SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Kamil Durczok

Rozmowa z Kamilem Durczokiem, redaktorem naczelnym i prowadzącym 'Fakty' TVN.

Robert Patoleta: - Do tej pory nie odpowiedziałeś jasno na pytanie - dlaczego zmieniłeś „Wiadomości” na „Fakty”?

Kamil Durczok: To jest jasne. W pewnym momencie mojego życia zawodowego pojawiła się propozycja objęcia szefostwa redakcji „Faktów”. Potem były rozmowy z szefami stacji. Okazało się, że mamy podobne poglądy na telewizję. A potem doszło do podpisania kontraktu.

- Co przeważyło? Odebrałeś to jako szansę własnego rozwoju?

Każdy z nas dziennikarzy ma głowę pełną pomysłów. Kiedy pojawia się szansa na ich zrealizowanie, to się z niej korzysta.

- Czym różni się praca w „Faktach” od pracy w „Wiadomościach”?

„Fakty” w większym stopniu są dziennikiem autorskim. Dziennikarze zajmują się mniejszą niż w telewizji publicznej ilością tak zwanych musików. Tam obowiązkowo relacjonuje się prace Sejmu, Senatu, bo takie są zapisy Ustawy o Radiofonii i Telewizji. Taki jest charakter instytucji, jaką jest telewizja publiczna i jej flagowiec, czyli „Wiadomości”. Tutaj dziennik w większym stopniu kreowany jest przez prowadzącego. Chcę szanować autonomię ludzi, którzy firmują ten program własnymi twarzami. Do momentu, do którego nie jest to sprzeczne z linią programową firmy, rzecz jasna.

- Pamiętam pierwsze wydanie. Wyglądałeś na lekko stremowanego.

Jeśli to było tylko trochę widać, to znaczy, że wyszło dobrze, bo byłem stremowany całkiem mocno.

- Jakie miałeś przemyślenia po programie? Co chciałeś zmienić?

O 19.26, po zakończeniu pierwszego wydania, pomyślałem sobie: „schody zaczną się jutro”. Zwykle pierwszego dnia poza tremą wszystko idzie zgodnie z planem, bo jest bardzo przemyślane i dopracowane. Drugi dzień zawsze jest słabszy. I tak było tym razem. Coś się sypnęło, jakiś ozdobnik nie pokazał się momencie w którym powinien. Byłem swobodniejszy, ale na ekranie efekt był trochę gorszy niż pierwszego dnia.

- Co postanowiłeś zmienić?

Chciałem, żeby „Fakty” się trochę ożywiły. W ostatnich miesiącach program toczył się wartko, ale według mało zaskakujących reguł. Chciałem, żeby ludzie przed godziną 19 wstrzymywali oddech. Założenie jest takie, że zagra element zaskoczenia. Będziemy pokazywać coś nowego, innego i ważnego. Ludzie będą na to czekali. To bardzo długa droga. Nie do osiągnięcia w miesiąc czy dwa.

- Do kogo kierujesz „Fakty”?

Z założenia większość dzienników w telewizjach kierowana jest do „general audience”, więc „Fakty” też są kierowany do możliwie szerokiego grona widzów. Widać jednak wyraźnie, że już teraz w przedziale wiekowym 16-49 lat wyraźnie dystansujemy telewizję publiczną. We wszystkich grupach wiekowych „Wiadomości” wciąż są bardziej oglądane od „Faktów”, ale robię wszystko, aby za jakiś czas było odwrotnie.

- Oglądalność pierwszych wydań „Faktów” z twoim udziałem była znacznie większa niż oglądalność poprzednich. Wasz dystans do „Wiadomości” zmniejszył się w pewnym momencie zaledwie do 300 tysięcy widzów.

W pewnym momencie w udziałach w rynku byliśmy nawet mocniejsi.

- Jednak „Wiadomościom” oglądalność nie spadła, co oznacza, że widzowie nie przeszli za tobą ze stacji do stacji. Jaka może być przyczyna tego nagłego wzrostu oglądalności „Faktów”?

W tej chwili nie zajmuje mnie ekscytowanie się tym, że poszliśmy tak fajnie w trzech pierwszych tygodniach, tylko jak ten trend utrzymać. Jak utrzymać efekt nowości, który niewątpliwie zaistniał wraz z pojawieniem się mojej twarzy w „Faktach”. W jaki sposób to zainteresowanie przekuć w trend prowadzący do mojego celu, czyli stabilnej i wyraźnej przewagi nad „Wiadomościami”.

- Jak zamierzasz tego dokonać?

Każdy ma walizeczkę swoich pomysłów. Pewnie Robert Kozak w „Wiadomościach” też miał. Teraz już się pakuje, ale ktokolwiek przyjdzie na jego miejsce, będzie miał cały zestaw środków, którymi będzie chciał osiągnąć swój cel. Ja też mam taki zestaw środków. Trochę jest w moim komputerze, trochę jest w głowie. Mnie się wydaje, że wiem, jak to zrobić. A czy mi się uda, czas pokaże.

- Nie zdradzisz tajników?

Nie zdradzę, poza tym co można określić jako pewien rodzaj mojego credo, misji, czy myśli przewodniej. To musi być ważny i bardzo opiniotwórczy program oglądany jednocześnie przez maksymalną ilość ludzi.

- Trudno jest połączyć opiniotwórczość z masowością.

Dlatego miałem ten komfort w czasie rozmów z prezesem Walterem, że umawialiśmy się na coś konkretnego. To jest fajne w stacji prywatnej, że się przychodzi i rozmawia z właścicielem, który wie jaka jest misja jego programu. Robi się program maksymalnie oglądany albo program referencyjny, sprofilowany dla wąskiego grona, taki jaki prowadzi Romek Młodkowski w redakcji biznesowej. „Fakty” są pomiędzy referencyjnością i tym, że trzeba je obejrzeć. Nie ma już medialnego obrazu Polski i świata bez „Faktów”. 

- Porozmawiajmy o telewizji publicznej. Zaskoczył cię wybór Bronisława Wildsteina na prezesa TVP?

Zaskoczył i nie zaskoczył. Nie zaskoczył, dlatego, że trudno mi było uwierzyć w te wszystkie zapewnienia PiS-u, że zostaną wybrani fachowcy, ludzie interesujący się rynkiem mediów elektronicznych. Podział łupów w Krajowej Radzie jednoznacznie wskazywał, że wszystko idzie w kierunku upartyjnienia. W tym sensie wybór Bronisława Wildsteina nie był dla mnie żadnym zaskoczeniem. Zaskoczyło mnie to, że ludzie myślący o telewizji publicznej nawet w kategoriach partyjnego łupu, powinni zdawać sobie sprawę z tego, że ten łup będzie o tyle cenny, o ile będzie mocny na rynku. W tym sensie wybór prezesa ma kapitalne znaczenie. Za chwilę będziemy w naziemnej technologii cyfrowej. Ludzie za pomocą trzech przycisków będą komponowali sobie program.

- Wydaje mi się, że telewizja publiczna nie do końca zdaje sobie z tego sprawę.

To jest absolutnie słuszna uwaga. Tu dochodzimy do momentu w którym oceniamy nowego prezesa. Czytałem z zainteresowaniem teksty Bronisława Wildsteina w tygodniku „Wprost”, wcześniej w „Rzeczpospolitej”, przedstawiające jego ogląd rzeczywistości. Nikomu jednak nie jest znana jego działalność na rynku mediów elektronicznych.

- Powinien zostać w prasie?

Nie wiem, czy powinien zostać w prasie. Przyjmuję do wiadomości fakt jego wyboru na stanowisko prezesa  tak, jak kilka milionów widzów telewizji publicznej.

- Czy takie pomysły prezesa Wildsteina, jak połączenie redakcji „Wiadomości” i „Panoramy” są według ciebie słuszne?

Łącząc te redakcje prezes Wildstein robi to samo, co jego poprzednicy. Pod koniec prezesury Roberta Kwiatkowskiego doszło do rozdzielenia tych redakcji pod anteny. Była przy tym ciężka dyskusja na czym ma to polegać. Z jednej strony jest producent w postaci Telewizyjnej Agencji Informacyjnej. Z drugiej strony jest zamawiający w postaci dyrektora pierwszego czy drugiego programu. Wcześniej było tak, że „Wiadomości” produkowała TAI. To samo było z „Panoramą” i „Teleexpresem”.

- Taki zabieg to kwestia oszczędności?

Pewnie tak. Pewnie też jest to zabieg, żeby to nie dyrektorzy anten, ale prezes miał wpływ na „Wiadomości”. Bronisław Wildstein dotychczasową działalnością sam umieścił przymiotnik „bezstronny” w swoim własnym opisie na entym miejscu. Jeśli w TAI linia programowa miałaby być wizją świata a la Bronisław Wildstein, to serdecznie współczuję moim kolegom, którzy zostali w „Wiadomościach”. Jego wizja jest wyraźnie usadowiona  po jednej ze stron.

- Co sądzisz o zawieszeniu, a potem przywróceniu do pracy byłego dyrektora „Jedynki” Macieja Grzywaczewskiego po tym jak powiedział, że twoja popularność spowodowana była chorobą? Czy to nie jest taki ruch w stylu: „nie chcemy pokazywać, że odgrywamy się za to, że Kamil Durczok przeszedł do konkurencji”?

Nie chcę tego komentować, bo nie wiem co kieruje ludźmi, którzy wiążą moje dziennikarskie dokonania z moimi życiowymi przejściami. To ich sprawa. Nie sądzę, żebym musiał dowartościowywać te sądy jakimś własnym komentarzem.

- Kogo z innych mediów chciałbyś widzieć w ekipie „Faktów”?

Powiedziałem w jednym z wywiadów, że jest taka osoba. Potem dostałem 30 telefonów: „stary, mogłeś powiedzieć po nazwisku, nie byłoby problemów”. Pewnie ktoś jest, ale naprawdę nie jest to moja pierwsza i najpilniejsza potrzeba. To nie jest tak, że gwałtownie poszukujemy kogoś, dlatego że jakiś obszar działalności dziennikarskiej jest u nas słabiej obsługiwany. Na razie nikogo nowego nie przewiduję.

- Programy informacyjne powinny opierać się bardziej na osobowościach czy treści?

Na jednym i na drugim. Nie odkryjemy Ameryki, jeśli stwierdzimy, że telewizja stoi osobowościami. Ludzie oglądają programy dzięki temu, że są tam ludzie, których lubią, szanują i do których mają zaufanie. Słupki oglądalności „Wiadomościach” nie zmalały przez to, że Durczok odszedł. Telewizja publiczna też jest bogata w talenty.

- Po twoim odejściu żadna duża osobowość w „Wiadomościach” nie zaistniała.

Niezręcznie mi komentować to, czy zaistniała, czy nie. Ale ludzie przyzwyczajają się do twarzy. To zresztą jest jeden z problemów telewizji. Znikanie z anteny związane z tym, że prezesi się zmieniali, odbywało się ze szkodą dla programu. Określenie „człowiek-kotwica” wzięło się przecież od prowadzącego na którym program stale „wisi”.

- Za tobą ważny egzamin – pielgrzymka papieska. Co było podczas obsługiwania tej wizyty najtrudniejsze?

Pogoda (śmiech). Przez nią od niedzielnego wieczora leżę w łóżku z przeziębieniem zamiast od poniedziałku prowadzić „Fakty”. A poważnie - zamiast o problemach wolałbym mówić o wyzwaniach. Wyzwaniem było sprawne pokazanie wszystkiego co ważne, a co działo się w tak wielu miejscach, które odwiedził Benedykt XVI. Stąd te nadzwyczajne środki techniczne – „Fakty” w Warszawie, reporterzy w Polsce i w Niemczech, „Fakty” z Krakowa i z Balic. Wyzwaniem było też oddanie atmosfery tej pielgrzymki. Innej przecież niż pielgrzymki papieża Polaka. Wreszcie - walka o jakość materiałów - o pokazanie tego, co najważniejsze i niezgubienie całej masy smaczków, które też stanowiły o klimacie tej wizyty.

Rozmawiał Robert Patoleta.

Gość
2006-06-01
Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji:

0 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl