SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Ewa Wanat: ws. wywiadu o uchodźcach nie atakuję Rigamonti i „Dziennika Gazety Prawnej”. „DGP”: to podważanie faktów i manipulacja

W „Tygodniku Powszechnym” ukazał się artykuł Ewy Wanat polemizujący z relacją z niemieckiej miejscowości, gdzie żyje wielu uchodźców, przedstawioną przez Mayę Paczesny w rozmowie z Magdaleną Rigamonti w „Dzienniku Gazecie Prawnej”. - Jesteśmy przekonani, że publikacja „Tygodnika Powszechnego” jest efektem szerszego zjawiska - podważania faktów i manipulowania treściami, jeśli nie odpowiadają one poglądom redakcji. Kuriozalna to metoda - krytykuje Andrzej Andrysiak z „DGP”. - Jest mi obojętne, kto przeprowadził ten wywiad i w jakiej gazecie. Mój reportaż nie był atakiem ani na gazetę, ani na dziennikarkę, ani nawet na panią, która im opowiada zmyślone historie - zapewnia Ewa Wanat.

Ewa Wanat, fot. Michał Mutor Article

Wywiad Magdaleny Rigamonti z Mayą Paseczny został opublikowany w „Dzienniku Gazecie Prawnej” w lipcu br. z tytułem „Był raj, jest śmietnisko. Jak naprawdę wyglądają Niemcy zasiedlane przez uchodźców”. Paseczny opowiedziała, jak wyprowadziła się z niemieckiej miejscowości Rupprechtstegen, ponieważ zasiedleni tam uchodźcy brudzili i kradli, z niektórzy ze stałych mieszkańców w odwecie podpalali ich domy. Doprowadziło to m.in. do spadku atrakcyjności turystycznej miejscowości.

Ewa Wanat, w przeszłości m.in. redaktor naczelny stacji TOK FM i RDC, postanowiła sprawdzić te informację, a jej relacja ukazała się w bieżącym numerze „Tygodnika Powszechnego”. - Uznałam, że każda odpowiedź będzie interesująca jako materiał do mojej książki o uchodźcach w Niemczech. Pojechałam do Rupprechtstegen, żeby na własne oczy zobaczyć śmietnisko robione przez uchodźców, rajskie wioski, z których uciekli turyści, i 600 podpalonych domów - wyjaśnia dziennikarka. Dodaje, że w miejscowości spędziła tydzień. - Przeprowadziłam kilkadziesiąt rozmów. Mam kilkadziesiąt godzin nagrań i kilkaset zdjęć. Rozdział książki na podstawie tej podróży będzie liczył ok. 40 tys. znaków (reportaż w „TP” miał 18 tys.) - opisuje swój artykuł.

Z relacji jej rozmówców wynika, że w miejscowości nie było podpaleń domów uchodźców, nie dochodziło do licznych kradzieży, a ruch turystyczny się nie zmniejszył. Ewa Wanat zaznaczyła, że bezskutecznie próbowała skontaktować się z Mayą Paseczny, żeby odniosła się do tych relacji.

W środę w serwisie Dziennik.pl Andrzej Andrysiak, redaktor odpowiadający za weekendowe wydania „Dziennika Gazety Prawnej”, zarzucił Wanat i „Tygodnikowi Powszechnemu”, że atakują „DGP” ślepakami. - Nie będziemy udawać, że jak ktoś pluje, to pada deszcz. Nie wiem, jakimi racjami kierowało się kierownictwo „Tygodnika Powszechnego”, drukując taki paszkwil - stwierdził.

W nowym weekendowym wydaniu „DGP” znalazł się kolejny wywiad Magdaleny Rigamonti z Mayą Paseczny. Rozmówczymi polemizuje z relacją Wanat, a Andrzej Andrysiak zapewnia, że „DGP” tak samo jak przy innych tematach jest w tej sprawie bezstronny i rzetelny.

- Zawsze uznawaliśmy, że medialne spory są niezbyt interesujące dla czytelników, ale tym razem postanowiliśmy zareagować. Jesteśmy przekonani, że publikacja „Tygodnika Powszechnego” jest efektem szerszego zjawiska - podważania faktów i manipulowania treściami, jeśli nie odpowiadają one poglądom redakcji. W ten też sposób „zweryfikował” rozmowę Magdaleny Rigamonti „Tygodnik Powszechny” - ocenia Andrysiak. - W dodatku kuriozalna to metoda, bo indywidualną opowieść naszej rozmówczyni redakcja weryfikuje indywidualną refleksją dziennikarki - dodaje, podkreślając: „Mamy przekonanie, że medium ma być platformą wymiany poglądów, a nie publikowania jedynie słusznych, obojętnie z której strony. I tego się będziemy trzymać”.

Ewa Wanat odpowiedziała na tę publikację tekstem w serwisie internetowym „Tygodnika Powszechnego”. Oceniła, że w „DGP” przypisano jej tezy, których nie postawiła, i szczegółowo to omówiła. - Jest mi obojętne, kto przeprowadził ten wywiad i w jakiej gazecie. Mój reportaż nie był atakiem ani na gazetę, ani na dziennikarkę, ani nawet na panią, która im opowiada zmyślone historie - zadeklarowała dziennikarka. - Widać, że niczego się z publikacji w „Tygodniku” nie dowiedzieli. Trudno. Chodziło o postawienie z powrotem spraw z głowy na nogi. Odkręcenie nieprawdy. Tylko tyle - dodała.

Z kolei redakcja „Tygodnika Powszechnego” w komentarzu „Gdy dziennikarz mówi: nie sprawdzam” podkreśliła, że celem artykułu Ewy Wanat nie był atak na „Dziennik Gazetę Prawną”. - Celem „Tygodnika” nie był personalny atak, a nazywanie wywiadu Rigamonti z Paczesny „wycinkiem świata rozmówcy” jest albo wyrazem niekompetencji, albo wynikiem pobieżnej jedynie (jeśli w ogóle) lektury źródłowego tekstu - uważają dziennikarze „TP”.

- Wywiady z nią (Mayą Paczesny - przyp.red.) w „DGP” to gotowy, modelowy zbiór uprzedzeń i fobii, wzbogacony o „indywidualną opowieść” na temat ogólnodostępnych faktów i statystyk (tłumaczenie Paczesny, że podała liczbę 600 podpaleń, bo „my słyszeliśmy co chwilę o podpaleniach”, jest bodaj najbardziej kuriozalnym fragmentem drugiej rozmowy), które red. Rigamonti nagrała na dyktafon, a następnie opublikowała w gazecie, nie turbując się jakąkolwiek weryfikacją faktów, nawet tych łatwo dostępnych w internecie - krytykują dziennikarze tygodnika. - Dlaczego zajęliśmy się nierzetelnym materiałem „Dziennika. Gazety Prawnej”? W tej sprawie nie chodzi o branżowe porachunki - zapewnili.

Według danych ZKDP w pierwszych trzech kwartałach br. średnia sprzedaż ogółem „Dziennika. Gazety Prawnej” wynosiła 43 185 egz., a „Tygodnika Powszechnego” - 20 748 egz.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Ewa Wanat: ws. wywiadu o uchodźcach nie atakuję Rigamonti i „Dziennika Gazety Prawnej”. „DGP”: to podważanie faktów i manipulacja

20 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Polak
Zaraz jakiś lewak tu napisze, że był wczoraj w Kolonii i go nie zmolestowali, więc te Niemki w sylwestra musiały coś zmyślić.
43 27
odpowiedź
User
Adam
Merkel złamała prawo Strefy Schangen zapraszając nielegalnych imigrantów do Unii podczas gdy Polacy musieli wiele lat czekać po przystąpieniu do UE aby podjąć legalną pracę w Niemczech.
42 20
odpowiedź
User
obserwator
> Jesteśmy przekonani, że publikacja „Tygodnika Powszechnego” jest efektem szerszego zjawiska - podważania faktów i manipulowania treściami, jeśli nie odpowiadają one poglądom redakcji.

Czy ktokolwiek, mając na uwadze, że Ewa Wanat pracowała przez lata w Agorze, oczekiwał czegoś innego?
40 23
odpowiedź
User
Monika
Zaraz jakiś lewak tu napisze, że był wczoraj w Kolonii i go nie zmolestowali, więc te Niemki w sylwestra musiały coś zmyślić.[/Quote
Dzis rano informacja o zlapaniu bandy polskiej, ktora kradla w Niemczech panele sloneczne z elektrowni slonecznych (farm). Tym razem ukradli 81 w Brandenurgii. Wczesniej dokonali 15 podobnych kradziezy. Co ciekawe - informacja nie byla zatytuowana "Polsacy przychodza, panele gina, Jan naprawde zachowuja sie Polacy w Niemczech", czy "Polscy migranci kradna na potege". i tym sie rozni dziennikarstwo od propagandy. W Brandenburgii prawie codziennie zatrzymywani sa polscy zlodzieje (ale i zabojcy. Wlasnie skonczyl sie proces pary Polakow, ktorzy torturowali emeryta, by wydal oszczednosci. Pobili go na smierc). Ale nikt nie wpda na pomysl, by oskarzac wszystkich Polakow/ katolikow/ imigrantow ze wschodu o gentyczna i masowow sklonnosc do przestepstw. Mieszkam w Berlinie - okradziona zostalm w Polsce, tu, odpukac nie. Napadnieta zostalam w Polsce - tu nie. Te kobiety, ktore w Polsce padly ofiara gwaltu, czy moléstowanie, to - rozumiem - tez musialy zmyslac, bo przeciez w Polsce uchodzcow brak, a Polacy - co powszechnei wiadomo - jako porzadni chrzescijanie, nie gwalca? Ale Pana te Polki nie interesuja, kogo interesuje zgwalcona kobieta - interesujaca jest tylko kobieta zgwalcona przez muzulmanina. niech Pan pogada o tym z matka, zona, corka.
22 20
odpowiedź
User
Mirek
Wg mnie lewaki do kilku lat wyginą, ich partie beda wchodzic do sejmu ale z poparciem jedynie kilku procent niedobitków, zaczął się proces podobny do komuchów z sld którzy na naszych oczach właśnie skonali teraz to samo czeka zakamuflowanych liberałów vel lewaków. Ludzie nawet specjalnie nie inteligentni już widzą z kim mają do czynienia to już dalej nie pojedzie. Takie historie jak z Wanat tylko ludzi utwierdzaja że mają racje.
36 22
odpowiedź