SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Kryzys w Stowarzyszeniu "Wiosna". Jak będzie postrzegana „Szlachetna Paczka”?

Stowarzyszenie "Wiosna" - organizator akcji „Szlachetna Paczka” - musi się zmierzyć z największym kryzysem wizerunkowym w swojej historii. Wczoraj na Onecie opublikowano reportaż zarzucający ks. Jackowi Stryczkowi złe traktowanie podwładnych. Eksperci są jednak podzieleni jak publikacja wpłynie na działalność organizacji. W piątek po południu duchowny zrezygnował ze stanowiska jej prezesa.

Ks. Jacek Stryczek Article

Wczoraj w Onecie ukazał się reportaż Janusza Schwertnera "Tutaj nie jestem księdzem. Jak się pracuje w Szlachetnej Paczce". Obszerny materiał opisywał złe traktowanie pracowników Stowarzyszenia "Wiosna" przez jego założyciela i prezesa, księdza Jacka Stryczka. Na podstawie relacji kilkunastu byłych pracowników (anonimowych i występujących pod nazwiskiem) dziennikarz opisał praktyki kapłana wobec podwładnych. Większość wypowiadających się w tekście osób bezpośrednio współpracowało z księdzem Stryczkiem w "Wiośnie", zajmując się m.in. marketingiem i PR-em.

W reportażu znalazło się wiele szczegółowych opisów obraźliwych i dyskryminujących (ze względu na płeć czy wagę) zachowań i wypowiedzi księdza, kierowanych do pracowników "Wiosny". Autor opisał też, jakie problemy psychiczne wywołała u bohaterów tekstu praca w stowarzyszeniu. Opisali też, czemu nie zawiadamiali o sytuacji właściwych służb.

Wywiad z ks. Stryczkiem dzięki interwencji agencji PR

Onet obok reportażu opublikował również wywiad z ks. Jackiem Stryczkiem. W odredakcyjnym wstępnie zaznaczono, że treść rozmowy jest zgodna z wersją po autoryzacji, nie zaś z tym, jak faktycznie przebiegła. "Podczas autoryzacji ksiądz dużo odpowiedzi zmienił bardzo znacząco, wiele pytań dziennikarza straciło sens". Redakcja Onetu nie skorzystała z przysługującego jej prawa do publikacji tekstu bez uwzględniania radykalnych zmian dokonanych przez rozmówcę w autoryzacji (co w świetle prawa prasowego nią nie jest). Za autoryzację nie uznaje sie bowiem dopisywania nowych zdań, pytań, które w rozmowie nie padły.

W rozmowie z naszym portalem Janusz Schwertner zdradza kulisy powstania wywiadu. - W pewnym momencie prac nad tekstem zaskoczył nas ksiądz Stryczek, który najpierw nas atakował, groził w różny sposób. Uważał, że nie chcemy poznać jego opinii, a ostatecznie on sam dwukrotnie odmówił spotkania ze mną. Nie chciał udzielić nam wywiadu, w żaden sposób komentować tej sprawy. Ksiądz nie odbierał moich telefonów, na SMS-y odpisywał bardzo zdawkowo, w stylu "nie zamierzam się z panem spotkać" - opisuje dziennikarz. Na wywiad udało się namówić księdza dzięki interwencji wynajętej agencji public relations.

- Później ksiądz korzystał ze wsparcia agencji PR [nazwa do wiadomości redakcji], która się ze mną kontaktowała. Firma ta namówiła księdza na spotkanie ze mną, przekonując, że wypełniamy swoje dziennikarskie zadania i oddać mu głos. Dał się przekonać. Rozmawialiśmy ponad 3,5 godziny. Ksiądz spóźnił się z autoryzacją - umawialiśmy się na 24 godziny, tekst dostałem po kilku dniach. Napisał go zupełnie od nowa. Wyszliśmy księdzu naprzeciw i opublikowaliśmy wywiad w dokładnie takim kształcie, jakim nam go przysłał po autoryzacji - mówi nam Janusz Schwertner.

Dziennikarz Onetu wyjawił nam również, jakiego wydźwięku próbowano nadać jego tekstowi. - Osoby współpracująca z księdzem Stryczkiem zaczęły sugerować w rozmowie ze mną, że "pół Warszawy mówi już o tym, że mój tekst ma być zwiastunem filmu "Kler", i że to ustawka. Zapytałem, czy to informacja w jakikolwiek sposób zweryfikowana.... Opadły mi ręce - opowiada Schwertner. - Takie insynuacje są bardzo niestosowane wobec dramatu, jaki rozegrał się w Stowarzyszeniu "Wiosna". Jeśli krzywdę kilkudziesięciu osób, ich ataki paniki, bezsenność, depresję, uznać za próbę promocji jakiegoś filmu... Dla mnie to wstrząsające. Każdy, kto formuje takie zarzuty, musi się zastanowić nad swoją kondycją moralną. Niezrozumiały dla mnie pozostaje także występ księdza w koszulce promującej film „Kler” - komentuje dziennikarz, odnosząc się do filmu opublikowanego przez szefa "Wiosny" kilka godzin po publikacji Onetu.

Ks. Stryczek: nie krzyczę na co dzień

Film księdza Jacka Stryczka pojawił się na jego profilu w mediach społecznościowych w czwartek wczesnym popołudniem. W kilkuminutowym nagraniu kapłan opowiada swoją wersję całej historii. Ma na sobie koszulkę z plakatem filmu "Kler" (nie wyjaśnia jednak, dlaczego w niej występuje).

- Drodzy państwo, nie krzyczę na co dzień. Nawet nie wiem, jak miałbym się odnosić do tych zarzutów w różnych obszarach w stosunku do kobiet. Pracuję z wieloma, współtworzę środowisko rozwojowe dla kobiet, nie rozumiem - stwierdził. - Przyjmuję, że są osoby, którym źle się pracowało u nas. Jako pracodawca nie mogę ocenić ich stanu zdrowia, więc trudno mi się do tego odnieść - dodał. Zarzuty w tekście Onetu ocenił jako absurdalne. Redakcji wytknął, że nie chciała zweryfikować swoich informatorów.

Ksiądz Stryczek niewiarygodny

- Przekaz nagrania ks. prezesa Stryczka w niektórych momentach nie jest dla mnie do końca wiarygodny. Ustawiony pod ścianą z rękami za plecami i w koszulce prezentującej krytyczny wobec Kościoła film "Kler" prezes Stowarzyszenia nie budzi zaufania, lecz lawinę pytań, co właściwie chce powiedzieć. Koszulka z filmem "Kler" może być interpretowana jako sposób odwrócenia uwagi od problemu prezesa, w kierunku coraz powszechniejszych ataków na Kościół - ocenia dla portalu Wirtualnemedia.pl Anna Kiedrzyńska-Tui, prowadząca agencję Propsy PR, specjalizującej się w komunikacji sektora NGO.

Jako niespójny materiał ocenia dr hab. Dariusz Tworzydło z Uniwersytetu Warszawskiego.

- Ksiądz Stryczek w opublikowanym materiale stara się tłumaczyć pojedyncze sytuacje i sprawić, że będzie postrzegany jako ofiara ataków, a nie agresor. Koszulka z plakatem z filmu „Kler”, z hasłem „Nic co ludzkie nie jest mi obce”, w której zdecydował się wystąpić na pewno nie pomaga. W trakcie całego filmu ks. Stryczek trzyma ręce z tyłu. Mowa ciała także ma istotne znaczenie i może być różnie odbierana przez otoczenie. Wizualny przekaz materiału rozmija się z przekazem audio - ocenia specjalista.

- Film, sądząc po liczbie i treści komentarzy dolał jedynie oliwy do ognia - dodaje Klara Banaszewska, dyrektor generalna Grayling Poland.

Zarząd "Wiosny: jest nam przykro

W czwartek popołudniu specjalne oświadczenie wydał też zarząd Stowarzyszenia "Wiosna".

- Nie ukrywamy tego, że mogło dochodzić w WIOŚNIE do sytuacji emocjonalnie trudnych, stresujących i powodujących u pracowników dyskomfort. Każdego, kto tego doświadczył, przepraszamy. Jednocześnie stanowczo oświadczamy, że nie akceptujemy w WIOŚNIE w relacjach z pracownikami praktyk, które zostały przedstawione w artykule. Trudno jest nam uwierzyć, że w istocie miały one miejsce, dlatego każdą z nich weryfikujemy - czytamy w dokumencie.

Onet: zrobimy wszystko, by pomóc Szlachetnej Paczce

- Pierwsze sygnały o nieprawidłowościach w "Wiośnie" otrzymałem w marcu tego roku. Pracę nad artykułem zacząłem w okolicach połowy kwietnia - opisuje portalowi Wirtualnemedia.pl genezę artykułu Janusz Schwertner. - Nad tekstem pracowałem samodzielnie, przez kilka miesięcy. Mam 120 stron materiału z ponad trzydziestu kilkugodzinnych spotkań. Widywałem się z moimi rozmówcami w Warszawie, Krakowie. Część z tych osób na stałe mieszka zagranicą. Jeśli ktokolwiek zarzuca nam, że materiał jest jednostronny, musiały wiedzieć, jaką pracę wykonałem, by w ogóle doprowadzić do spotkania z ks. Stryczkiem - mówi dziennikarz Onetu.

Bartosz Węglarczyk, dyrektor programowy Onetu podkreśla, że mimo kłopotów, w jakich znaleźli się główni organizatorzy Szlachetnej Paczki, sama idea warta jest kontynuacji i wsparcia.

- Szlachetna Paczka jest dla mnie i dziennikarzy Onetu bardzo ważna. Po publikacji tego tekstu zrobimy wszystko, żeby tej inicjatywnie pomóc. Głęboko wierzę w to, że Paczka nawet jeśli będzie miała krótkofalowo jakieś problemy, to w dłuższej perspektywie wyjdzie z nich jeszcze lepsza i jeszcze silniejsza - ocenia dziennikarz w rozmowie z Wirtualnemedia.pl.

Węglarczyk dodaje, że po reportażu Janusza Schwertnera do redakcji płyną podziękowania od osób związanych z "Wiosną". - Odzywa się mnóstwo osób - byłych i obecnych pracowników Stowarzyszenia "Wiosna", dziękując, że to napisaliśmy - mówi nam dyrektor programowy Onetu . Zaznacza, że władze organizacji nie prowadzą oficjalnej komunikacji z redakcją serwisu.

Co dalej ze Szlachetną Paczką?

- Bez wątpienia reportaż podważa zaufanie do tej instytucji i niszczy dobre imię jej szefa - komentuje dla portalu Wirtualnemedia.pl Zofia Bugajna-Kasdepke, członkini zarządu, MSL CEE.

Ekspertka w swojej ocenie potencjalnych skutków wizerunkowych tekstu Onetu dla "Wiosny", podkreśla, że jego główne przesłanie nie krytykuje samego stowarzyszenia.

- Odbudowa dobrego wizerunku stowarzyszenia „Wiosna” jest możliwa, ale wymaga konkretnych działań. Materiał Onetu nie podważa sensu istnienia stowarzyszenia, wszyscy pracownicy podkreślają realizację jego statutowej misji i realną pomoc dla potrzebujących. To oznacza, że nie wszystko stracone i że jest punkt odbicia do działań naprawczych. „Szlachetna Paczka” czy „Akademia Przyszłości” to silne marki, jednak i partnerzy biznesowi i konsumenci muszą mieć pewność, że stoją za nimi ludzie prawi - twierdzi Bugajna-Kasdepke.

Zdaniem Anny Kiedrzyńskiej-Tui reportaż nie naruszy dobrego wizerunku Stowarzyszenia "Wiosna".

- Omawiany problem dotyczy sposobu zarządzania jednej z najbardziej rozpoznawalnych i cenionych organizacji pozarządowych w Polsce. Historia opisana w tekście dotyczy de facto prezesa, a nie samego Stowarzyszenia Wiosna, które poprzez swoje działania udowodniło już dawno, jak pozytywnie wpływa na otoczenie i polepszenie warunków bytowych osób znajdujących się w trudnej sytuacji materialnej czy życiowej. Dlatego nie uważam, żeby to zdarzenie odbiło się bardzo negatywnie na wizerunku samego Stowarzyszenia Wiosna - ocenia specjalistka.

Poważniejsze kłopoty wizerunkowe organizacji prognozuje za to dr hab. Dariusz Tworzydło z Uniwersytetu Warszawskiego.

- Publikacja, w powstanie której zaangażowała się tak liczna grupa byłych pracowników Wiosny może mieć poważny efekt wizerunkowy. Wypowiedzi byłych pracowników z uwagi na swoją spójność opisywanych sytuacji, a także ze względu na ich liczbę prawdopodobnie dadzą do myślenia nawet takiemu odbiorcy, który na początku z góry podejdzie to tekstu sceptycznie. Dodatkowo impetu dodaje sytuacji pryzmat, przez jaki postrzega się Wiosnę oraz jej działalność – to, co słyszymy z przekazów medialnych w konfrontacji z opisaną przez Onet rzeczywistością może stanowić wizerunkową mieszankę wybuchową - mówi portalowi Wirtualnemedia.pl ekspert.

W podobnym tonie swój komentarz formuje Klara Banaszewska z Grayling Poland. - Publikacja w Onecie wpłynie na pewno na reputację stowarzyszenia, które w dużej mierze oparte jest na wizerunku i zaufaniu do księdza Stryczka, a w konsekwencji przełoży się również na wizerunek Wiosny jako pracodawcy. Nie ma bowiem co ukrywać, że w przypadku tego typu inicjatyw zaufanie do lidera odgrywa kluczową rolą w pozyskiwaniu wolontariuszy, którzy nieodpłatnie poświęcają tu swój czas. Cała sytuacja najprawdopodobniej znajdzie swoje odzwierciedlenie także w działaniach fundraisingowych i tych związanych z i zaangażowaniem biznesu i sponsorów - uważa Banaszewska.

"Wiosna" z tarczą czy na tarczy?  

Warto podkreślić, że pierwsze sygnały o planowanej publikacji na temat Stowarzyszenia "Wiosna" pojawiły się w mediach już kilka miesięcy temu. W maju br. zarząd organizacji zamieścił w social mediach nagranie, w którym oskarżał "pewną dużą redakcję" o szykowanie krytycznego tekstu pod tezę. Sprawą zajmowali się prawnicy. Czy zatem udało się "Wiośnie" przygotować właściwą komunikację pod kątem nadciągającego kryzysu wizerunkowego?

- Pomimo przewidywanych przykrych konsekwencji, taka wiedza to duża przewaga. W wielu sytuacjach kryzys po prostu wybucha, a nie nadchodzi, nie uprzedza - zwraca uwagę dr hab. Dariusz Tworzydło. - Organizacja mogłaby w pożyteczny sposób wykorzystać ten atut przygotowując kluczowe przesłania, dbając o uspójnienie przekazu wewnątrz stowarzyszenia oraz wyłapując „luki w obronie”. Inna sprawa, że takie działania niekoniecznie muszą zaradzić kryzysowi. Zawsze jednak można dążyć do złagodzenia jego skutków - twierdzi nasz rozmówca.

Co na tym etapie kryzysu mogą zrobić przedstawiciele Stowarzyszenia "Wiosna"? - W obliczu takiej skali zjawiska oraz głębokiego kryzysu zaufania do założyciela Fundacji, księdza Stryczka, nie pozostaje jednak nic innego jak zrezygnować i przekazać zarządzanie któremuś z pozostałych członków zarządu, tak, aby ochronić wizerunek Fundacji i bardzo ważnego społecznie projektu Szlachetna Paczka - wskazuje Klara Banaszewska. - W świecie biznesu Prezes - lider wziąłby odpowiedzialność za swoje czyny i zrezygnował, chroniąc reputację całej organizacji, ale czy tak się stanie w tym przypadku, to tylko czas pokaże - mówi nam dyrektor generalna Grayling Poland.

Opinię Banaszewskiej podziela Zofia Bugajna-Kasdepke. - Stowarzyszenie powinno odsunąć księdza Jacka Stryczka od pełnienia obowiązków do czasu pełnego wyjaśnienia sprawy. Jeśli zarzuty przedstawione w artykule się potwierdzą jedynym ratunkiem wizerunkowym jest odejście obecnego prezesa Szlachetnej Paczki. Powinno się także wdrożyć procedury naprawcze i zatrudnić profesjonalne wsparcie psychologiczne dla pracowników fundacji, zadość uczynić pokrzywdzonym. Nowy zarząd „Wiosny” musi włożyć wiele starań, by stowarzyszenie ponownie przekonało do siebie ludzi - radzi Bugajna-Kasdepke.

Ks. Stryczek zrezygnował z funkcji prezesa

Ksiądz Jacek Stryczek w dniu publikacji tekstu Onetu, popołudniu oddał się do dyspozycji walnego zgromadzenia Stowarzyszenia "Wiosna". Partia Razem złożyła do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez księdza Jacka Stryczka, z art. 218 kk (uporczywe naruszenie praw pracownika).

W piątek po południu ks. Stryczek poinformował, że zrezygnował z funkcji prezesa Stowarzyszenia Wiosna. - - Szlachetna Paczka jest najważniejsza. Tworzyłem ją przez lata razem z Wami. Chciałbym, aby mogła się dalej rozwijać. Trwa kryzys. Jestem odpowiedzialnym liderem i uważam, że nie moja osoba, ale Paczka jest najważniejsza. W związku z tym, w dniu dzisiejszym składam rezygnację z funkcji Prezesa Zarządu Stowarzyszenia Wiosna - stwierdził w oświadczeniu.

- Równocześnie nie zgadzam się ze stawianymi mi zarzutami, a sam tekst uważam za jednostronny. Dzisiaj jednak wszyscy powinniśmy zrobić wszystko dla Szlachetnej Paczki - zaznaczył duchowny.

 

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Kryzys w Stowarzyszeniu "Wiosna". Jak będzie postrzegana „Szlachetna Paczka”?

34 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Przypadek?
Smród zostanie.
49 10
odpowiedź
User
Tymon
"Wiosnę" trzeba oddać w pieczę arcybiskupowi Głódziowi. On będzie wiedział jak poprowadzić...
33 24
odpowiedź
User
Nie udałem mu nigdy, nie dałem nawet zlotowki
Ciekawe w tej sprawie jest jedynie to jak wiele firm im zaufało.

Akcja od samego początku bardzo powierzchowna - pomaganie przez jednorazową paczkę - ochlap. Na pierwszy rzut oka to nikt poważny nie powinien się w angażować w to pośmiewisko.

A jednak.

Co do lidera, no coz takich cwaniaczkow, lasych na szybką popularność nie brakuje. A do kapłaństwa trafiają różni ludzie.

On mi bardzo charektorologicznie przypomina innego showmana w kolortatce - Lemanskiego.
32 38
odpowiedź
User
Zerowy kapitał zaufania już teraz
Wypełnić wszystkie zobowiązania i firmę zamknąć. To wszystko. Świat się nie zawali, a takie "pomaganie" przy jednoczesnym krzywdzeniu innych ludzi do niczego dobrego nie doprowadzi.

Kościół włączyć się powinien o tyle, że odsunąć Stryczka od tego biznesu, a sprawy finansowe niennalezacej przecież do Kościoła firmy, przejąć powinny księgowi Pączki. Dokończyć zobowiązania wynikające z umów i w ciągu roku wszystko zamknąć.

MSWiA ostatecznie może wyznaczyć im zarząd komisaryczny.

Może i dobrze ze coś takiego się wydarzyło, bo ludzie nie świadomi są kuchni trzeciego sektora, a często to jest brutalny biznes. Dużo bardziej niż zwykła nie "charytatywna" firma.
32 20
odpowiedź
User
Nicko
Bang! Jak szlachetna jest ta paczka to już wiemy. Czas na Caritas
24 35
odpowiedź