Niezidentyfikowany obiekt w polskiej przestrzeni powietrznej wykryto w czwartek o godz. 3.40. DORSZ podało, że dla jego rozpoznania i przechwycenia skierowano myśliwiec F-16; o godz. 3.46 obiekt zanikł, miejsce jego upadku zlokalizowano w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia.
Mieszkańcy tego rejonu relacjonowali, że słychać było syreny alarmowe. Nie otrzymali natomiast żadnych innych komunikatów od władz, np. alertów z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa.
Członkini KRRiT o skandalu z mediami publicznymi
Zdaniem Marzeny Paczuskiej, członkini Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, odpowiednich działań w tej sytuacji nie podjęły media publiczne. – To skandal, że lokalne media publiczne na Lubelszczyźnie nie zareagowały na syreny alarmowe o 3.50. Od tego właśnie są media publiczne! – stwierdziła w czwartek rano na platformie X.

– Gdzie, jeśli nie w regionalnym Polskim Radio i TVP ludzie mają szukać wiarygodnych informacji – dodała.
– Media publiczne są w likwidacji a likwidatorzy, jak widać nie mają obowiązków wobec obywateli. Procedury nie istnieją. Normalny szef publicznej rozgłośni lub stacji TV powinien być z rozdzielnika informowany o przyczynach alarmu. I to on odpowiada za ostrzeżenie mieszkańców i przekaz wyjaśnienia co się stało – oceniła Paczuska w kolejnym wpisie.

Donald Tusk: prawdopodobnie spadł rosyjski pocisk CH101
Prawdopodobnie rosyjski pocisk CH101 naruszył w czwartek rano polską przestrzeń powietrzną i spadł w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia w woj. lubelskim – poinformował premier Donald Tusk w godzinach południowych. Wojsko było gotowe do jego zestrzelenia. Pocisk spadł w terenie niezabudowanym, nikt nie został ranny.
W związku z naruszeniem polskiej przestrzeni powietrznej, w czwartek premier Tusk, wraz z m.in. wicepremierem, szefem MON Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, udał się do Lublina, gdzie uczestniczyli w posiedzeniu zespołu koordynacyjnego z udziałem przedstawicieli służb - wojska, straży pożarnej policji – oraz wojewody lubelskiego.
– Wszystko na to wskazuje, że mamy do czynienia z pociskiem balistycznym CH-101, rosyjskim – powiedział premier. Podkreślił, że wymaga to jeszcze potwierdzenia i szczegółowego badania. – Byliśmy gotowi do zestrzelenia tej rakiety w przypadku, gdyby kontynuowała swój lot – zaznaczył szef rządu.

Pocisk spadł w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia w woj. lubelskim, w terenie niezabudowanym. Premier powiedział, że "nie ma żadnych informacji o ofiarach ani o stratach".
Szef MON powiedział, że w nocy ze środy na czwartek Dowódca Operacyjny RSZ gen. Ireneusz Nowak postawił w stan najwyższej gotowości wszystkie systemy obrony powietrznej państwa. Dodał, że blisko polskiej przestrzeni powietrznej znalazło się ponad 20 obiektów.
Zaznaczył, że związku ze zmasowanym rosyjskim atakiem na zachodnią Ukrainę, już w godzinach późnowieczornych uruchomiono "zarówno krajowe, jak i sojusznicze służby związane z ochroną polskiej przestrzeni powietrznej". Szef MON dodał, że chodzi m.in. o polskie pary dyżurne F-16, które już od ok. godz. 2 w nocy operowały w okolicy granicy polsko-ukraińskiej oczekując na rozkazy, a w przypadku pojawienia się obiektów polskiej przestrzeni powietrznej były gotowe do ich zestrzelenia.

– Do tego uruchomiono samoloty rozpoznawcze, które operowały nad polską przestrzenią powietrzną i samoloty sojusznicze do tankowania w powietrzu, które z Republiki Federalnej Niemiec wystartowały na terytorium Polski – mówił Kosiniak-Kamysz.
Premier Tusk powiedział, że myśliwce ukraińskie do granicy Polski starały się przechwycić pociski, które zmierzały w stronę naszego kraju. - To pokazuje jak ważna jest współpraca z naszymi sojusznikami – podkreślił.
Szef rządu zaznaczył, że pomoc Ukrainie, by zwalczała pociski, rakiety i drony rosyjskie jeszcze na swym terytorium ma bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo Polski. - To zdarzenie z minionej nocy, po raz kolejny to potwierdza - dodał.
Tusk zapewnił, że od momentu pojawienia się zagrożenia "wszystkie służby starały się pracować jak najintensywniej" i "nie ma mowy o jakichkolwiek kłopotach, jeśli chodzi o współpracę wszystkich instytucji państwowych". – Jesteśmy z panem premierem Kosiniakiem-Kamyszem w stałym kontakcie – zaznaczył. Dodał, że szef MON i on rozmawiali o sytuacji także z prezydentem Karolem Nawrockim.

Szef MON: trwają analizy
Kosiniak-Kamysz zapewnił, że służby i wojsko są gotowe do podejmowania wszystkich decyzji, żeby zabezpieczyć RP i jej obywateli. Według niego, "niektórzy chcą zapomnieć" i "nie chcą już tego widzieć", że za polską granicą trwa pełnoskalowa wojna.
– To są metry, które nas dzielą od tej wojny i ta noc po raz kolejny uświadamia - nie tym, którzy siedzą przy tym stole, nie dowódcom, nie strażakom, nie policjantom – ale nam wszystkim jeszcze raz, że sytuacja jest bardzo poważna – podkreślił minister obrona.
Zapewnił o koordynacji działań ze stroną ukraińską i przekazywaniu informacji. – To jeden z największych ataków na zachodnią część Ukrainy. Ostatnie miesiące to były ataki raczej skierowane na Kijów, okolice i na wschodnią część Ukrainy – podkreślił.
Szef MON przekazał, że na miejscu zdarzenia koło Tarnawy-Kolonii prowadzone są czynności związane z identyfikację obiektu, a "największe prawdopodobieństwo jest takie, że to jest pocisk CH-101, których kilkadziesiąt wystrzelono dzisiejszej nocy nad terytorium Ukrainy".

Jak jednak zastrzegł, ta hipoteza musi zostać potwierdzona. – Trwają analizy zarówno pirotechniczne związane z lokalizacją wszystkich elementów obiektu, jak również związane z określeniem, jaki precyzyjnie jest to rodzaj obiektu- zaznaczył.
Szef MON powiedział, że operowanie sojuszniczych statków powietrznych jest koordynowane również z dowództwem sił połączonych Sojuszu Północnoatlantyckiego. - Dowódcy NATO są na bieżąco informowani, będziemy przekazywać całościowy raport – podkreślił Kosiniak-Kamysz.
Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych gen. Ireneusz Nowak przekazał, że o możliwym dużym ataku na Ukrainę dowództwo wiedziało już przed północą i przygotowując się do odparcia tego ataku, podjęto kroki zmierzające do podniesienia gotowości systemu obrony powietrznej.
Jak mówił, m.in. myśliwce F-16 z 302 bazy lotnictwa taktycznego w Łasku znajdowały się w 15 minutowej gotowości do startu, w takiej samej gotowości były samoloty z bazy w Malborku. Podkreślił, że do 30 minut podniesiono gotowość startu samolotu wczesnego wykrywania Saab 340. Dodał, że w gotowości były również śmigłowce Mi-24 i wszystkie zestawów obrony powietrznej na ziemi.

Gen. Nowak powiedział, że jeden z samolotów F-16 otrzymał polecenie przechwycenia obiektu, który naruszył polską przestrzeń powietrzną. - Ja byłem cały czas w gotowości do wydania polecenia zestrzelenia tego obiektu - zapewnił.
– Złożyło się tak, że nasz myśliwiec F-16 znalazł się dokładnie w momencie w miejscu upadku, kiedy ten pocisk uderzył w ziemię. Gdyby ta rakieta kontynuowała lot, podjęta byłaby decyzja zestrzelenia tej rakiety. Natomiast rakieta upadła w terenie niezamieszkałym, niezabudowanym, nie stwarzając ryzyka – zaznaczył.
Dowódca Operacyjny zaznaczył też, że w sytuacji z jaką mieliśmy do czynienia w nocy, DORSZ "ma obowiązek powiadamiać o niej Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, które podaje informacje w celu powszechnego ostrzegania obywateli w regionach zagrożonych". Gen. Nowak wskazał, że zgodnie z procedurą w woj. lubelskim włączone zostały syreny alarmowe, a służby w woj. podkarpackim pozostawały w gotowości.

– Bezpieczeństwo obywateli jest priorytetem i kiedy widzimy, że sytuacja jest groźna i rozwija się w niekorzystnym kierunku, takie ostrzeżenia będą wydawane. Z mojego punktu widzenia procedury zostały wykonane. Samoloty pozostawały w gotowości do zestrzelenia obiektu. Sytuacja zakończyła się szczęśliwie – powiedział Dowódca Operacyjny
źródło części tekstu: PAP










