SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

Konflikt Disneya ze Scarlett Johansson. „Gdy zmienia się konsensus rynkowy, tarcia są nieuniknione”

Koncern Disney zerwał współpracę ze Scarlett Johansson po tym, jak aktorka pozwała koncern za równoległą dystrybucję „Czarnej wdowy” w kinach i serwisach VoD. - Do tej pory było wiadomo, kto, kiedy i na czym zarabia. Gdy zmienia się konsensus rynkowy, takie tarcia są nieuniknione - ocenia Michał Kozicki.

screen: YouTube/Marvel EntertainmentArticle

Pod koniec lipca aktorka Scarlett Johansson oskarżyła Disneya o naruszenie zasad kontraktu dotyczącego jej wynagrodzenia za film „Czarna Wdowa”. Aktorka miała w kontrakcie zagwarantowany udział w zyskach z dystrybucji kinowej filmu, tymczasem ten trafił nie tylko do kin, ale i serwisu streamingowego Disney+, wskutek czego jego przychody w tradycyjnej dystrybucji znacząco zmalały. Johansson miała stracić przez to 50 mln dolarów.

W odpowiedzi Disney oświadczył m.in., że „nie ma żadnych podstaw w tym działaniu. Pozew jest smutny i niepokojący z powodu bezdusznego lekceważenia przerażających i długotrwałych globalnych skutków pandemii COVID-19”. Johansson odpowiedź koncernu miała „zszokować”. Pojawiły się pogłoski, że w ślady aktorki z własnymi pozwami chcą iść Emma Stone i Emily Blunt (za hybrydowy model dystrybucji odpowiednio „Cruelli” i „Wyprawy do dżungli”).

Teraz serwis Giantfreakinrobot.com donosi, że Disney w następstwie pozwu postanowił zerwać współpracę z Johansson. Oznacza to rezygnację ze wspólnych projektów, aktorka miała bowiem produkować film na podstawie jednej z atrakcji Disneylandu, „Tower of Terror”, w którym miała także grać.

„Prędzej czy później zobaczymy Scarlett w produkcjach Disneya”

- To naturalne, że kiedy zmienia się konsensus rynkowy, takie tarcia są nieuniknione - komentuje Michał Kozicki, były prezes HBO Polska. - Do tej pory było dokładnie wiadomo, kto, kiedy i na czym zarabia. Aktorzy i ich agencje wiedzieli, jak i w jakim obszarze mogą monetyzować swój udział. Sytuacja rynkowa nie wymuszała nagłych zmian - dodaje w rozmowie z Wirtualnemedia.pl.

Ale to już pieśń przeszłości. - Disney musi dostosowywać się do zmieniających się warunków rynkowych. Trzeba zrozumieć, że szuka monetyzacji tego, co robi. Z drugiej strony trzeba zrozumieć artystów, którzy czują, że podział wartości wynikający z ich zaangażowania nie jest adekwatny – zaznacza ekspert. I dodaje, że w obecnej dynamicznej sytuacji „niektóre decyzje uczestników ekosystemu mogą powodować poczucie straty po stronie innych uczestników”.

- Każda strona próbuje zbudować pozycję negocjacyjną. Jestem przekonany, że prędzej czy później zobaczymy Scarlett w produkcjach Disneya. O to jestem spokojny – podkreśla Kozicki. Jego zdaniem, obie strony dojdą do kompromisu, bo „mają zbyt wiele do stracenia”. - Chyba że dochodzi tu na przykład aspekt dyskryminacji kobiet, wtedy już nie mówimy o biznesie, tylko o konflikcie wartości - zastrzega jednak.

Machina bez gwiazd

Eseista i krytyk filmowy Jakub Majmurek zastanawia się, jaka może być reakcja fanów Disneya na decyzję o zerwaniu współpracy z Johansson. - Zobaczymy, czy Disney zauważy, że popełnił błąd, czy też cała potężna franczyza Marvela, która w ciągu ostatniej dekady przetoczyła się przez kina, przynosząc miliardowe wpływy i zmieniając krajobraz filmowy, może toczyć się bez gwiazd, bo nie są jej one do niczego potrzebne - stwierdza w rozmowie z Wirtualnemedia.pl.

Jak przypomina Majmurek, Hollywood od samego początku opierało się na „systemie gwiazd”. - Były wielkie nazwiska. Publiczność je kochała albo nienawidziła, albo jedno i drugie. To one przyciągały widownie do kin, sprzedawały filmy. I być może teraz to się zmienia - zaznacza krytyk.  Majmurek przytacza dyskusję ekspertów, którzy zastanawiają się, czy aktualny spór nie jest punktem granicznym, za którym czeka nas nowa epoka. - W której już nie gwiazdy filmowe, ale własność intelektualna sprzedaje filmy. Eksperci nie są zgodni, czy rzeczywiście tak jest, ale może to postacie i mitologia Marvela przyciągają widzów do kin, a nie wielkie nazwiska. Czy „Doktor Strange” odniósł sukces dlatego, że to postać z komiksu Marvela, czy dlatego, że zagrał go Benedict Cumberbatch? - pyta. - Trudno stwierdzić, czy ekipa Marvela, jak Johansson, Cumberbatch, Robert Downey Jr. Czy Mark Ruffalo, nie ma swojej publiczności, która przyszłaby mniej licznie do kin, gdyby nie gwiazdy ucieleśniające postaci. Nie wiadomo, jak się to rozstrzygnie. Czy Hollywood faktycznie potrzebuje gwiazd filmowych? - zastanawia się Majmurek.

Zamykające się okno kinowe

Czy przerwa między wprowadzeniem filmów do kin a ich pojawieniem się na platformach VoD (okno kinowe) zmniejszy się albo zaniknie? - Obstawiałbym, że raczej jej nie będzie albo co najmniej będzie się zmniejszać. Dominować będą media cyfrowe. Nie ma powrotu do świata, jaki był. Tam wszystko było poukładane: każde okno następowało po innym, każdy wiedział, kiedy kto monetyzuje - ocenia Michał Kozicki.

W konsekwencji kina mogą stać się bardziej elitarną formą rozrywki. - Będą raczej droższe, będziemy płacili za elitarność, sale będą w lepszym standardzie, pojawią się nowe usługi - przewiduje Kozicki.

Według Jakuba Majmurka sprawa „theatrical window” jest bardzo istotna dla przyszłości przemysłu filmowego. - Do tej pory ekosystem filmowy opierał się na przemienności okien dystrybucji: najpierw było okno dystrybucji kinowej, potem VoD, DVD i Blu-ray, a na samym końcu telewizja. Jednak już przed pandemią były procesy, które zaburzały ten porządek. Wielkie platformy streamingowe kupowały filmy i od razu wrzucały je na swoje serwisy z pominięciem okna kinowego. Wywołało to protesty, we Francji odbyła się dyskusja, czy w festiwalu w Cannes mogą uczestniczyć filmy Netflixa, które nie miały dystrybucji kinowej. I francuscy kiniarze wywalczyli, że nie mogą. Wypracowywano także kompromisowe rozwiązania: filmy wprowadzane jednocześnie i w kinie, i na platformach albo wprowadzane do kin na krótko, w ograniczonej dystrybucji. Tylko po to, by na przykład zakwalifikować się do Oscarów - przypomina Majmurek.

Pandemia te procesy przyspieszyła, zwłaszcza że okresowo zamknięto kina. - W USA nawet pandemia hiszpanki, druga wojna światowa czy 11 września nie zamknęły kin. COVID-19 był pierwszą sytuacją w historii, że zmęczony Amerykanin nie mógł po pracy iść do kina i uciec od problemów. To w naturalny sposób zmieniło przyzwyczajenia widowni. I dało dodatkowy impuls platformom, żeby szukać zysków w eksploatacji na VoD – dodaje krytyk filmowy. I podkreśla, że ten trend będzie się utrzymywał. Zwłaszcza w segmencie blockbusterów. - Wydawało się, że one muszą mieć dystrybucję kinową, a jednak powstał hybrydowy system: filmy owszem wchodzą do kin, ale jednocześnie za dodatkową opłatą są dostępne w usłudze premium na platformach VoD w niektórych krajach. Stary porządek okien dystrybucji został poważnie zakłócony – podkreśla Majmurek.

„Ekosystem stanie się o wiele bardziej skoncentrowany i o wiele mniej różnorodny”

To zaś może mieć daleko idące konsekwencje. - Zaburzenie porządku zagraża ważnej części ekosystemu filmowego, jaką byli dystrybutorzy filmowi. Sprzyja też koncentracji na rynku. Platformy VoD to wielkokapitalistyczne, zamożne przedsięwzięcia. Takich, które są w stanie zarobić na streamingu, jest na świecie kilka: Amazon, Netflix, Disney+ i HBO Go, czyli Warner Bros. I to zupełnie inna sytuacja niż system, w którym każdy kraj to wielu dystrybutorów, nawet jeśli część z nich to oddziały międzynarodowych firm. Kiedy rynek przejmie kilka platform, ekosystem stanie się o wiele bardziej skoncentrowany i o wiele mniej różnorodny - ostrzega Majmurek.

Ekspert dodaje jednak, że „procesy te nie są jeszcze zamknięte”. - Daleko do ich rozstrzygnięcia. Nie podjąłbym się odpowiedzi, w którą stronę ostatecznie cała sytuacja się rozwinie. Niemniej obserwujemy znaczącą zmianę, która zaczęła się przed pandemią, którą ją bez wątpienia przyspieszyła – mówi.

Pogłoski o rychłej śmierci kina można jednak, zdaniem Majmurka, włożyć między bajki. - Chodzenie do kina wciąż jest potężnie zakorzenione u ludzi. Rok pandemii je osłabił, ale nie do końca. Mamy w komórce Uber Eats i możemy zamawiać jedzenie, ale nie oznacza to, że restauracje nie mają racji istnienia. Przyjemniej iść, zwłaszcza w towarzystwie, zjeść coś w restauracji niż w domu, zamawiając przez aplikację. I tak samo jest z kinami. One pełnią funkcję towarzyską, eskapistyczną, zapewniają nieporównywalnie lepszą jakość projekcji niż najbardziej rozwinięte systemy kina domowego, na które zresztą stać niewielu. Rynek kinowy nie będzie się załamywał, ludzie będą chodzić do kin. Seans VoD nie daje społecznych jakości, związanych z kinem. Ludzie po prostu potrzebują wyjść z domu - kończy Majmurek.

Czytaj też: Warner Bros. wyprodukuje 10 filmów wyłącznie dla HBO Max w 2022 roku

Czas na VOD

Serwis Disney+ wystartował w listopadzie 2019 r. W bibliotece ma seriale, firmy i programy wyprodukowane m.in. przez Walt Disney Studios i Walt Disney Television oraz tytuły pod markami Marvel, National Geographic, Pixar i Star Wars.

Obecnie Disney+ jest dostępny w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Australii, Nowej Zelandii, Puerto Rico, Belgii, Danii, Finlandii, Islandii, Luksemburgu, Norwegii, Szwecji, Portugalii, Austrii, Francji, Hiszpanii, Indiach, Indonezji, Irlandii, Japonii, Monako, Niemczech, Wielkiej Brytanii i Włoszech.

Na razie wciąż nie wiadomo kiedy platforma ma zadebiutować na polskim rynku, choć niedawno polscy użytkownicy zorganizowali na portalu społecznościowym Twitter akcję, w której domagali się startu w naszym kraju uruchomienia Disney+. Amerykański koncern w tej sprawie konsekwentnie jednak milczy.

Czytaj także: „Loki”: biseksualność bohatera hitu Disney+ oficjalnie potwierdzona

Disney+ hamuje w Ameryce, rośnie w Indiach

W maju br. podano, że na początku kwietnia na Disney+ konto miało globalnie 103,6 mln abonentów. Był to wynik niższy niż oczekiwali analitycy z Wall Street - przewidywali, że baza serwisu liczyć będzie ok. 110,3 mln klientów.

Średni przychód na abonenta spadł o 29 proc. do 3,99 dol. miesięcznie z powodu wprowadzenia tańszej wersji platformy w Indiach (pod nazwą Disney+ Hotstar).

Teraz serwis The Informaton podał nieoficjalne dane, zgodnie z którymi obecnie globalna liczba subskrybentów Disney+ przekracza 110 mln.

Zgodnie z tymi informacjami na początku lipca br. W Ameryce Północnej z Disney+ korzystało 38 mln abonentów. To oznacza, że w ciągu ostatnich sześciu miesięcy na tym rynku przybył jedynie milion nowych użytkowników platformy.

Zupełnie inaczej jest w Indiach, gdzie w ciągu pół roku Disney+ zanotował przyrost subskrybentów na poziomie 12 mln, co czyni ten kraj jednym z kluczowych obszarów rozwoju dla serwisu.

Czytaj także: Raport Purely: wydatki na treści przesyłane strumieniowo przekraczają 220 mld dolarów rocznie

Jak wynika z badania Mediapanel, zdecydowanym liderem serwisów VoD w Polsce pozostaje Netflix, który wyprzedza CDA Premium i Playera.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Konflikt Disneya ze Scarlett Johansson. „Gdy zmienia się konsensus rynkowy, tarcia są nieuniknione”

11 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Wygórowane ambicje?
Sorry ale ra paniudia bez producrntow nic nie znaczy. Jedt totalnie przerellamowana. Szybko zamilknie gdy okaze sie ze nie jest t warta pieniędzy jakich zada. Wtedy bedzie grav za ułamek tejj kwoty.
odpowiedź
User
a
publiczność bezapelacyjnie gwiazdy kochała do czasu mediów społecznościowych kiedy to okazało się jak są glooopppiieeeee :)
odpowiedź
User
a
Sorry ale ra paniudia bez producrntow nic nie znaczy. Jedt totalnie przerellamowana. Szybko zamilknie gdy okaze sie ze nie jest t warta pieniędzy jakich zada. Wtedy bedzie grav za ułamek tejj kwoty.


nie pierwsza gwiazdunia sprowadzona na parter.
odpowiedź