SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

Brygida Grysiak wspomina najtrudniejsze chwile w TVN24. „Po live’ach płakałam”

Z okazji 20-lecia TVN24 prezentujemy kolejną rozmowę z wieloletnią dziennikarką tej stacji. Brygida Grysiak z pierwszym polskim kanałem informacyjnym jest związana od początku jego nadawania. W rozmowie z Wirtualnemedia.pl wspomina najtrudniejsze dni w karierze.

Brygida Grysiak, fot. TVNArticle

Brygida Grysiak związana jest z TVN24 od początku istnienia stacji, czyli od 2001 roku.  Wcześniej pracowała jako researcher w „Faktach Południe” TVN w Krakowie. Przez dziesięć lat była sprawozdawcą parlamentarnym TVN24. Przygotowywała wejścia na żywo z Sejmu i Senatu. Prowadziła także serwisy informacyjne oraz  program „Skaner Polityczny”. Przez ostatnie lata realizowała reportaże dla programu „Czarno na Białym”. Wielokrotnie nagradzana i wyróżniana jako dziennikarka i autorka książek. Jest laureatką m.in. nagrody „Ślad” imienia biskupa J. Chrapka, którą otrzymała za „profesjonalizm i obiektywizm”.

Przed rokiem Grysiak została zastępcą redaktora naczelnego TVN24 i odpowiada za dział prezenterów. Pełni też rolę redaktora ds. standardów i dobrych praktyk dziennikarskich.

Jak wspominasz okres przed uruchomieniem kanału i pierwsze dni, tygodnie nadawania?

Brygida Grysiak: Miałam niecałe 22 lata, pracowałam jako researcher w krakowskim oddziale Faktów TVN i właśnie dostałam stypendium w Heidelbergu, kiedy przyszła wiadomość, że rusza pierwsza w Polsce telewizja informacyjna i że mogę zostać reporterką, o czym zawsze marzyłam. Na stypendium oczywiście nie pojechałam. Pamiętam rozmowę przed podpisaniem umowy i pytania, czy jestem pewna, że tego chcę i czy dam radę. Byłam pewna, że chcę. I miałam nadzieję, że dam radę.

Pierwsze dni, tygodnie i miesiące były ekstremalne. Wszystko było nowe i pierwsze, bo nikt nigdy wcześniej tego w Polsce nie robił. Ciągle myślałam o tym, że jeszcze tak mało wiem i tak mało umiem, a już pływam w najgłębszej wodzie. Ta myśl wraca do mnie po dwudziestu latach w zawodzie i w TVN24. Pokora to mój wentyl bezpieczeństwa. Wtedy i dziś.

Jak wspominasz wydarzenia z 11 września, po których TVN24 zyskał popularność?

Dobrze pamiętam 11 września 2001 roku. Montowałam materiał o osuwiskach po ulewie w Małopolsce, kiedy pierwszy samolot uderzył w WTC. Świat wstrzymał oddech, my nadawaliśmy non stop na obu antenach, a Grześ Miecugow powiedział mi przez telefon: "Montuj, montuj. To też ważne. Kiedyś się przyda". Przydało się. Tak uczyłam się od najlepszych. Także tego, że dziennikarstwo lokalne jest ważne, choć siłą rzeczy jest na marginesie wielkich dramatów świata i wielkiej polityki.

Pamiętasz pierwsze wejście na żywo?

Pierwsze wejście na żywo mogłam zrobić tylko dlatego, że Fakty TVN postawiły wóz transmisyjny na Zakopiance i TVN24 mogło z niego skorzystać. Wtedy nie mieliśmy wozu transmisyjnego w każdym ośrodku. Dziś mamy ich kilkanaście, do tego ponad 70 mobilnych środków nadawczych w technologi GSM. Był pierwszy stycznia 2002, powroty z Sylwestra pod Tatrami. Nogi trzęsły mi się tak bardzo, że ślady w śniegu pod moimi butami robiły się coraz większe. Dopiero po wejściu na antenę koledzy inżynierowie z wozu powiedzieli mi, że naprawdę się martwili, czy dam radę. Emocje pamiętam do dziś.

Jaki dzień, materiał, relację na żywo czy temat będziesz wspominać do końca swojej kariery, a może nawet i życia?

Śmierć Jana Pawła II i relacje z Franciszkańskiej 3, Smoleńsk i relacje z Krakowskiego Przedmieścia. Byłam wtedy w piątym miesiącu ciąży. Noc w parlamencie w Tibilisi w czasie wojny gruzińsko - rosyjskiej w 2008 roku. W powietrzu unosił się dym papierosów i pewność, że na naszych oczach dzieje się historia. Tak było wiele razy. To przywilej. I wielka odpowiedzialność.

Zobacz także: Szefowie mediów: Nieprzedłużenie koncesji TVN24 to gra polityczna

A najtrudniejszy okres w pracy?

Szkołą dziennikarstwa i życia był dla mnie lipiec 2002 i wypadek polskiego autokaru nad Balatonem. Zginęło 20 osób, ponad 30 zostało rannych. Pamiętam dziewczynkę, która przeżyła, ale jeszcze nie wiedziała, że jej rodzicom i bratu się nie udało. Ludzie i obrazy, które zostają w nas na całe życie. Pielgrzymi jechali do Medziugorie. Miałam być tam jeden dzień, zostałam tydzień. A kiedy mieliśmy już wracać do Polski, przyszła informacja o wypadku polskiego autokaru w Austrii. I zamiast do domu, ruszyliśmy dalej w drogę. Nie miałam ubrań na zmianę ani siły, po live’ach płakałam w pokoju hotelowym nad ofiarami i ich rodzinami.

Trudno czasem uniknąć okazywania emocji?

Wtedy zrozumiałam, że w dziennikarstwie jak w życiu, chodzi o to, żeby nikogo nie udawać, być z ludźmi, o których opowiadamy, towarzyszyć widzom w ich wątpliwościach i emocjach, z pokorą, bo przecież czasami robimy rzeczy, które po ludzku nas przerastają. Popełniamy przy tym błędy, ale uczymy się na nich. Jak w życiu. Wtedy nad Balatonem zrozumiałam, że dziennikarstwo to bycie w drodze. Dosłownie. I w przenośni. Do miejsca wypadku polskiego autokaru, do drugiego człowieka, wreszcie do prawdy, która rzadko leży pośrodku. Gdyby leżała tam zawsze, szukanie jej nie miałoby sensu ani smaku.

Zobacz także: Dziennikarze o projekcie nowelizacji wymierzonej w TVN: władza chce zabić stację, której nie lubi

Za co lubisz swoją pracę?

W 1999 roku, po pierwszym roku studiów przyszłam na praktyki do  „Faktów” w Krakowie. Wszystkiego, co umiem nauczyłam się w TVN, a potem w TVN24. Dziś nie pracuję już jako reporter, ale dzielę tę pasję z moimi koleżankami i kolegami. Lubię pracę w TVN24 właśnie za tę pasję, za niezależność, którą mamy w DNA. Za długie kolegia i rozmowy o wątpliwościach, za naszą różnorodność w doświadczeniach i poglądach, za to, jak inspirujemy się nawzajem, jak się wspieramy. I jak jesteśmy razem w najtrudniejszych chwilach. Śmierć Rafała Poniatowskiego, po raz kolejny uświadomiła mi, z jak wyjątkowymi ludźmi przyszło mi pracować.


Zobacz także: Pod koniec września wygaśnie 10-letnia koncesja satelitarna dla TVN24, choć stacja wnioskowała o jej przedłużenie już w lutym 2020 roku

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Brygida Grysiak wspomina najtrudniejsze chwile w TVN24. „Po live’ach płakałam”

9 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Brydzia bredzi
Dobrze że zniknęła brydzia z wizji bo była strasznie rozmymłana. Niczym ela z klanu
odpowiedź
User
Radek
Akurat Brygida to jedna z nielicznych z TVNu która trzymała poziom dziennikarski.
odpowiedź
User
bzdury i tyle
rzeczywistość lajfujacego w tvn ?
1. Jesteś zwykłym zbieraczem info na posyłki. zarządzają Tobą dzieci tzw. producenci bez wiedzy, wyczucia znajomosci realiów, musisz dogrywać wszystkim surówki i cale dnie spędzasz w samochodzie bez dostępu do wody i toalety. Pracujesz za grosze, Twoje zdanie się nie liczy i wreszcie to, ze nikt nie narzuca ci jakiegoś zdania czy tez opinii. Lajfujacy wiedza jakie ma szefostwo i broń Boże się nie wychylają, bo stracą to co maja i wylądują w Faktach po faktach gdzie składać obrazki nie jest już żadnym dziennikarstwa, Szanowna Brygido proszę nie dobudowuj ideologi do pracy na zwykłej taśmie.
odpowiedź