SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Paweł Tyszkiewicz (SAR): Organizatorom przetargów sugerujemy opłaty ryczałtowe na rzecz agencji

- SAR namawia organizatorów przetargów do stosowania opłaty ryczałtowej na rzecz agencji w wysokości 4 tys. zł, która ma być m.in. rękojmią, że reklamodawca nie odstąpi od przetargu bez wystarczająco ważnych powodów - mówi nam Paweł Tyszkiewicz, pełnomocnik zarządu Stowarzyszenia Komunikacji Marketingowej SAR.

Paweł Tyszkiewicz

Paweł Tyszkiewicz

Z Pawłem Tyszkiewiczem rozmawialiśmy za sprawą przetargu na obsługę marki Porsche, w którego finale agencja Brainshake przegrała z V&P, która już wcześniej obsługiwała ten projekt. Rozstrzygnięcie przetargu nie spodobało się Łukaszowi Smolińskiemu, wiceprezesowi Grupy andmore, do której należy Brainshake. Na swoim profilu na Facebooku Smoliński upublicznił korespondencję pomiędzy jego firmą a Volkswagen Group Polska, jak również zasugerował, że Volkswagen powinien pokryć koszty uczestnictwa jego agencji w przetargu. Zażądał zwrotu 5 tys. zł netto. Sprawa ta podzieliła branżę. - Burza wokół przetargu na obsługę Porsche i kłótnia pomiędzy Brainshake a Volkswagenem pokazuje, że polski rynek wciąż nie ma wypracowanych odpowiednich standardów - komentowali eksperci na łamach Wirtualnemedia.pl (więcej na ten temat).

Jakie działania w celu uregulowania rynku przetargów powinny podejmować organizacje branżowe? - SAR namawia organizatorów przetargów do opłaty ryczałtowej w wysokości 4 tys. zł. Ta opłata jest traktowana jako zwrot części kosztów zewnętrznych i jest raczej rękojmią, że reklamodawca nie odstąpi od przetargu bez wystarczająco ważnych powodów. Innymi słowy ta opłata jest deklaracją intencji i oznaką dla agencji, że warto się w taką procedurę zaangażować. Natomiast, jeżeli występują przesłanki, że przetarg został ogłoszony bez woli jego zakończenia, lub został odwołany z przyczyn leżących po stronie klienta, w takich sytuacjach SAR wzywa do pokrycia rzeczywistych kosztów poniesionych przez agencje. Zwykle takie koszty oscylują między 40 a 60 tys. zł, a bywają znacznie wyższe - mówi Tyszkiewicz.

Tyszkiewicz podkreśla jednak, że SAR może jedynie namawiać reklamodawców do stosowania opłat, ale nie może ich narzucić. - SAR od ponad 10 lat promuje standardy przetargowe w postaci Pitch Guidline, podpisane przez WFA i EACA. W tym dokumencie dwie organizacje reprezentujące obie strony stołu uzgodniły stwierdzenie, że decyzja w sprawie odpłatności leży po stronie organizatora przetargu. Trudno sobie wyobrazić, żeby było inaczej, i żeby organizacja taka, jak SAR jednostronnie ogłosiła finansowe warunki przetargowe. Byłoby to niezgodne z prawem i nosiło znamiona zmowy cenowej - mówi Tyszkiewicz.


Z Pawłem Tyszkiewiczem, dyrektorem i pełnomocnikiem zarządu Stowarzyszenia Komunikacji Marketingowej SAR rozmawiamy o działaniach organizacji branżowych, dotyczących poprawienia standardów przy organizowaniu przetargów.


Krzysztof Lisowski: Czy do SAR wpłynęły jakiekolwiek oficjalne skargi w kwestii ew. nieprawidłowości przy przetargu na obsługę marki Porsche, którego przebieg i wynik nie spodobał się właścicielowi agencji Brainshake?

Paweł Tyszkiewicz, pełnomocnik zarządu i dyrektor Stowarzyszenia Komunikacji Marketingowej SAR: Żadna z potencjalnie zainteresowanych stron nie wystąpiła do sądu koleżeńskiego Stowarzyszenia Komunikacji Marketingowej SAR z prośbą o ocenę tej procedury czy zachowań uczestników. Dlatego też w tej sytuacji trudno byłoby ocenić ten konkrety przypadek. Doszły do nas jednakże głosy, że pewne standardy ważne dla środowiska były zachowane (znana była lista zaproszonych agencji oraz budżet, wspólny briefing dawał równe szanse wszystkim uczestnikom).

Mimo to w branży rozgorzała dyskusja na temat standardów podczas organizowania przetargów. Ci, którzy stanęli po stronie szefa agencji Brainshake wskazują np., że przetargi zbyt często są po prostu odwoływane...

Przetargi ogłaszane bez należytej staranności (i to raczej nie jest przypadek tego konkretnego przetargu), czasami bez wiedzy osób uprawnionych do podejmowania zobowiązań, bez budżetu, są rzeczywiście często odwoływane, przez co narażają uczestników na znaczne koszty i niepotrzebne ryzyko biznesowe. Takie działania są nie tylko nieetyczne, ale również niezgodne z art. 3.1. „Ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji”. Mówi on, że „czynem nieuczciwej konkurencji jest działanie sprzeczne z prawem lub dobrymi obyczajami, jeżeli zagraża lub narusza interes innego przedsiębiorcy lub klienta”.

Pojawiają się głosy, że organizacje branżowe zbyt słabo piętnują złe praktyki związane z przetargami. Jakie konkretnie działania podejmuje SAR na tym polu?

SAR namawia organizatorów przetargów do opłaty ryczałtowej w wysokości 4 tys. zł. Ta opłata jest traktowana jako zwrot części kosztów zewnętrznych i jest raczej rękojmią, że reklamodawca nie odstąpi od przetargu bez wystarczająco ważnych powodów. Innymi słowy ta opłata jest deklaracją intencji i oznaką dla agencji, że warto się w taką procedurę zaangażować. Natomiast, jeżeli występują przesłanki, że przetarg został ogłoszony bez woli jego zakończenia, lub został odwołany z przyczyn leżących po stronie klienta, w takich sytuacjach SAR wzywa do pokrycia rzeczywistych kosztów poniesionych przez agencje. Zwykle takie koszty oscylują między 40 a 60 tys. zł, a bywają znacznie wyższe.

Jak ta kwestia rozwiązywana jest na świecie?

Stowarzyszenie Komunikacji Marketingowej SAR od ponad 10 lat promuje standardy przetargowe w postaci Pitch Guidline, podpisane przez WFA (World Federation of Advertisers) i EACA (The European Association of Communication Agencies).
W tym dokumencie dwie organizacje reprezentujące obie strony stołu uzgodniły stwierdzenie, że decyzja w sprawie odpłatności leży po stronie organizatora przetargu. Trudno sobie wyobrazić, żeby było inaczej, i żeby organizacja taka, jak Stowarzyszenie Komunikacji Marketingowej SAR jednostronnie ogłosiła finansowe warunki przetargowe. Byłoby to niezgodne z prawem i nosiło znamiona zmowy cenowej. Z drugiej strony są obszary, takie jak Brand Design, gdzie duża liczba firm nie godzi się uczestniczyć w „darmowych przetargach”. Istnieje wreszcie taki rynek jak szwedzki, gdzie agencje i reklamodawcy umówili się, że nie ma darmowych przetargów kreatywnych. Warto jednak pamiętać, że istnieje tam organizacja Association of Swedish Advertisers, która reprezentuje na rynku reklamodawców, co pozwala na dokonywanie ogólnobranżowych uzgodnień.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Paweł Tyszkiewicz (SAR): Organizatorom przetargów sugerujemy opłaty ryczałtowe na rzecz agencji

7 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
ad_veteran
święte słowa! 100% racji!!!
8 8
odpowiedź
User
Sara
W tej chwili pokrycie kosztów udziału agencji w przetargu wyobrażam sobie jedynie, jeżeli Kammel wystartuje po budżet TVP. Tylko ta relacja oparta jest o wzajemne zrozumienie i poszanowanie stron oraz uwzględnienie celów biznesowych strony słabszej i wykosztowującej się. Te standardy powinny być przedstawiane jako najlepsza praktyka dla branży.
12 9
odpowiedź
User
Bartłomiej Juszczyk
Dokument w postaci "kodeksu etycznego" o którym wspomina Pan Tyszkiewicz, można przecież czasem podesłać organizatorowi przetargu jako agencja, w momencie gdy jego warunki, czy tryb prowadzenia wzbudza wątpliwości. Nie widzę w tym zachowania pozbawionego kultury, a i owszem, kilkukrotnie tak uczyniłem, przy czym raz Klient po zapoznaniu się z nim, zmienił zasady przetargu. Czasem warto.
9 8
odpowiedź
User
Konsultant
Nie rozumiem w czym branża reklamowa ma się różnić od każdej innej? To samo zjawisko występuje w budownictwie, usługach księgowych, doradztwie i pewnie dziesiątkach innych branż. Każdy ma wkalkulowane ileś tam ofert nietrafionych lub olanych przez klienta a częścią wiedzy branżowej jest wiedza o tym, którzy klienci są poważni i wymagają poważnego podejścia do tematu a którzy po raz fafnasty czochrają rynek żeby dowiedzieć się czegoś za darmo i w związku z tym dostają generyczne oferty ze zmienionym nagłówkiem a na prezentacje do nich wysyła się C-Team. Tak było, jest i będzie zawsze i nikomu do głowy nie przychodzi jakieś pokrywanie kosztów przygotowywania ofert. To co zrobiła osoba upubliczniająca korespondencję z klientem i jęczenie o zwrot kosztów udziału w przetargu w mojej branży byłoby zawodowym samobójstwem. Zaciskasz zęby, rzucasz parę przekleństw pod nosem, trzaskasz drzwiami swojej Panamery i jedziesz włazić w tyłek innemu klientowi.
8 10
odpowiedź
User
małe be
"Konsultant" napisał(a): Nie rozumiem w czym branża reklamowa ma się różnić od każdej innej? To samo zjawisko występuje w budownictwie, usługach księgowych, doradztwie i pewnie dziesiątkach innych branż. Każdy ma wkalkulowane ileś tam ofert nietrafionych lub olanych przez klienta a częścią wiedzy branżowej jest wiedza o tym, którzy klienci są poważni i wymagają poważnego podejścia do tematu a którzy po raz fafnasty czochrają rynek żeby dowiedzieć się czegoś za darmo i w związku z tym dostają generyczne oferty ze zmienionym nagłówkiem a na prezentacje do nich wysyła się C-Team. Tak było, jest i będzie zawsze i nikomu do głowy nie przychodzi jakieś pokrywanie kosztów przygotowywania ofert. To co zrobiła osoba upubliczniająca korespondencję z klientem i jęczenie o zwrot kosztów udziału w przetargu w mojej branży byłoby zawodowym samobójstwem. Zaciskasz zęby, rzucasz parę przekleństw pod nosem, trzaskasz drzwiami swojej Panamery i jedziesz włazić w tyłek innemu klientowi.


akurat pracuje w innej branży i staram się szanować czas innych i nie zawracać dupy jeśli rzeczywiście nie chce skorzystać z usług czy kupić. niestety jest wielu takich co chcą kupić coś za 1000 pln i rozsyłają zapytania do osiemnastu firm a przecież kupują w jednej. nic by mnie to nie obchodziło, gdyby nie fakt, że jak chce coś kupić to wręcz czuje nastawienie sprzedawcy. nie musi mi wprost powiedzieć: kurna zawraca głowę a i tak kupi tak gdzie dostanie 20 pln upustu. czuje to 'zaangażowanie' sprzedawcy. jeszcze pare lat temu dzwoniłem do znajomej firmy i towar miałem na jutro. ja nie naciskałem że ma być taniej a oni rewanżowali się wysokim poziomem obsługi. dziś czekam na kilka ofert tydzień i nie można się doprosić. do dupy to jest powiadam. nie tym się powinienem zajmować bo mój czas też kosztuje. ale to jest właśnie konsekwencja podejścia do interesów wyłącznie przez pryzmat cyferek ponieważ dookoła wszyscy niemal tak robią ja jestem tego ofiarą. czy jest wyjście z tej sytuacji? oczywiście. zacznijmy się zachowywać jak trzeba i nie cwaniakujmy a po jakimś czasie wokół nas życie stanie się łatwiejsze
10 8
odpowiedź