Kapusta we wpisie na LinkedIn odniósł się do krytyki publikacji Adama Pantaka w "Plusie Minusie", weekendowym wydaniu "Rzeczpospolitej". Dziennikarz opisał w niej starania o wywiad z Olgą Tokarczuk i decyzję Wydawnictwa Literackiego, które mimo uzgodnień nie przekazało pisarce przesłanych pytań.
Naczelny "Rzeczpospolitej" zaznaczył, że osoby publiczne mają prawo odmawiać wywiadów, a dziennikarze regularnie spotykają się z takimi decyzjami.
– Milion razy odmawiano mi wywiadu, dwa miliony razy odbijałem się od zamkniętych drzwi, zapewne jak każdy dziennikarz. To jest sól tej roboty i nikt z głową na karku o to się nie obraża. Chodzi o coś zupełnie innego – napisał.
Gdy PR staje się przeciwnikiem dziennikarstwa
Według Kapusty problemem jest rola doradców, rzeczników i specjalistów od komunikacji, którzy ograniczają dostęp do polityków, artystów czy sportowców. W jego ocenie ochrona wizerunku przeradza się w kontrolowanie wypowiedzi i unikanie niewygodnych pytań.

W takim świecie człowiek z własnymi poglądami i przemyśleniami staje się produktem marketingowym, prawda schodzi na dalszy plan albo nie liczy się w ogóle
W opinii Kapusty, tego typu działania szkodzą debacie publicznej i podporządkowują ją działaniom promocyjnym. W tym wypadku chodziło o promocję najnowszej powieści noblistki, która ma trafić do sprzedaży 14 października. Podkreślił, że zadaniem dziennikarzy nie jest wyłącznie zadawanie wygodnych pytań ani zapewnianie bezkrytycznej przestrzeni do reklamowania książek, płyt czy programów politycznych. Otoczenie noblistki określił mianem "spin-szarlatanów".
– Właśnie dlatego uważamy, że sprawa wymagała nagłośnienia. Staję murem za naszym dziennikarzem, który pisząc ten tekst, z otwartą przyłbicą stanął po stronie czytelników, niezmiennie oczekujących od nas prawdy – podsumował.
Tokarczuk vs "Rzeczpospolita"
Przypomnijmy, że spór dotyczy 25 pytań, które Pantak przesłał do Wydawnictwa Literackiego po uzgodnieniu pisemnej formy wywiadu. Według relacji dziennikarza przedstawicielka wydawcy najpierw telefonicznie zakwestionowała ich "zbyt konfrontacyjny ton", a w odpowiedzi mailowej wskazała na rozbieżność z wcześniej zapowiedzianą tematyką.

W oświadczeniu opublikowanym w poniedziałek wydawnictwo przedstawiło własne uzasadnienie, w którym stwierdziło, że poziom merytoryczny i sposób skonstruowania niektórych pytań "uniemożliwiał przekazanie ich autorce".
Wśród przytoczonych przez nią pytań znalazły się m.in. te o wykorzystanie sztucznej inteligencji przy pisaniu nowej książki, publiczny wizerunek noblistki i przypisywanie jej do konkretnej partii. Wydawca zarzucił też Pantakowi brak przygotowania, wskazując, że zapytał o narratorkę powieści, choć nie ma w niej jednej narratorki.
Wydawnictwo Literackie argumentowało, że przy ograniczonej dostępności autorki ma obowiązek pilnować uzgodnionego zakresu rozmów.
We wtorek, 13 października, o godz. 21.05 TVP1 wyemituje wywiad-rzekę z Olgą Tokarczuk. Rozmowa zatytułowana "Olga Tokarczuk. Świata jest za dużo" towarzyszy premierze nowej powieści noblistki, która ukaże się dzień później.













