Jak wynika z analizy, przygotowanej dla Wirtualnemedia.pl przez Instytut Monitorowania Mediów, ilościowe porównanie statystyk profili kandydatów wypada na korzyść Moniki Piątkowskiej.
W dniach 29 września–11 października kandydatka związana z Koalicją Obywatelską opublikowała 256 materiałów: postów na platformach Facebook, Instagram oraz filmów i rolek na X i TikToku. Łączna liczba interakcji, czyli reakcji, komentarzy i udostępnień, wyniosła 155 308. Jeśli chodzi o wyświetlenia, materiały Piątkowskiej osiągnęły pułap 1 732 302.
Monika Piątkowska była w finale kampanii zdecydowanie bardziej aktywna w social mediach od swojego rywala politycznego – między pierwszą a drugą turą krakowskich wyborów opublikowała niemal dwa razy więcej postów niż Łukasz Gibała. Jej materiały na TikToku i X wyświetlono ponad 1,7 mln razy, czyli prawie trzy razy częściej niż treści oponenta.

Z kolei Łukasz Gibała opublikował 133 materiały, które wywołały 126 094 interakcji. Liczba wyświetleń jego postów pomiędzy pierwszą a drugą turą wyborów wyniosła 631 844.
Warto jednak dodać, że Gibała miał dodatkowe wsparcie w postaci profili stowarzyszenia Kraków dla Mieszkańców, które we wskazanym terminie opublikowało 165 postów, zbierając 98 886 reakcji oraz 328 525 wyświetleń. Wśród publikowanych przez stowarzyszenie materiałów znalazły się pojedyncze wpisy, które wyborów nie dotyczyły, ale można jednak uznać, że profil stanowił spore kampanijne wsparcie Gibały.
Takiej systemowej pomocy nie otrzymała kandydatka związana z KO. Na oficjalnych profilach partii sprawa wyborów w Krakowie nie była widocznie nagłaśniana, co zauważa również Tomasz Lubieniecki.
Na korzyść Gibały działał profil Kraków dla Mieszkańców, który na TikToku i YouTubie zebrał blisko 99 tys. interakcji i 328,5 tys. wyświetleń. Z kolei Piątkowska w decydujących dwóch tygodniach nie otrzymała dodatkowego wsparcia medialnego chociażby ze strony swojej partii. Między pierwszą a drugą turą nie wspomniał o niej na swoich profilach ani Donald Tusk, który ostatni raz zrobił to 24 września podczas wizyty w Krakowie, ani oficjalne profile Koalicji Obywatelskiej.

Monikę Piątkowską wspierali co prawda prominentni politycy: pojawiała się w towarzystwie Radosława Sikorskiego czy Andrzeja Domańskiego. Udostępniała też głosy poparcia: o jej zaletach jako przyszłej prezydentce Krakowa mówili m.in. Katarzyna Lubnauer, Józef Lassota czy też były prezydent Krakowa, Jacek Majchrowski.
Łukasz Gibała postawił na luźniejsze formaty. W swoich mediach społecznościowych pokazywał się głównie w otoczeniu mieszkańców Krakowa. Po wygranej pierwszej turze rozdawał przechodniom obwarzanki i jabłka, później w jego socialach dominowały zdjęcia czy materiały, na których "wsłuchuje się" w głosy Krakowian.
Liczby to nie wszytsko
Monika Piątkowska wygrała, jeśli chodzi o liczbę publikacji i interakcji w swoich socialach, jednak biorąc pod uwagę ogólną popularność, wyrażoną w liczbie obserwujących – przegrała.

Łukasz Gibała ma ponad 23 tys. obserwujących na Instagramie i 61 tys. na Facebooku. W przypadku Piątkowskiej liczby te wynoszą odpowiednio: 2,6 tys. oraz 4,9 tys.
– Łukasz Gibała miał na każdej platformie kilka, a nawet kilkanaście razy większą publiczność. Na samym Facebooku obserwowało go prawie 60 tys. osób, nie musiał więc dopiero zdobywać uwagi użytkowników. Publikował rzadziej, ale każdy jego post zbierał średnio około 950 interakcji, a post Piątkowskiej – około 600 – zauważa Lubieniecki.
– Szczególnym przypadkiem jest profil Moniki Piątkowskiej, który na Facebooku obserwowało zaledwie 5 tys. osób, a wskaźnik zaangażowania przekroczył 150 proc. Oznacza to, że jej wpisy żyły daleko poza gronem fanów. U Gibały natomiast wskaźnik ten wyniósł tam nieco ponad 8 proc. – dodaje.
Ekspert stwierdza, że analiza mediów społecznościowych wyłącznie pod względem ilościowym, w takich sytuacjach jak wybory, może dawać złudne wrażenia.

– Wynik krakowskich wyborów pokazuje, że zaangażowanie na profilach polityków w mediach społecznościowych nie jest jednoznaczne z poparciem przy urnie. Warto pamiętać, że przy niewielkiej liczbie obserwujących wskaźniki zaangażowania rosną bardzo łatwo i, co za tym idzie, świetnie wyglądają w zestawieniach. Nie mówią nam jednak, ilu z reagujących to krakowscy wyborcy, ani tego, czy reakcje i komentarze były przychylne – podkreśla kierownik Działu Raportów Medialnych IMM.









