"Wiedźma" kontra "dusza adwokacka". Medialna burza wokół Rzeczniczki Praw Dziecka

"Rażąco nieproporcjonalne do zdarzenia" działania i interwencja nosząca znamiona "przemocy instytucjonalnej" – takie określenia znalazły się w uzasadnieniu sądu w sprawie, w którą zaangażowała się Rzeczniczka Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak. Kilka tygodni później, gdy sprawa stała się przedmiotem medialnej debaty, RPD była nazywana "wiedźmą" i "sadystką". Prof. Adam Bodnar mówi o jej "duszy adwokackiej", a eksperci przypominają wcześniejsze kontrowersje wokół Rzeczniczki, m.in. zarzuty o mobbing. Czy ta sprawa może wpłynąć na wizerunek RPD i kierowanego przez nią urzędu?

Karolina Pałys-Guzik
Karolina Pałys-Guzik
Udostępnij artykuł:
"Wiedźma" kontra "dusza adwokacka". Medialna burza wokół Rzeczniczki Praw Dziecka
Monika Horna-Cieślak
Fot. Adam Burakowski

Jesteś z branży mediów, marketingu i PR? Obserwuj nas na LinkedIn.

13 sierpnia, czwartek. Monika Horna-Cieślak czeka na przystanku na autobus. Widzi matkę, która szarpie dziecko i kieruje w jego stronę wulgarne słowa. Urzędniczka podchodzi i zaczyna rozmowę. Matka ją obraża. Horna-Cieślak dzwoni na policję, a kobieta się oddala.

Rzeczniczka Praw Dziecka widzi, do której klatki wchodzi. Policja szybko ustala jej dane. Okazuje się, że jest ona znana funkcjonariuszom, a rodzina ma założone dwie Niebieskie Karty. Policja kieruje sprawę do sądu rodzinnego.

Następnego dnia pracownik biura RPD kontaktuje się z sądem, który pilnie zleca kuratorowi wywiad w rodzinie. Jego opinia jest gotowa w sobotę. Tego dnia biuro RPD ponownie kontaktuje się z sądem, a Horna-Cieślak bierze udział w spotkaniu na komendzie. Policja zakazuje rodzicom zbliżania się do dzieci, nakazuje im opuścić mieszkanie. Dzieci trafiają do domu dziecka.

Sąd rodzinny ponownie zajmuje się sprawą. Monika Horna-Cieślak na własną prośbę zeznaje jako świadek. Sąd nakazuje powrót dzieci do rodziców. W uzasadnieniu uznaje działania służb za "rażąco nieproporcjonalne do zdarzenia", a interwencję rzeczniczki określa jako noszącą znamiona "przemocy instytucjonalnej".

Warto zaznaczyć, że jedynym dokumentem, który zostanie upubliczniony, jest ostatnie orzeczenie sądu.

Sprawę przejmują media

Ponad miesiąc później sprawa wybucha w mediach. Materiał autorstwa Bartosza Michalskiego zamieszczony na YouTube 23. września otrzymuje tytuł: "Rzecznik Praw Dziecka się uparła. Policja odebrała dzieci rodzicom. Sąd zmiażdżył tę decyzję". Równocześnie na portalu Zero pojawia się tekst: "Zwyzywała rzeczniczkę praw dziecka. Chwilę później odebrano jej dzieci".

Z materiałów wynika, że szarpnięcie dziecka przez matkę miało na celu ochronę: maluch rzekomo miał próbować wbiec na ulicę. Zirytowana matka próbowała zdyscyplinować dziecko i wtedy w całe zdarzenie włączyła się Rzeczniczka. Kanał Zero utrzymuje, że wszystkie późniejsze działania Rzeczniczki były wynikiem chęci odegrania się na matce.

W materiale nie ma słowa o dwóch Niebieskich Kartach, jakie założone były w tej rodzinie. Pojawia się natomiast informacja o tym, że na spotkaniu roboczym w komendzie policji, po którym zapadła decyzja o odebraniu dzieci rodzicom, miał pojawić się Komendant Generalny Policji. Horna-Cieślak zaprzeczy tym doniesieniom. Udział komendanta zdementuje również policja. Jednak informacja o udziale komendanta pojawi się w dokumentach sądowych.

Na pytanie, czy materiał był przygotowany zgodnie z zasadami rzetelności dziennikarskiej, odpowiada nam Anna Wittenberg, redaktor naczelna portalu Zero:

Oczywiście. Materiał dziennikarza Zero.pl został przygotowany na podstawie uzasadnienia postanowienia sądu, które obszernie cytowaliśmy. W artykule zamieściliśmy pełne odpowiedzi BRPD. Przed publikacją skierowaliśmy również pytania do Komendy Stołecznej Policji. Pomimo kilkudniowego oczekiwania nie otrzymaliśmy odpowiedzi, dlatego opublikowaliśmy treść pytań.

Anna Wittenberg
redaktorka naczelna Zero.pl

Fala krytyki

Zaczyna się medialna burza. Krzysztof Stanowski we wpisach na X odsyłających do materiału, pisze: "O takiej historii to ja jeszcze nie słyszałem i trzeba sobie zadać pytanie: czy Rzecznik Praw Dziecka jest osobą niezrównoważoną?"

Chwilę później dodaje: "Pani @MHornaCieslak, jest pani do szpiku złym człowiekiem."

Sławomir Mentzen nazywa rzeczniczkę "wiedźmą". I na X deklaruje: "będziemy zbierać podpisy pod odwołaniem Moniki Hornej-Cieślak ze stanowiska Rzecznika Praw Dziecka.

Mateusz Morawiecki idzie dalej: pisze o Hornej-Cieślak: "sadystka". Marcin Horała dorzuca: "Rzecznikiem Praw Dziecka jest niebezpieczna kobieta".

Kanał Zero wraca do tematu i nakręca dyskusję. Zaprasza rodziców z dziećmi do redakcji. Z opublikowanego materiału wynika, że dzieci są w domu. Później dziennikarze przyznają, że ojciec wprowadził ich w błąd – dzieci mieszkają z matką w ośrodku interwencji kryzysowej. Horna-Cieślak odpowie: "Po raz kolejny wskazuje, że posiadamy stosowne dokumenty wskazujące, dlaczego dzieci znajdują się w środowisku poza domem. Bardzo apeluje o zaprzestanie. Najważniejsze są dzieci".

Kanał Zero mimo to publikuje rozmowę z rodzicami i stwierdza: "Tak nie wygląda patologia".

Horna Cieślak odpiera zarzuty

Horna-Cieślak na zarzuty odpowiada wpisem na X: "Byłam świadkiem stosowania przemocy fizycznej i psychicznej wobec kilkuletnich dzieci w miejscu publicznym. Poza stosowaniem przemocy fizycznej, Matka wyzywała dziecko w wulgarny sposób, w tym m.in."ty k****". Jako świadek przemocy zawiadomiłam policję."

Rzecznik podkreśliła, że nie zgadza się na marginalizowanie przemocy wobec dzieci. Dodaje, że Biuro Rzecznika Praw Dziecka jest w posiadaniu pełnej dokumentacji i materiału dowodowego dotyczącego rodziny i wcześniejszych form stosowania przemocy wobec dzieci.

Tego samego dnia po południu Horna-Cieślak pojawia się w Polsacie. Odpowiadając na pytania Michała Cholewińskiego stwierdzi, że nie zgadza się z uzasadnieniem sądu, w którym mowa o przekroczeniu przez nią uprawnień. Nawiązuje też do sprawy Kamilka z Częstochowy.

– Proszę pamiętać o tym, że w sprawie Kamilka też wcześniej były sygnały świadczące o tym, co się dzieje w rodzinie. I naszą rolą, moją rolą jest reagowanie, kiedy widzimy czynniki krzywdzenia dziecka. I te czynniki krzywdzenia dziecka po prostu były. I ja zareagowałam jako świadek przemocy wobec dzieci – stwierdziła Horna-Cieślak.

Wieczorem rozmawia jeszcze z Januszem Schwertnerem z Goniec.pl. Dementuje – jej zdaniem – nieprawdziwe informacje, jakie pojawiły się w materiale Kanału Zero. Zaprzecza też, że jej reakcja wynika z chęci odegrania się na matce. Dodaje, że decyzję sądu przyjmuje, ale się z nią nie zgadza.

Rozmowa, podobnie jak materiał Kanału Zero, zostanie skrytykowana. Tym razem za zbytnią pobłażliwość względem rzeczniczki.

Postawiłem jej wszystkie trudne pytania, ale szanuję i cenię wszelkie krytyczne opinie na temat mojej pracy. Proszę tylko pamiętać, że dziś już opinia publiczna wie, że ataki na nią były oparte na nieprawdziwej wersji wydarzeń, niezweryfikowanej dokładnie przez dziennikarzy, a całkowicie zmyślonej przez polityków.

Janusz Schwertner
redaktor naczelny Goniec.pl (od listopada w Onet.pl)

Rzeczniczka "z duszą adwokacką"

– Monika Horna-Cieślak znalazła się w trudnej sytuacji wizerunkowej. Obecnie nie chodzi już wyłącznie o to, czy jako Rzeczniczka Praw Dziecka miała prawo zareagować. Pytania dotyczą przede wszystkim tego, co wydarzyło się później, jaka była jej rola w całym procesie i czy działania podjęte wobec rodziny były adekwatne – uważa Katarzyna Dworzyńska, ekspertka ds. wizerunku i założycielka agencji PR Calling.

W dotychczasowych wypowiedziach Rzeczniczka skupia się przede wszystkim na wyjaśnianiu, dlaczego zareagowała i dlaczego sytuację dzieci uznała za niepokojącą. To zrozumiałe, ale komunikacyjnie niewystarczające. Potrzebna jest bardzo konkretna chronologia wydarzeń: co zrobiło Biuro RPD, z jakimi informacjami, na jakim etapie i gdzie kończyła się jego rola. Jeśli część zarzutów przedstawionych przez Kanał Zero jest nieprawdziwa albo niepełna, warto wskazać dokładnie które.

Katarzyna Dworzyńska
założycielka agencji PR Calling

Dworzyńska uważa, że odwoływanie się do sprawy Kamilka z Częstochowy przynosi więcej wizerunkowej szkody niż pożytku: – Mam wątpliwość, czy przywoływanie sprawy Kamilka pomaga w tej sytuacji. Pokazuje motywację rzeczniczki, ale jednocześnie przenosi rozmowę na jeden z najbardziej dramatycznych przypadków ostatnich lat. To bardzo mocne porównanie, które może zostać odebrane jako próba uzasadnienia obecnej interwencji skrajnym przykładem.

Prof. Adam Bodnar, były Rzecznik Praw Obywatelskich i minister sprawiedliwości, w rozmowie z nami apeluje o przejrzystość: – Aspekt osobistego uprzedzenia warto w tej sprawie zbadać. Bo jeśli sąd użył mocnego sformułowania "przemoc instytucjonalna", to trzeba to do cna wyjaśnić.

Prof. Bodnar dodaje, że nie przypomina sobie sprawy, w którą byłby zaangażowany w podobny – tak osobisty – sposób.

Pani Rzecznik ma inny styl. Ona jest trochę rzeczniczką i trochę osobą, która ma cały czas duszę adwokacką, co może czasami powodować kłopoty.

prof. Adam Bodnar
były Rzecznik Praw Obywatelskich

Dodaje, że "dusza adwokacka" Hornej-Cieślak była widoczna choćby wtedy, gdy wysłane przez nią do prezydenta Karola Nawrockiego pismo przyczyniło się do weta nowelizacji ustawy o ochronie małoletnich, znanej jako "Lex Kamilek".

Prof. Bodnar przypomina również, że Rzecznik ma dostęp do mediów i może z niego korzystać: – Pani Rzecznik po to ma media (także społecznościowe) i swój aparat urzędowy, żeby całą sprawę maksymalnie wytłumaczyć. A być może w którymś momencie trzeba będzie przyznać się do błędu, że może zbyt pochopnie, za szybko postąpiła.

Na temat tego, czy Horna-Cieślak kontaktuje się z mediami w sposób wystarczający, opinie w środowisku są podzielone. – Kiedy temat nie jest dla niej wygodny, to przestaje się odzywać. Odsyła do swojej rzeczniczki, która też merytorycznie nie odnosi się do sprawy. I pozostawia po sobie ciszę, niedopowiedzenie. Albo idzie na "setki" do konkurencji – słyszymy od jednego z dziennikarzy telewizyjnych.

My również 25 września zwróciliśmy się z pytaniami do Biura Rzecznika Praw Dziecka. Do tej pory nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Lody i mobbing

W kontekście obecności Moniki Hornej-Cieślak w mediach trzeba wspomnieć o dwóch innych głośnych sprawach.

Pierwsza dotyczyła pszczyńskiej lodziarni, która od 25 lat rozdawała lody dzieciom przynoszącym świadectwo z czerwonym paskiem. Rzeczniczka, po otrzymaniu zawiadomienia, wysłała do właścicielki pismo z prośbą o zaprzestanie tej praktyki. Jak argumentowała, uzależnianie nagrody od wyników w nauce może mieć negatywne skutki społeczne. W przestrzeni publicznej szybko pojawiły się głosy krytyki – rzeczniczce wytykano nadgorliwość.

– Każdemu się zdarzają wypowiedzi, które budzą emocje. Czasami są one bardziej przemyślane i skonsultowane, czasami mniej. Ta funkcja trochę na tym polega, że się cały czas stąpa po polu minowym. Można coś w dobrej wierze powiedzieć, a później to będzie interpretowane w zupełnie inny sposób – komentuje prof. Bodnar. I dodaje, że jego zdaniem znacznie poważniejszą skazą w działalności Hornej-Cieślak jest posądzenie o mobbing.

– Ta sprawa nie została, moim zdaniem, jak do tej pory porządnie wyjaśniona, biorąc pod uwagę powszechny szacunek dla działacza społecznego Łukasza Korzeniowskiego (później pracownika Biura RPD), który rozpoczął działania prawne – mówi prof. Bodnar, odnosząc się do licznych nieprawidłowości, jakich – zdaniem pracowników Biura – miała dopuścić się RPD.

Horna-Cieślak zaprzeczała wtedy, jakoby w Biurze dochodziło do nadużyć. W rozmowie z dziennikarkami TVN24, Justyną Suchecką i Agatą Listoś-Kostrzewą, które nagłośniły sprawę, argumentowała, że jej nadrzędnym celem jest walka o dobro dzieci. Nie zaprzeczała, że praca w Biurze jest wymagająca. Autorki sugerowały jednak, że decyzje Hornej-Cieślak przyczyniały się do zwiększania presji na zespół.

Kontrola PIP potwierdziła część nieprawidłowości zgłaszanych przez Łukasza Korzeniowskiego i wydała zarządzenia, którym Biuro miało się podporządkować.

Zdaniem Katarzyny Dworzyńskiej fakt, że Monika Horna-Cieślak ma na koncie tego typu problemy wizerunkowe, rzutuje na odbiór obecnej sytuacji:

Problemem jest to, że ten kryzys nie wydarza się w próżni. Wcześniejsze kontrowersje – zarzuty dotyczące sytuacji w Biurze RPD czy szeroko komentowana historia z lodziarnią – pozostają w pamięci odbiorców. Kolejna sprawa jest więc automatycznie interpretowana przez ich pryzmat. Rzeczniczka potrzebuje dziś nie tylko odpowiedzi dotyczących tej konkretnej sytuacji, ale również bardzo czytelnego pokazania standardów działania urzędu i granic jego interwencji.

Katarzyna Dworzyńska
CEO PR Calling

Kryzys w kryzysie: ustawy dla PiS kosztowały

W piątek na łamach portalu Wp.pl ukazał się tekst Szymona Jadczaka, zatytułowany: "Jak Rzeczniczka Praw Dziecka pisała ustawy dla Ziobry i Romanowskiego". Dziennikarz "ujawnia" w nim pracę, jaką na rzecz Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości wykonała Horna-Cieślak. To właśnie wtedy powstawała m.in. "ustawa Kamilka".

Kontrowersje mają dotyczyć, z jednej strony samego faktu współpracy z politykami poszukiwanymi dzisiaj listem gończym, a także wynagrodzenia. Jadczak w leadzie podaje kwotę 224 tys. zł.

Horna-Cieślak odpowiada na X, że o współpracy z Ministerstwem Sprawiedliwości w latach 2016–2023 mówiła wcześniej publicznie. Dodaje, że owszem, zarobiła tyle, ale na przestrzeni 7 lat. Miesięcznie otrzymywała 2 200 zł netto.

W opinii prof. Bodnara jest tu jednak zgrzyt etyczny:

Byłem świadomy, że Pani Rzecznik współpracowała z Ministerstwem Sprawiedliwości w trudnych czasach, po to, aby doprowadzić do uchwalenia "ustawy Kamilka". Pomyślałem, że jeśli ktoś jest tak oddany ideowo, to zrobi wszystko, aby doprowadzić do realizacji własnych pomysłów. I godzi się na współpracę w czasach, kiedy sędziowie i prokuratorzy byli represjonowani, a Fundusz Sprawiedliwości był traktowany jak partyjna skarbonka. Ale byłem przeświadczony, że była to współpraca pro bono – obok działalności adwokackiej i w organizacjach pozarządowych. W życiu by mi do głowy nie przyszło, że Pani Rzecznik była na liście płac Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości, czyli instytucji ściśle podległej MS.

prof. Adam Bodnar
były minister sprawiedliwości i Rzecznik Praw Obywatelskich

A gdyby nie zareagowała?

Dyskusja wokół reakcji Moniki Horny-Cieślak nie dotyczy wyłącznie granic uprawnień Rzecznika Praw Dziecka. Ma szerszy kontekst: jak powinniśmy reagować na podejrzenie przemocy wobec dziecka i czy obawa przed przekroczeniem kompetencji nie prowadzi czasem do bierności.

Jedną z pierwszych osób, które zwróciły uwagę na ten aspekt, była Agnieszka Gozdyra. W "Debacie Gozdyry" 24 września, odnosząc się do argumentu o decyzji sądu rodzinnego w sprawie Kamilka, powiedziała: – W sprawie Kamilka sąd rodzinny decydował, że to dziecko jest bezpieczne. Albo się pan stuprocentowo ślepo powołuje na wyroki sądów, albo dopuszczamy, że sądy się czasem mylą, bo Kamilek dzisiaj nie żyje.

Podobnie wypowiedziała się ministra Katarzyna Kotula: – Każde zgłoszenie dotyczące przemocy wobec dziecka powinno być potraktowane poważnie. Osoba, która jest świadkiem przemocy wobec dziecka, ma nie tylko prawo, lecz także ustawowy obowiązek zareagować i zgłosić sprawę odpowiednim organom.

Prof. Bodnar przestrzega przed udziałem w medialnej licytacji na obelgi: – Nawet jeśli działamy w mediach, nawet jeśli jesteśmy komentatorami, osobami życia publicznego itd., to warto się powstrzymać od używania wyrażeń typu: "jest Pani do szpiku złym człowiekiem". Albo się kandydowało na prezydenta i się jest osobą, która gdzieś chce być uznawana za poważną albo wchodzimy w tego typu dyskurs. Tym bardziej że tego typu wypowiedzi nakręcają emocje, licytację na to, kto powie jeszcze mocniej, a to z kolei może prowadzić do spirali hejtu, przemocy internetowej czy wręcz fizycznej.

W podobnym duchu wypowiadają się komentatorzy i osoby zajmujące się ochroną dzieci. "Żadna reakcja na przemoc nie jest na wyrost. To dobrze, że Monika Horna-Cieślak nie była bierna" – brzmi nagłówek tekstu Zuzi Ałdyckiej opublikowanego w "Wysokich Obcasach".

"Wydarzenie związane z reakcją Moniki Horny-Cieślak na krzywdę dziecka na ulicy nie jest tak jednoznaczne, jak by tego chcieli krewcy komentatorzy Kanału Zero" – pisze natomiast Przemysław Wilczyński w "Tygodniku Powszechnym".

Odnosząc się do określeń "regularna wariatka" i "do szpiku zły człowiek", autorstwa publicystów Kanału Zero, komentuje: "Chcę zwrócić uwagę na charakter zarzutów. Otóż te stwierdzenia – a przynajmniej drugie i trzecie – odnoszą się do Moniki Horny-Cieślak jako człowieka, nie urzędniczki. Tymczasem wiele wskazuje na to, że właśnie jako człowiek obecna RPD spełniła swoją rolę w sposób wzorowy".

O konsekwencjach pochopnego ferowania wyroków mówi nam Joanna Paduszyńska, prezeska i założycielka Fundacji Słonie na Balkonie: – My po to pracujemy nad naszymi przekazami medialnymi, ale też po to mówimy na konferencjach, po to szkolimy wszystkich ze standardów ochrony dzieci, żeby właśnie ludzi ośmielać do tego, żeby troszczyć się o dzieci. Nie powinniśmy zatrzymywać ludzi, którzy mają cywilną, społeczną odwagę do tego, żeby reagować, gdy dziecku dzieje się krzywda.

– Jestem, delikatnie mówiąc, zaniepokojona tą lawiną przedziwnych nagłówków, natomiast też widzę w tym wszystkim dosyć małą świadomość społeczną na temat tego, jak w ogóle wygląda tego rodzaju interwencja. Bo to nie jest tak skrótowe: ktoś myśli, że zabiorę komuś dziecko i to się wydarza z dnia na dzień. To nie jest amerykańskie kino – dodaje.

O niezrozumieniu systemu mówi również Renata Szredzińska, wiceprezes Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, w której Monika Horny-Cieślak pracowała jako prawnik: – Ludzie myślą, że dzieci się zabezpiecza zgodnie z prawem, tylko jak tu i teraz leje się krew, ktoś nad dzieckiem stoi z nożem, dusi je itd. Podczas gdy to jest nieprawda. Nasze prawo daje różne instrumenty na różne sytuacje. Oczywiście musimy dbać o to, żeby one były zasadnie stosowane, ale jest kilka takich instancji, kiedy zabezpieczenie dziecka poza rodziną jest możliwe.

Ekspertka zaznacza, że nie ma wiedzy na temat interwencji podjętej przez rzeczniczkę ani wglądu w dokumenty, dlatego nie odnosi się do tej konkretnej sprawy. Przytacza jednak dane dotyczące interwencyjnego zabezpieczania dzieci: – Z ostatniego dostępnego sprawozdania z ustawy o przeciwdziałaniu przemocy domowej wynika, że takich zabezpieczeń dzieci w trybie takim interwencyjnym było ponad 1 600. 112 odwołań; tylko 3 z nich sądy utrzymały.

Paduszyńska pytana o współpracę z Rzeczniczką odpowiada: – Mamy dobre doświadczenia ze współpracy od czasu, kiedy urząd przejęła Monika Horny-Cieślak, ponieważ możemy na tę współpracę liczyć.

O dobrej współpracy mówi także Renata Szredzińska. Wiceprezeska FDDS zwraca jednocześnie uwagę, że w obecnej dyskusji brakuje rozważności, a opinie, oceny i etykiety pojawiają się zbyt łatwo: – Mówię o tym, jak obrażana jest w tej chwili pani Rzecznik, czy jakie słowa kierowane są pod kątem tej rodziny. To w ogóle nie jest tryb, w którym powinniśmy rozstrzygać takie sprawy.

Tymczasem sytuację rodziny mają ocenić odpowiednie organy, a postępowanie Rzeczniczki zweryfikuje prokuratura. 1 października poinformowano też, że Horna-Cieślak złożyła dwa zawiadomienia dotyczące gróźb i znieważania oraz publikacji "Gazety Warszawskiej".

6 października do Biura Rzecznika Paw Dziecka weszli agenci CBA. "Biuro Rzecznika Praw Dziecka informuje, że w związku ze sprawą dotyczącą interwencji na warszawskiej Białołęce, właściwym organom wydane zostały wszystkie posiadane przez Biuro Rzecznika Praw Dziecka dokumenty zgodnie z obowiązującym prawem" – napisała na X Horna-Cieślak.

PRACA.WIRTUALNEMEDIA.PL

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

Wieloletni dziennikarz TVP znów w Biznes24. Po rozstaniu z Newsmax Polska

Wieloletni dziennikarz TVP znów w Biznes24. Po rozstaniu z Newsmax Polska

Władze TVN mogły zyskać na zmianie właściciela. Bo zarabiają także w akcjach

Władze TVN mogły zyskać na zmianie właściciela. Bo zarabiają także w akcjach

"Lalka" nie uchroniła Netfliksa przed spadkiem. Mocno w dół Disney+, zyskały platformy telewizyjne

"Lalka" nie uchroniła Netfliksa przed spadkiem. Mocno w dół Disney+, zyskały platformy telewizyjne

Aktorzy z "Rodzinki.pl" reklamują pizzę w Żabce

Aktorzy z "Rodzinki.pl" reklamują pizzę w Żabce

"Nasi w mundurach" wrócili na antenę. Daniel Martyniuk podniósł oglądalność?

"Nasi w mundurach" wrócili na antenę. Daniel Martyniuk podniósł oglądalność?

Dziennikarz od klimatu po 12 latach rozstał się z "Gazetą Wyborczą"

Dziennikarz od klimatu po 12 latach rozstał się z "Gazetą Wyborczą"