SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

Rachoń, Wenerski, Łęski i Adamczyk wyjaśniają kontakty z hejterką Emilią S. „Gdzie tu złamanie zasad?”

Ujawniono internetowe wiadomości, które w ub.r. dziennikarze Telewizji Polskiej Michał Rachoń, Przemysław Wenerski, Jacek Łęski i Michał Adamczyk wymieniali z Emilią S. uczestniczącą w oczernianiu niektórych sędziów. Dziennikarze zapewniają, że nie naruszyli zasad etycznych, podobnie uważa część publicystów z innych mediów. - Ktoś w tym naprawdę widzi aferę? Gdzie tu złamanie zasad? Innym dziennikarzom tematy przynoszą aniołki? - spytał Wenerski.

Od lewej: Michał Rachoń i Michał AdamczykArticle

W mijającym tygodniu Onet ujawnił internetową korespondencję Emilii S., mocno aktywnej w mediach społecznościowych żony jednego z członków Krajowej Rady Sądownictwa, z kilkoma sędziami, m.in. wiceministrem sprawiedliwości Łukaszem Piebiakiem. Wspólnie omawiali, jak rozpowszechniać materiały mające kompromitować sędziów ze stowarzyszenia Iustitia krytykującego reformy w systemie sądowniczym wprowadzane przez rząd.

Onet i „Gazeta Wyborcza” ustaliły, że Emilia S. dostawała za to wynagrodzenie, formalnie środki na kosmetyki i ubrania. Kobieta o podwyżce dla siebie wspominała w rozmowie z Łukaszem Piebiakiem, a sędziemu Arkadiuszowi Cichockiemu, prezesowi Sądu Okręgowego w Gliwicach, pisała, że chciałaby też dostać pieniądze „na drobiazgi w podziękowaniu dla kilku dziennikarzy”. „Fakt” podał w sobotę, że przelewy od Cichockiego, na kwoty do 1,6 tys. zł, otrzymywał mąż Emilii.

W związku z publikacjami Łukasz Piebiak zrezygnował z funkcji wiceministra, a Zbigniew Ziobro z delegacji w Ministerstwie Sprawiedliwości w trybie natychmiastowym odwołał sędziego Jakuba Iwańca. Natomiast Krajowa Rada Sądownictwa skróciła urlop sędziego Tomasza Szmydta i wezwała go do pilnego złożenia wyjaśnień.

Piebiak, Iwaniec i Szmydt zapowiedzieli w tej sprawie działania prawne wobec Onetu. - Oświadczam, że informacje przedstawione przez Redakcję Onet, który został opublikowany w dniu dzisiejszym zawierają nieprawdę. Nigdy nie napisałem na żadnym komunikatorze, ani nie byłem autorem słów „Radzę się spakować i wypierd...ć” ani pod adresem I Prezes SN ani innych osób. Nie wyrażałem też aprobaty żadnymi słowami odnośnie tego typu wpisów - zapewnił w oświadczeniu ten ostatni. Dodał, że oprócz pozwu cywilnego skieruje prywatny akt oskarżenia o zniesławienie (z art. 212 Kodeksu karnego).

Reportaż „Alarmu!” o sędziom dzięki materiałom od Emilii

W wiadomościach wymienianych wiosną ub.r. przez Emilię S. z Łukaszem Piebiakiem pojawił się wątek reportażu w „Alarmie!” o problemach sędziego Piotra Gąciarka z warszawskiego oddziału Iustitii związanych z kobietą poznaną przez internet.

Materiał wyemitowano w programie pod koniec maja ub.r. Tymczasem Emilia na początku kwietnia ub.r. relacjonowała wiceministrowi sprawiedliwości, że „dziennikarz Wenerski (Przemysław Wenerski to szef redakcji „Alarmu!” - przyp.) złapał kontakt z Panią od sędziego Gąciarka. Może wybuchnie mała afera w programie Alarm”. - Ja się mogę jedynie bardzo cieszyć i być wdzięcznym za tak pięknie i z rozmachem prowadzone czynności. Idzie Pani jak burza :-) - skomentował to Piebiak.

W reportażu „Alarmu!” przedstawiono jedynie wersję Poli F., którą Piotr Gąciarek poznał kilka lat wcześniej przez internet. Kobieta twierdziła, że sędzia z własnej woli dawał je prezenty, a potem dzięki swojej pozycji zawodowej i koneksjom doprowadził do skazania jej za wyłudzenie pożyczki. Gąciarek nie chciał się wypowiedzieć do materiału, za to po jego emisji złożył pozew sądowy przeciw TVP o ochronę dóbr osobistych. We wrześniu ub.r. sąd przychylił się do wniosku pozywającego o zabezpieczenie powództwa i nakazał wstrzymanie dalsze rozpowszechniania reportażu, co w praktyce oznaczało, że usunięto go z serwisu internetowego TVP.

Po ujawnieniu korespondencji Emilii S. i Piebiaka redakcja „Alarmu!” wydała we wtorek oświadczenie. - Korzystanie z nieoficjalnych i anonimowych źródeł informacji jest powszechną praktyką dziennikarską. Informacje te poddawane są zawsze szczegółowej weryfikacji, tak było również w przypadku materiału dotyczącego sędziego Piotra Gąciarka. Został on przygotowany z zachowaniem zasad rzetelności dziennikarskiej - napisali autorzy programu.

- Redakcja programu „Alarm!” nie posiadała żadnej wiedzy na temat relacji internautki z wiceministrem sprawiedliwości - podkreślili.

- Ups, przy okazji ujawniliśmy swoja informatorkę;) - skomentował to Mikołaj Wójcik z „Faktu”. - Było raczej odwrotnie. Pierwszy raz zetknąłem się z sytuacją, w której źródło informacji postanowiło podzielić się publicznie wiedzą o tym, kogo informowało. Ups - odpowiedział Przemysław Wenerski.

Wenerski był zainteresowany sprawą sędziego bez względu na jego poglądy

W piątek „Press” ujawnił internetową korespondencję, którą w ub.r. prowadziło z Emilią S. kilku dziennikarzy Telewizji Polskiej. Przemysław Wenerski, poproszony przez nią o wiadomość prywatną na Twitterze, odezwał się 12 marca.

Internautka napisała mu, że ma od informatora dokumenty i dane kontaktowe dotyczące procesu sądowego Piotra Gąciarka z kobietą poznaną przez sieć. Przedstawiła Gąciarka jako „sędziego Iustitii, który wsadził Partnerkę do więzienia za prezenty, które jej dawał”. - Może Pana to zaciekawi. Sędzia jest przeciwnikiem reformy i Rządu - zaznaczyła.

Wenerski wyraził zainteresowanie i poprosił o dalsze informacje. - Jeśli jest prawdą, że prywatny konflikt przełożył się na zawodowo poczynioną zemstę, warto się temu przyjrzeć - i to bez względu na to, czy sędzia jest przeciwnikiem czy zwolennikiem czegokolwiek i kogokolwiek - stwierdził.

Potem spytał Emilię S., czy pracuje w Ministerstwie Sprawiedliwości. Kobieta zaprzeczyła, nie chciała podawać żadnych informacji o swojej pracy. Podkreśliła natomiast, że ma informacje z pewnego źródła na temat reformy sądownictwa i dobrej zmiany.

Po ujawnieniu w piątek tej korespondencji Przemysław Wenerski podkreślił na Twitterze, że napisał do Emilii, że przekazany mu temat jest ciekawy bez względu na poglądy sędziego Gąciarka. - Ktoś w tym naprawdę widzi aferę? Gdzie tu złamanie zasad? Innym dziennikarzom tematy przynoszą aniołki? - spytał szef redakcji „Alarmu!”.

Rachoniowi i Łęskiemu Emilia S. proponowała gości do programów

Z kolei Michał Rachoń, dziennikarz TVP Info i Polskiego Radia, 20 marca ub.r. dostał od Emilii na Twitterze listę 25 sędziów zrzeszonych w Iustitii, którzy następnego dnia mieli spotkać się z grupą europosłów w Brukseli. Rachoń odpisał jej, że ma potwierdzenie tej informacji w drugim źródle. - A jutro #Kasta od 9.15 rano będzie intensywnie pracować w Parlamencie Europejskim nad tym, żeby sprawa sankcji przeciwko Polsce nie zeszła z politycznej agendy w Europie, oraz co dużo ważniejsze - żeby ich w Polsce pod żadnym pozorem nie zreformowano - skomentował tego samego dnia po południu na Twitterze.

Jednocześnie internautka przekazała Rachoniowi informacje o rezygnacji niektórych sędziów z członkostwa w Iustitii. - Mocne! Proszę nie rozsyłać. Zrobimy to w programie - odpowiedział dziennikarz, dopytywał też o szczegóły tej sprawy. Emilia przekazała mu, że wywiadu na ten temat chętnie udzieli Maciej Mitera, nowy członek i rzecznik prasowy Krajowej Rady Sądownictwa. Mitera pojawił się w „Minęła 20” w TVP Info 29 marca, Rachoń rozmawiał z nim m.in. o rezygnacjach członków Iustitii.

Ujawnienie tej korespondencji Michał Rachoń skomentował w piątek wieczorem na Twitterze. - #Press ujawnia, że sprawdzam informacje w dwóch niezależnych źródłach zanim je opublikuję. Dla salonu dziennikarskiego #3RP to musi być prawdziwy szok - stwierdził.

Odniósł się też do omówienia tej publikacji przez portal „Gazety Wyborczej”, którego tekst zapowiedziano na Twitterze zdaniem: „Nie ma już wątpliwości - TVP Jacka Kurskiego i jej dziennikarze są istotnym instrumentem grupy sterującej hejtem umiejscowionej na szczytach władzy”. - Weryfikowanie, konfrontowanie i ochrona źródeł w celu podawania opinii publicznej prawdziwych informacji. To właśnie pokazują ujawnione przez #press fragmenty korespondencji. O warsztacie dziennikarskim nie macie w #GW pojęcia, co udowadniacie od 30 lat. Również w tej sprawie - skomentował Rachoń.

- Michale, gdybyś rozumiał, co znaczy rzetelność dziennikarska, nie zabierałbyś głosu. Ze wstydu - polemizował z nim Marcin Twaróg z „Dziennika Zachodniego”. - Michał Rachoń mówiący o warsztacie dziennikarskim to coś lepszego niż Mazurska Noc Kabaretowa :) :) :) - żartował Roman Imielski z „Gazety Wyborczej”.

Jackowski Łęskiemu, który jest jednym z gospodarzy „Studia Polska” w TVP Info i „Alarmu!” w TVP1, Emilia S. we wrześniu ub.r. proponowała, że niektórzy sędziowie z Krajowej Rady Sądownictwa - określiła ich jako „naszych” - chcieliby być gośćmi w „Studiu Polska”. - Bardzo ich bolą puszczane w Polskę kłamstwa sędziego Żurka (Waldemar Żurek to były rzecznik prasowy KRS - przyp.) - argumentowała. Jacek Łęski przekazał jej swój numer telefonu.

Komentując tę korespondencję, Łęski wyjaśnił, że zgłasza się do niego wiele osób, które chcą przekazać jakieś informacje lub wziąć udział w „Studiu Polska”. Namiary do Emilii S. przekazał osobie odpowiedzialnej za zapraszanie gości do programu, dzięki czemu w jednym z wydań wystąpił sędzia Jarosław Dudzicz.

Z kolei Michałowi Adamczykowi, gospodarzowi „Wiadomości” i „Strefy starcia” w TVP Info, Emilia S. w lutym ub.r. podsuwała temat sędziego kandydującego do KRS, który według niej współpracował z SB. Dziennikarz skierował ją do Samuela Pereiry, redaktora naczelnego portalu TVP.info.

W lipcu ub.r. internautka prosiła Adamczyka o namiary do historyka Sławomira Cenckiewicza oraz kilku dziennikarzy, m.in. Doroty Kani z „Gazety Polskiej” i Macieja Marosza. Zaznaczyła, że chodzi jej o ludzi, którzy „mogliby z nami utworzyć stworzyć takie nieformalne porozumienie i działać”. Dziennikarz przekazał jej dane kontaktowe Cenckiewicza i Dawida Wildsteina.

Dziennikarze: Wenerski i Rachoń nie zrobili nic niestosownego

Część publicystów komentujących na Twitterze zapisy korespondencji dziennikarzy TVP z Emilią S. nie dopatrzyła się niczego nagannego w ich postawie.

- Czytam rozmowę Michała Rachonia z Emi i nie widzę tam żadnych zachowań niezgodnych ze sztuką dziennikarską. Abstrahując już nawet od tego, czy wiedział, czy nie o jej hejterskiej działalności i przede wszystkim od mojej generalnej oceny zjawiska TVP jako całości - stwierdził Janusz Schwertner z Onetu. - Też nie widzę niczego nagannego w tej rozmowie. Nie przecinajmy, wszyscy korzystamy z informatorów, a tu nawet nie było informatora, tylko propozycja wywiadu - zgodziła się Ewa Siedlecka z „Polityki”.

- Ani Michał Rachoń ani Przemysław Wenerski w mojej ocenie nie napisali niczego niestosownego w rozmowach z „Emi”. Do każdego dziennikarza odzywa się wiele osób oferujących tropy, historie, informacje. Naszą rolą jest ich weryfikowanie, co Panowie zrobili. Reszta to osobna historia - skomentował Marcin Makowski z „Do Rzeczy” i Wirtualnej Polski. - Dziennikarz, to może i z diabłem gadać. Pytanie co z tym potem robi - napisał Piotr Witwicki z Polsatu.

- Wenerski i Rachoń, jak wynika z tej korespondencji nie spaprali się. Jeśli to jest wszystko co na nich macie, to nie macie nic. Każdy dziennikarz takich rozmów przeprowadza setki. Czasami coś z nich wynika, a częściej nie. Jeśli zweryfikowane, to luz. Intencje to inna sprawa - stwierdził Wojciech Krzyżaniak z wTelewizji.pl. - Dziennikarz otrzymuje informację istotną publicznie. Weryfikuje w innych źródłach. Podaje do publicznej wiadomości. Info się potwierdza. Dziennikarz rzetelnie wykonał robotę. Skruszony gangster też bywa cennym źródłem - skomentował Krzysztof Świątek z Polskiego Radia 24.

Zastrzeżenia wobec korespondencji Biedronia z Emilią S.

W środę wieczorem na portalu „Gazety Wyborczej” opublikowano fragmenty prywatnych wiadomości wymienianych na Twitterze przez Emilię S. i Wojciecha Biedronia, dziennikarza „Sieci” i wPolityce.pl. Kilka wiadomości pochodzi z wieczora 16 lipca ub.r. - Napisałam Ci coś ważnego na WA (być może chodzi o WhatsApp - przyp.) - przekazała Emilia Biedroniowi. - Mam, naniosłem część poprawek. Myślę, że materiał wpadnie za ok. 20 min. - odpowiedział dziennikarz. - Tekst wisi na stronie ;) - dodał kilka minut później.

16 lipca na wPolityce.pl ukazał się tekst Wojciecha Biedronia zatytułowany: „UJAWNIAMY. Tak się ‘oczyszcza’ kasta sędziowska! Awans i śmieszny wyrok za wypadek drogowy spowodowany przez sędzię z Rybnika”. Dziennikarz opisał historię procesu, w którym sędzia Kamila Przeczek z Sądu Rejonowego w Rybniku dostała 15 tys. zł grzywny za spowodowanie wypadku samochodowego, jednocześnie została awansowana na szefową wydziału. Do jej odwołania i podjęcia postępowania wyjaśniającego w sprawie wypadku doprowadził dopiero Arkadiusz Cichocki, po tym jak został prezesem Sądu Okręgowego w Gliwicach.

W ub.r. Wojciech Biedroń parokrotnie chwalił publicznie na Twitterze Emilię S., co teraz mu przypomniano. - Jako dziennikarz, który zajmuje się tematyką śledczą, pracuję z różnymi źródłami i informatorami, podobnie jak inni dziennikarze. Każdą informację dokładnie weryfikuję - przekazał portalowi Wirtualnemedia.pl, komentując korespondencję z internautką o sprawie sędzi Przeczek.

- Pojawiające się sugestie, z których ma rzekomo wynikać, iż otrzymywałem jakąkolwiek gratyfikację w związku z tą sprawą, są nieprawdziwe i spotkają się z moją stanowczą odpowiedzią na gruncie prawnym - dodał dziennikarz „Sieci” i wPolityce.pl.

- Nie widzę nic złego w wypowiedziach panów Wenerskiego, Łęskiego i Rachonia. Skrajny brak profesjonalizmu pana Biedronia - ocenił w piątek na Twitterze Patryk Słowik z „Dziennika Gazety Prawnej”. - Mimo wszystkich wydarzeń ostatnich dni nadal szokuje, że pani Szmydt była nieformalną PR-ówką sędziów z Krajowej Rady Sądownictwa - zaznaczył.

- Nie szkodzi. Jeżeli faktu nie pasują pod tezę, tym gorzej dla faktów. Opublikowanym rozmowom prowadzonym przez Jacka, Przemka i Michałów nic nie można zarzucić, ale kto będzie czytał opinie innych dziennikarzy na TT, kiedy innym wystarczą nagłówki - skomentował wicedyrektor publicystyki w TVP Info Daniel Liszkiewicz.

- W tym gadaniu z panią Emi pracowników różnych mediów nie ma nic nadzwyczajnego. No może poza dawaniem jej tekstów do akceptacji i uzupełnianiem o podrzucone nazwisko - napisała Dominika Długosz z Newsweek.pl. - A to że pani załatwia wizyty sędziów KRS w mediach to też nic nadzwyczajnego? Czy była tam zatrudniona? Pisze jak pracownik biura prasowego - zauważył Jacek Czarnecki z Radia ZET.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Rachoń, Wenerski, Łęski i Adamczyk wyjaśniają kontakty z hejterką Emilią S. „Gdzie tu złamanie zasad?”

27 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
NieoglądamTVP
powinien juz dawno wywalic pracy nie umią prowadzić a kłamią ciągle w TvP już dawno nie oglądam
odpowiedź
User
JareK
TVP to patologia i kłamią widzów masakraaaa
odpowiedź
User
Stoppis
Mam nadzieję, że kiedyś w Polsce znowu będzie demokracja. Musimy zaczekać...
odpowiedź
User
?
Hejt = wszelka krytyka srodowisk postkomuniwycznych w Polsce.

Ktory z wyciagnietych z zarzutow byl nieprawdziwy? No poprosze.
odpowiedź
User
Ka
A GW próbuje ludziom wmówić, że to PiS steruje hejtem i to oPOzycja jest ofiarą.
odpowiedź