Zarzuty zostały postawione przez prezesa UOKiK czterem spółkom: Alphabet Inc, Google LLC, Google Ireland Limited i Google Poland.
W poniedziałkowym komunikacie Urzędu zwrócono uwagę, że chociaż nowelizacja Ustawy o prawie autorskim wdrażająca dyrektywę unijną ws. prawa autorskiego i praw pokrewnych na jednolitym rynku cyfrowym (tzw. dyrektywa DSM) weszła w życie we wrześniu 2024 roku, Google nadal nie podpisał z większością polskich wydawców umów określających warunki korzystania z ich publikacji oraz wysokość wynagrodzenia z tego tytułu.
Zaznaczono, że chodzi o teksty pojawiające się nie tylko w wyszukiwarce Google, ale również w Google News i Google Discover.
Co UOKiK zarzuca spółkom Google
W komunikacie stwierdzono, że "zastrzeżenia Prezesa UOKiK budzi sposób, w jaki amerykański koncern prowadził negocjacje z organizacjami skupiającymi wydawców w sprawie wysokości wynagrodzenia".
– Z informacji posiadanych przez Urząd wynika, że Google, proponując wynagrodzenie wydawcom, nie przedstawił im wymaganych prawem danych pozwalających ocenić zaoferowane stawki. Nie wskazał m.in., w jaki sposób korzysta z publikacji prasowych i osiąganych z tego tytułu przychodów. Nie wyjaśnił również parametrów przyjętych w kalkulacji ani nie przekazał dokumentów umożliwiających zweryfikowanie jej założeń – wyliczono.

Podkreślono, że taka postawa Google prowadzi do asymetrii informacji i powoduje, że wydawcy nie mogą zweryfikować opłacalności przedstawionej im oferty lub sami zaproponować własnej, uzasadnioną danymi, propozycji.
DLA CIEBIESą firmy, w których juniorzy nigdy nie awansują - Aleksandra Niewiadomska II Pierwsza Praca # 8
– Big techy nie mogą stawiać się ponad prawem. Przepisy jasno określają, jakie informacje Google powinien przedstawić wydawcom, aby móc uczciwie rozliczyć się z nimi za treści, z których korzysta. Brak tych danych prowadził do sytuacji, w której negocjacje stawały się pozorne i zmierzały do narzucenia warunków przez rynkowego dominanta. Za takie działanie prawo ochrony konkurencji przewiduje karę do 10 proc. przychodów przedsiębiorcy – stwierdził w komunikacie prezes UOKiK Tomasz Chróstny.
Prezes UOKiK zaznaczył, że nie jest stroną w negocjacjach ani w sporze między Google a wydawcami oraz nie ocenia, czy proponowana wysokość stawki jest odpowiednia. W komunikacie wskazano, że zgodnie z przepisami, jeśli strony nie dojdą w tej sprawie do porozumienia, wysokość wynagrodzenia za treści wydawców może zostać wyznaczona przez prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

Jak do tej pory (nie)szły negocjacje?
Rozmowy polskich wydawców z Google o wynagrodzeniach za wykorzystywanie treści dziennikarskich prowadzone były kilkoma niezależnymi ścieżkami: mamy Repropol, Związek Pracodawców Wydawców Cyfrowych (ZPWC) i nieformalną grupę Niezależnych Wydawców.
Podstawę dochodzenia wynagrodzeń stanowi nowelizacja prawa autorskiego, obowiązująca od 20 września 2024 roku, która wdrożyła unijną dyrektywę DSM i przyznała wydawcom publikacji prasowych nowe prawa pokrewne oraz procedurę ustalania wynagrodzeń z udziałem prezesa UKE. Warto wspomnieć, że jako kraj UE zrobiliśmy to na szarym końcu z 3-letnim opóźnieniem.
Bezpośrednie negocjacje Repropolu i Związku Pracodawców Wydawców Cyfrowych nie przyniosły porozumienia, dlatego obie organizacje skorzystały z mediacji organizowanych przez prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Repropol ogłosił ich zakończenie bez ugody w maju 2026 roku, a ZPWC poinformował o niepowodzeniu swojej procedury w trzy miesiące później. Następnie obie organizacje wystąpiły do prezesa UKE o ustalenie wysokości wynagrodzeń w drodze orzeczenia.

W sprawie Repropolu urząd przedłużył termin rozstrzygnięcia do 26 grudnia 2026 roku, wskazując na konieczność zebrania dodatkowych informacji i wyjaśnień. Wniosek o wydanie analogicznej decyzji złożył też Związek Pracodawców Wydawców Cyfrowych.
Swoje negocjacje prowadzą też wydawcy skupieni w nieformalnym porozumieniu Niezależnych Wydawców, utworzonym latem 2024 r. Grupa, która obawiała się, że zostanie pominięta w ustaleniach prowadzonych przez największe podmioty, obejmuje mniejszych i średnich wydawców internetowych.
Dlaczego nie mogą się dogadać?
Główną przeszkodą w dojściu do porozumienia pozostaje rozbieżność w wycenie treści dziennikarskich. Google stosuje model licencyjny Extended News Previews, uwzględniający m.in. częstotliwość wyświetlania treści i przychody reklamowe na stronach wyników zawierających ich podglądy.
ZPWC argumentuje, że wynagrodzenie powinno obejmować również pośrednie korzyści, jakie publikacje przynoszą ekosystemowi Google. Analiza FehrAdvice & Partners przygotowana na zlecenie Związku szacuje należny wydawcom udział na nawet 514 mln zł rocznie. Google kwestionuje te wyliczenia, a Repropol ocenia proponowane wynagrodzenia jako nieadekwatne do korzyści z wykorzystywania treści. Szczegóły mediacji pozostają jednak poufne.













