SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Eryk Mistewicz: hejterzy są hodowani przez wydawców portali, przynoszą im ruch i pieniądze

- Hejt stał się elementem modelu ekonomicznego działania portali, stacji telewizyjnych oraz celebrytów medialnych - ocenia Eryk Mistewicz, szef kwartalnika opinii „Nowe Media”.

Eryk Mistewicz Article

Hejter stał się najbardziej hołubionym czytelnikiem portali. Teksty już od tytułu mają powodować wściekłość. Wściekłość przekładać ma się na wyżycie się na portalu, popularyzowanie „wściekłych treści”, zaproszenie innych do obrzucenia się inwektywami, generowanie ruchu. Ruch generowany na wściekłości czytelników napędzać ma przychody reklamowe.

Zasadne jest pytanie, czy hejterem nie powinniśmy aby uznać w tym modelu raczej dziennikarza, autora „wściekłej notki”, wydawcę portalu podgrzewającego wściekłość, wydawcę prasowego akceptującego „wściekłą okładkę”, wydawcę programu telewizyjnego dopuszczającego do języka nienawiści na antenie w wykonaniu prowadzącego, a nie wkręconego we wściekłość i zmuszonego do odreagowania czytelnika czy widza.

Od strony technicznej nie ma dziś najmniejszych przeszkód, aby ograniczyć hejt, język nienawiści, agresję w mediach (zarówno starych, jak nowych). W stacjach TV wystarczy wprowadzić zasady i je egzekwować. W portalach internetowych podobnie – twarda moderacja, także półautomatyczna, jest dziś, przy niebywałym postępie technologicznym, bardzo prosta. Eliminowanie hejterów oznaczałoby jednak spadek liczby odwiedzin stron, a co za tym idzie możliwość sprzedawania na nich reklam.

Tam, gdzie wydawcy internetowi z hejtu nie żyją, nie hołubią go, nie wpisują do swoich planów biznesowych, nie podkręcają emocji dla osiągnięcia klikalności, tam tego hejtu po prostu nie ma.

Od lat jestem za tym, aby portale żyjące z reklam i sprzedawania na nich ruchu reklamodawcom jednocześnie przejmowały pełną odpowiedzialność za wszystkie treści, w tym komentarze na nich publikowane (i to bez konieczności „zgłaszania treści nieprzyzwoitych” przez oburzonych czytelników). Czerpanie korzyści z hejtu byłoby wówczas choćby częściowo zmniejszone wydatkami, jakie wydawca musiałby ponosić na moderację komentarzy. Dziś wydawcy internetowi sprawnie bronią się przed takimi regulacjami, nie ma też środowiska, któremu realnie a nie tylko deklaratywnie zależałoby na ograniczeniu agresji i chamstwa w sieci. Po raz kolejny daje o sobie znać słabość realnej elity intelektualnej w Polsce.


Eryk Mistewicz, szef kwartalnika opinii „Nowe Media”

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Eryk Mistewicz: hejterzy są hodowani przez wydawców portali, przynoszą im ruch i pieniądze

8 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Janekl
Hejtuje tego Pana!!!

Ma rację z hodowaniem, bo niektóre treści są bardzo stronnicze i wątpię, aby tak debilny dziennikarz to pisał, ale z drugiej strony dziennikarz to człowiek, który NIE ZNA SIĘ NA WIELU RZECZACH. Na prawdę widać, że ludzie piszą o rzeczach o których pojęcia nie mają... i zamiast owe pojęcie nabyć to są dumni, że jako dziennikarze... nie muszą!
14 12
odpowiedź
User
Jarek
Nic dodać, nic ująć. Biznes się kręci.
13 9
odpowiedź
User
za a nawet przeciw
P. Mistewicz ma rację co do tego, że twórcy treści celowo podkręcają falę kontrowersji, wściekłości i polaryzacji czytelników, ale już nie mogę się zgodzić z proponowanym remedium.

Moderacja komentarzy to zawsze bardzo śliski temat, zawsze sprowadzający się do jednego wspólnego mianownika - pewne opinie będą cenzurowane, zwłaszcza te kontrowersyjne, do których jednak czytelnicy także mają prawo. Będzie to tym bardziej widoczne... im mniejszy jest portal, gdyż mali, obawiając się potencjalnych kosztów procesów itp. będą woleli prewencyjnie powywalać wszystko co niesie choć cień ryzyka.

Serwisy opowiadające się mocno za jakimś poglądem pod płaszczykiem walki z hejtem będą mogły śmiało kasować wszystkie nieprzychylne opinie nawet bardziej niż już to ma miejsce.

Niestety, ale sugestia zaostrzania moderacji jest moim zdaniem brnięciem w ślepą uliczkę cenzury, czy też ujmując delikatnie - opacznie rozumianej poprawności politycznej jak to nastąpiło nie tak dawno na Reddicie.

Oczywiście mój komentarz były bezwartościowy, gdybym nie zaproponował czegoś innego. Ja proponuję... całkiem zrezygnować z jakiejkolwiek moderacji, ale zobowiązać zamiast tego do... porzucenia anonimowości. Czyli aby komentować teksty należałoby się podpisać swoim imieniem i nazwiskiem, wymuszając wcześniej jakąś weryfikację prawdziwości podanych danych (do przemyślenia) oraz zabezpieczając kwestię kasowania treści (co nie powinno być możliwe podobnie jak nie jest możliwe cofnięcie wypowiedzianych słów na ulicy itp.)

Hejt w sieci nie wynika do końca z poglądów samych komentujących, a bardziej z faktu poczucia bezkarności chowając się za nickiem. Wiele osób nie chojrakowałoby wiedząc, że podpisują się pod tym swoimi danymi oraz to co napiszą będzie za nimi chodzić, budując reputację. Przed publikacją treści każdy zastanawiałby się solidniej.

Skróciłoby to też drogę w przypadku potrzeby pociągnięcia kogoś do odpowiedzialności za publikowane treści.

Jako że w sieci nie można narzucić nic siłą, to który wydawca nie zdecydowałby się wprowadzić takich regulacji - nie ponosiłby bezpośrednich konsekwencji, ale byłby bezbronny w przypadku zawiadomień o naruszeniach i ponosił za nie współodpowiedzialność (lub pełną odpowiedzialność, jeśli utrudniałby znalezienie autora).

Póki co zobowiązałbym do obligatoryjnego wyświetlania adresów IP wszystkich publikowanych komentarzy - skróciłoby to drogę do namierzania osoby piszącej (choć jest to nieskuteczne dla osób umiejących się ukryć za bramkami VPN, proxy, TOR-em itp.)

Nie cenzura prewencyjna, a gra w otwarte karty - koniec krycia się za nickami. I powinno być to nie rozwiązanie polskie, a ogólnoeuropejskie, z czasem może i światowe. Trudne do wykonania logistycznego, ale jedyne słuszne, bo życie w sieci nie powinno odróżniać się od tego w "realu". Tu poznają Cię po wyglądzie, więc w sieci też musi być unikalny jednoznaczny sposób na identyfikację.

Dopóki w sieci będzie anonimowość, dopóty będzie narastać problem z hejtem i moderowanie tu nie pomoże, bo wyleje dziecko z kąpielą.
11 10
odpowiedź
User
ito
Moim zdaniem najwięcej HEJTU czyli naprawdę zjadliwej, niszczącej nienawiści jest na forum portalu Gazety.pl i pochodnych: GazetyWyborczej czy TOKu. Właściciel to toleruje, jedynym wyjątkiem, kiedy zaprotestował byli temat uchodźców. Pozostałe tematy, a szczególnie te atakujące PiS nie są moderowane (celowo? im więcej hejtu, tym lepiej?) A wpisy są tak szokująco nienawistne, że aż się prosi, by autorom podać coś na uspokojenie. O słownictwie nie wspomnę, bo wulgaryzmy jakie tam są używane przez wiernych, wyhodowanych czytelników są ohydne. Co robią redaktorzy tych portali? Nic. Uważają to za wzmocnienie oddziałowywania? Czy też uważają, że forum wyraża to, czego nie wypadało napisać w artykule pod imieniem i nazwiskiem.
Dodam, że wpisów nie dokonuje byle kto, trzeba być zarejestrowanym. Moim zdaniem, kwestią czasu jest wyhodowanie znowu nowego Cyby. Z usunięciem anonimowości się nie zgadzam. Daje to pole do popisu różnego rodzaju donosicielom. Krytyki nie mylić z hejtem. Zatrudniać moderatorów, którzy usuną wulgarny wpis!
8 14
odpowiedź
User
ito
P. Mistewicz ma rację co do tego, że twórcy treści celowo podkręcają falę kontrowersji, wściekłości i polaryzacji czytelników, ale już nie mogę się zgodzić z proponowanym remedium.

Moderacja komentarzy to zawsze bardzo śliski temat, zawsze sprowadzający się do jednego wspólnego mianownika - pewne opinie będą cenzurowane, zwłaszcza te kontrowersyjne, do których jednak czytelnicy także mają prawo. Będzie to tym bardziej widoczne... im mniejszy jest portal, gdyż mali, obawiając się potencjalnych kosztów procesów itp. będą woleli prewencyjnie powywalać wszystko co niesie choć cień ryzyka.

Serwisy opowiadające się mocno za jakimś poglądem pod płaszczykiem walki z hejtem będą mogły śmiało kasować wszystkie nieprzychylne opinie nawet bardziej niż już to ma miejsce.

Niestety, ale sugestia zaostrzania moderacji jest moim zdaniem brnięciem w ślepą uliczkę cenzury, czy też ujmując delikatnie - opacznie rozumianej poprawności politycznej jak to nastąpiło nie tak dawno na Reddicie.

Oczywiście mój komentarz były bezwartościowy, gdybym nie zaproponował czegoś innego. Ja proponuję... całkiem zrezygnować z jakiejkolwiek moderacji, ale zobowiązać zamiast tego do... porzucenia anonimowości. Czyli aby komentować teksty należałoby się podpisać swoim imieniem i nazwiskiem, wymuszając wcześniej jakąś weryfikację prawdziwości podanych danych (do przemyślenia) oraz zabezpieczając kwestię kasowania treści (co nie powinno być możliwe podobnie jak nie jest możliwe cofnięcie wypowiedzianych słów na ulicy itp.)

Hejt w sieci nie wynika do końca z poglądów samych komentujących, a bardziej z faktu poczucia bezkarności chowając się za nickiem. Wiele osób nie chojrakowałoby wiedząc, że podpisują się pod tym swoimi danymi oraz to co napiszą będzie za nimi chodzić, budując reputację. Przed publikacją treści każdy zastanawiałby się solidniej.

Skróciłoby to też drogę w przypadku potrzeby pociągnięcia kogoś do odpowiedzialności za publikowane treści.

Jako że w sieci nie można narzucić nic siłą, to który wydawca nie zdecydowałby się wprowadzić takich regulacji - nie ponosiłby bezpośrednich konsekwencji, ale byłby bezbronny w przypadku zawiadomień o naruszeniach i ponosił za nie współodpowiedzialność (lub pełną odpowiedzialność, jeśli utrudniałby znalezienie autora).

Póki co zobowiązałbym do obligatoryjnego wyświetlania adresów IP wszystkich publikowanych komentarzy - skróciłoby to drogę do namierzania osoby piszącej (choć jest to nieskuteczne dla osób umiejących się ukryć za bramkami VPN, proxy, TOR-em itp.)

Nie cenzura prewencyjna, a gra w otwarte karty - koniec krycia się za nickami. I powinno być to nie rozwiązanie polskie, a ogólnoeuropejskie, z czasem może i światowe. Trudne do wykonania logistycznego, ale jedyne słuszne, bo życie w sieci nie powinno odróżniać się od tego w "realu". Tu poznają Cię po wyglądzie, więc w sieci też musi być unikalny jednoznaczny sposób na identyfikację.

Dopóki w sieci będzie anonimowość, dopóty będzie narastać problem z hejtem i moderowanie tu nie pomoże, bo wyleje dziecko z kąpielą.

Nie widzę tego, bo Polska pod tym względem nie jest krajem demokratycznym. Zaroi się od donosicieli (ostatnio jedna redaktorka jedynie słusznej gazety się popisała w tym względzie) i ustawiaczy. Zaroi się od wizyt u pracodawców lub maili z poleceniem wywalenia z pracy niepokornego internauty, pod groźbą np utraty kontraktów. Takie rozwiązanie to nie u nas. Słychać przecież było o burmistrzach przesladujących mieszkańców, którzy ośmielili się skrytykować. Ze zdejmowaniem nicka - ostrożnie, bardzo ostrożnie. I tak nie ma anonimowości, ale nie trzeba od razu robić striptizu. I nie mylić krytyki z hejtem. To są kompletnie różne rzeczy. Nasza demokracja jest młoda i pryszczata. Pryszcz trzeba leczyć, a nie wycinać nożem. Najgorsi są hejtujący dziennikarze. Szczególnie na TT.
10 10
odpowiedź