odpowiedzialność za to co zostało napisane i opublikowane.

Myśli Pan, że takie wyroki sądów, jak ten sprzed kilku tygodni dotyczący tygodnika „Wprost” i zasądzenia tak wysokiego odszkodowania, sprawią, że wydawcy będą dokładniej przyglądać się publikowanym tekstom?
Abstrahując od tego konkretnego przypadku IWP stoi niezmiennie na stanowisku, że odpowiedzialność za „słowo” może być wyciągana tylko w oparciu o prawo, w którym znajduje się siedziba wydawnictwa. Tego typu wyroki są moim zdaniem ograniczeniem wolności prasy i próbą kneblowania ust dziennikarzom przy pomocy prawa i obyczajów zupełnie innego państwa i kultury.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Podkański: Czytelnik nie powinien płacić za treści w internecie

1 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
mariner
Jak nie wiadomo o co chcodzi to chodzi o pieniadzki :) .Jasna sprawa.Boli ich ze internet jest nieocenzurowany choc walczyli z PRLowska cenzura.Okazlao sie ze zatoczylismy piekne kolo i dawni rewolucjonisci sa takimi samymi dyktatorami jak ich komunistyczni przeciwnicy.
8 8
odpowiedź