Edward Miszczak: nie mamy obsesji na punkcie TVN czy TVP

– My zajmujemy się sobą, a nie ciągłym przyglądaniem się konkurencji. To co, mamy nic nie puszczać o 20:00 czy 20:30, bo konkurencja ma tam akurat jakiś serial? Każdy ma swoją ofertę i każdy ma coś widzom do zaoferowania – finalnie decyduje widz – mówi nam Edward Miszczak, dyrektor programowy Polsatu.

Patryk Pallus
Patryk Pallus
Udostępnij artykuł:
Edward Miszczak: nie mamy obsesji na punkcie TVN czy TVP
Fot. Jacek Kurnikowski/AKPA/Polsat

Lidia Kazen czy Nina Terentiew?

Znam obie, ale nie zamierzam ich porównywać. Nina to jest legenda telewizji, a Lidia jest szefem programowym w konkurencyjnej stacji.

Pytam, bo w TVN konkurował pan z Polsatem Niny Terentiew, a teraz w Polsacie konkuruje pan z TVN-em Lidii Kazen. Co jest większym wyzwaniem?

Odpowiem panu tak: fajnie buduje się programming Polsatu… Gdy przychodziłem do Polsatu, nie znałem tej firmy. Miałem jakieś wyobrażenia na jej temat, ale nie wiedziałem, jak wygląda od środka. Dlatego przez pierwszy rok poznawaliśmy się z firmą, dzisiaj już razem budujemy i patrzymy tylko na nasze ramówki, a konkurujemy z całym rynkiem…

Zna pan TVN, zna pan Lidię Kazen. Konkurować z TVN-em jest łatwiej?

To prawda, że jako jedyna duża telewizja w zeszłym roku odnotowaliśmy wzrost. Ale tak jak mówiłem, konkurujemy z całym rynkiem, też z TVP, streamingami, YouTube, social mediami, grami, podcastami itp. Konkurujemy o czas i zaangażowanie. Dyrektor programowy nie podejmuje dziś samodzielnie decyzji: są zarządy, dyrektorzy finansowi, budżety. Sposób zarządzania radykalnie się zmienił. 

Kiedy przyszedłem do Polsatu, byłem sam, bez zespołu. Po roku dołączył Piotr Ochalski, z którym pracowałem w TVN. Nie potrafię pracować ani w pojedynkę, ani w duecie, dlatego chciałem zbudować zespół. I to mnie najbardziej cieszy. Że mamy w Polsacie Ulę Jastrząb, Ewę Brzózkę, Eryka Szulejewskiego czy Pawła Iwanickiego z Polsat Media i wielu innych, nasz zespół programowy.


Spotykamy się, dyskutujemy, analizujemy, cieszymy się z sukcesów. Ludzie mają poczucie wspólnoty redakcyjnej, a ramówka jest wynikiem naszej grupowej mądrości, czasami głupoty, odwagi, ale też rozwagi… Następnie prezentujemy ramówkę zarządowi i praktycznie co chwila analizujemy z działem finansowym, czy nam się ten biznes opłaca. Jest to ogromna, świetnie naoliwiona maszyna.

Nina Terentiew jest już poza radą nadzorczą, ale odpowiadała za ostatniego sylwestra. Czy jeszcze będzie zajmować się koncertami w Polsacie?

Wiem, że zrobiła z ogromnym sukcesem kolędy w Rzeszowie. Były najlepsze na rynku. Urok Polsatu polega na tym, że nie jest stuprocentowo warszawski, ale pojawiamy się w różnych miastach. W Gdyni niedawno zrealizowaliśmy koncert na rocznicę powstania miasta – 35 tysięcy ludzi stało na mrozie i bili brawo. Polsat zawsze stał eventami i tak pozostanie.

Pamiętam sylwestra w Gdyni sprzed lat, którego Polsat wygrał pod względem oglądalności. Ostatnio w sylwestra jednak triumfowała telewizja publiczna. Dlaczego tak się stało?

Zależy, z której perspektywy pan patrzy. Bo gdyby do procentów i ratingów dołożyć jeszcze budżety, to obraz wyglądałby inaczej.

Słyszałem, że budżety TVP były astronomiczne. W Polsacie ogląda się każdą złotówkę?

Tak jak przystało na stację komercyjną. Problem w tym, że czy rządzi jedna czy druga partia, to w TVP nie bardzo chyba liczą się z pieniędzmi. Gdy gwiazda dostanie znacznie więcej za swój występ niż się spodziewała, już zawsze będzie chciała takich pieniędzy. To psucie rynku.

Proszę zwrócić uwagę, ile gwiazd śpiewających podczas naszego zwycięskiego sylwestra zostało zakontraktowanych przez TVP. Obydwaj wiemy, że pewnie za inne stawki.

Polsat wprowadza pasmo premier codziennych o 21:30, tak od lat jest w TVN. Inspirujecie się konkurencją?

My raczej wydłużamy nasz prime time. Ale pewne zasady i schematy są oczywiste – obie stacje mają np. mocne pasma serialowe przed serwisami informacyjnymi. Kiedyś w TVN budowaliśmy "Fakty", ale zapomnieliśmy, że przed nimi była meksykańska "Esmeralda" – to ona przyciągała widzów, tak samo będzie z "Farmą". Już staje się hitem ramówki – jest o 20:30, przed nią o 19:55 "Milionerzy". Razem budują mocne pasmo i będą budowały widownię dla naszych kolejnych pozycji w ramówce.

Postawienie na emisję "Milionerów" i "Farmy" w czasie "Na Wspólnej" i "The Floor" to gra na nosie TVN?

Przecież "Milionerzy" są o 19:55, a "Farma" o 20:30. My zajmujemy się sobą, a nie ciągłym przyglądaniem się konkurencji. To co, mamy nic nie puszczać o 20:00 czy 20:30, bo konkurencja ma tam akurat jakiś serial? Każdy ma swoją ofertę i każdy ma coś widzom do zaoferowania – finalnie decyduje widz.

Nie mamy obsesji TVN czy TVP – na rynku jest o wiele więcej podmiotów, z którymi konkurujemy. Nie patrzymy pod tym kątem na konkurencję. Zwracamy uwagę tylko na to, ilu widzów i jak długo będzie oglądało Polsat.


Jeśli pan potrzebuje leada to powiedzmy, że jest to pokaz siły Polsatu. My nigdy się nie zgodzimy na drugie miejsce. Może nam się czasami nie udać, ale zawsze będziemy walczyć o pierwsze miejsce. Konkurencja wystartowała dwa tygodnie wcześniej niż zwykle. Wiem, ile to kosztuje. Zwyczajowo ramówki ruszały 1 marca, a teraz już w połowie lutego. Cóż, kto bogatemu zabroni?

Czy godzina 21:30 nie jest zbyt późna na premierowe pozycje?

Wierzę, że nie. "Milionerzy" o 19:55 bardzo dobrze się oglądają, "Farma" o 20:30 jest i będzie jeszcze większym sukcesem. I po nich wchodzimy z kolejnymi pozycjami.

Życie się skomplikowało, ludzie dziś chodzą spać później. Polsat miał mocniejszą pozycję poza wielkimi miastami, dzisiaj jest coraz mocniejszy również w nich. Konkurencja znowu marzy, żeby wejść tam gdzie dotychczas najsilniejszy był Polsat.

Edward Miszczak

Jedna grupa widzów nie oznacza dzisiaj sukcesu. Polsat stawia na rozrywkę dla każdego członka rodziny jak np. "Taniec z gwiazdami", "Must Be the Music", "Nasz nowy dom".

Oglądanie telewizji – szczególnie naszych polsatowych programów – to często jest jedyny moment, gdy cała rodzina jest razem i swobodnie rozmawia, nie tylko na tematy związane z codziennością... Po to szczerze mówiąc pracujemy w Polsacie, chcemy dostarczać ludziom wytchnienia, relaksu i dobrej zabawy.

Na emisję w telewizji czekają seriale, które były kiedyś pokazywane w waszym streamingu. Kiedy na antenę trafi drugi sezon "Braci" czy "Zakładnicy"?

Te tytuły jeszcze chwilę muszą poczekać. Wiosną pokażemy "Sortownię" – koprodukcję z Canal+. Można ją również oglądać w Polsat Box Go. Streaming uzupełnia telewizję i wzajemnie. Fajnym przykładem jest tutaj "Znachor" Netfliksa, który osiągnął dwa sukcesy – jeden w streamingu i drugi w Polsacie.

Czy będziecie kręcić kolejne seriale cotygodniowe?

Mamy trzy duże seriale, które czekają na swoją kolej do emisji. Ale dziś stacji mainstreamowych nie stać na samodzielną produkcję dużego serialu i nie ma to sensu. Dlatego stawiamy na koprodukcje. Dzięki temu kontent może mieć różne okna emisji: najpierw streaming, potem telewizja.

W tym roku powstanie jakaś koprodukcja serialowa z udziałem Polsatu?

Pracujemy z jednym z serwisów straemingowych nad wspólnym serialem.

Na wiosennej konferencji ogłosiliście, że Polsat był w zeszłym roku numerem jeden w grupie wszystkich widzów, tych w wieku 16-59 i 16-34. TVN szybko wysłał komunikat, że uwzględniając oglądalność z przesunięciem czasowym, to oni są liderem.

A jak jeszcze dodamy Kowalskiego, który na polu namiotowym włączył telewizor, to już wygrywają na pewno. Najważniejsze, że tak naprawdę cały czas, miesiąc po miesiącu rośniemy. Trzeba mieć odrobinę poczucia humoru.

Różnice nie są wielkie. Czy taka licytacja ma sens?

Z naszej strony to poczucie humoru. A u nich, boże, jakie przejęcie! Pokazali grafikę ze słupkami w stylu Kurskiego, a my odpowiedzieliśmy żartem, absurdalnie przeskalowanym wykresem.

Pochwaliliście się też tym, że macie milion obserwujących na TikToku, największe udziały w interakcjach wideo na Instagramie i Facebooku.

Polsat to kompletna grupa medialna. Mamy i linearną telewizję, i streaming Polsat Box Go, i Interię, Netię, i sieć Plus. Telewizja i internet to po prostu inne sposoby dystrybucji tego samego contentu.

Dzięki nim otaczamy widzów lub użytkowników naszymi programami i gwiazdami przez cały dzień. Grupa, w której pracuję, jest potężna i jeśli tylko, nad czym teraz pracujemy, połączymy te wszystkie naczynia w jeden wielki strumień, będziemy mocni na rynku mediów przez lata.

Co się zmieniło po sądowym potwierdzeniu sukcesji w grupie? Piotr Żak był już wcześniej prezesem.

Piotr to człowiek wychowany bardziej na internecie niż na telewizji. Próbuje nadać nowy kierunek. Ma świeże spojrzenie. Trochę rywalizujemy w kontekście telewizja a online – i mamy tego świetny efekt. Wystarczy spojrzeć na wyniki "Tańca z Gwiazdami". Ja myślę bardziej o znanych aktorach z filmu czy telewizji, on bardziej o ludziach social mediów. I w ten sposób świetnie się uzupełniamy.

W Polsacie mamy więc gorący tygiel, wspólnie dyskutujemy nad strategią, gwiazdami, programami… To żywy brainstorming.

W nowej edycji "Tańca z gwiazdami" będzie aż dwóch influencerów. Ten program nie istnieje już bez influencerów?

Nie dzielimy tego w ten sposób, że jest dwóch influencerów, trzech influencerów, pięciu aktorów czy cztery aktorki. Wybieramy ludzi, którzy bardzo chcą zatańczyć. To będzie edycja z najwyższej półki.

W "Tańcu z gwiazdami" nie chodzi o to, czy ktoś jest wielkim aktorem, tylko o to czy kości mu nie strzelą, gdy będzie tańczył. Ten program to gigantyczny wysiłek fizyczny, w czasie treningów traci się parę kilogramów.

Edward Miszczak

Poprzednią edycję wygrał Mikołaj "Bagi" Bagiński. Jaki Polsat ma na niego pomysł?

Planujemy większą historię programową z Bagim, ale musimy na to jeszcze poczekać. Bagi to nie jest zwyczajny influencer. Na jego przykładzie widać, że kończy się czas clikbaitów, a coraz ważniejszy jest emocjonalny stosunek do contentu.

Ludzie zobaczyli, jak Bagi traktuje swoją siostrę i inne osoby, dlatego na niego zagłosowali i wygrał. Zdobył miłość widzów.

"Taniec z gwiazdami" istnieje w telewizji już ponad 30 lat. Z czego wynika sukces tego programu?

To rodzaj współczesnej olimpiady połączonej troszkę z talk-show, z tabloidami, analizującymi czy spojrzenie między uczestnikami oznacza przyjaźń czy romans.

Wiele medialnych tytułów wyrosło na komentowaniu zdarzeń z telewizji. Sukces "Tańca" bierze się stąd, że nie tylko stacja zajmuje się promocją tego, co się dzieje w programie. Jak pojawiłem się w Polsacie, to "Taniec" notował 7 proc. udziału w rynku, a teraz ma 14 proc. Ładny wzrost. To efekt dobrych ludzi od produkcji, przestrzegania zasad castingu i pomysłu na każdy odcinek z osobna. Jest to ogromna, codzienna praca.

Na ile to pan decyduje o składzie uczestników?

To praca zespołowa. Ja decyduję, kiedy trudno się porozumieć, jak nie ma porozumienia. Jak coś się nie uda, to potem mówią, że to moja wina.

Mówił pan podczas konferencji, że inne stacje chętnie sięgają po gwiazdy z Polsatu. Kogo miał pan na myśli?

Przeczytałem, że znana tancerka i jej partner będą prowadzić program w telewizji publicznej. Widzę też, że inne stacje zapraszają do siebie zwycięzców naszych programów. Wiem, że ich nie zagospodarujemy, dlatego nie próbuję tego blokować.

Lidia Kazen powiedziała, że gwiazdy Polsatu chcą przejść do TVN, a gwiazdy TVN nie chcą przechodzić do Polsatu. Co pan na to?

Zabawne, jak wspomniałem wcześniej, trochę poczucia humoru nigdy nie zaszkodzi.

Jakie są trzy warunki konieczne, żeby stać się taką gwiazdą telewizji, rozrywki?

Bóg pana musi dotknąć.

Czyli talent wrodzony

Absolutnie.

I pewnie ciężka praca.

Też sporo szczęścia i dużo odwagi. Jak się wypatrzy ten diament, to potem wpada on do szlifierni. Tam można mu nadać innego kształtu, koloru. Ale bez boskiego dotknięcia, nic z tego nie będzie.

Dlaczego tak nagle zakończono serial "Przyjaciółki"? Wątki się urwały.

To był jeden z naszych najważniejszych seriali i decyzja o zakończeniu była na pewno trudna. Jak pan już widzi, mamy inne pomysły na ramówkę i pasmo, w którym były nadawane "Przyjaciółki".

Co z odcinkiem specjalnym, kończącym akcję?

Pracujemy nad takim pomysłem finalizującym wątki z serialu.

"halo, tu polsat" cały czas nadawane jest trzy razy w tygodniu. Będzie w końcu więcej wydań?

Pracujemy, dyskutujemy. Wyniki oglądalności są już przyzwoite. Zbliżamy się do "Pytania na śniadanie". "Dzień dobry TVN", które budowałem wiele lat temu, nie jest jeszcze moim celem. Na razie "halo u polsat" nadawane jest przez trzy dni, a być może jesienią będzie więcej.

"Must be the music" rok temu miało ciężko program leciał, a to podczas meczu, a to podczas debat wyborczych. W tym roku promujecie ramówkę pod hasłem "Must be the Polsat". Chodzi o to, by więcej mówić o tym programie?

Nasza widownia już zobaczyła, że w tym programie nie robimy sobie jaj, nikt nikomu nie wyrządza krzywdy, że jury jest rewelacyjne. Śmiem twierdzić, że najlepsze spośród jury muzycznych show. Świetnie się dopasowali, dowcipkują, prawią sobie złośliwości.

Oglądaliśmy już z zespołem dwa odcinki, podczas, których nie tylko kobiety się wzruszały. Było bardzo dużo radości, wszyscy żałowali, że program, który nie jest wcale krótki, już się kończy. Dla mnie ten program jest definicją rozrywki, już nie tylko telewizyjnej. Jest oglądany wszędzie, w każdej formule.

Czy "Randka w ciemno" jeszcze wróci do Polsatu?

Nie sądzę. Nie ma większego fana powrotu do dawnych formatów niż ja. Ale "Randka w ciemno" jest już chyba passe. To był jeden z pierwszych programów randkowych, potem świat zalały dziesiątki innych. I "Randka" przy nich wypada słabo.

Czy to możliwe, by polskie telewizje tworzyły własne formaty?

To trudne, ale możliwe, polskim formatem jest np. Awantura o kasę. Być może tylko BBC z telewizji ma oddzielny zespół produkcyjny, który się tym zajmuje. Telewizje mają zupełnie inny rytm działania niż grupy producenckie.

Prowadził pan kiedyś rozmowy z więźniami w Polsce i Ameryce Południowej. Chciałby pan jeszcze pojawić się na antenie w roli prowadzącego?

Prowadziłem też program "Urzekła mnie twoja historia", czyli pokazywałem szczęściarzy. Ludzi, którzy stali we właściwym miejscu, gdy działo się coś ważnego. Na czym dziś polega siła podcastu?

Na rozmowie.

Nie ma lepszego gatunku medialnego niż rozmowa. Może jeszcze wrócę do tego. Ale dziś nie wystarczy być rozmawiającym. Trzeba mieć jeszcze cały sztab ludzi, którzy wszystko przygotują.

Zarządzanie programem wciąż pana kręci? Trzeba cały czas śledzić trendy i myśleć, jak trafić do Kowalskiego.

Nadal mnie to kręci. Mam tę przewagę w tej pracy, że myślę nie tylko Excelem. Oczywiście trzeba liczyć, ale program telewizyjny to nie tylko tabelki, ale też emocje. 

Ostatni czas, który spędziłem w medium, gdzie nie liczyły się pieniądze, to był RMF FM. Ówczesny właściciel Stanisław Tyczyński nie przejmował się wydatkami. Chciał, żeby jego radio było najlepsze w sensie programowym. A dzisiaj jesteśmy elementami większych korporacji, grup, analiz finansowych. To wszystko poszło znacznie do przodu. Ale dlatego przyszedłem do Polsatu. To najlepsza telewizja z ludzką twarzą.

Dlatego, że ma polskich właścicieli i nie jest częścią globalnego koncernu?

Myślę, że głównie dlatego.

PRACA.WIRTUALNEMEDIA.PL

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

Biznes Enter z nową dziennikarką. Transfer z "Pulsu Biznesu"

Biznes Enter z nową dziennikarką. Transfer z "Pulsu Biznesu"

Naczelny Money.pl z nową rolą w Wirtualnej Polsce. Awansował też Mateusz Cieślak

Naczelny Money.pl z nową rolą w Wirtualnej Polsce. Awansował też Mateusz Cieślak

Zwrot ws. kupna Warner Bros. Discovery. Nowa oferta Paramount najlepsza, Netflix się wycofuje

Zwrot ws. kupna Warner Bros. Discovery. Nowa oferta Paramount najlepsza, Netflix się wycofuje

Widownia programu "Bez trybu" Justyny Dobrosz-Oracz w TVP Info

Widownia programu "Bez trybu" Justyny Dobrosz-Oracz w TVP Info

Baleriny i power dressing, czyli nowa definicja profesjonalizmu
Materiał reklamowy

Baleriny i power dressing, czyli nowa definicja profesjonalizmu

Hanna Lis poprowadzi wideopodcast "Elle"

Hanna Lis poprowadzi wideopodcast "Elle"