SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

Jarosław Kaczyński zapowiedział rekonstrukcję rządu. "Polityka rodem z piaskownicy"

Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński przedstawił plan rekonstrukcji rządu, który zostanie zrealizowany zaraz po wakacjach. Eksperci są zdania, że to nie poprawi wizerunku obozu władzy, a może spowodować poważne perturbacje, m.in. z powodu nasilającej się pandemii koronawirusa i sprzeciwu koalicjantów. - Być może manewr ze zmianami w rządzie ma być przykryciem tematu wzrostu liczby zakażeń koronawirusem w Polsce. Ale bez wątpienia jest to przejęcie narracji w polityce - komentuje Michał Raszka, członek zarządu w agencji public relations Grupa PRC Holding.

Fot. Adam Guz, Kancelaria PremieraArticle

Jarosław Kaczyński w środowym wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej zapowiedział, że rekonstrukcja rządu odbędzie się we wrześniu, a najpóźniej na początku października. Dodał, że chodzi o "daleko idące zmniejszenie liczby ministerstw, połączenie ich tak, żeby nadzorcą był jeden minister". Przyznał, że przyniesie to pewne oszczędności, ale najważniejsze jest to, że "procesy decyzyjne będą przebiegać szybciej i bardziej sprawnie". - Po zmianie będzie to rząd łatwiejszy do kierowania jako całość - stwierdził prezes PiS. Nie ukrywał, że poszczególne ministerstwa nie tylko "będą mogły podejmować decyzje szybko i sprawnie, ale także będą za nie odpowiadać". - Dzisiaj ta odpowiedzialność jest często bardzo rozmyta - przyznał Kaczyński.

W rządzie Mateusza Morawieckiego jest w tej chwili 20 ministerstw. Ponadto status zbliżony do ministerstwa ma Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, odpowiedzialna m.in. za obsługę ministra do spraw Unii Europejskiej. Podsumowując, mamy 21 ministrów i 88 wiceministrów.

Zgodnie z zapowiedzią Jarosława Kaczyńskiego, na stanowisku premiera ma pozostać Mateusz Morawiecki, ale liczba ministerstw zostanie ograniczona do 12, a może nawet 11. Prezes PiS nie wykluczył, że z kilku ministerstw powstanie jeden superresort, którym pokieruje wicepremier Piotr Gliński. Przy tak ograniczonej liczbie ministerstw koalicjanci z Solidarnej Polski i Porozumienia Jarosława Gowina dostaną tylko po jednym resorcie do kierowania (dotąd mieli po dwa ).

"To klientystyczny autorytaryzm"

- Problem sektorowości, rozbicia, udzielnych księstw ministerialnych jest stały w polityce, od kiedy zacząłem interesować się sprawami publicznymi, czyli od bardzo dawna. Dwóch ministrów, będących mniej więcej na tym samym poziomie decyzyjnym, nie może zadecydować o czymś, bo każdy szarpie kołdrę w swoją stronę. Ale od tego są premierzy i wicepremierzy, którzy koordynują te resorty, żeby one sprawnie działały. Poza tym nigdy w historii Rzeczpospolitej Polskiej nie było tylu ministrów i wiceministrów co teraz. To jest klasyczne dla klientystycznego autorytaryzmu, że się rozdaje synekury swoim i takie stanowiska są dobrze opłacane - mówi portalowi Wirtualnemedia.pl prof. Radosław Markowski, politolog i dyrektor Centrum Studiów nad Demokracją na SWPS Uniwersytecie Humanistycznospołecznym.

Prof. Markowski dodaje, że nie rozumie, dlaczego plan rekonstrukcji rządu ogłasza poseł Jarosław Kaczyński.  

- Z taką inicjatywą powinien wyjść premier, bo to on widzi na co dzień, jak układa się praca, co szwankuje, gdzie jest sens jednoczyć ministerstwa, a gdzie tego sensu nie ma. Więc inicjatywa jest - jak rozumiem - polityczna, a nie merytoryczna. Mnóstwo rzeczy w tym rządzie nawaliło, on nie funkcjonuje już tak jak demokratyczny rząd, np. nie bierze pod uwagę konieczności oceny przygotowywanych regulacji prawnych. Prawdopodobnie jest to też kwestia krótkiej ławki, poziom niekompetencji niektórych urzędników tej ekipy jest bardzo widoczny i wydaje się, że mniej ludzi na wysokich stanowiskcach może być lepszym rozwiązaniem niż ich dziesiątki, podejmujące nietrafne decyzje. Ważna jest też dla PiS kontrola - jeżeli ministrów jest mniej, a nadzorują większy obszar życia publicznego, to polityczna czapa ma większe szanse panowania nad tym, co robią - uważa politolog.

"To prztyczek w nos Morawieckiego"

Czy odebranie koalicjantom ministerstw zatrzęsie Zjednoczoną Prawicą? - W tej polityce rodem z piaskownicy wszystko może zatrząść koalicją. Oczywiście, że jak Jasiowi zabiorą łopatkę albo wóz strażacki, to Jaś się będzie denerwował. Albo ci ludzie są po to, żeby sprawnie i sensownie rządzić krajem i czują misję, jaka jest im dana, albo to są synekury, które - jak im się je zabiera - to krzyczą, bo poza polityką trudno im znaleźć miejsce w merytorycznym współzawodnictwie na rynku. To też prztyczek w nos Mateuszowi Morawieckiemu, że prezes partii, który na co dzień nie zajmuje się organizacją i logistyką machiny rządowej, snuje takie rozważania - podkreśla prof. Markowski.

Dr Ewa Pietrzyk-Zieniewicz z Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego uważa, że rekonstrukcja rządu nie jest podyktowania oszczędnościami ani chęcią poprawy wizerunku.

- Jedna i druga teza nie jest do końca prawdziwa. Z jednej strony bardzo nam się ta administracja rozbuchała, ale jeśli miałoby chodzić o oszczędności, to chciałabym wiedzieć, czy w tych 12 ministerstwach nie będzie 16., 26. czy 30. podsekretarzy stanu i iluś tam dyrektorów, bo wtedy co to są za oszczędności? Jeszcze warto by było, żeby podano strukturę nowych resortów i wtedy możemy oceniać, czy to będą oszczędności, czy nie - mówi nam politolog.

"To nie jest czas na głęboką reformę"

- Jeżeli chodzi o kwestie wizerunkowe, to nie jest najlepszy czas na aż tak głęboką reformę rządu. Przecież ciągle mamy pandemię, lekarze twierdzą, że będzie drugie uderzenie jesienią, co skomplikuje sprawy nie tylko w resorcie zdrowia, ale również w resorcie oświaty oraz nauki - a z tych dwóch ma być stworzone jedno ministerstwo. To z pewnością spowoduje kolejne zawirowania urzędnicze. A przed nami też niestety kryzys gospodarczy, oby nie był niezbyt głęboki, ale przeżyje go cała Europa, zwiastuny już widać. Dlatego nie jestem pewna, czy tak głębokie przemeblowania, akurat w tym czasie, jest najlepszym pomysłem. Być może tak, ale rząd powinien nas jakoś o tym przekonać, ustami premiera i wicepremierów, prezesa Kaczyńskiego też. Niech nam dadzą szerszą informację, wtedy będziemy się smucić bądź cieszyć. Na razie wiemy, że będzie reforma, a nie wiemy, jak będzie przebiegała, jak długo, za jakie pieniądze i jak to będzie strukturalnie wyglądało - a przed nami ciężka jesień - mówi nam politolog.

Dr Pietrzyk-Zieniewicz nie jest przekonana, że takie zmiany dobrze wpłyną na wizerunek rządu i PiS.

- Takie zmiany zwykle dają bardzo duże pole manewru do pożegnania się z jednymi ministrami, a przywitania z innymi. Nowy resort, nowa jakość, nowe umowy o pracę. Oby się nagle nie okazało, że po przetasowaniu mamy nie tylko rząd PiS, ale i 12 PiS-owskich resortów. Bardzo by się przydało, żeby na różnych stanowiskach - mniej lub bardziej decyzyjnych - siedzieli reprezentanci nieco mniej polityczno-partyjni niż ci, których się ostatnio desygnuje - uważa ekspertka.

"Kaczyński przejął narrację"

Innego zdania jest Michał Raszka, członek zarządu w agencji public relations Grupa PRC Holding i wykładowca w Wyższej Szkole Bankowej w Chorzowie.

- Kiedy Platforma myśli nad tym, co ze sobą zrobić, czy zmienić nazwę, logo, a może liderów, w obozie rządzącym znowu idą krok naprzód. Wakacje w PiS trwają krótko, a dla Jarosława Kaczyńskiego - jak widać - się skończyły. Być może manewr ze zmianami w rządzie ma być przykryciem tematu wzrostu liczby zakażeń koronawirusem w Polsce. Ale bez wątpienia jest to przejęcie narracji w polityce. Znów wszyscy będą rozmawiać o planach Kaczyńskiego dotyczących rządu. Opozycja jak zwykle nie wyjdzie poza standardowe przekazy, ale przede wszystkim wróci do roli, jaką zaplanował jej PiS – zamiast nadawać ton polityce, będzie tylko komentować działania obozu władzy - uważa specjalista.

Jego zdaniem, zmiana liczby ministerstw to "zagranie na pokaz pod wyborców".

- Komunikat ma być prawdopodobnie taki: idą cięższe czasy, więc rząd też musi oszczędzać– mniej ministrów, to mniejsze koszty. Na pewno wytrąca to opozycji jeden z dotychczasowych argumentów o rozbudowanej biurokracji rządowej. Z drugiej strony jest to typowe zagranie Jarosława Kaczyńskiego na mobilizację i ferment w obozie władzy. Widać gołym okiem tarcia w koalicji rządowej. Niepewny jest los ludzi Jarosława Gowina, mocniejszą rolę chce odgrywać Zbigniew Ziobro. A na to wszystko Kaczyński mówi: nikt nie może czuć się bezpiecznie, każdy musi dać z siebie wszystko. Zarządzanie z pozycji siły, tworzenie konfliktów i niepewności – czyli Jarosław Kaczyński w najlepszej formie - podsumowuje Michał Raszka.

"Chodzi o modyfikację w architekturze władzy"

Ludwik Dorn, socjolog i publicysta, współzałożyciel PiS i były wicepremier w rządzie tej partii, nie ma złudzeń co do motywów rekonstrukcji rządu. - Ja bym to łączył z kongresem PiS i dążeniem do pewnych modyfikacji w architekturze obozu władzy - powiedział nam polityk.

Jeszcze w tym roku, prawdopodobnie jesienią, odbędzie się Kongres PiS, na którym wybrane zostaną nowe władze partii. Niewykluczone, że prezes PiS przekaże pałeczkę młodszemu politykowi. Jak poinformował pod koniec maja szef Komitetu Wykonawczego PiS Krzysztof Sobolewski, kongres odbędzie się w pierwszym możliwym terminie po zakończeniu pandemii koronowirusa. Na razie nie widać, żeby pandemia się zakończyła, od kilku dni Polska notuje rekordowe dobowe przyrosty zachorowań na koronawirusa. W środę potwierdzono 640 nowych zakażeń, a 18 osób zmarło. Ponad 100 tys. osób jest aktualnie objętych kwarantanną.

Dorn nie uważa, że zmiany w rządzie spowodują rozbicie Zjednoczonej Prawicy.

- Koalicjanci to jedno, ale z ich pozycją wobec PiS bym nie przesadzał. Istotą rzeczy są stosunki wewnątrz PiS i porządek dziobania w dostępie do beneficjów, czyli spółek skarbu państwa. Niestety, aby to rozszyfrować, trzeba by stosować metody prozopografii [metoda badań polegająca na analizie kariery przedstawicieli elit politycznych, m.in. w aspekcie ich związków rodzinnych i towarzyskich - red.], a tu brak dostępnych danych, a poza tym to niesłychanie żmudna robota - podsumowuje polityk.

"Krok ku zmianie wizerunku"

Zdaniem dr Bartłomieja Machnika, politologa z Collegium Humanum, rekonstrukcja rządu jest próbą zmiany jego wizerunku.

- Obecna struktura rządu sprzyja angażowaniu aktywu partyjnego, bez względu na jego kompetencje. Mniejsza liczba ministerstw oznacza zmniejszenie liczby gabinetów politycznych oraz wzmocnienie ministerstw najważniejszymi politykami obozu rządzącego. Obecny rząd jest jednym z najbardziej rozrośniętych w historii, więc rekonstrukcja jest krokiem ku zmianie wizerunku. Struktura ministerstw również nie sprzyja płynności pracy. Uważam, że błędem było rozdzielenie niektórych ministerstw, tylko po to, aby koalicjanci otrzymali swoją pulę. Najlepszym przykładem są Ministerstwo Środowiska i Ministerstwo Klimatu, których kompetencje nakładają się, a podział kadrowy sprawiał, że często występowały nieporozumienia w sferze kompetencyjnej. Takie działanie ma bez wątpienia na celu uporządkowanie - uważa doradca wizerunkowy.

Dr Machnik przyznaje, że zmiany mogą być podyktowane również wewnętrznymi rozgrywkami w Zjednoczonej Prawicy.

- Jestem ciekaw, czy zmieni się rola Zbigniewa Ziobro, który od pewnego momentu sygnalizuje chęć wzmocnienia swojej pozycji. Poza tym jest to stała taktyka Zjednoczonej Prawicy, aby w pewnym momencie dokonać nowego otwarcia i zogniskować uwagę na nowych kierunkach, a okres powakacyjny, który zakończył maraton wyborczy, jest na pewno najlepszym momentem - uważa politolog.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Jarosław Kaczyński zapowiedział rekonstrukcję rządu. "Polityka rodem z piaskownicy"

3 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
daria
te eksperty z piaskownicy
odpowiedź
User
Jolanta
te eksperty z piaskownicy


Dobór tzw. "ekspertów" jest tu zawsze humorystyczny
odpowiedź
User
Observer
te eksperty z piaskownicy
co z nimi?
odpowiedź