SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Fiskus nie uzna kosztów produkcji filmów przez youtuberów. „Wyjątkowo restrykcyjne stanowisko”

Jeden z internetowych twórców zapytał urząd skarbowy o to, czy czerpiąc przychody z publikowania swoich filmów na YouTube może przy składaniu zeznania podatkowego odliczyć koszty związane z przygotowaniem materiałów. Fiskus odpowiedział odmownie tłumacząc, że twórca ten nie osiąga przychodów w związku z tworzeniem treści, ale pochodzą one z wynajmowania powierzchni na reklamy na prowadzonym przez youtubera kanale. To oznacza, że podatek może wynosić nawet 32 proc. - Takie stanowisko skarbówki jest wyjątkowo restrykcyjne i może negatywnie wpłynąć na rozwój wielu kanałów na YouTube - ocenia w rozmowie z Wirtualnemedia.pl Paweł Stano, szef sieci partnerskiej LifeTube.

Article

Kwestia niejasności w rozliczeniach pomiędzy internetowymi twórcami a fiskusem nie jest nowa. Pojawiła się ona już w 2016 r., gdy Izba Skarbowa w Bydgoszczy uznała, że bloger nie może włączyć do kosztów uzyskania przychodu wydatków, które są praktycznie niezbędne do prowadzenia jego działalności. Chodziło np. o zakup niezbędnych akcesoriów i materiałów czy wydatki przeznaczone na zbudowanie i prowadzenie strony internetowej.

Taka interpretacja przepisów wywołała wówczas falę krytyki ze strony internetowych twórców, którzy nazywali ją wprost kuriozalną i kompletnie oderwaną od dzisiejszej rzeczywistości, w której internet jest takim samym obszarem prowadzenia biznesu jak real.

Na YouTube dookoła świata, podatki tylko w Polsce

Teraz pojawił się kolejny przykład kontrowersyjnej interpretacji przepisów podatkowych związanych z działalnością twórców w internecie.

Sprawa dotyczy anonimowego internetowego twórcy, który skierował do skarbówki pytania związane z planowanym przez niego projektem, o czym poinformował dziennik „Rzeczpospolita”.

Twórca we wniosku wyjaśnił, że zamierza podróżować po świecie i relacjonować swoją historię propagowania zdrowego stylu życia bazującego na diecie owocowej. Chce prowadzić też podróżniczy przewodnik w ramach posiadanego konta na Instagramie oraz kanału na YouTube. Podróż planowana jest na minimum rok, a pobyt w jednym kraju nie przekroczy 3 miesięcy ze względu na uwarunkowania wizowe.

Autor wniosku zaznaczył, że ma podpisaną umowę z YouTube (z siedzibą w Irlandii) i w zamian za zgodę na umieszczanie reklam, product placement, komentarzy marketingowych itp. w ramach produkowanych i publikowanych przez siebie na YT filmów będzie otrzymywać wynagrodzenie.

Honorarium będzie wypłacane na konto osobiste twórcy w Polsce i będzie to jedyny jego dochód. Zgodnie ze sporządzonym budżetem dochód w całości przeznaczony będzie na produkcję filmów, zdjęć, relacji z podróży, w tym zakup dostępu do internetu, koszty zakwaterowania, wiz i podróży pomiędzy poszczególnymi krajami.

Twórca zapytał fiskusa, czy w związku z projektem i jego uwarunkowaniami dochody będzie musiał opodatkować w Polsce, czy też może je opodatkować w Irlandii.

W odpowiedzi skarbówka stanęła na stanowisku, że  jedyną możliwością dla blogera jest opodatkowanie w Polsce. - Zgodnie z art. 17 umowy polsko – irlandzkiej, bez względu na postanowienia artykułów 14 i 15, dochód uzyskany przez osobę mającą miejsce zamieszkania w Umawiającym się Państwie z tytułu działalności artystycznej, na przykład artysty scenicznego, filmowego, radiowego lub telewizyjnego, lub muzyka albo jako sportowca, z osobiście wykonywanej w tym charakterze działalności w drugim Umawiającym się Państwie, może być opodatkowany w tym drugim Państwie – zaznacza skarbówka w swoim uzasadnieniu. - Powyższy przepis dotyczy opodatkowania artystów i sportowców. Natomiast Wnioskodawca na podstawie zawartej umowy o współpracy nie uzyska dochodów z działalności artystycznej bądź sportowej, lecz za udostępnienie powierzchni na reklamy, product placement, komentarzy marketingowych w ramach produkowanych filmów wyświetlanych na profilu Youtube, Instagramie i blogu. Zatem przepis ten nie będzie miał zastosowania w odniesieniu do sytuacji Wnioskodawcy.

Odliczenie kosztów nie dla youtubera

Twórca zapytał też fiskusa o to, czy koszty i wydatki związane z produkcją planowanych przez niego filmów podróżniczych mogą stanowić koszt uzyskania. Także w tym wypadku urząd odpowiedział odmownie twierdząc, że bloger nie będzie zarabiał na swojej twórczości, ale na działalności zupełnie innego typu.

- Mając na uwadze przedstawione zdarzenie przyszłe oraz biorąc pod uwagę przedstawione unormowania prawne, uznać należy, że koszty/wydatki związane z produkcją filmów nie spełniają przesłanek, o których mowa w art. 22 ust. 1 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych – ocenił fiskus cytując wcześniej szereg odpowiednich jego zdaniem przepisów. - Ze zdarzenia przyszłego wynika, że Wnioskodawca uzyskuje przychód z tytułu udostępnienia powierzchni na stronie internetowej, a nie z tytułu prowadzenia bloga, wyświetlania filmów na Youtube czy Instagramie. Zatem wydatki związane z prowadzeniem bloga, wyświetlania filmów na Youtube, czy Instagramie nie mogą stanowić kosztów uzyskania przychodów z tytułu udostępniania powierzchni na stronie internetowej. Nie istnieje bowiem związek przyczynowo – skutkowy, o którym mowa w art. 22 ust. 1 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych.

Skarbówka wyjaśniła także, że bloger w wypadku swojego projektu będzie musiał zapłacić podatek w wysokości 18 lub 32 proc., a także co miesiąc odprowadzać stosowne zaliczki na podatek. Nie może natomiast liczyć w żadnym razie na odliczenie kosztów związanych ze swoją działalnością.

Skarbówka hamulcowym dla twórców

W rozmowach z serwisem Wirtualnemedia.pl przedstawiciele środowisk związanych z YouTube nie kryją swojego krytycznego stosunku do interpretacji dokonanej przez fiskusa. Paweł Stano, szef sieci partnerskiej LifeTube mówi wprost o jej możliwym szkodliwym wpływie na rozwój polskiego YouTube’a.

- Takie stanowisko jest naprawdę wyjątkowo restrykcyjne - ocenia Stano. - Obecnie wideo na YouTube to często bardzo profesjonalne produkcje, które wymagają dużego nakładu finansowego. Inwestycja w dobry sprzęt i programy do obróbki wideo, wynajem ciekawych lokacji, czy wydatki związane z transportem i noclegiem to w przypadku influencerów realne koszty uzyskania przychodów i nie widzę powodu, dla którego miałby być traktowane inaczej. Takie działania instytucji państwowych z pewnością nie powstrzymają większości twórców przed kontynuacją działań na YouTube, ale mogą mieć negatywny wpływ na rozwój niektórych kanałów. Youtuber to dziś pełnoprawny zawód i mamy wiele przykładów na to, że na YouTube można budować profesjonalne biznesy. Szkoda tylko, że tę ścieżkę utrudniają tego typu decyzje - podkreśla.

Z kolei twórcy kanału Urbex History przyznają, że choć w ich wypadku kontrowersyjna interpretacja skarbówki nie ma wielkiego znaczenia, to jednak może ona mieć wpływ np. na umowy pomiędzy youtuberami a sponsorami.

- Większość kosztów naszych wypraw i sprzętu pokrywamy z własnej kieszeni, dalej jest to dla nas bardziej hobby a nie praca – zapewniają twórcy Urbex History w korespondencji do naszej redakcji. - Takie czy inne prawo nie będzie miało wypływu na jakość naszych filmów, bo my po prostu robimy to z zajawki i pasji. Oczywiście fajnie byłoby odliczyć pewne koszta od podatku, natomiast równie dobrze można je wcześniej uwzględnić podczas prowadzenia negocjacji z potencjalną marką - oceniają youtuberzy.

"Dużo zamieszania i doprowadzi do kombinatorstwa"

Krytyczny stosunek do interpretacji wyjaśnień skarbówki ma także Kamil Cichocki, twórca kanału Kamil in Travel.

- Taka decyzja to duży cios dla vlogerów i youtuberów, zwłaszcza tych początkujących, dla których wszelkie wydatki na wyjazdy oraz sprzęt są dużym obciążeniem portfela - ocenia Cichocki. - Dla wielu osób prowadzenie działalności w internecie jest dodatkiem. Traktują ją jako hobby, formę kontaktu z ludźmi, czy wirtualne portfolio. Rozumiem, że dla urzędu wygląda to mniej więcej w ten sposób: Kowalski, który przez cały rok pracuje w firmie X, która odprowadza za niego podatki, jedzie raz do roku na wakacje i chce odliczyć wydatki z nimi związane. Zgadza się, że w takiej sytuacji prośba wydaje się być irracjonalna, ale nie można traktować takich przypadków na równi ze sprawami osób, które żyją z publikacji w internecie oraz tych, dla których podróżowanie stało się sposobem na życie - dodaje.

Według naszego rozmówcy w momencie gdy kanał YT, blog czy strona internetowa zaczyna prężnie działać, treści wpisują się w panujące trendy, a społeczność szybko rośnie, twórca musi podjąć trudną decyzję -  pozostać w pracy X i hobbystycznie zajmować się prowadzeniem dodatkowej działalności w internecie, czy porzucić wszystko i zająć się tym na pełny etat jako influencer.

- Jeśli wybieramy drugą ścieżkę to musimy liczyć się z tym, że początki są bardzo trudne - niejednokrotnie koszty utrzymania tego typu działalności są o wiele wyższe niż zarobki – wyjaśnia Kamil Cichocki. - Jeśli wykonujemy jakiś zawód na pełen etat i ta praca jest naszym głównym, a czasem jednym źródłem utrzymania, to powinniśmy mieć możliwość odliczenia realnych kosztów uzyskania przychodu. Obawiam się, że taki zapis wprowadzi tylko dużo zamieszania i doprowadzi do kombinatorstwa – szukania rozwiązań na ominięcie przepisów - przewiduje.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Fiskus nie uzna kosztów produkcji filmów przez youtuberów. „Wyjątkowo restrykcyjne stanowisko”

21 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Gosc
I już na samym początku narodowa republika zmusza do kombinacji , ów youtuber musi mieć 2 firmy, pierwsza produkcyjna materiały audio vizualne, druga reklamowa fikcyjnie kupująca produkty od pierwszej.
51 14
odpowiedź
User
kolis
"Wynajmowanie powierzchni na reklamy". To niech wpisze koszty powstania tej "powierzchni", bo bez jej powstania nie było by co wynajmować XD
38 9
odpowiedź
User
Red
To ta słynna otwartość pisowskiego gangu na artystów.
23 20
odpowiedź
User
I prezes Jedynej Partii
Influencerzy to rak internetu.
37 13
odpowiedź
User
Mikołaj
Nie ma to jak pisowska „dobra zmiana”... brawa dla zalepionych pustymi hasłami 40% polaczkow :)
22 22
odpowiedź