Wydawca skasował pensje i będzie płacił dziennikarzom za 1000 odsłon. Szaleństwo czy smutne realia mediów?

Czy pensja dziennikarzy powinna być uzależniona od liczby odsłon ich tekstów? Czołowy wydawca popkulturowy wcielił taki pomysł w życie, co wywołało zdumienie w zespole. Przyjrzyjmy się temu pomysłowi.

Rafał Badowski
Rafał Badowski
Udostępnij artykuł:
Wydawca skasował pensje i będzie płacił dziennikarzom za 1000 odsłon. Szaleństwo czy smutne realia mediów?
Czy dziennikarze powinni być wynagradzani za odsłony?

Dziennikarze pracujący w "The Gamer", czołowym portalu zajmującym się grami i popkulturą dowiedzieli się – ku swojemu zaskoczeniu – że ich wynagrodzenie będzie od teraz całkowicie uzależnione od ruchu, jaki wygenerują swoimi artykułami.

Nowe zasady, nazwane "Pay Per Session", oznaczają, że autorzy tekstów będą otrzymywać wynagrodzenie wyłącznie za liczbę kliknięć ich materiałów, zamiast dotychczasowej podstawowej stawki. Jak ustalił branżowy Press Gazette, dziennikarze, którzy wrzucają swoje artykuły do redakcyjnego CMS, otrzymują 8 dolarów za każde 1000 kliknięć, czyli mamy tutaj typowy CPM ze stawką 8 dolarów (ok. 30 złotych)

Pay per... subskrypcja

O tym, czy to dobry pomysł, porozmawiałem z menedżerami i pracownikami polskich mediów, którzy przybliżyli mi, jak to wygląda w różnych redakcjach. Podstawowa zasada: jeśli już mowa o wynagradzaniu za efektywność, to jest ono w formie premii do podstawowej pensji, która jest miłym, choć symbolicznym dodatkiem motywującym, (również innych) do myślenia o wynikach tekstów.

W Agorze jest podobnie, choć tam nie patrzy się na kliki, ale konwersje na subskrypcje. – Agora do dziś w swoich oddziałach premiuje dziennikarzy za generowanie subskrypcji dzięki ich tekstom. Inna sprawa, że nie są to znaczące pieniądze – słyszę od dziennikarki jednego z oddziałów "Wyborczej", która wspomina, że kiedyś autorzy nawet się z tego powodu nieco zbuntowali.

To naturalne, że wydawca chce, aby owoce pracy dziennikarzy rozchodziły się jak najszerzej. Dlatego w "Wyborczej" stosujemy systemy premiowe oparte m.in. na liczbie sprzedanych subskrypcji czy na zaangażowaniu użytkowników, mierzonym czasem spędzonym na lekturze naszych artykułach. Są to miary spójne z naszym modelem biznesowym. Co kluczowe, stanowią one jedynie uzupełnienie wynagrodzenia, a nie jego zasadniczą część.

Mikołaj Chrzan
członek zarządu Wyborczej i Gazeta.pl

Podobnie od kilku lat czyni Ringier Axel Springer Polska. Modele subskrypcyjne wprowadził kilka lat temu Onet, "Newsweek" i "Forbes" (obecnie działa ona pod marką Onet Premium). Autorzy piszący do tych tytułów dostawali pieniądze za każdą umowę subskrypcji na ich tekście.

Najlepsi mogli dodatkowo zarobić na tym nawet parę tysięcy złotych. Inna sprawa, że na początku dostawali więcej za każdą subskrypcję, niż wpłacał czytelnik. Trudno to zrozumieć, ale takie były trudne początki – słyszę od naczelnego jednego z portali.

Konsekwencje rozliczania za odsłony

Jeden z moich rozmówców, wieloletni szef newsroomu w portalu internetowym, pomysł rozliczania dziennikarzy w modelu CPM nazywa "wierszówką nowej generacji". – Co nie znaczy, że to dobra rzecz – zaznacza.

– Jestem w stanie zrozumieć, dlaczego jakiś wydawca się na to zdecydował, ale docelowo nie uważam tego za dobre rozwiązanie i sam bym się na to nie zdecydował w newsroomie. To prosta droga do zapętlenia się w clickbaicie, krótkich, podkręconych treściach, demotywacji zespołu i docelowo odejściach przez brak stabilności pensji. Po co ktoś miałby poświęcać myślenie na dłuższe, ciekawsze, lepsze tematy, skoro w 9 na 10 przypadkach krótki, podkręcony temat z nim wygra. To droga donikąd i zajechania zespołu i produktu. Zwłaszcza gdy tyle zależy od przypadku i algorytmów – ocenia.

Z moim rozmówcą zgadza się Piotr Pilewski, współwłaściciel serwisu BiznesEnter.pl i redaktor naczelny CyberDefence24.pl. Podkreśla, że płacenie za najbardziej klikalne treści nie jest dobrą drogą.

– To niekoniecznie najlepsze dziennikarstwo. To prosta droga do clickbaitowych nagłówków, produkcji masowej, grania emocjami odbiorców i rezygnacji z tematów trudniejszych, śledczych, eksperckich czy ważnych społecznie, ale mniej viralowych. Jeżeli autorzy są wynagradzani wyłącznie za ruch, to będą optymalizować swoją pracę pod algorytm, a nie pod zaufanie czytelnika – słyszę.

Mój pierwszy rozmówca zwraca uwagę, że druga skrajność także nie jest dobra.

Dziennikarze nie powinni pracować całkowicie w oderwaniu od wyników swoich tekstów. Dlatego, jeśli już, to pośrednim rozwiązaniem może być np. dawanie premii za najbardziej czytane teksty lub teksty z najdłuższym spędzonym czasem. Ale to jako dodatek, nie podstawa pensji.

jeden z szefów newsroomu

Podobnego zdania jest Urszula Kifer, prezeska i redaktorka naczelna magazynu "Pismo", która uważa, że maksymalizacja wyniku kosztem jakości to zła decyzja. Bo w dłuższej perspektywie może prowadzić do pogorszenia wyników finansowych.

Sprowadzanie roli dziennikarza do generowania klików na stronie to moim zdaniem bardzo niemądra decyzja. Doprowadzi ona jedynie do obniżenia jakości publikowanych treści i zniechęcenia odbiorców i odbiorczyń, a więc w dłuższej perspektywie także do spadków przychodów. To zaskakujące, bo po ponad 30 latach istnienia mediów internetowych wydawałoby się, że wydawcy powinni już rozumieć, jak działają clickbaity i jakie są konsekwencje ich stosowania.

Urszula Kifer

Czyją odpowiedzialnością są odsłony?

Piotr Pilewski zastrzega, że rozumie realia prowadzenia biznesu medialnego i presję na wynik. Jednak podkreśla, że odpowiedzialność za liczbę odsłon nie powinna być delegowana na dziennikarza, gdyż jego oddziaływanie, zwłaszcza w ostatnich latach, jest mocno ograniczone.

To groźny kierunek i przenoszenie ryzyka biznesowego z wydawcy na autora, któremu daje się możliwość zarabiania pieniędzy na podstawie wyświetleń, na które nie ma wpływu, bo są one zależne głównie od algorytmów, które wpływają na pozycjonowanie w Google Discover, czy serwisach społecznościowych. Wraz z rozwojem technologii widzimy zresztą u wydawców spadki ruchu i trend ten będzie się utrzymywał.

Piotr Pilewski

Pilewski zwraca uwagę, w jakich realiach działają dziś media w kontekście spadków ruchu. Wiąże się to nieuchronnie ze spadkiem dochodów.

Jeżeli autorzy są wynagradzani wyłącznie za ruch, to będą optymalizować swoją pracę pod algorytm, a nie pod zaufanie czytelnika. Obserwujemy zresztą takie praktyki w Polsce z tą różnicą, że wysokość wynagrodzenia jest pośrednio powiązana z osiąganymi wynikami. A media, szczególnie w czasach AI i coraz większej presji platform technologicznych, powinny walczyć przede wszystkim o wiarygodność. Bez niej nawet najlepsze statystyki są tylko chwilowym wzrostem na wykresie.

Piotr Pilewski

Zdaniem naszego rozmówcy efektywny model to nie tylko "pageview is the king" i nie można się na nim "fiksować". – Powinien łączyć jakość, wpływ, lojalność odbiorców, powracalność, czas spędzony z tekstem, subskrypcje, cytowalność i znaczenie materiału dla marki. Same kliknięcia są najprostszym wskaźnikiem, ale często najbiedniejszym intelektualnie. Co, myślę, jest też jakimś świadectwem dla pomysłodawców takich rozwiązań – radzi.

– To zły pomysł – kwituje Mikołaj Chrzan, członek zarządu spółek WyborczaGazeta.pl. – Stabilność i przewidywalność wynagrodzenia to kluczowe parametry dla generacji Z, ale też dla każdego innego pracownika. Tymczasem pełne uzależnienie wysokości pensji od jednego wskaźnika – w tym przypadku od odsłon – to krok w kierunku jeszcze większej chwiejności. Jest to szczególnie niebezpieczne w redakcjach, ponieważ zawód dziennikarza, mocno pokiereszowany przez rewolucję cyfrową, potrzebuje odzyskać stabilizację – podkreśla.

Mikołaj Chrzan dostrzega znak dzisiejszych czasów, czyli pogoń za klikami za wszelką cenę, czyli wyścig, w którym media – chcąc nie chcąc – biorą udział.

Po drugie, kontrowersyjny jest sam wskaźnik, od którego ta zmienna pensja miałaby zależeć. Media na całym świecie mierzą się dziś z plagą klikbajtozy i wprowadzających w błąd nagłówków. Powiązanie zarobków bezpośrednio z odsłonami premiuje właśnie takie zachowania – to dolewanie oliwy do ognia.

Mikołaj Chrzan

Rafał Madajczak z Kanału Minus Michała Marszała także podkreśla, że odpowiedzialność za wynik nie powinna być przenoszona na dziennikarzy. Dostrzega w pomyśle The Gamer jeszcze więcej elementów, które mają dodatkowo obniżyć wynagrodzenie współpracujących z serwisem dziennikarzy. Chodzi o termin, po którym odsłony tekstu już nie będą zliczane do puli wynagrodzenia.

To, co wprowadził The Gamer to według nich sprytny sposób, żeby jak najwięcej zarobić na martwym, zapchanym paratreściami internecie i przy okazji jak najmniej płacić ludziom, licząc, że to przejdzie, zanim to wszystko padnie. Tam jest więcej kwiatków. Jak na przykład to, że liczone do – cudzysłów zamierzony – "wynagrodzenia" odsłony obejmują tylko 15 dni po publikacji. Jak po tym czasie tekst wybuchnie i zrobi milion odsłon, kasy autor z tego nie zobaczy. Kasyno zawsze wygrywa.

Według Madajczaka, gdyby był to tylko "dodatek do pensji", a nie sama "pensja", nie byłoby to złe rozwiązanie. – Gdyby autor, ale też wydawca czy osoby odpowiedzialne za pozycjonowanie dostawały procent od sukcesu. Wczytywałem się uważnie w tekst o rozwiązaniach w The Gamer, ale nie znalazłem informacji czy zarząd tego paramedium też ma zmienne wynagrodzenie uzależnione wyłącznie od odsłon. Jakieś domysły? – pyta retorycznie.

– To ogromna niesprawiedliwość w stosunku do autorów i zrzucanie odpowiedzialności za cele, których nie potrafi osiągnąć swoją strategią i pomysłami management. Zasięg to nie jest coś, co autor może w pełni przewidzieć. Krótkofalowo będzie to pewnie jakaś oszczędność, w długim czasie jest to ruch desperacki i kopanie sobie głębokiego grobu – kwituje Grzegorz Szymanik, reportażysta i redaktor naczelny Android.com.pl.

PRACA.WIRTUALNEMEDIA.PL

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

Canal+ szykuje konkurencję dla "The Traitors". To program "Wilkołaki" [NASZ NEWS]

Canal+ szykuje konkurencję dla "The Traitors". To program "Wilkołaki" [NASZ NEWS]

"Gazeta Wyborcza" mocno pod kreską. Zwolniła ponad 100 osób

"Gazeta Wyborcza" mocno pod kreską. Zwolniła ponad 100 osób

Hity mundialu 2026. Te mecze oglądały się najlepiej

Hity mundialu 2026. Te mecze oglądały się najlepiej

"Kapitan Bomba" wraca po latach. Fani kreskówki odliczają do premiery

"Kapitan Bomba" wraca po latach. Fani kreskówki odliczają do premiery

Wirtualna Polska wydziela telewizję. Jest zgoda KRRiT

Wirtualna Polska wydziela telewizję. Jest zgoda KRRiT

PAP z mega zyskiem. Sprzedała działkę za ponad 100 mln zł

PAP z mega zyskiem. Sprzedała działkę za ponad 100 mln zł