Wywiad na cudzych zasadach. O tym, ile dziennikarz poświęci dla rozmowy

Niedoszły wywiad "Rzeczpospolitej" z Olgą Tokarczuk wywołał spór o granice dziennikarskiej niezależności. Kto wybiera prowadzącego i ustala pytania? Czy redakcje rezygnują z własnych zasad, by zdobyć rozmowę ze "znanym nazwiskiem"? Dziennikarze mówią o presji. Ale przyznają, że czasem jej ulegają. Z drugiej strony: rozmówcy mają prawo oczekiwać przygotowania, pilnować ustaleń i odmówić wywiadu.

Kinga Walczyk
Kinga Walczyk
Udostępnij artykuł:
Wywiad na cudzych zasadach. O tym, ile dziennikarz poświęci dla rozmowy
Fot. ChatGPT

Jesteś z branży mediów, marketingu i PR? Obserwuj nas na LinkedIn.

Miało być 25 pytań i pisemne odpowiedzi noblistki. Zamiast wywiadu powstał spór o to, czy pytania były zbyt konfrontacyjne, czy niewłaściwie przygotowane. Adam Pantak z "Rzeczpospolitej" chciał porozmawiać z Olgą Tokarczuk przy okazji premiery powieści "Świata jest za dużo". Wydawnictwo Literackie zaproponowało formę korespondencyjną, ale po otrzymaniu pytań odmówiło przekazania ich autorce.

Według dziennikarza przedstawicielka wydawnictwa zakwestionowała telefonicznie ton pytań. W pisemnym uzasadnieniu wskazano rozbieżność z zapowiedzianymi tematami. Później wydawca publicznie podniósł również zarzuty dotyczące konstrukcji pytań i przygotowania merytorycznego. Pantak je odrzucił i ponowił zaproszenie do rozmowy.

Paweł Kapusta, redaktor naczelny "Rzeczpospolitej", uważa, że zatrzymanie pytań do uzgodnionego wywiadu przekroczyło granicę. Zastrzega jednak, że sama odmowa rozmowy jest prawem osoby publicznej.

Chciałbym, żeby wybrzmiała jedna rzecz: oczywiście, że osoby publiczne mają prawo odmówić wywiadu. Nie ma obowiązku rozmawiania. Politycy są trochę innym zagadnieniem, ale patrząc szerzej niż tylko na politykę, każdy ma prawo odmówić.

Paweł Kapusta
redaktor naczelny, dyrektor wydawniczy "Rzeczpospolita"

Sprawa podzieliła również dziennikarzy i ludzi kultury. Jedni zobaczyli w niej ochronę pisarki przed niewygodną rozmową. Inni – obronę przed pytaniami tendencyjnymi i oczekiwaniem, że zgoda na wywiad oznacza przyjęcie wszystkich warunków redakcji.

Trudne pytanie czy gotowa teza?

Wśród ujawnionych pytań były te o nadmiar metafor i baśniowość powieści, ale również o publiczny wizerunek autorki i korzystanie ze sztucznej inteligencji. Jedno brzmiało: "Jaką część 'Świata jest za dużo' napisała sztuczna inteligencja?" Wydawnictwo uznało część pytań za wykraczające poza ustalony zakres rozmowy.

Wojciech Szot, dziennikarz zajmujący się literaturą, na profilu "Zdaniem Szota" na Facebooku ocenił przytoczone pytania jako "prowokacje nastawione na wywołanie afery". Nie odrzucił przy tym konfrontacji z poglądami rozmówcy. Zakwestionował sposób jej prowadzenia.

Czytając pytania zadane przez dziennikarza 'Rzeczpospolitej', nie dostrzegłem w nich szansy na dialog, lecz zestaw 'aferogennych' prowokacji.

Wojciech Szot
radaktor prowadzący "Książki. Magazyn do czytania" (fragment wpisu z Facebooka)

Sylwia Dobkowska, menedżerka marketingu i PR, we wpisie na LinkedIn zwróciła z kolei uwagę na pomijanie stanowiska wydawnictwa. Jej zdaniem ocena sprawy wymaga uwzględnienia wcześniejszych ustaleń oraz zarzutów dotyczących pytań, a nie tylko deklarowanego przez dziennikarza zamiaru przeprowadzenia rzeczowej rozmowy.

Niewygodne pytanie może ujawniać sprzeczność, ale też zawierać nieustaloną przesłankę. Sam dyskomfort rozmówcy nie przesądza ani o jakości pytania, ani o nierzetelności dziennikarza.

Czyje warunki: rozmówcy czy jego otoczenia?

Kapusta widzi narastający problem w sposobie organizowania dostępu do osób publicznych. Uważa, że rozbudowane otoczenie doradców stało się zjawiskiem powszechnym – w polityce, sporcie i sztuce. Wspomina szczególnie o świecie sportowym, który zna z wcześniejszej pracy: dotarcie do najważniejszych zawodników bywa niezwykle trudne.

Na przestrzeni lat zmienia się to chyba na gorsze. Osoby publiczne otoczone są całą armią doradców PR-owych i wizerunkowych. Dotyczy to właściwie każdej branży: polityki, sportu i sztuki. To powszechne zjawisko.

Paweł Kapusta
redaktor naczelny, dyrektor wydawniczy "Rzeczpospolita"

Inaczej samą obecność pośredników ocenia pisarz Jacek Dehnel. Na Facebooku argumentował, że przy liczbie zaproszeń kierowanych do znanych autorów delegowanie selekcji jest normalnym sposobem organizacji pracy. Pisarz, który sam analizowałby każdą propozycję, miałby mniej czasu na pisanie. Dehnel opisał również własne ustalenia z osobą odpowiedzialną za promocję: wskazanie, które zaproszenia przyjmuje, a których nie.

Piotr Kraśko, dziennikarz TVN, wskazuje jednak, że pośrednik potrafi stawiać warunki, których sam rozmówca nie oczekuje.

Jako przykład przywołuje przygotowania do rozmowy z Sanną Marin, byłą premier Finlandii. Przez wiele tygodni jej otoczenie negocjowało dopuszczalne tematy. Kraśko zastanawiał się, czy wobec skali ingerencji wywiad ma sens. Kilka minut przed spotkaniem usłyszał od Marin, żeby nie przejmował się wcześniejszymi ustaleniami i pytał, o co chce.

Czasem otoczenie idzie o wiele kroków za daleko w próbach kontrolowania przebiegu wywiadu. Sam rozmówca może być dużo bardziej otwarty i przystępny, niż mogłoby się wydawać.

Piotr Kraśko
dziennikarz, prezenter telewizyjny

Inne doświadczenie miał przy okazji przeprowadzanej wspólnie z Dorotą Wysocką-Schnepf rozmowy z Billem Gatesem. Było to w czasie pandemii. Jak opowiada, Gates nie stawiał warunków dotyczących pytań. Dziennikarze uprzedzili, że poruszą również absurdalne teorie spiskowe na jego temat, np. że to on wymyślił pandemię, żeby szczepić ludzi i wszczepiać im czipy. Odpowiedział, że zadawanie pytań jest ich rolą, a on będzie odpowiadał.

Kraśko przestrzega przed automatycznym przypisywaniem Tokarczuk decyzji jej otoczenia. Nie wie, czy wydawnictwo konsultowało z nią każdą odpowiedź dla dziennikarza. Jego zdaniem bez tej wiedzy łatwo niesprawiedliwie ocenić pisarkę.

Lista tematów czy gotowy scenariusz?

Jednym z pierwszych punktów negocjacji bywa prośba o przesłanie pytań. Anonimowy wydawca, z którym rozmawiamy, traktuje ją jako sygnał ostrzegawczy. Woli przekazać zakres rozmowy i zaznaczyć, że pytania mogą przyjąć inną postać. Argumentuje, że wywiad rozwija się na bieżąco: odpowiedzi otwierają wątki, których nie dało się przewidzieć.

Jego zdaniem gotowa lista umożliwia też przygotowanie wymijających odpowiedzi albo wycofanie się po zobaczeniu niewygodnych pytań.

Dobry wywiad płynie na bieżąco, często pojawiają się nowe wątki i ucieka się w bok. Poza tym, gdy ktoś zobaczy pytania, które uzna za niewygodne, może się po prostu wycofać z rozmowy lub przygotować wymijające odpowiedzi.

anonimowy wydawca

Podobną zasadę stosuje Jacek Żakowski, dziennikarz i publicysta. Nigdy nie wysyła pytań. Rozróżnia uzgodnienie dziedziny rozmowy – na przykład stosunków polsko-amerykańskich – od przekazania jej scenariusza. Gdy gość zna wszystkie pytania, w jego ocenie znika istotna część wywiadu rozumianego jako rozmowa.

Kraśko opisuje, jak szybko taki scenariusz potrafi stracić znaczenie. Przygotowuje pytania, daty i cytaty, ale czasami już po dziesięciu sekundach wie, że pójdzie zupełnie inną drogą. Rozmówca powiedział coś tak zaskakującego albo intrygującego, że właśnie to wymaga rozwinięcia.

Pisemnie nie zawsze znaczy pod kontrolą

Anonimowy wydawca krytycznie ocenia propozycje zastąpienia spotkania odpowiedziami mailowymi. Widzi w tym dążenie do pełnej kontroli nad treścią. Podejrzewa też, że czasami odpowiedzi przygotowuje ktoś inny, a osoba firmująca wywiad jedynie je poprawia.

Kraśko zauważa, że w odsyłaniu gotowego zestawu odpowiedzi brakuje chemii spotkania. Woli rozmowy na żywo, bo ryzyko ponoszą obie strony: dziennikarz może błędnie sformułować pytanie, a gość musi odpowiedzieć bez długiego namysłu.

Jednak Jacek Dehnel broni pisemnej formy także jako odpowiedzi na niedostatki warsztatu dziennikarskiego. W swoim wpisie opisywał otrzymywanie źle spisanych rozmów, utratę charakteru języka i przypisywanie mu słów, których nie wypowiedział. Odpowiadanie pisemnie pozwala mu oszczędzić czas potrzebny później na poprawianie tekstu.

I oczywiście rozumiem wymóg 'żywości rozmowy', która biegnie nieustalonym zawczasu rytmem: jasne, ale nie trzeba przesyłać wszystkich pytań naraz: można wrzucić kilka, można po parę, można po jednym, pracowałem w każdym z tych formatów.

Jacek Dehnel
poeta, pisarz, tłumacz (fragment wpisu z Facebooka)

Żakowski również dopuszcza pisemny wywiad prowadzony etapami, z kolejnymi pytaniami wynikającymi z odpowiedzi. Jako przykład wskazuje rozmowy w internetowym wydaniu "The New York Review of Books".

"Z tym dziennikarzem nie porozmawiam"

Żakowski za powszechne, zwłaszcza w polityce, uważa wybieranie rozmówców, po których gość nie spodziewa się trudnych pytań. Odpowiedzialność przypisuje również redakcjom: kiedy ktoś nie chce rozmawiać z określonym dziennikarzem, proponują innego albo przyjmują osobę wskazaną przez gościa.

Redakcje godzą się na to, że kiedy jakaś osoba odmawia rozmowy z konkretnym dziennikarzem, proponuje się jej innego albo przyjmuje wskazaną przez nią osobę. To też uważam za rodzaj zdrady ideałów dziennikarskich. Chyba, że redakcja poinformuje wyborców: X nie zgodził się na rozmowę z Y, ale zaakceptował prowadzenie wywiadu przez Z. Tylko, że nigdy nie spotkałem się z taką informacją, do której odbiorcy mają przecież prawo.

Jacek Żakowski
dziennikarz, publicysta

Nie każdą odmowę uznaje jednak za niewłaściwą. Sam odmawiał rozmów TVP Info w okresie rządów PiS, uzasadniając to oceną stacji jako medium manipulacyjnego. Rozróżnia również niejawne uzgadnianie prowadzącego od formatu otwarcie opartego na takim wyborze. Wspomina program TVP, w którym osobistości kultury wskazywały dziennikarzy. W tych okolicznościach Roman Polański wybrał rozmowę z nim.

Kraśko zostawia większy margines dla preferencji ekspertów. Rozumie ekonomistę, który woli rozmawiać z kimś znającym jego dziedzinę. Chęć spotkania kompetentnego partnera nie musi oznaczać szukania łatwych pytań.

Rymanowski dopytuje premiera

Polityczny wymiar sporu pokazała rozmowa Bogdana Rymanowskiego z Donaldem Tuskiem w "Gościu Wydarzeń" w Polsat News w maju ub.r., tuż przed drugą turą wyborów prezydenckich. Premier przywoływał zarzuty dotyczące Karola Nawrockiego. Prowadzący zwracał uwagę na anonimowość źródeł publikacji, do której odwoływał się gość. Tusk wskazał wówczas publiczne wypowiedzi Jacka Murańskiego.

Rymanowski dopytywał również, skąd pewność, że Murański nie kłamie. Premier odpowiadał, że chce, aby pewność mieli Polacy, i wzywał Nawrockiego do wyjaśnienia sprawy w sądzie w trybie wyborczym.

Pytając o wiarygodność źródła, dziennikarz sprawdza podstawy poważnych zarzutów – nie musi przy tym uznawać przeciwnej wersji za prawdziwą.

Po rozmowie krytyka dotknęła także prowadzącego. Jak relacjonowała Fronda, posłanka KO Magdalena Filiks we wpisie w mediach społecznościowych podważała dziennikarski charakter wywiadu i sugerowała jego ustawienie. Dopytywanie o podstawy oskarżeń samo stało się przedmiotem politycznego sporu.

Kraśko stawia politykom wyraźnie inne wymagania niż twórcom czy prywatnym ekspertom.

Politycy są inną grupą. Powinni udzielać wywiadów różnym mediom, a przynajmniej na konferencjach prasowych odpowiadać na pytania różnych redakcji, także tych, których nie lubią. Polityk decyduje o naszym życiu i ma obowiązek wytłumaczyć każdemu obywatelowi swoje decyzje oraz sposób wydawania publicznych pieniędzy. Dlatego margines zrozumienia dla tego, że z kimś chce rozmawiać, a z kimś nie, jest dużo mniejszy, a właściwie nie powinien istnieć.

Piotr Kraśko
dziennikarz, prezenter telewizyjny

"Swoje" medium też zadaje pytania

Cezary Gmyz z Telewizji Republika opisuje przewagę mediów tożsamościowych, związanych z jedną lub drugą stroną polityki. Mówi również o niewpuszczaniu jego stacji na konferencje rządu. Jak podkreśla, nie chodziło wówczas o odmowę odpowiedzi, ale o brak możliwości zadania pytania.

Oczekiwanie przychylności może jednak dotyczyć także gości pojawiających się w medium uznawanym przez nich za bliskie. Gmyz wspomina polityka, który chciał przerwać wywiad, choć obaj mieli podobne poglądy. Dziennikarz uprzedził, że opowie o zerwaniu rozmowy kolegom i będzie odradzał następne zaproszenia. Jak relacjonuje, gość został, a trudne pytania padły.

Bardzo często zdarza się, że ktoś po wywiadzie w Republice wychodzi oburzony, bo wydawało mu się, że przychodzi do 'swojego' medium.

Cezary Gmyz
dziennikarz, publicysta

Gmyz uznaje jednak odmowę odpowiedzi lub spotkania z określonym dziennikarzem za część wolności słowa, choć nad takimi decyzjami boleje.

Podcast jako bezpieczniejsze spotkanie?

Alternatywą dla krótkiego wywiadu informacyjnego jest długa rozmowa o życiu, dzieciństwie i doświadczeniach. Taki format oferuje m.in. Żurnalista, u którego goszczą także politycy. Osobista opowieść pozwala lepiej poznać polityka i poprawić jego wizerunek. O tym, czy podcast staje się bezpieczną przystanią, świadczy jednak sposób dopytywania i to, czy występ zastępuje rozliczanie działalności publicznej.

Żakowski dostrzega zalety otwartych pytań: rozmówcy potrafią się dzięki nim otworzyć i powiedzieć coś ciekawego. Zwraca jednak uwagę, że kkonkurencja takich formatów utrwala wybieranie miejsc, w których gość chce się pojawić, i omijanie pozostałych.

Kapusta również widzi niechęć do podejmowania ryzyka wizerunkowego. Nieprzewidywalna rozmowa może naruszyć przygotowaną wcześniej opowieść. Zarazem przyznaje, że media nie są bez winy: ustępując, same dopuszczają do takiej sytuacji.

Ile kosztuje niezadane pytanie?

Najbardziej dotkliwy skutek presji nie musi przyjmować postaci wyraźnego zakazu. Żakowski opisuje sytuację, w której dziennikarz słyszy, że po zadanym pytaniu gość już nigdy do niego nie przyjdzie. Następnym razem zaczyna się zastanawiać, czy lepiej przemilczeć niewygodną kwestię. Właśnie w tym widzi zagrożenie dla wolności mediów.

Do presji na pojedynczego prowadzącego dochodzi rachunek redakcji. Żakowski rozumie, choć nie pochwala, decyzje wydawców, którzy wolą zdobyć rozmowę na warunkach gwiazdy niż nie mieć jej wcale. Stawką są zasięgi, nakład i pieniądze.

Media są po prostu w tak złym stanie, że liczne są gotowe się prostytuować. Zawsze ten czynnik ekonomiczny przy tego typu wyborach prostytuujących był ważny. W przypadku mediów też jest ważny. Skuteczność takiej presji jest ogromna. Na końcu dnia pada pytanie: z czego zapłacimy pensje naszym pracownikom, którzy mają kredyty? To nie może być traktowane jako zarzut wobec kogokolwiek, natomiast jest bardzo poważnym zarzutem wobec całej sytuacji.

Jacek Żakowski
dziennikarz, publicysta

Żakowski wskazuje też na brak przejrzystego systemu wspierania mediów jako całego sektora.

Kontrola nad rozmową może trwać także po jej zakończeniu. O tym pisaliśmy już w tekście Rafała Badowskiego o autoryzacji. Rozmówcy opisywali zastępowanie odpowiedzi PR-owymi ogólnikami, próby zmieniania pytań i opóźnianie publikacji. Wskazywali również na wartość wychwytywania nieścisłości, zwłaszcza w skomplikowanych wypowiedziach eksperckich.

Kto odbuduje zaufanie?

Żakowski przewiduje, że w infosferze będą rosły podmioty wiarygodne, zdolne zastępować media tracące zaufanie. Jako przykład wskazuje "Raport o stanie świata" Dariusza Rosiaka. Jego zdaniem nie chodzi o brak możliwości krytykowania takiego projektu, ale o zaufanie do jego pracy i niezależności partyjnej.

– Takie podmioty będą nabierały znaczenia i zastępowały zdemoralizowane media. To proces, który wymaga dużo czasu i wiąże się z dużym kosztem. Trochę jak z wojną: kto przeżyje, ten żyć będzie – mówi.

Mediateka — katalog branżowych firm

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

Polsat wyprzedził TVN i TVP. Streaming mocno hamuje po wakacyjnym rekordzie

Polsat wyprzedził TVN i TVP. Streaming mocno hamuje po wakacyjnym rekordzie

Netflix znów zarobił więcej. Pomogły droższe subskrypcje

Netflix znów zarobił więcej. Pomogły droższe subskrypcje

Polsat i TVN zajmą się kampanią Ministerstwa Energii

Polsat i TVN zajmą się kampanią Ministerstwa Energii

Azjatycka Eurowizja w TVP. Wiemy, kiedy i gdzie transmisja [NASZ NEWS]

Azjatycka Eurowizja w TVP. Wiemy, kiedy i gdzie transmisja [NASZ NEWS]

Gazeta.pl wciąż ze stratą. Chociaż oszczędza na pracownikach

Gazeta.pl wciąż ze stratą. Chociaż oszczędza na pracownikach

"Latająca Tesla" rozgrzała polskie media. Ponad 25 mln potencjalnych kontaktów z przekazem

"Latająca Tesla" rozgrzała polskie media. Ponad 25 mln potencjalnych kontaktów z przekazem