Akty powołania członkom Rady Nowych Mediów wręczał nie prezydent Karol Nawrocki, a wiceszef jego kancelarii Adam Andruszkiewicz, w przeszłości m.in. wiceminister cyfryzacji, minister w kancelarii premiera i prezes Młodzieży Wszechopolskiej. Prezydencki minister zaczynał bowiem karierę w Ruchu Narodowym.
Członkami rady zostali Klaudia Cymanow–Sosin, Angelika Badan, Magdalena Baranowska, Michał Białek, Marcin Czapliński, Łukasz Gabler, Karol Gac, Agata Górnicka, Urszula Grotyńska, Marcin Kędryna, Emil Kędzierski, Łukasz Korus, Weronika Kostrzewa, Michał Lewandowski, Eryk Mistewicz, Ewelina Nycz, Anna Pawelec, Kamila Pietrzak, Klaudia Rosińska, Mikołaj Smereczyński, Paweł Swinarski, Tomasz Trzaska, Jakub Turowski, Patryk Wachnik, Łukasz Widuliński, Mateusz Wiktorowicz i Rafał Ziemkiewicz.

Najwięcej kontrowersji wśród polityków i publicystów wzbudził youtuber Paweł Swinarski, autor kanału Dla Pieniędzy (1,28 mln subskrybentów). Po wrześniowym ataku dronów stwierdził: "Albo to rosyjski, mniej lub bardziej celowy atak, albo to była ukraińska prowokacja, w której użyto rosyjskich dronów, aby wciągnąć nas do wojny". Jak podał "Press", Sztab Generalny Wojska Polskiego przedstawił jego nagranie jako przykład rosyjskiej dezinformacji, a sprawą zajmował się też NASK.
Do prezydenckiej Rady Nowych Mediów została też powołana żona Swinarskiego, czyli influencerka Urszula Grotyńska, która zajmuje się tematyką mody, urody i macierzyństwa. Grotyńska na Instagramie ma 230 tys. obserwujących, zaś jej kanał youtube’owy subskrybuje 218 tys. użytkowników.
W radzie zasiadła też prezenterka telewizji wPolsce24 Anna Pawelec czy Rafał Ziemkiewicz, który jest twarzą m.in. Republiki. Patryk Michalski z TVN24 zauważył, że Ziemkiewicz został skazany za znieważenie i zniesławienie. Chodziło o wypowiedzi pod adresem dziennikarzy Bartosza Wielińskiego i działacza LGBT+ Barta Staszewskiego. W radzie zasiada też Karol Gac z "Do Rzeczy", który w czasie rządów PiS brał pieniądze za komentarze w TVP. Do rady trafił też m.in. Łukasz Korus, działacz sportowy i bliski współpracownik posłanki PiS Anny Krupki, który zasiada w radzie programowej TVP3 Kielce.

W Radzie zasiada też Eryk Mistewicz, który uchodził za promotora Karola Nawrockiego na kandydata na prezydenta, zanim prezes PiS Jarosław Kaczyński zdecydował o tym, że to on wystartuje w wyborach. Dziennikarz wydawał kwartalnik "Nowe Media" i jest prezesem fundacji Instytut Nowych Mediów.
"Nazwa Rady może być celową dezinformacją"
Eksperci nie kryją zdziwienia powołaniem nowej rady. — Nie wiem, czy nowe media, cokolwiek to pojęcie dziś oznacza, są problemem, którym powinien się zająć prezydent RP. Ma on przecież w swoich kompetencjach powoływanie części członków Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji oraz możliwość odwoływania, w przypadku wspólnej z Sejmem i Senatem, negatywnej oceny całego składu KRRiT. A przecież kompetencje Rady, organu konstytucyjnego, dotyczą częściowo także platform społecznościowych — mówi Robert Kwiatkowski, członek Rady Mediów Narodowych.

Za nieco ponad dwa lata kończyć się będzie kadencja KRRiT. Wtedy prezydent Karol Nawrocki będzie mógł powołać dwóch członków tego gremium, dwóch kolejnych wybierze Sejm, a jednego Senat. Choć w obecnej KRRiT większość członków została wskazana przez Sejm zdominowany przez Prawo i Sprawiedliwość i prezydenta Andrzeja Dudę, to po postawieniu przed Trybunałem Stanu Macieja Świrskiego, decyzje muszą zapadać jednogłośnie. Dr Agnieszka Glapiak, Marzena Paczuska i dr Hanna Karp muszą więc liczyć się ze zdaniem prof. Tadeusza Kowalskiego.
Niektórzy Radę Nowych Mediów mogą mylić też z Radą Mediów Narodowych. Po odwołaniu z niej Krzysztofa Czabańskiego i powołaniu Wojciecha Króla, większość ma obecny obóz rządzący. W związku z postawieniem spółek mediów publicznych w stan likwidacji RMN obecnie zajmuje się głównie obsadzaniem rad nadzorczych i rad programowych.

— Nazwa "Rada Nowych Mediów" jest niezbyt fortunna ze względu na podobieństwo do Rady Mediów Narodowych i KRRiT, trzeba więc wyraźnie podkreślić, że nie ma ona żadnego umocowania ustawowego, stanowi jedynie grono społecznych doradców prezydenta. Czego naprawdę prezydent będzie oczekiwał od członków rady, czas pokaże. Wiele wskazuje jednak na to, że to kolejny ruch zmierzający do poszerzania wpływów środowiska Karola Nawrockiego i wzmacniania jego pozycji - tym razem w obszarze mediów. I z tego punktu widzenia nazwa Rady może być celową dezinformacją — ocenia Juliusz Braun, były przewodniczący KRRiT i były członek RMN.
Prawica boi się scenariusza węgierskiego?
Kontrowersje budzi też dobór członków. — To rada polityczna, która ma służyć wypracowaniu rozwiązań polityki medialnej w infosferze sieciowej, nowych mediach społecznościowych i portalach, która ma promować określoną wizję świata określonej partii. Prezydent z założenia nie jest prezydentem wszystkich Polaków, tylko prezydentem pewnej partii. Po wpadkach, które się wydarzyły, być może pojawił się pomysł, żeby powołać ciało, które będzie opracowywało pomysły i jakąś strategię — przekonuje prof. Maciej Mrozowski z Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu SWPS.

Zdaniem eksperta, Pałac Prezydencki mógł zauważyć, że Republika i wPolsce24 nie wystarczą do wygranej PiS-u. — Przykład Węgier postawił zapewne prawicę na nogi, że pomimo panowania w tradycyjnej przestrzeni, młodzież i inteligencja węgierska zmobilizowały się przez media społecznościowe i zmyły Orbana. Dotarło zapewne do pana prezydenta, że to może wydarzyć się także w Polsce i trzeba jakoś temu zaradzić. Wydaje mi się, że ta rada będzie grupą kucharzy, która będzie się zastanawiać, jak gotować potrawy strawne dla większej społeczności — dodaje prof. Mrozowski.
Głowa państwa mogła się też inspirować gospodarzem Białego Domu, który wyraża jednoznaczne opinie na temat pracy dziennikarzy i poszczególnych redakcji. Prezydent Trump domagał się zmiany linii CNN przy okazji zmiany właściciela Warner Bros. Discovery czy spotykał się z szefami amerykańskich gigantów medialnych.

— Powołanie RNM przez prezydenta jest kolejnym krokiem na szlaku wytyczonym przez Donalda Trumpa - idzie w ślady amerykańskiego prezydenta, łącząc w organie przychylne sobie środowiska (publicyści i twórcy treści lubiani przez jego elektorat) oraz budując przychylność tych, które do tej pory niekoniecznie orbitowały wokół Pałacu, ale miały wcześniej relacje z kancelarią premiera i ministerstwem cyfryzacji w czasach Zjednoczonej Prawicy (obecność w RNM przedstawicieli Big Techu) — zauważa Gosia Fraser, redaktorka naczelna podcastu Techspresso.cafe.
Pytanie, na ile Rada Nowych Mediów jest inicjatywą samego prezydenta. — Inicjatywa wygląda na pomysł ministra Andruszkiewicza, którego zainteresowanie tym obszarem jest znane od dłuższego czasu. Nie wpisuje się ta Rada w żadną znaną opinii publicznej działalność głowy państwa. Ośrodek prezydencki ma na swoim koncie kilka działań, których sensu nie są w stanie wyjaśnić nawet współpracownicy Karola Nawrockiego. Rada Nowych Mediów i jej skład to najnowszy przykład tego trendu. Było w czasach PRL takie powiedzenie: "jeśli nie chcesz rozwiązać problemu, powołaj komisję". Dziś, jak się okazuje, nie komisję, tylko radę. Nowych Mediów — ironizuje Kwiatkowski.

"Wygląda to na próbę uwiarygodnienia skompromitowanych nazwisk"
Na stronie prezydent.pl czytamy, że Rada ma "reagować na bieżące zagrożenia związane z rozwojem technologii, w tym sztucznej inteligencji, ale także aktywnie tworzyć rozwiązania wzmacniające jakość debaty publicznej i odporność społeczną". Spotkania gremium działającego na rzecz "wzmacniania bezpieczeństwa informacyjnego państwa" mają odbywać się raz na miesiąc.
— Zasadne jest pytanie, czemu de facto ma służyć Rada, jeśli w jej składzie znajdują się osoby z doświadczeniami i aktywnościami, które stanowią zaprzeczenie komunikowanych celów. Niestety wygląda to raczej na próbę uwiarygadniania zarówno skompromitowanych nazwisk, jak i działań Prezydenta RP w bardzo potrzebnym społecznie i newralgicznym obszarze. Trzeba także zaznaczyć, że w gronie Rady znajdują się osoby, których nazwiska i dorobek mogą stanowić wygodne tło dla niewygodnych postaci —ocenia prof. Monika Kaczmarek-Śliwińska z Uniwersytetu Warszawskiego.

Czy postawienie akurat na taką osobę jest wpadką Pałacu Prezydenckiego? — Może to być wpadka, ale nie musi. Kto się zna najlepiej na kradzieżach? Złodzieje. Mają zajmować się w obszarze postprawdy dezinformacją, która jest nieoficjalnie przez wszystkich potępiana, a nieoficjalnie przez wszystkich aprobowana. To mentalność Kalego. Ja oszukuję, to jest dobrze, mnie oszukiwać, to jest źle. Na tym polega gąbczasta strona sieci. Ona wchłania właściwie wszystko. Nie ma tam filtrów wewnętrznych, które czystą wodę od brudnej oddzielały. W mediach tradycyjnych to występuje, bo ponoszą odpowiedzialność prawną — przekonuje prof. Mrozowski.
Sam Swinarski w rozmowie z Wirtualnemedia.pl przekonywał, że jego sugestia o ukraińskiej prowokacji przy okazji ataku dronów była rozdmuchana. W jego ocenie, kiedy komentował wydarzenie, nie było jeszcze wiadomo, jakiego pochodzenia były obiekty. — Dodam, że wśród moich widzów jestem znany jako zajadły przeciwnik Putina. Wielokrotnie mówiłem, że to zbrodniarz. Potępiam to, co robi, odkąd zajął Krym i Donbas, od kiedy wypowiedział wojnę Ukrainie w 2022 roku. Nazywanie mnie ruską onucą, kiedy jestem krytykiem Putina, jest śmieszne — zapewnił.

Wirtualna Polska i Money.pl podały, że youtuber może niebawem złożyć rezygnację z zasiadania w Radzie. — Nie podjąłem jeszcze na ten moment żadnej decyzji. Nie chcę być obciążeniem dla Rady, ale nie jestem też człowiekiem, którego da się zastraszyć. Na pewno to nie tak, że przyszedłem do Rady dla pieniędzy — powiedział nam Swinarski .
Koncerny technologiczne to nie media
Nasi rozmówcy twierdzą, że przy wyborze członków rady Pałac Prezydencki powinien kierować jaśniejszą filozofią. — Skład Rady budzi moje poważne zastrzeżenia, gdyż nie tylko znalazły się w nim osoby, do których można mieć wiele poważnych zastrzeżeń, ale przede wszystkim są w nim przedstawiciele trzech dużych platform technologicznych z USA (Meta, Google) i Chin (TikTok). Osoby reprezentujące te spółki w Radzie zajmują się na co dzień rzecznictwem i kontaktem z sektorem publicznym i nie mają nic wspólnego z byciem dziennikarzem czy osobą z sektora rzetelnych mediów — ocenia Piotr Mieczkowski, dyrektor zarządzający fundacji Digital Poland.

Eksperci zauważają, że koncerny technologiczne w wielu aspektach są na kursie kolizyjnym z mediami. — Na przykład lobbowanie za nieodpłatnym korzystaniem z treści mediów do trenowania modeli AI. Social media są oskarżane o stwarzanie warunków do szerzenia dezinformacji poprzez polaryzujące algorytmy czy brak kontroli nad publikowanymi treściami. Uważam, że taka rada mogłaby stanowić dobrą platformę do dyskutowania nowych ram relacji media-platformy, ale mam wątpliwości, czy w tym gronie zachowany jest odpowiedni balans — mówi Maciej Kossowski, prezes Związku Pracodawców Wydawców Cyfrowych.
Wielkie korporacje technologiczne osłabiają media. — Te same spółki przyczyniają się do degradacji jakości mediów, dystrybuują dezinformację czy zarabiają na lewych reklamach i negatywnie wpływają na zdrowie psychiczne społeczeństwa. Taki dobór osób w Radzie nie budzi zaufania co do efektów prac Rady i nawet sugeruje drugie dno związane z rozmowami o działaniach algorytmów i wpływaniem na nasze decyzje wyborcze. Jestem też bardzo ciekaw zapatrywania się Rady na podatek cyfrowy, który proponuje Ministerstwo Cyfryzacji, oraz prawa własności w erze AI i tzw. TDM. Obawiam się, że odpowiedź będzie negatywna — zauważa Mieczkowski.
Nie brakuje głosów, że włączenie organizacji branżowych do prac Rady wyszłoby jej na dobre. — Samo powołanie rady można by uznać za szczytną ideę. Wszak media stanowią jeden z filarów demokracji, a w dobie szerzącej się dezinformacji dbałość o ten sektor należałoby pochwalić. Prezydent mógł powołać ciało reprezentujące szeroką reprezentację rynku, organizacje branżowe, takie jak ZPWC czy IWP, organizacje dziennikarzy, przedstawicieli mediów z różnych stron sceny politycznej, niezależnych ekspertów — przekonuje Kossowski.













