SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

Jacek Kurski może wrócić na stanowisko szefa TVP. "Chętnych i tak nie ma"

Dokładnie 10 czerwca miną trzy miesiące odkąd p.o. prezesa TVP został Maciej Łopiński, delegowany na to stanowisko z rady nadzorczej. Jego zdaniem odwołany nagle przez Radę Mediów Narodowych Jacek Kurski to „świetny kandydat” na ponownego szefa publicznej telewizji. Czy Kurski rzeczywiście wróci? - Chętnych i tak nie ma - słyszymy od naszych rozmówców.

Jacek Kurski podczas wiosennej konferencji ramówkowej TVP; fot. AKPAArticle

W piątek, 6 marca późnym wieczorem szef Rady Mediów Narodowych Krzysztof Czabański ogłosił korespondencyjne głosowanie w sprawie odwołania Jacka Kurskiego z funkcji prezesa Telewizji Polskiej. Tuż przed konferencją na której prezydent Andrzej Duda ogłosił podpisanie nowelizacji dającej 1,95 mld zł rekompensaty abonamentowej. Głosowanie przebiegło błyskawicznie – w kilkanaście minut spłynęły cztery głosy, po konferencji – piąty – Grzegorza Podżornego. Efekt? Rada Mediów Narodowych jednomyślnie zdecydowała o odwołaniu Kurskiego ze stanowiska prezesa Telewizji Polskiej.

Formalnie żadnych przesłanek ku temu nie było. Nieoficjalnie był to warunek prezydenta, by ten podpisał ustawę o rekompensacie abonamentowej dla mediów publicznych. Dlatego na konferencji w towarzystwie premiera Mateusza Morawieckiego, szefa RMN Krzysztofa Czabańskiego i przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Witolda Kołodziejskiego ogłoszono, że Kurski żegna się ze stanowiskiem. To nie był koniec emocji – przez cały weekend trwało przeciąganie liny między Woronicza a Kancelarią Prezydenta.

Dlaczego? Głosowanie korespondencyjne zaplanowano do poniedziałku (RMN musiała jeszcze potwierdzić oddane korespondencyjnie głosy), a uchwała w tej sprawie została opublikowana przez Radę dopiero we wtorek przed południem. Rzutem na taśmę Jacek Kurski zdążył jeszcze wspólnie z członkiem zarządu Mateuszem Matyszkowiczem skierować wniosek o zawieszenie Marzeny Paczuskiej. Przyjęła go rada nadzorcza, a świeżo odwołany Kurski został na osłodę doradcą p.o. prezesa Macieja Łopińskiego.

Z marcowej potyczki wyszedł zatem właściwie jako potrójny zwycięzca: został doradcą zarządu (nieoficjalnie na Woronicza niewiele się zmieniło); ostatkiem sił ocalił swoją strefę wpływów (Telewizyjną Agencją Informacyjną o którą od początku toczył bój z Marzeną Paczuską); a na dodatek zapewnił finansowanie Telewizji Polskiej z rekompensaty abonamentowej w postaci skarbowych papierów wartościowych o wartości 1,71 mld zł (z 1,95 mld zł łącznej sumy).

Zwycięzca bierze wszystko

Początkowo na następcę Jacka Kurskiego wielu naszych rozmówców typowało członka zarządu Mateusza Matyszkowicza. Walka o stołek na dobre rozgorzała jednak dopiero, kiedy odwołano Kurskiego. W poniedziałek - po piątkowej konferencji prezydenta - było już właściwie wiadomo, że to Maciej Łopiński będzie nowym, tymczasowym szefem. Tylko pełniącym obowiązki, bo jeden z realistycznych scenariuszy zakładał, że Jacek Kurski wróci do Telewizji Polskiej po wyborach prezydenckich. Już wtedy kilku naszych rozmówców znających kulisy mediów publicznych wskazywało, że taka sytuacja jest najbardziej prawdopodobna.

W poniedziałek w „Super Expressie” - na nieco ponad miesiąc przed upływem kadencji pełniącego obowiązki prezesa - ukazuje się krótka rozmowa z Maciejem Łopińskim. Zapewnia on, że nie wystartuje w konkursie na szefa Telewizji Polskiej, jeśli takowy zostanie zorganizowany. Zapewnia też: - Jeśli Jacek wystartuje, będzie bardzo dobrym kandydatem, a jeśli wygra, będzie świetnym prezesem telewizji - podkreśla w rozmowie z dziennikiem.

Czy Rada Mediów Narodowych zorganizuje konkurs, by powołać nowego prezesa? Ostatnia sprawa, jaką się zajmowała było marcowe, korespondencyjne odwołanie szefa TVP. Potem już nie odbyło się ani jedno posiedzenie. Formalnie nie musi organizować otwartego konkursu - może mianować osobę, której kandydatura zostanie zgłoszona członkom Rady. Taka procedura była stosowana wielokrotnie w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy - zwykle członkowie RMN otrzymywali CV, które przekazywali przewodniczącemu Krzysztofowi Czabańskiemu. Głosowali nad konkretnym kandydatem, zwykle wybierając osobę bliską sercu członków z PiS (mają w Radzie większość).

Szef RMN Krzysztof Czabański mówi nam, że owszem planuje posiedzenie Rady, ale jeszcze bez dokładnego określenia jego terminu. Na nasze pytanie czy odbędzie się otwarty konkurs na szefa telewizji publicznej, czy wybór na podstawie zgłoszonych kandydatur odpowiada: - Na swoim posiedzeniu RMN zdecyduje o trybie powołania prezesa TVP - czy będzie konkurs, czy nie - stwierdza krótko w odpowiedzi dla portalu Wirtualnemedia.pl. Dodaje, że „Jacek Kurski może kandydować na każdą funkcję, na prezesa zarządu TVP także” i „jego zdaniem żaden członek RMN nie powinien przed powołaniem szefa publicznej telewizji wdawać się w publiczne dywagacje na ten temat”.

"Chętnych na stanowisko prezesa i tak nie ma"

Nasi rozmówcy blisko związani z mediami publicznymi nie widzą jednak innego kandydata na zarządzającego telewizją przy Woronicza 17 i Placu Powstańców.

- Pytanie czy on kiedykolwiek odszedł? Nigdy nie traktowałem tego odejścia jako prawdziwego pożegnania ze stanowiskiem. Moja intuicja wskazuje na to, może mieć szansę na bycie prezesem. Nie wiem czy RMN rozpisze konkurs, czy wskaże kandydata, bo ma do tego prawo. Z tego co wiem, nikt nawet nie chce objąć tego stanowiska. Jacek Kurski nie potrzebuje społecznego poparcia, by być prezesem telewizji. Jeśli Rada Mediów Narodowych zdecyduje, że będzie prezesem, to dokładnie tak będzie - stwierdza jeden z naszych rozmówców.

Juliusz Braun, członek RMN i były prezes TVP zwraca uwagę, że „wypadałoby ogłosić konkurs, skoro Maciej Łopiński już typuje, kto powinien w nim wygrać i ustalić jego kryteria”. Jednak według Brauna konkursu nie będzie, a „zabawy z Kurskim, który ciągle wraca ośmieszają RMN już do końca”. – Nie było żadnego formalnego uzasadnienia, aby go odwołać, a teraz nie będzie żadnego formalnego uzasadnienia, aby go powołać ponownie. Albo odwołanie było bez sensu, albo powoływanie będzie bez sensu – ocenia w rozmowie z nami Juliusz Braun. Dodaje, że powrót Kurskiego „by go nie zdziwił”.

Daszczyński: Nie mam wątpliwości, co do powrotu Kurskiego

Janusz Daszczyński, ostatni prezes TVP przed Jackiem Kurskim już w marcu prognozował: - On już wrócił, de facto. Przewidywałem to przecież dużo wcześniej, że Kurski nie odejdzie ani łatwo, ani szybko - mówił nam.

Obecnie komentuje: - Maciej Łopiński mówi, że Jacek Kurski „był świetnym prezesem TVP jeszcze do niedawna” i sugeruje wprost jego rychły powrót na tę pozycję. A ponieważ obydwaj należą do zaufanych ludzi Jarosława Kaczyńskiego -  „słowo stanie się ciałem”. Mogą być jeszcze jakieś manewry z terminem, ale co do samego powrotu?  Nie mam żadnych wątpliwości. Żadnych - zaznacza Daszczyński w rozmowie z portalem Wirtualnemedia.pl.

Dodaje, że zna obydwu - Łopińskiego i Kurskiego. - Nie są to znajomości zażyłe, ale jednak parę razy w życiu się zetknęliśmy.
Według niego jedno jest pewne: od co najmniej 20 lat TVP nie była w tak dobrej kondycji finansowej jak teraz. - To oczywista zasługa politycznych koneksji Jacka Kurskiego. Do mniej więcej 350 mln zł z abonamentu, około 850 mln zł z reklam i szacunkowych 100 mln zł z działalności gospodarczej - razem około 1, 3 mld zł. Doszło rokrocznie 1,75 mld zł z tzw. rekompensaty. 3 mld zł w sumie. Teraz na kolejne 5 lat. Żyć nie umierać. Dlatego – jak słyszę – pracownicy TVP nie mogą się prezesa Kurskiego nachwalić. Eldorado - punktuje Janusz Daszczyński.

Jego zdaniem natomiast „zupełna katastrofa programowa odbywała się i odbywa w zakresie informacji i publicystyki”. - Już nawet nie mówię o estetycznej stronie przekazu, ale o ściśle prawnej. Codzienne łamana jest ustawa o radiofonii i telewizji - art. 21 i dalsze, a chełpliwe zapowiedzi Jacka Kurskiego w czasie wspomnianej już konferencji prasowej z 8 stycznia 2016 roku o zamiarze kroczenia ku wzorcom BBC brzmią dzisiaj jak kpina – komentuje dla portalu Wirtualnemedia.pl Daszczyński.

Kończy, zwracając się do Macieja Łopińskiego: - Maćku, nie mogę uwierzyć, że to właśnie Ty mówisz te słowa:  "Będzie bardzo dobrym kandydatem i prezesem również będzie dobrym, tak jak zresztą był świetnym prezesem TVP jeszcze do niedawna”. „Topolówka” (to gdańskie liceum którego absolwentami są Daszczyński, Łopiński, Kurski – przyp.red.) Ci tego nie zapomni – podsumowuje.

"Przesłanki formalno-prawne, by odwołać Marzenę Paczuską"

Według naszych rozmówców czerwcowe roszady przy Woronicza nie ominą zawieszonej w obowiązkach członkini zarządu Marzeny Paczuskiej. - Są przesłanki formalno-prawne, by panią Paczuską odwołać. Nie chodzi o kwestie polityczne, a o wynikające z kompetencji, braku nadzoru i innych aspektów jej działalności w zarządzie, które za tym przemawiają. Jeśli będzie to decyzja tylko i wyłącznie merytoryczna, jest powód, by panią Paczuską odwołać - zaznacza nam jeden z naszych rozmówców.

Aby doszło do odwołania Marzeny Paczuskiej ze stanowiska rada nadzorcza TVP musi skierować w tej sprawie wniosek do Rady Mediów Narodowych. Ostatecznie to ta ostatnia musiałaby podjąć uchwałę w tej sprawie.

Jacek Kurski nie odpowiedział portalowi Wirtualnemedia.pl czy wystartuje w konkursie, jeśli ten się odbędzie i czy jest zainteresowany powrotem na stanowisko, choć prosił o „SMS z opisem sprawy”. Nie udało się nam także skontaktować z Maciejem Łopińskim.

Kurski jest prezesem Telewizji Polskiej od stycznia 2016 roku. Nowy zarząd TVP (wiceprezesem został Maciej Stanecki) został powołany przez ministra skarbu państwa na podstawie tzw. małej nowelizacji ustawy o mediach publicznych.

W sierpniu 2016 roku Rada Mediów Narodowych, niedługo po tym jak ją utworzono, odwołała go ze stanowiska. Natychmiast jednak zawiesiła tę decyzję, a Kurski jesienią wygrał konkurs przeprowadzony przez RMN i pozostał na tym stanowisku. Od marca br. jest doradcą zarządu TVP - p.o. Macieja Łopińskiego i członka zarządu Mateusza Matyszkowicza.

W 2018 r. Telewizja Polska osiągnęła wzrost przychodów o 24 proc. do 2,2 mld zł, głównie dzięki 359 mln zł więcej z abonamentu rtv. Wzrosły też wpływy nadawcy z reklam, sponsoringu, sprzedaży programów i licencji. Zatrudnienie w firmie wynosiło prawie 2,7 tys. etatów.

Dyrektorzy i ich zastępcy w Telewizji Polskiej zarabiali średnio 21,8 tys. zł miesięcznie brutto, doradcy zarządu - 20,8 tys. zł, dziennikarze motywacyjni - 7,5 tys. zł, a ci honoraryjni - 12,2 tys. zł. Członkowie zarządu Jacek Kurski i Maciej Stanecki zainkasowali łącznie 811,8 tys. zł.

TVP i Polskie Radio w dwa lata dostały 2,4 mld zł pomocy publicznej

W 2017 roku Telewizja Polska i Polskie Radio otrzymały 1,677 mld zł środków publicznych, a w 2018 roku - 741,5 mln zł. Za podzielenie tych środków odpowiadała Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, większość przyznała Telewizji Polskiej. I tak w 2018 roku TVP dostała 385,5 mln zł, Polskie Radio - 186,3 mln zł, a 17 rozgłośni regionalnych Polskiego Radia - 169,7 mln zł.

Według danych UOKiK-u w 2017 roku środki przyznane mediom publicznym stanowiły 5,5 proc. łącznej kwoty 30,57 mld zł pomocy publicznej, a w 2018 roku - 3,4 proc. z 21,75 mld zł. Środki publiczne uzyskane przez TVP i Polskie Radio to przede wszystkim wpływy z abonamentu radiowo-telewizyjnego, które są klasyfikowane jako środki publiczne.

W 2018 roku wyniosły 741,5 mln zł, a abonament opłacało jedynie 994,6 tys. osób i firm. Do tego doszła pierwsza rekompensata z tytułu wpływów nieuzyskanych z abonamentu radiowo-telewizyjnego. Przyznano ją, w wysokości 960 mln zł, na przełomie 2017 i 2018 roku w ramach nowelizacji ustawy budżetowej, z tej kwoty TVP przydzielono 860 mln zł, Polskiemu Radiu - 62,2 mln zł, a działającym jako osobne spółki 17 rozgłośniom regionalnym Polskiego Radia - 57,8 mln zł.

W tym roku media publiczne dostaną od rządu prawie 2 mld zł.

Z danych Nielsen Audience Measurement, opracowanych przez portal Wirtualnemedia.pl w całym 2019 roku wiceliderem rynku telewizyjnego była TVP1, której udział zmniejszył się o 0,51 proc. do 9,68 proc. Czwartą lokatę w zestawieniu (pierwszy był Polsat, a trzeci TVN) zajęła TVP2 – ta stacja miała 8,34 proc. udziału w rynku, co stanowi wzrost o 2,21 proc.

Łącznie daje to niemal połowę (dokładnie 18,02 proc. udziałów) Telewizji Polskiej z 36,32 proc., jakie posiada tzw. wielka czwórka w rynku oglądalności.

W 2016 roku - gdy Kurski obejmował stanowisko prezesa TVP - dwa największe kanały publicznego nadawcy miały 19,4 proc. udziału w rynku.  Jedynka miała 11,10 proc. udziału w rynku, a  TVP2 - 8,32 proc. udziału.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Jacek Kurski może wrócić na stanowisko szefa TVP. "Chętnych i tak nie ma"

34 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
walter
żadna niespodzianka
odpowiedź
User
gośc
pan Jacek jest zdecydowanym faworytem do obejcia prezesa TVP to wiemy a chętni to są 5 ja typuje największa niespodzianka to pani Małgorzata Kidawa błońska oraz poseł PSL pan marek Sawicki
odpowiedź
User
Nicko
Chaos, wszędzie chaos. Taki to kraj w wersji PIS
odpowiedź
User
Jedynka
Miala byc Lichocka, ale ucieto jej palca o glowe 😂. Czaban wsciekly, bo tymi drzwiami mial wejsc do TVP. A teraz nadal musi sie kisic w radiu i dzielic je na pol z Lichocka. W Polskim Radiu zatrudnili juz wszystkich pociotkow, zony i kochanki. Brakuje miejsca...
Mam nadzieje, ze w koncu Glinski odwazy sie pogonic tych szkodnikow z RMN i ustawowo rozwiaze te synekure.
odpowiedź
User
maskanka
no to były maz jego obecnej zony skończy budowę domu...
odpowiedź