Kilka lat temu spotkałem się z Igorem na skromnym koktajlu znanej osoby, która ogłaszała światu start nowego projektu. Igor, świeżo po mało chlubnych doświadczeniach z działań na polu lobbingu z prawicową polityką w tle, opowiadał mi o pomyśle na powrót do dziennikarstwa. Trochę ze strachem, czy to w ogóle wyjdzie i czy jest powrót do zawodu, z którego się odeszło na drugą stronę. Uważałem wtedy i chyba nadal uważam, że takie powroty są praktycznie niemożliwe, a jeśli się dzieją, to ocierają się o nieprzyzwoitość. Ale on wrócił i odniósł sukces z "Układem Otwartym".
A może niepotrzebnie jestem taki srogi w ocenach powrotu do zawodu po sytuacjach, które wydają się kończyć aktywność w nim raz na zawsze. Sam wiem najlepiej o czym piszę. Osiem lat temu wziąłem na siebie odpowiedzialność za absolutnie skandaliczny tytuł do tekstu o śmierci syna Leszka Millera. Rok odpoczywałem od dziennikarstwa. Ale wróciłem do niego pełniąc w nim jeszcze ważne funkcje.

Zresztą taki jak mój powrót do zawodu spoza linii bocznej dziennikarskiego boiska to nie przypadek odosobniony. Twarzą i gwiazdą flagowego programu informacyjnego prywatnej telewizji jest dziennikarz, który jeździł bez prawa jazdy i nie płacił podatków. Po skandalach zniknął. Ale wrócił i błyszczy… .
Może zatem wytykanie Igorowi Janke, że był lobbystą wykorzystującym "pisiorskie" kontakty, nie ma już dziś sensu. A może ta jego przeszłość to będzie wręcz atut w budowaniu medium, które ma iść środkiem i którego nie da się kupić. Kto robił w lobbingu, bardzo dobrze zna mechanizmy i może się skutecznie bronić przed wszelakiej maści "wciskaczami", którzy zapewne będą chcieli do Kanału Otwartego dotrzeć.
Kupuję zapowiedziany sposób finansowania KO. Dla mnie o wiele bardziej przejrzysty jest model medium, które ma wielu inwestorów, od modelu, w którym redakcja żyje dzięki jednemu dobrodziejowi. Po pierwsze taki ktoś może się znudzić swoją "zabaweczką" z dnia na dzień i rozgonić wszystko na cztery wiatry. A po drugie nie wierzę, że powołuje do życia medium nie mając w tym żadnych interesów.

Dość polityki i pieniędzy. Przejdźmy do najważniejszego. Do treści. Igor Janke zapowiada w manifeście nowego projektu: "Mamy dość polityczno-medialnego magla. Upartyjnionych stacji, gazet, portali i telewizji udającej publiczną. Mediów, które zamiast opisywać rzeczywistość – kreują ją, upraszczają, polaryzują i napuszczają jednych na drugich. Mamy dość clickbaitów, emocjonalnych skrótów i bezrefleksyjnego powtarzania narracji podsuwanych przez polityków i lobbystów. Mamy dość traktowania odbiorców jak idiotów".
Piękne. Budujące. Wzruszające wręcz. Ale czy nie dramatycznie naiwne? Przecież statystyki pokazują, że odbiorcy uwielbiają być traktowani jak idioci. To dla nich popularne i wielkie fabryki prostych artykułów piszą "Ten tekst przeczytasz w dwie minuty". Żeby uspokoić czytelnika: – ej, wiemy, że nie lubisz czytać za dużo, bo to nużące i wymaga koncentracji. Ale ten kawałek to tylko dwie minuty czytania. Dasz radę. A my w tym czasie i tak ci zdążymy wcisnąć reklamę.

Inni na tym rynku walczą o uwagę kontrowersją i zapraszaniem gości, którzy są jeszcze bardziej kontrowersyjni od medium zapraszającego. No i jest cały szpaler tych, którzy są prostym przedłużeniem partii politycznych, uprawiają propagandę, a różnią się tylko stopniem zacietrzewienia. I te media też mają swoich wyznawców. Bo to właśnie już bardziej wyznawcy niż odbiorcy.
I czy na tym polu bitwy jest miejsce dla medium, którego twórca głosi, że nie chce urządzać cyrku obwoźnego i bokserskich pojedynków? Jest. Pod warunkiem, że z Kanału Otwartego nie będzie wiało nudą. No ale przecież próba obiektywnego pokazywania świata, dająca odbiorcom szansę na wyrobienie sobie własnego zdania, nie musi być nudna, a dziennikarze, prowadzący wywiady, nie muszą polować na swoich gości, tylko mogą pozwolić im mówić, pamiętając, że to gość jest gwiazdą rozmowy, a nie dziennikarz.

Janke ujawnił już kilka nazwisk dziennikarzy i ekspertów, którzy dołączyli do jego projektu. Patrząc na tę listę, pocieszam się, że nie rośnie nam kolejne medium skrzywione politycznie w te czy wewte.
Założyciel Kanału Otwartego wie, że jego redakcja będzie porównywana do Kanału Zero, ale deklaruje, że chce budować swoje medium inaczej. Mówi: "Mam nadzieję, że te różnice będą widoczne od pierwszego dnia. Nie mam wątpliwości, że jest miejsce na drugi duży kanał na polskim YouTube. Skoro powstała Coca-Cola, jest miejsce na Pepsi-Colę."
Tak, różnice będą widoczne od pierwszego dnia. Na pewno jeśli chodzi o zasięgi. Będą, przynajmniej na początku odczuwalnie słabsze niż te, wykręcane przez materiały Kanału Zero. Ale to może nawet i dobrze, bo do Kanału Otwartego ma wpadać inna publiczność niż do Kanału Zero. Dlatego ten przykład z Coca-Colą i Pepsi-Colą trochę mi nie odpowiada. Rozumiem, że Igorowi chodziło o rozpoznawalność marek i to, ile butelek tych dwóch napojów trafi do naszych koszyków na zakupach. Ja zaś myślę o smaku tych dwóch napojów. Z grubsza smakują tak samo i tak samo szkodzą zdrowiu w nadmiarze. Dlatego mam nadzieję, że Kanał Otwarty wypuści na rynek jakiś zdrowszy napój.











