Miesiąc temu informowaliśmy, że na kanale youtubowym Opowieści II Wojny wykorzystano bez zgody historyka Norberta Bączyka jego głos. Widzowie szybko to zauważyli, a Bączyk zapowiadał, że zgłosi sprawę do administratora YouTube’a.
Jeden z twórców podcastu Wojenne Historie przyznaje, że ma już za sobą rozmowy z platformą. W efekcie pierwszej interwencji kolejne materiały opublikowane na tym kanale mają już inny głos lektora. A co z filmami, w których wcześniej pojawił się nielegalnie jego głos?
Jak zareagował YouTube?
– Stały się niewidoczne na terenie Polski. Czyli odbiorcy nie widzą ich, gdy przebywają w naszym kraju, nie można ich odsłuchać. Natomiast nie mam żadnej gwarancji, że mój głos nie jest wykorzystywany w innym języku, albo że ktoś, kto loguje się z innego kraju, nie będzie mógł zobaczyć tam tych odcinków, w których wykorzystano mój głos.

– Sukces jest połowiczny – wskazuje Norbert Bączyk. Materiały z jego głosem zniknęły z polskiego YouTube, ale sam kanał Opowieści II Wojny nie został zlikwidowany. – Obostrzenia wobec tych twórców miały bardzo ograniczony charakter, na pewno mniejszy niż byśmy się spodziewali.
W opisie tego kanału nadal nie znajdziemy informacji o korzystaniu ze sztucznej inteligencji, jedynie w opisie poszczególnych odcinków. Łatwo zauważyć, że twórcy korzystają z narzędzia AI, bo lektor nie odmienia prawidłowo np. liczebników oraz dat.
– Na szczęście na tę chwilę nie mam sygnałów o innych kanałach czy filmach wykorzystujących mój głos, aczkolwiek też specjalnie tego nie śledzę. Wiem, że w naszym kraju kilku twórców youtubowych padło ofiarą tego rodzaju zdarzeń. Nie jesteśmy jedyni, a proceder rozkręca się w Azji i dotyczy całego internetu.

Niedawno informowaliśmy, że Artur Filipowicz z kanału popularnonaukowego Topowa Dycha to kolejna ofiara wykorzystania głosu bez zgody youtubera do tworzenia treści przez sztuczną inteligencję. Według jego ustaleń w sprawie skopiowania jego głosu tropy prowadzą do Wietnamu.
– W naszym przypadku tropy prowadzą do Indonezji, gdzie grupy pirackie masowo kradną content, znane głosy, korzystając przy tym z elementów AI, które ułatwia im powielanie tego.
Norbert Bączyk rozważał wcześniej przejście na drogę prawną i ustalenie, kto wykorzystał jego głos. Teraz przyznaje: "Na tę chwilę ściganie takich twórców z sądowego punktu widzenia jest mało prawdopodobne. Teoretycznie istnieją takie możliwości, w praktyce będzie to niewykonalne. Dlatego na razie nie zamierzam podejmować jeszcze żadnych dodatkowych działań. Częściowo udało się ten proceder ograniczyć. Natomiast problem nie zniknie, dopóki nie będzie wyraźniejszej zmiany w podejściu do takiego procederu ze strony platformy YouTube."

Oczekuje zmian
Historyk oczekiwałby bardziej zdecydowanej polityki likwidowania tego rodzaju kanałów. – Uważam, że dotychczasowe działania YouTube w takich przypadkach są zbyt pobłażliwe. Tym bardziej, że na innych polach platforma bywa czasem nawet przesadnie aktywna. Gdy zaś mamy do czynienia z autentyczną kradzieżą tożsamości, głosu, to reakcja jest inna.
Wskazuje także na brak konsekwencji. – Gdy jakiś czas temu w Rosji jeden z twórców tłumaczył sobie na ich język nasze materiały i emitował słowo w słowo, administrator platformy zadziałał szybko, konto zostało zlikwidowane. Mam nadzieję, że YouTube z czasem wypracuje nowe reguły i będzie inaczej reagował na podobne przypadki kradzieży.











