SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

Kuba Piwowar: na czas epidemii koronawirusa zróbmy sobie "dietę informacyjną" [wywiad]

- Na radzenie sobie z kryzysowymi sytuacjami (czyli taką jak obecnie) mam dość radykalną, ale skuteczną metodę. Trzeba czerpać informacje wyłącznie z oficjalnych, zweryfikowanych źródeł - z Kubą Piwowarem, socjologiem i kulturoznawcą z Uniwersytetu SWPS, rozmawiamy o korzystaniu z mediów w czasie epidemii koronawirusa.

Kuba Piwowar Article

Justyna Dąbrowska-Cydzik, Wirtualnemedia.pl: Jak obecna sytuacja kwarantanny znacznej części mieszkańców kraju, wpłynie na nasze społeczeństwo?

Kuba Piwowar, Uniwersytet SWPS: Przez to, że musimy spędzić dużo czasu we własnym gronie, czy to rodzinnym czy samemu, na wierzch wyjdą rzeczy, które na co dzień były mniej widoczne lub spychane na bok. Mam na myśli np. ogromną wagę i znaczenie pracy opiekuńczej nad dziećmi i starszymi, przypisywana i wykonywana głównie przez kobiety, ale też wszelkie nierówności związane na przykład z dostępem do nowych technologii w kontekście zdalnego nauczania Ale pojawią się też  kwestie związane z pomaganiem sobie, poczuciem wspólnoty losu - wychodzimy np. na zakupy i robimy je sąsiadom, umilamy sobie wspólnie czas ćwiczeniami online, medytacjami czy zwykłą rozmową.

Jak kwarantanna wpływa na sposób konsumowania mediów, tych tradycyjnych i społecznościowych?

Obserwując państwa stronę internetową, widzę, że większą popularnością cieszą się dwa rodzaje mediów - telewizja i internet. Tam kierowana jest nie tylko uwaga widzów, ale i budżety reklamowe. Popularnością cieszą się programy informacyjne i transmitowane msze święte. Jeśli chodzi o internet, ludzie chętniej sięgają po serwisy streamingowe, YouTube, serwisy VOD, badania pokazują wzmożone zainteresowanie Facebookiem.

Jak w obecnej sytuacji oceni Pan przekaz polskich mediów? Tonuje nastroje społeczne czy przeciwnie, wywołuje niepokój czy wręcz panikę?

W kontekście tego, jak sprawa jest poważna i jak istotny jest to temat, to uzasadniony jest natłok informacyjny. Jeśli zaś chodzi o ton tych informacji, odnoszę wrażenie, że są przekazywane rzetelnie, choć niekiedy zbyt alarmistycznie. Odpowiadając na Pani pytanie, proponuję zrobić krok w tył i zadać sobie pytanie, jakich informacji teraz potrzebujemy? Co się dzieje, dlaczego się dzieje, jaki to ma wpływ na mnie i co muszę robić. Odpowiedzi na te pytania są w moim odczuciu udzielane.  

Sam natomiast próbuję sobie robić "dietę informacyjną". Przeglądam wiadomości raz, dwa razy dziennie, nie częściej, tak aby nie nakręcać się ilością informacji.

Pana zdaniem ta "dieta informacyjna" to dobry sposób na poradzenie sobie z obecną sytuacją tym osobom, które mocno się niepokoją?

To wręcz jedyny sposób. Na radzenie sobie z kryzysowymi sytuacjami (czyli taką jak obecnie) mam dość radykalną, ale skuteczną metodę. Trzeba czerpać informacje wyłącznie z oficjalnych, zweryfikowanych źródeł - czyli WHO, Ministerstwo Zdrowia, inne rządowe i międzynarodowe instytucje., sprawdzone, rzetelne media. Jeśli mamy kompetencje, to możemy dołożyć do tego ośrodki badawcze, czasopisma naukowe publikujące wyniki badań. I tyle. Każde inne źródło będzie już interpretacją rzeczywistości i może wprowadzać szum, szczególnie, jeśli brakuje nam kompetencji, żeby oddzielać go od wartościowych treści.

Pamiętam, że w ciągu godziny od wprowadzenia przez rząd kolejnych obostrzeń związanych z przemieszczaniem się po mieście rozmawiałem z kilkoma znajomymi, którzy jak ja lubią biegać. O tym, że możemy biegać na świeżym powietrzu dalej, dowiedzieliśmy się właśnie ze źródeł oficjalnych, choć początkowo nie były one wolne od niejasności. Zatem korzystajmy z mediów i oficjalnych źródeł, raczej rzadko, na pewno krytycznie, tylko w celu zdobycia informacji, a nie po to, żeby budować jakąś sensacyjną narrację i przekazywać ją dalej.

Twórcy fake newsów mają teraz spore pole do popisu. Od tygodni w sieci krążą przeróżne fałszywe informacje czy teorie spiskowe na temat koronawirusa. Kto Pana zdaniem jest dziś na nie najbardziej podatny?

Jeśli chodzi o fake newsy w sytuacji kryzysowej, one są wbrew pozorom ostrzem wielowymiarowym. Nie chodzi bowiem tylko o fake newsy, które rozprzestrzeniają się wyłącznie  w internecie. Fałszywe informacje krążą pocztą pantoflową, ludzie je sobie przekazują. "Znajomy ma syna, który pracuje w…  (tu pada jakaś nazwa źródła około rządowego), usłyszał, że od jutra będą zamknięte wszystkie sklepy…".  Takie "informacje" krążyły po Polsce kilkanaście dni temu, nie tylko za pośrednictwem internetu.

Wzmożona aktywność fake newsów jest w ogóle odpowiedzią na tę kryzysową sytuację, w jakiej się znaleźliśmy. Internet daje nam bezpośredni i szybki dostęp do informacji, korzystają z niego dzisiątki milionów ludzi w Polscwe. Stąd prawdopodobieństwo trafienia na fake newsa tam jest bardzo wysokie, wiele osób albo je tworzy, albo dzieli się nimi, albo omawia z bliskimi przy kolacji. Dlatego tak jak mówiłem - korzystajmy tylko ze sprawdzonych źródeł informacji, dla zabawy - może memy?

Memy i inne śmieszne treści mogą być teraz pomocne w rozładowywaniu napięcia?

Jak najbardziej, to dobry pomysł. Oczywiście, nie jeśli jest skierowany przeciwko komuś konkretnemu czy jakiejś grupie. Jeśli to humor z sytuacji, przywary, cechy, zjawiska, to jak najbardziej OK.

Wracając jeszcze do fake newsów. Załóżmy, że ktoś znajomy czy z rodziny zarzuca nas linkami do różnych teorii spiskowych o koronawirusie, które już na pierwszy rzut oka są niewiarygodne. Co odpowiedzieć takiej osobie? Próbować wyjaśniać, polemizować? Jaką strategię przyjąć, by przestała w fake newsy wierzyć?

Ta "infodemia" może być zastopowana dokładnie w ten sam sposób, co epidemia choroby. Nie przekazujemy patogenu dalej. Jeśli ktoś nam mówi jakąś rzecz, to nasze zadanie polega na tym, żeby nie przekazywać jej dalej. Nie udostępniamy, nie lajkujemy, nie komentujemy, nie przesyłamy nikomu. Podejmując z twórcami i twórczyniami fake newsów dyskusję, w pewien sposób je legitymizujemy. Czasem wdając się w nawet logiczną rozmowę z ludźmi, którzy szukają teorii spiskowych w tym co się dzieje, możemy po prostu ugrzęznąć i stracić niepotrzebnie czas. A cała dyskusja i tak nie ma sensu.

Absolutnie nie należy przekonywać kogokolwiek, żeby zmienił zdanie na temat fake newsów. Osoby, które wierzą w teorie spiskowe, nie dadzą się przekonać, że jest inaczej. Z kolei osobom, które nie wiedzą już, w co mają wierzyć, możemy zaproponować okres kwarantanny informacyjnej. Powiedzmy im: "niezależnie od tego, czy to spisek czy nie, umówmy się, że przez najbliższe dwa, trzy tygodnie nie będziemy w takie rzeczy wierzyć. Dla świętego spokoju patrzymy tylko na źródła oficjalne". Nie musimy się zgadzać na dyskusję wokół fake newsów i teorii spiskowych, możemy - z uporem maniaka - przekierowywać do źródeł oficjalnych. To o wiele bezpieczniejsze, racjonalne i rozsądniejsze, niż korzystanie z szumu informacyjnego, który może spowodować niepotrzebny zamęt.

W social mediach roi się od apeli, by zachowywać zasady bezpieczeństwa. Popularność zdobywają hasztagi #zostańwdomu i tym podobne. Czy w obecnym czasie każdy z nas może być influencerem  w tym sensie, że wpłynie na postawę innych?

Zdecydowanie największymi influencerami w naszym życiu są najbliżsi, bo to na ich zdaniu w ostateczności powinno nam zależeć. Cała aktywizacja online, hasztagi i zachęty do pozostania w domu setek zwykłych ludzi, oferujących np. wspólne medytowanie, jogę, czytanie wierszy,  pokazuje że jesteśmy w sytuacji bezprecedensowej, a z drugiej strony potrzebujemy kontaktów z innymi ludźmi i wzajemnego wsparcia. Trzeba to razem przejść i przeczekać i to dobrze, że pcha nas ku sobie. Korzystając z chwili refleksji pamiętajmy jednak, że nie wszyscy  mogą sobie na to pozwolić: mam na myśli nie tylko lekarki i pielęgniarzy, którzy walczą z wirusem na pierwszej linii frontu, ale też osoby bezdomne, dla których hasztag #zostańwdomu może być ponurym żartem, albo osoby, dla których jest to zwyczajnie okres, w którym nie zarabiają - wiele z nich będzie musiało zamknąć swoje biznesy, wpadnie w kłopoty finansowe. Jeśli nas okres izolacji nie dotyka zbytnio, zastanówmy się, w jaki sposób - nie tylko duchowo, ale też finansowo - możemy wesprzeć lokalne sklepy, piekarnie, księgarnie, instytucje kultury oraz bliższych i dalszych znajomych, których życie zależy od zleceń, a których teraz zwyczajnie nie mają.

Myśli Pan, że obecne zachowania, gesty solidarności i wsparcia w social mediach, rozsądne korzystanie z social mediów, zostaną z nami na dłużej? Ile z tego zostanie, kiedy minie epidemia?

Ciekawe pytanie. Zawsze w sytuacji wzmożenia zadajemy sobie pytanie, co będzie, kiedy minie. Takich przykładów w najnowszej historii mamy sporo - przypomnijmy sobie zamach na WTC czy czas śmierci Jana Pawła II. Wtedy jednak nie było w zasadzie mediów społecznościowych, więc sytuacja była nieporównywalna.

Dla części ludzi korzystanie z technologii takich jak połączenia telekonferencje  sprawi, że zobaczą w nich ciekawą wartość i zechcą wykorzystywać je już po okresie izolacji. Obecna sytuacja ma szansę przemodelować nasze myślenie nie tylko o mediach społecznościowych, ale i rzeczywistości, która nas otacza. Liczę na głębokie analizy wybitnych humanistów i badaczek, ale też spokojny namysł każdej i każdego z nas nad tym, co jest dla nas nieco bardziej ważne, a co już niekoniecznie.

Nie będąc jednak przesadnym optymistą, myślę, że dla większości z nas sprawy dosyć szybko wrócą do tego, jak wyglądały przed pandemią.

Dziękuję za rozmowę.


Kuba Piwowar - doktorant w Katedrze Kulturoznawstwa, socjolog. Ekspert z zakresu technologii, big data, etyki w analizie danych. Zajmuje się kulturowymi i społecznymi aspektami rozwoju sztucznej inteligencji oraz algorytmiczną kulturą. W obszarze jego zainteresowań pozostaje także rola technologii w społeczeństwach, a także to w jaki sposób algorytmy regulują nasze odbieranie kultury, relacje międzyludzkie, wybory konsumenckie i polityczne. Na Uniwersytecie SWPS prowadzi zajęcia z zakresu badania mediów i nowych mediów.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Kuba Piwowar: na czas epidemii koronawirusa zróbmy sobie "dietę informacyjną" [wywiad]

4 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Margot
Dzień dobry.

Mam na imię Margot. Jestem specjalistą w publikowaniu artykułów na różnych stronach internetowych.

Czy Pan/Pani byłaby zainteresowany (a) wzajemną i korzystną współpracę? Przed tym jak rozpocząć, proszę wypełnić kwestionariusz, który pomoże wyjaśnić wszystkie szczegóły współpracy: https://forms.gle/e9N9wKTw6PPTCGm69

Kwestionariusz nie jest długi, nie zajmuje więcej niż 3 minuty. Wszystkie odpowiedzi będą korzystni, żeby przyspieszyć naszą współpracę i wszystko wyjaśnić.

Dziękuję bardzo za odpowiedzi i mam nadzieję na długą i owocną współpracę.

Jeśli Pan/Pani ma pytania dotyczące kwestionariusza lub czegoś innego, jestem gotowa pomóc w każdej sytuacji.

Z poważaniem,

Margot
odpowiedź
User
Tech
Czy "dieta kapuściana" to dieta, na której unika się kapusty? Nie, wręcz przeciwnie. Właśnie dlatego nie chodzi o "dietę informacyjną", lecz raczej o odwyk, dietę niskonewsową czy coś takiego.

Poza tym ok :)
odpowiedź
User
JJ
To na czas pandemii, rob pan sobie regularne lewatywy.
odpowiedź
User
Kuba
Mhm. A dieta wegetariańska polega na jedzeniu warzyw, owoców, nasion i nabiałum, czy na nie jedzeniu mięsa?
odpowiedź