Krzysztof Stanowski w swoich programach i na platformie X regularnie wciela się w rolę jednoosobowego szeryfa, oskarżyciela i sędziego. Błyskawicznie wychwytuje podejrzanych, przeprowadza śledztwo, a w połowie aktu oskarżenia już zaczyna odczytywać wyrok skazujący.
Dotychczas Stanowski rozważnie dobierał cele swoich ataków. Jak celebryci, to zwykle ci drugo-trzecioligowi pokroju Janoszek i Derpieński (a jeśli pierwszoligowi – to wzbudzający skrajne emocje jak Wojewódzki). Jak media – to te znienawidzone przez prawicę jak TVN czy "Gazeta Wyborcza". Jak tematy polityczne – to te najbardziej populistyczne, pokroju opłaty reprograficznej czy emerytur dla artystów.
Zero wyczucia
Stanowski wybierał cele łatwe i dalekie od przeciętnego życia – z elit polityki, biznesu, mediów, rozrywki.

A tu nagle zaatakował urzędniczkę – co prawda chciał uderzyć w mocno nielubianą skarbówkę, ale równocześnie wyprowadził cios w stronę szeregowej pracownicy, stanowiącej trybik w państwowej machinie. Nie kpił z przepisów, odpowiedzialnych za nie polityków, ani z samej sytuacji, tylko z osoby, która musi te przepisy egzekwować.
Samozwańczy, antyelitarny trybun ludowy zaatakował kogoś z ludu. To chyba pierwszy raz, gdy tak mocno zawiódł go instynkt chłopskiego rozumu. Bo przecież ja, Seba, Mariusz, co wyjechał do Brighton, i reszta moich kolegów nienawidzimy tych pijawek ze skarbówki, które nam kasę z wypłaty potrącają. Ale zaraz! Ciocia Matiego pracuje w urzędzie skarbowym. No nie, dla niej szacuneczek, pomogła mi dwa lata temu rozkminić, jak odliczyć od podatku tę ulgę na internet.
Zero standardów
Krzysztof Stanowski parokrotnie mówił, że Kanał Zero jest tworzony trochę na przekór tradycyjnym mediom – zmurszałym, mało dynamicznym, nudnawym. Udało mu się kilka ciekawych rozwiązań, ale tworząc nowoczesną nadbudowę, zdaje się zapominać o fundamentach, które w mediach nie zmieniają się od dekad.

Jakby w Kanale Zero o nich pamiętano, może nie zapraszano by Braci Kamratów, a jeśli już – nie wystawiano do rozmowy z nimi mało doświadczonego dziennikarza. Może pierwszy reportaż Marii Wiernikowskiej z Rosji sprawdzono by pod kątem fragmentów ocierających się o ruską propagandę. Może Stanowski nie angażowałby się całym sobą w obronę reklamowanej usługi, wokół której są poważne zastrzeżenia. To przykłady pierwsze z brzegu, z kilku ostatnich miesięcy.
A teraz może ktoś z redakcji po odsłuchaniu tyrady Stanowskiego o urzędniczce skarbowej uznałby, że to jednak przegięcie: to nie ona zawiniła, nie warto tak ostro. Ale do tego trzeba mieć w redakcji procedury, a nie dogmat o nieomylności szefa, właściciela i jednego z głównych autorów zarazem.
Oczywiście domyślam się, jak działa taka redakcja jak Kanał Zero. Jak szybko musi zasuwać tam taśma produkująca content, żeby dawać miliony odtworzeń i miliony złotych z reklam. Kolaudacja, weryfikacja przed publikacją, mur między redakcją a działem sprzedaży – to pojęcia z medialnego plejstocenu, mogłyby tylko niepotrzebnie spowalniać tę taśmę.

Tyle że sam Kanał Zero wszedł właśnie jedną nogą do tego plejstocenu, bo okazuje się, że nadal są tam frukta: z reklamy telewizyjnej wciąż można świetnie zarabiać. Ale równocześnie podpisuje się archaiczny cyrograf: obowiązek przestrzegania ustawy o radiofonii i telewizji. A przykładowo w jej art. 18 czytamy: "Audycje lub inne przekazy nie mogą propagować działań sprzecznych z prawem, z polską racją stanu oraz postaw i poglądów sprzecznych z moralnością i dobrem społecznym, w szczególności nie mogą zawierać treści nawołujących do nienawiści lub przemocy".
Przypomnę truizm: wolność słowa jest ważna, ale nie bezwarunkowa, liczy się też odpowiedzialność za słowo. Tym różnią się media w sensie ścisłym od tych z przedrostkami pseudo, krypto czy pato.
Zero hamulców
Na YouTubie ciekawych treści, kanałów, twórców jest bez końca, także z samej Polski. Żeby wyróżnić się w oceanie commentary, debat i innych transmisji trzeba być wyrazistym. Przed Kanałem Zero na horyzoncie nie widać takich atrakcji jak kampania wyborcza z udziałem Krzysztofa Stanowskiego, a portal internetowy jak na razie – najdelikatniej mówiąc – nie okazał się wielkim sukcesem.

Może zatem trochę więcej ostrych wpisów dla przyciągnięcia uwagi? Trochę częściej i mocniej podnosić głos w programach, ostrzej atakować? Kto jak kto, ale Krzysztof Stanowski świetnie to umie.
Zero refleksji
Nie mam zresztą złudzeń, że słowa o urzędniczce zaszkodzą Stanowskiemu i Kanałowi Zero. Na razie w poniedziałek jeszcze się odgrażał, a we wtorek przybrał pozycję strusią (czy z wyrachowania, czy z przypływu trzeźwego myślenia – trudno stwierdzić). Potem może pójść w przemilczanie sprawy, bagatelizowanie i kpiny albo syndrom oblężonej twierdzy. Inny publicysta Kanału nagra komentarz relatywizujący sprawę, a za parę tygodni jakby nigdy nic będzie można prowadzić dyskusje, jak to politycy odpowiadają za brutalizację debaty publicznej.
Ba, Kanał Zero na tej całej sytuacji może nawet zarobić: transmisje na żywo sprzed prokuratury i sądu, odczytywanie aktu oskarżenia, relacje o innych twórcach ciemiężonych przez państwowe służby. Redaktor Sakiewicz chętnie podpowie, jak się to robi. Zresztą Stanowski i Mazurek już przy sporze z Wysocką-Schnepf szydzili z niej, że zapewnia im łatwy zarobek.

Wszystkie te schematy są tam świetnie przećwiczone. W żadnym z nich nie ma kroku wstecz, przyznania się do błędu, nie mówiąc o słowie "przepraszam".
Parę lat temu ukuto pojęcie "chajzerowania". Od nazwiska Stanowski językowo chyba trudno utworzyć analogiczne, ale zdaje się, że pasowałoby jak ulał.
Zero jak z Brauna
Chichotem w tej sytuacji jest to, że Krzysztof Stanowski obrażając funkcjonariuszkę państwową, ustawił się obok jednej ze swoich "ulubienic" – Barbary Kurdej-Szatan, a także Władysława Frasyniuka. Oczywiście oboje zaatakowali funkcjonariuszy Straży Granicznej, dla której poparcie społeczne jest na poziomie Tatr, a nie nizin jak w przypadku służb skarbowych.
Przy czym Kurdej-Szatan i Frasyniuk mieli sprawy karne "tylko" za obrażanie, a nie wypowiedzi z przemocą w tle. Dlatego Krzysztof Stanowski jeszcze bardziej zbliżył się do Grzegorza Brauna. Niby w połowie zeszłego roku lider Korony przestał być zapraszany do studia Kanału Zero, ale jego duch ewidentnie dalej tam krąży.

Pamiętacie, co Braun kilkanaście lat temu powiedział w Klubie Ronina? "Jak nie zostaną w sposób nagły, drastyczny wyprawieni na tamten świat z tuzin redaktorów ‘Wyborczej’ i ze dwa tuziny drugiej gwiazdy śmierci mediów centralnych – TVN. Nie wspominam o etatowych zdrajcach ze starego reżimu. Jeśli się nie rozstrzela co dziesiątego, to znaczy hulaj dusza, piekła nie ma. Jeśli nie karze się śmiercią za zdradę, to co?". Prokuratura umorzyła śledztwo w tej sprawie, tłumacząc, że polityk nie nawoływał do przemocy, tylko "przedstawiał monarchistyczne poglądy na temat modelu państwa".
Nie wiem, jaki model państwa przedstawił Krzysztof Stanowski, wyzywając urzędniczkę skarbową. Półżartem: na pierwszy rzut oka trochę łagodniejszy, bo nie domaga się egzekucji, tylko uwięzienia nago w miejscu publicznym. Ale chyba za dużo było tych rozmów z liderem Korony, bo Stanowski zaczął ewidentnie mówić Braunem.

Zero z twarzą w lustrze
Parę lat temu, odchodząc z Kanału Sportowego, Krzysztof Stanowski opisał, jak nieelegancko i z małostkowej przyczyny pożegnano się tam z jego matką, która obsługiwała kanał w zakresie księgowości. Jak było mu to wygodne, wyciągnął wątek rodzinny na światło dzienne i pozował na arbitra dobrego stylu. Z jego matką pożegnano się wtedy nieelegancko, ale nie sądzę, żeby usłyszała od ówczesnego szefostwa to, co ta urzędniczka skarbowa teraz od Stanowskiego.
W firmach księgowa to trochę taka wewnętrzna urzędniczka skarbowa: jest od kontrolowania, żeby płacono wszystko na czas i zgodnie z prawem, także wobec organów publicznych. Jakby to pewnie ujął Stanowski: to taki bezczelny pracownik, który pobiera od pracodawcy wynagrodzenie i jeszcze generuje dodatkowe koszty, bo każe regulować opłaty i daniny. No skandal zupełny.

I tak się zastanawiam, jak zareagowałby biznesmen w stylu Krzysztofa Stanowskiego, gdyby jego główna księgowa zakomunikowała, że z powodu jakiegoś mniej lub bardziej absurdalnego przepisu, który dotąd przeoczono, trzeba dopłacić np. 2,5 tysiąca zł? Może szef Kanału Zero wie, do czego, na jak długo i w jakim stroju chciałby ją za karę przywiązać.










