SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

Władysław Bogdanowski (wywiad)

Z Władysławem Bogdanowskim, członkiem zarządu Polskiego Radia, rozmawiamy o sytuacji finansowej publicznego nadawcy, kosztach i perspektywach rozwoju uruchomionego właśnie „Radia na Wizji”, jak również o aferze finansowej, dotyczącej umów gwarantujących w latach 2004 – 2010 nadawanie PR dla Zagranicy na terenie Ukrainy.

Władysław Bogdanowski (wywiad)

Krzysztof Lisowski: Jaki był dokładny koszt uruchomienia „Radia na Wizji” i kiedy szacunkowo ten projekt powinien się „zwrócić”?

Władysław Bogdanowski, członek zarządu Polskiego Radia:
Koszty uruchomienia „Radia na Wizji” zamykają się w sumie około 3,5 miliona złotych. Uważam, że nie jest to kwota duża, jak na stworzenie projektu telewizyjnego z prawdziwego zdarzenia. Biorąc pod uwagę ogromne zainteresowanie „Radiem na Wizji” ze strony platform cyfrowych oraz sieci kablowych śmiem przypuszczać, że nasz kanał będzie rentowny mniej więcej po 3 latach działalności – przede wszystkim za sprawą przychodów z reklamy. Reklamy nadawane w „Radiu na Wizji” będą  droższe od zwykłych reklam radiowych, a jednocześnie konkurencyjne cenowo wobec głównych kanałów telewizyjnych. Przypuszczamy, że cena ta będzie porównywalna z cenami stosowanymi w kanałach tematycznych.

Polskie Radio – podobnie jak wszystkie media publiczne – jest obecnie w zapaści finansowej. Mają Państwo jakąś receptę na poprawę tej sytuacji?

Uważam, że działania naprawcze powinny pójść w dwóch kierunkach. Kwestia zbudowania systemu finansowania mediów publicznych to sprawa woli polityków. To oni są odpowiedzialni za bałagan w systemie płacenia abonamentu i na to nie mamy niestety wpływu. Druga kwestia to problemy wewnątrz Polskiego Radia. Niestety w wielu komórkach PR są ogromne przerosty zatrudnienia, poza tym praca jest w większości przypadków źle zorganizowana i wymaga głębokiej reformy. Uważam, że przy dobrej organizacji pracy zadania, które spoczywają na Polskim Radiu, mogłoby realizować około 600 – 700 pracowników. W tym momencie zatrudnienie wynosi 1335 osób i jest to koszt dla budżetu Polskiego Radia wynoszący około 30 milionów złotych. Niestety mam świadomość, że zmiany dotyczące zatrudnienia wymagałaby nie tyle reformy w Polskim Radiu, co wręcz „wojny”, która musiałaby być stoczona wewnątrz z różnymi ośrodkami oporu. Niestety w Polskim Radiu wciąż panuje przekonanie, że każdemu wszystko się należy.

Dziennikarze Polskiego Radia regularnie podkreślają, że jest ono źle zarządzane, że w poszczególnych komórkach są niesprawiedliwie zwalniani ludzie. Co Pan na to?

Tak jak powiedziałem, w Polskim Radiu pokutuje niestety przekonanie, że wszystkim wszystko się należy. Dla mnie czymś nienormalnym jest np. dopłacanie 20 procent do zasiłków chorobowych, kiedy pracownik korzysta ze zwolnień lekarskich. Każda osoba, która czuje się w jakiś sposób zagrożona, natychmiast korzysta z takiego zwolnienia. Taka sytuacja jest niedopuszczalna. Innym przykładem jest to, że często na jednej imprezie jest kilku różnych dziennikarzy Polskiego Radia z różnych anten, relacjonujących to samo wydarzenie. To jest również przykład niegospodarności. Uważam, że Polskie Radio mogłoby funkcjonować bezpiecznie, jeśli nasze łączne przychody komercyjne i abonamentowe kształtowałyby się na poziomie 300 milionów złotych rocznie. Ludzie godziwie by zarabiali, a stan zatrudnienia byłby skromniejszy. Można zapytać, czy nie możemy jako zarząd tego zmienić? Odpowiedź jest prosta, prawie cały ubiegły działamy w poczuciu tymczasowości biorącej się z wiadomych powodów. Szczególnie od września, kiedy weszła w życie nowelizacja ustawy medialnej jesteśmy de facto administratorami w firmie.

Ostatnio docierały do nas liczne informacje dotyczące nieprawidłowości w Polskim Radiu dla Zagranicy na Ukrainie. Czy nieuczciwe umowy, podpisane z Agencją Medialną Abramczuk, naraziły PR na jakieś konkretne straty?

Niestety oceniamy, że Polskie Radio traciło w latach 2007 – 2010 rocznie na tych umowach około 1,5 miliona złotych. Poprzednie umowy były dla PR niekorzystne, ponieważ zawarto je z pośrednikiem (Agencja Medialna Abramczuk), który nie był nadawcą. Pośrednik ten zobowiązywał się do nadawania programu Polskiego Radia dla Zagranicy w 23 ukraińskich stacjach radiowych. Nie było niestety dalszych umów i my w ogóle nie wiedzieliśmy, ile pośrednik płaci poszczególnym nadawcom z kwoty, którą otrzymywał od Polskiego Radia. W niektórych przypadkach Agencja Abramczuk przekazywała poszczególnym ukraińskim stacjom radiowym pieniądze bez żadnych umów. Można powiedzieć, że pachniało to niezbyt ładnie.

Pracownicy redakcji ukraińskiej Polskiego Radia dla Zagranicy jednak mocno protestowali przeciwko podpisaniu nowej umowy z Radiem Era, która obowiązuje od tego roku. Argumentowali, że będzie to zagrożenie dla funkcjonowania PRdZ na kierunku wschodnim…

Tak, mamy poczucie, że niektórzy pracownicy stawali zbyt mocno w obronie poprzedniego porządku. Mogę się jedynie domyślać, dlaczego obrońcą starego systemu umów był zdymisjonowany przez zarząd Polskiego Radia dyrektor PRdZ Andrzej Rybałt. Robił on czarny PR Polskiemu Radiu na terenie Ukrainy. Doszło nawet do sytuacji, w której namawiał szefa Radia Era do nie podpisywania umowy. Panowie Abramczuk (pośrednik starej umowy) i Rybałt (były dyrektor), rozsyłali do Sejmu, Senatu, MSZ i KRRiT pisma mówiące o zagrożeniach dla funkcjonowania PRdZ w związku z podpisywaniem nowych umów. Możemy się tylko domyślać, o co tak naprawdę  w tych protestach chodziło.

Nowa umowa jest rzeczywiście dużo korzystniejsza?

Dotychczas audycje Polskiego Radia dla Zagranicy rozpowszechniane były na Ukrainie za pośrednictwem źle dobranych rozgłośni, które do tego nie zawsze należycie wywiązywały się ze swoich zobowiązań. Radio Era ma profil informacyjno-publicystyczny, na którym bardzo nam zależało, znacznie większą słuchalność i zasięg, dysponuje 46 nadajnikami, które pokrywają swoim zasięgiem ponad 85 procent terytorium Ukrainy. Wcześniej blok naszych programów nadawany był w przypadkowym czasie, tylko raz dziennie. Teraz audycje nadawane są w znacznie lepszym czasie antenowym w czterech blokach rano, w południe, po południu i wieczorem. Taka czterokrotna obecność na antenie Radia Ery daje możliwość różnicowania tematyki i dopasowania jej do poszczególnych grup docelowych. Warunki finansowe wynegocjowane w nowych umowach są dużo korzystniejsze. Teraz koszt nadawania jednej godziny audycji w języku ukraińskim będzie niższy o średnio 37 procent, a audycji po polsku i białorusku –  około 50 procent.

Dlaczego zarząd Polskiego Radia zerwał te niekorzystne umowy tak późno – dopiero po roku?

Proszę sobie wyobrazić, co by się stało, gdybyśmy rok temu, z dnia na dzień przerwali nadawanie programu Polskiego Radia dla Zagranicy na Ukrainie? Wywołałoby to ogromne protesty – choćby ze strony MSZ czy senackiej komisji ds. łączności z Polakami na Wschodzie. Powstałaby wtedy potężna afera. Musieliśmy podjąć wszystkie kroki rozważnie i spokojnie.

W mediach artykułowane były jednak obawy, że ukraińskie Radio Era jest prorządowe i może mieć to wpływ na ewentualne manipulacje programu, przygotowywanego przez PRdZ. Co Pan na to?

Zupełnie nie zgadzamy się z tymi spekulacjami. Proszę zauważyć, że Radio Era jest już od kilku lat partnerem na przykład dla sekcji ukraińskiej BBC. To chyba wystarczający dowód na to, że mamy do czynienia z partnerem poważnym. Ponadto mamy już własne doświadczenia ze współpracy z Erą, ze stycznia tego roku. Nie było żadnych zgrzytów w naszej współpracy ani też ingerencji w program, czego bardzo obawiali się oponenci. Co więcej, możemy codziennie sprawdzać naszych partnerów odsłuchując audycje z anteny radia Era za pośrednictwem internetu. Wcześniej, kiedy współpracowaliśmy z „małymi” nadawcami takie monitorowanie nie było możliwe.

Mają Państwo jakieś plany dotyczące pozostałych redakcji Radia dla Zagranicy na najbliższy czas?

Na ten moment nadajemy program PRdZ w językach: polskim, rosyjskim, białoruskim, ukraińskim, hebrajskim, angielskim i niemieckim. W przyszłości chcemy przygotowywać też serwisy po hiszpańsku, a nawet po chińsku. Chcemy też powoli na „kierunku Zachodnim” przechodzić z nadawania na falach krótkich na nadawanie przez internet. Zaoszczędzone pieniądze mamy nadzieję przeznaczyć na urozmaicenie przygotowywanych audycji i poszerzenie oferty językowej.

O rozmówcy
Władysław Bogdanowski urodził się w 1957 roku. W latach 1980 – 2006 związany z Radiem Olsztyn, gdzie przeszedł wszystkie szczeble kariery (pracował jako dziennikarz, zastępca redaktora naczelnego, redaktor naczelny, a w latach 2000 - 2006 jako prezes zarządu). Przez dwie kadencje członek zarządu Stowarzyszenia Radia Publicznego w Polsce. Współpracował z Programem 1 i 3 Polskiego Radia. Laureat Ogólnopolskiego Konkursu Trójki na reportaż radiowy, w 2005 roku odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi. Od grudnia 2009 jest członkiem zarządu Polskiego Radia oraz reprezentantem ministra skarbu w radzie nadzorczej Radia Olsztyn.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Władysław Bogdanowski (wywiad)

3 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Gonzo
I to jest właściwy człowiek na właściwym miejscu .
odpowiedź
User
KKE
Jesli pan wiceprezes uwaza, ze "wada" radia jest, ze nie jest telewizja, to niech sie tam przeniesie lub do jakiegos tabloidu, a zostawi misje mediow publicznych w spokoju, a pr. 2 zwlaszcza! Co za bezmyslny, skandaliczny wandalizm i marnotrastwo! W bialy dzien skok na kase i lamanie prawa! WARA OD S-1! CBA na to naslac, juz! Zapraszam na http://muzykant.folk.pl do obrony S-1.
odpowiedź
User
olsztynianin
Bogdanowski,
afera finansowa Bogdanowskiego i KGB na Ukrainie.

Polskie Radio odwróciło się od Polaków żyjących na Wschodzie. Władze spółki wbrew swoim deklaracjom pomniejszają grono odbiorców audycji skierowanych do żyjących tam rodaków.

Polskie Radio dla Zagranicy rozwijało nadawanie dla społeczności rodaków żyjących na Wschodzie. Zwiększyło swoją obecność programów Polskiego Radia w Izraelu. Rozpoczęto nadawanie m.in. w Dyneburgu na Łotwie. W reakcji na głosy płynące od Polaków na Białorusi uruchomiono nadawanie audycji w Pińsku przez nadajnik w Dąbrownicy na Ukrainie i wielu innych miejscach na Wschód od Polski. To wszystko czas przeszły. Tak było gdy w zarządzie PR byli Krzysztof Czabański i Jerzy Targalski. Wówczas PR współpracowało z ponad dwudziestoma rozgłośniami komercyjnymi i publicznymi na Ukrainie.

Obecny zarząd z Jarosławem Hasińskim na czele, zamknął projekty nadawania audycji dla polskich społeczności na Wschodzie. Zerwano sieć nadawczą, która miała 9 mln słuchaczy tygodniowo, na Ukrainie wielu kontrahentów zastąpiono jednym. Wyłączność na nadawanie polskich audycji ma teraz ERA FM, komercyjna sieć stacji, której udziałowcem jest deputowany prorosyjskiej Partii Regionów i absolwent szkoły KGB im. Feliksa Dzierżyńskiego – Andrij Derkacz.

Podpisanie odnośnego kontraktu odbyło się w ostatnich dniach roku 2010. Wcześniej PR nie przedłużało umów z dotychczasowymi kontrahentami i w końcu podjęło decyzję dającą monopol na nadawanie swoich audycji właśnie sieci Era.

Po podpisaniu umowy okazało się, że ukraiński nadawca wprowadził listę zakazanych tematów w PRdZ. Zakazem objęte zostało komentowanie relacji ukraińsko-rosyjskich, oceny funkcjonowania Cerkwi Kiryła na Ukrainie. Polskie audycje nie mogą też informować o klanowych układach na Ukrainie.

Ponadto z zapowiedzi audycji nadawanych na Ukrainie wynika, że są one wspólną produkcją Polskiego Radia i Ery, co powoduje powstawanie pytań o sposób finansowania takich produkcji. O wyjaśnienie poprosiliśmy dyrektora PRdZ Marka Cajznera. – Gotowe programy wysyłane są z Warszawy i nadawane dokładnie tak, jak zostały wyprodukowane – przekonywał nas Cajzner. – Era tylko je rozpowszechnia. Nie ma żadnego udziału w tworzeniu audycji – dodał. To z kolei jednak budzi wątpliwość natury prawnej. Ustawa medialna na Ukrainie nie zezwala bowiem na emitowanie przez rozgłośnie tego kraju audycji, która w całości powstała zagranicą.

Pracy redakcji PRdZ od 2009 r. wciąż towarzyszy napięcie. Wstępujące wówczas władze spółki w pierwszej kolejności zwolniły Andrzeja Rybałta z funkcji dyrektora anteny bez podania merytorycznych powodów tej decyzji. Niezrozumiałe dla pracowników stacji były także kolejne decyzje powołania na szefa PRdZ Marka Cajznera a na jego zastępcę Rafała Kiepuszewskiego. Po informacjach, że nowy szef kanału zawiesił kierownika redakcji ukraińskiej Wiktora Benia, jej pracownicy wystosowali list otwarty zarzucając Cajznerowi „podejmowanie decyzji godzących w interesy Polskiego Radia na Ukrainie i polską rację stanu”.

Dziennikarze PRdZ, którzy nie chcieli się godzić na ograniczanie nadawania programów skierowanych do odbiorców na Wschodzie, czują się zastraszani. Są przekonani, że zwolnienia dokonywane przez kierownictwo spółki miały charakter czystek politycznych.

Protestowali nie tylko oni. Ostrzeżenia przed likwidacją audycji dla Polaków na Wschodzie zataczały szersze kręgi i docierały do MSZ, w tym wiceministra Jana Borkowskiego. Polskie Radio ma z resortem umowę, która obliguje nadawcę publicznego do nadawania audycji dla rodaków żyjących na terenie dawnego ZSRR; wszystko to - bez żadnej reakcji resortu. Podobnie było z listami w sprawie ograniczania nadawania audycji kierowanymi do ministra Radosława Sikorskiego.

W styczniu i w lutym br. Polacy z terenów regionu pińskiego na Białorusi nie mogli odbierać audycji Polskiego Radia. Dyrektor PRdZ Marek Cajzner, jak i jego zastępca Rafał Kiepuszewski i sekretarz programu Alicja Duraj, twierdzili zgodnie, że audycje są transmitowane.

Nie doczekało to się żadnej reakcji ze strony MSZ. Nawet, gdy podczas spotkania z Borkowskim Polacy mieszkający na Białorusi wykazywali, że jest inaczej, niż twierdzą przedstawiciele Radia. Wiceszef MSZ uspokajał jedynie, że programy będą nadawane w przyszłości.

Niezależna.pl zapytała o zaprzestanie nadawania audycji polskich na Białorusi dyrektora Cajznera. – Wygląda na to że były przerwy – stwierdził Cajzner. Dodał, że sprawa jest wyjaśniana z kontrahentem, z którym podpisano umowę na nadawanie. – Jest to dokładnie ten sam nadawca, który nadawał w poprzednich latach. Bardzo trudno dojść z nim do porozumienia. Na Ukrainie w ogóle jest ciężko się porozumieć – mówił o negocjacjach dyrektor . Stwierdził też, że przerw w nadawaniu mają być zrekompensowane dodatkowym czasem antenowym dla polskich audycji.

Nie wiadomo, czy ze wspomnianego pośpiechu w podpisywaniu umowy z ukraińską Erą, że nie zagwarantowano również by nazwa ery informowała, że na antenie nadawane są audycje Polskiego Radia. Występują one pod nazwą „Polsza” nie informującej o rozgłośni, w której powstały. – Nie wiem jak nazywa się to pasmo, ale jeśli jest istotnie taka nazwa, trzeba będzie zwrócić Erze na to uwagę – skwitował to w rozmowie z nami Marek Cajzner












Kategorie:
•Dział wiadomości: Polska
odpowiedź