SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Roman Czejarek: „Lato z Radiem” jest niepowtarzalne

Czy „Lato z Radiem” i jego trasa koncertowa były udane, dlaczego komercyjne stacje rezygnują z dużych tras, czym zaskoczy nas TTV w weekendy oraz dlaczego warto pisać o atrakcjach turystycznych - opowiada nam Roman Czejarek.

Roman Czejarek, fot. TVP

Roman Czejarek, fot. TVP

– Kiedy wróciłem w 2010 roku do Polskiego Radia zastałem „Lato z Radiem” w rozsypce. Trzeba było wszystko „montować” prawie od zera, mam tu na myśli przede wszystkim trasę koncertową i konkursy. W tym roku imprezy wyszły nam zdecydowanie najlepiej od kilku lat. Przyszły tłumy ludzi, wszystkie koncerty można było, po raz pierwszy na taką skalę, oglądać w internecie – mówi w rozmowie z Wirtualnemedia.pl Roman Czejarek.

–  Drugim plusem jest to, że zwróciły się pieniądze wydane na te koncerty. W tym roku budżet był wyjątkowo trudny. Warunek Zarządu Polskiego Radia był taki, że jak nie znajdziemy zewnętrznych pieniędzy, to tej trasy po prostu nie będzie. Tymczasem reklamodawcy woleli w tym roku wydać swoje pieniądze na projekty związane z Euro 2012 oraz z Igrzyskami w Londynie. Nam udało się mimo wszystko ich pozyskać! Wrażenie robi także niesamowicie duża widownia. Przyszło pół miliona widzów! To zobowiązuje – podkreśla szef „Lata z Radiem”.

Romana Czejarka zapytaliśmy także o jego opinię na temat tras koncertowych organizowanych przez konkurencję. – Trochę szkoda, że praktycznie nie ma już konkurencji. Eska ze słynnymi kiedyś „Hitami na Czasie” praktycznie zniknęła z rynku wielkich tras koncertowych. To, co tam zostało jest nieporównywalne do akcji „Lata z Radiem”. Nie ma „Inwazji Mocy RMF FM”. Jedyna rzecz, jaka jeszcze jest to imprezy Radia ZET z telewizyjną Dwójką. Ale z tego, co zauważyłem zorganizowali tylko kilka koncertów, które można policzyć na palcach jednej ręki. Były to imprezy zrobione „pod telewizję”, natomiast ja uważam, że powinno się zwracać uwagę również na publiczność, która jest na miejscu. Ale powiem szczerze – i tak zazdroszczę im tej Dwójki. Tak na marginesie szkoda, że publiczna telewizja szuka swojej szansy przede wszystkim we współpracy z komercją, a nie radiem publicznym. To też jest jakiś znak – podkreśla Czejarek.

Nasz rozmówca zdradził nam także, w jakim projekcie telewizyjnym pojawi się na antenie TTV już w połowie września. – Najnowszy projekt na jesień 2012 to Studio TTV, w każdą sobotę i niedzielę po 18.00. Żywe wirtualne studio, pełne gości z pierwszych stron gazet i rozmowa na najbardziej intrygujące tematy. Tak na marginesie, choć nieskromnie sądziłem, że sporo już o takiej pracy wiem, dostałem tam mocno w kość, ale od ludzi z olbrzymim doświadczeniem przy wielkich telewizyjnych projektach. To cenna szkoła i choćby z tego powodu warto było tam pójść – mówi Czejarek.

Jednocześnie wspomina smutną dla niego kwestię rozstania z TVP. – Kolejna zmiana szefów w TVP2 (bo tam byłem ostatnio prowadząc teleturniej „Gilotyna” oraz poranne „Pytanie na śniadanie”) zmiotła część grona prowadzących, w tym i mnie, z telewizyjnej anteny. Zabawne, ale przeżyłem to od 1992 roku już kilka razy. Jeden szef jest zachwycony i przyjmuje do pracy, następny zwalnia, kolejny znów entuzjastycznie przyjmuje, a później jego następca nie ma nawet czasu na pięć minut rozmowy – mówi Roman Czejarek.

I dodaje: „Tak jest w Telewizji Polskiej od wielu lat i to dotyczy również innych dziennikarzy, operatorów, producentów czy prezenterów. Gdy obecny Dyrektor TVP2 uznał, że są lepsi i kolejnego dnia nie zobaczyłem się na grafiku, zacząłem szukać innej pracy. Propozycja przyszła ze strony Grupy TVN. Była konkretna, poszedłem na rozmowę i nie żałuję”.

>>> RMF FM i Radio ZET dalej tracą. Jaki wynik "Jedynki"?


Z Romanem Czejarkiem, dziennikarzem radiowym i telewizyjnym, a także m.in. pisarzem, rozmawiamy o tegorocznej edycji „Lata z Radiem”, trasie koncertowej, letnich projektach komercyjnych stacji radiowych, a także m.in. o pisaniu o polskich atrakcjach turystycznych oraz kulisach jego odejścia z TVP.



Krzysztof Lisowski: Za nami kolejna edycja „Lata z Radiem”, jak również trasy koncertowej towarzyszącej temu programowi. Jak Pan podsumowuje tegoroczną edycję? Jest Pan zadowolony?

Roman Czejarek: Jestem bardzo zadowolony. Kiedy wróciłem w 2010 roku do Polskiego Radia zastałem „Lato z Radiem” w rozsypce. Trzeba było wszystko „montować” prawie od zera, mam tu na myśli przede wszystkim trasę koncertową i konkursy. W tym roku imprezy wyszły nam zdecydowanie najlepiej od kilku lat. Przyszły tłumy ludzi, wszystkie koncerty można było, po raz pierwszy na taką skalę, oglądać w internecie. Drugim plusem jest to, że zwróciły się pieniądze wydane na te koncerty. W tym roku budżet był wyjątkowo trudny. Warunek Zarządu Polskiego Radia był taki, że jak nie znajdziemy zewnętrznych pieniędzy, to tej trasy po prostu nie będzie. Tymczasem reklamodawcy woleli w tym roku wydać swoje pieniądze na projekty związane z Euro 2012 oraz z Igrzyskami w Londynie. Nam udało się mimo wszystko ich pozyskać! Wrażenie robi także niesamowicie duża widownia. Przyszło pół miliona widzów! To zobowiązuje.

Zdecydowaliście się na transmitowanie koncertów przez internet? Opłaciło się?

Internet okazał się strzałem w dziesiątkę, ponieważ wygenerował kolejne dziesiątki tysięcy ludzi, tym razem przed monitorami komputerów. Podczas naszych koncertów było 8 kamer i internauta mógł wybierać sobie punkt widzenia. Przyznaję szczerze – jestem zaskoczony aż tak dużą skalą zainteresowania naszymi koncertami ze strony internautów, zwłaszcza tych z zagranicy. To daje do myślenia i każe postawić pytanie, jak mądrze wykorzystać to w przyszłości. „Lato z Radiem” w Chicago, Londynie, Dublinie, Berlinie? Dlaczego nie?

Media publiczne są obecnie w trudnej sytuacji finansowej. Ile zarobiliście lub straciliście na organizacji trasy koncertowej „Lata z Radiem”?

Sponsorzy sfinansowali w praktyce wszystko. Po raz pierwszy Zarząd Polskiego Radia postawił aż dwa jednoznaczne warunki. Po pierwsze musieliśmy znaleźć zewnętrznych sponsorów i to w stu procentach. Po drugie operator tak wielkiej trasy wybrany został w wyniku otwartego przetargu, dostępnego dla wszystkich chętnych. Udało się dzięki temu znaleźć firmę (świetnie się później sprawdziła), która zaoferowała absolutnie konkurencyjną cenę w stosunku do innych. To też dało nam kolejne oszczędności. Tegoroczne „Lato z Radiem” to wspólna praca radiowej Agencji Reklamy, Promocji Polskiego Radia, Programu Pierwszego i operatora trasy, czyli firmy ATMA. Kluczem do sukcesu okazała się bardzo ścisła współpraca wszystkich zainteresowanych stron. Tylko dzięki temu to wyszło.

Mówi Pan, że po powrocie do Polskiego Radia zastał Pan „Lato z Radiem” w rozsypce. Naprawdę było aż tak źle?

Nie chcę do tego wracać. Było, minęło, takie były czasy, niepotrzebnie polityka aż tak wkroczyła wtedy do Polskiego Radia. Rzeczywiście szukając po powrocie partnerów i sponsorów dla trasy koncertowej, często byłem przyjmowany z niedowierzaniem. Przekonanie, że jest szansa by wrócić do najlepszych tradycji nie było proste. Ale się udało.

Jak Pan ocenia trasy koncertowe, które zostały zorganizowane w tym roku przez konkurencyjne stacje radiowe?

Trochę szkoda, że praktycznie nie ma już konkurencji. Eska ze słynnymi kiedyś „Hitami na Czasie” praktycznie zniknęła z rynku wielkich tras koncertowych. To, co tam zostało jest nieporównywalne do akcji „Lata z Radiem”. Nie ma „Inwazji Mocy RMF FM”. Jedyna rzecz, jaka jeszcze jest to imprezy Radia ZET z telewizyjną Dwójką. Ale z tego, co zauważyłem zorganizowali tylko kilka koncertów, które można policzyć na palcach jednej ręki. Były to imprezy zrobione „pod telewizję”, natomiast ja uważam, że powinno się zwracać uwagę również na publiczność, która jest na miejscu. Ale powiem szczerze – i tak zazdroszczę im tej Dwójki. Tak na marginesie szkoda, że publiczna telewizja szuka swojej szansy przede wszystkim we współpracy z komercją, a nie radiem publicznym. To też jest jakiś znak.

Specjalizuje się Pan w tematyce muzycznej. Czy oglądał Pan reaktywowany przez Polsat festiwal w Sopocie (Top of the Top)? Czy ma on – Pana zdaniem – szansę wreszcie znowu na stałe zagościć w kalendarzu najważniejszych imprez muzycznych w naszym kraju?

Nie obserwowałem go bardzo uważnie. Miałem wyjątkowo pracowite wakacje, przejechałem po kraju z „Latem z Radiem” prawie 8000 km, od morza do gór. Z Sopotem mam zupełnie inne skojarzenie. Uważam, że w pewnym momencie, gdy w Sopocie prawie równocześnie odbywały się aż trzy festiwale, publiczności wszystko zaczęło się mieszać. TVN na dłuższą metę, z różnych przyczyn, nie poradził sobie z organizacją. Wydaje się, że Telewizja Polska, jako spadkobierca spuścizny po największych sopockich imprezach, najlepiej sprawdziłaby się w roli organizatora. W TVP brakuje chyba jednak odważnych osób, które byłyby w stanie podejmować jasne decyzje w tej kwestii. Świetnie korzysta z tego Polsat. Na pewno sprawdzi się w roli organizatora Sopot Festivalu, ponieważ udowodnił, że jest profesjonalny podczas organizacji kilku edycji festiwalu TOP TRENDY.

Czy takie audycje, jak „Lato z Radiem”, mają w ogóle szanse na przyszłość? Czy formuła „Lata z Radiem” nie jest już przestarzała?

Dla mnie mają, choć patrząc z teoretycznego punktu widzenia, „Lato z Radiem” jest rzeczywiście nieporównywalne do jakiejkolwiek innej audycji radiowej w Polsce i w Europie. Mamy olbrzymią rozpiętość wieku słuchaczy, ich wykształcenia, miejsc zamieszkania, zasobności portfela itp. To olbrzymi sukces i… równocześnie kłopot. Na imprezy przychodzą całe rodziny, trzy pokolenia. A ja muszę w tym wszystkim znaleźć złoty środek.

Jest Pan związany także z telewizją. Związał się Pan z Grupą TVN, nie żałuje Pan rozstania z TVP?

Odpowiedź jest banalnie prosta. Kolejna zmiana szefów w TVP2 (bo tam byłem ostatnio prowadząc teleturniej „Gilotyna” oraz poranne „Pytanie na śniadanie”) zmiotła część grona prowadzących, w tym i mnie, z telewizyjnej anteny. Zabawne, ale przeżyłem to od 1992 roku już kilka razy. Jeden szef jest zachwycony i przyjmuje do pracy, następny zwalnia, kolejny znów entuzjastycznie przyjmuje, a później jego następca nie ma nawet czasu na pięć minut rozmowy. Tak jest w Telewizji Polskiej od wielu lat i to dotyczy również innych dziennikarzy, operatorów, producentów czy prezenterów. Gdy obecny Dyrektor TVP2 uznał, że są lepsi i kolejnego dnia nie zobaczyłem się na grafiku, zacząłem szukać innej pracy. Propozycja przyszła ze strony Grupy TVN. Była konkretna, poszedłem na rozmowę i nie żałuję.

Na antenie TTV będzie można Pana oglądać w zupełnie nowym programie?

Najnowszy projekt na jesień 2012 to Studio TTV, w każdą sobotę i niedzielę po 18.00. Żywe wirtualne studio, pełne gości z pierwszych stron gazet i rozmowa na najbardziej intrygujące tematy. Ruszamy w połowie września. Tak na marginesie, choć nieskromnie sądziłem, że sporo już o takiej pracy wiem, dostałem tam mocno w kość, ale od ludzi z olbrzymim doświadczeniem przy wielkich telewizyjnych projektach. To cenna szkoła i choćby z tego powodu warto było tam pójść.

Jest Pan ambasadorem atrakcji turystycznych Polski, wydał Pan sporo książek na ten temat. Skąd to zainteresowanie?

Książek mam już na koncie kilkanaście, a podróże i ciekawostki z różnych stron to mój konik. Po prostu to lubię. Może procentuje 20 lat spędzonych z „Latem z Radiem”? W tym czasie widziałem dosłownie tysiące różnych miejsc w naszym kraju. Byłem w niezliczonej ilości miast, poznałem ludzi, którzy w każdym z rejonów najlepiej znają swoje okolice, każdy pokazywał mi ciekawostki, w tym również te zwykle skrętnie skrywane. Ja to teraz wykorzystuję. I dalej jeżdżę i jeżdżę…

Pana plany wydawnicze na najbliższy czas?

Jedną książkę kończę już jesienią, następną, jak się uda, na przełomie roku. Obie publikacje będą o Pomorzu Zachodnim. Tam się urodziłem.

No właśnie. Pochodzi Pan ze Szczecina, więc styka się Pan często z szarą rzeczywistością na lokalnym rynku mediów. Jak Pan ocenia sytuację na rynkach lokalnych (mówi się o dramatycznej sytuacji, zwalnianiu dziennikarzy w gazetach, rozgłośniach radiowych itd.)?

To prawda, mam kontakty z kolegami i koleżankami z całej Polski. To, że nie jest różowo, to zbyt delikatne stwierdzenie. Ale sytuacja jest też bardzo różna w zależności od rodzaju wykonywanej pracy i regionu kraju. Wielu narzeka choć wcale nie ma tak źle. Najgorzej na transformacji wychodzi teraz w terenie prasa oraz fotoreporterzy. Tam jest rewolucja i cięcia na wielką skalę. Znika specjalizacja, każdy (w tym niestety również amatorzy) ma dostęp do sprzętu niegdyś przeznaczonego tylko dla wybranych… Z drugiej strony media elektroniczne, mądrze zarządzane, jakoś sobie radzą. Jak grzyby po deszczu powstają nowe kanały w TV. Po prostu świat się zmienia i trzeba za tym nadążać.

Jest Pan postrzegany m.in. jako dziennikarz muzyczny. Jak Pan ocenia w sensie generalnym polski rynek fonograficzny?

Oj, ja się zajmuję dość specyficznym rodzajem muzyki, bo chyba każdy wie, jak gra „Lato z Radiem” i kto jest na naszych koncertach. A to tylko wycinek rynku. Generalnie walczę z tym, by nie dzielić współczesnej muzyki – pop, rock itp. Jeżeli już, to raczej według jakości. Dobra zawsze się obroni. Jestem też wielkim orędownikiem solidnie pracujących kapel na scenie, a proszę mi uwierzyć – widziałem ich wiele. Publiczność nie znosi fałszu i udawania! Co do fonografii… chyba wydawcy płyt w Polsce w pogoni za zyskiem, w szarpaniu się z piratami o prawa, w morderczej walce z konkurencją, trochę przespali moment poważnych zmian na rynku, a teraz próbują dogonić rzeczywistość, która uciekła im na wirtualne dyski. Czy to się uda? Zaczynam mieć wątpliwości.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Roman Czejarek: „Lato z Radiem” jest niepowtarzalne

20 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
yenni
Lato z Radiem to ponad 40 lat tradycji i wciąż ten niesamowity klimat! A przede wszystkim - zaangażowanie ludzi tworzących audycje w radiu oraz trasę koncertową. Dlatego to wciąż się udaje i dlatego taka ilość widzów na koncertach:) Są słuchacze, którzy przychodzą zobaczyć "na żywo" swoich ulubionych dziennikarzy, najlepiej można to zaobserwować w studiu plenerowym red. Sławy Bieńczyckiej. a ile osób podchodzi pod barierki prosząc o autograf Romana Czejarka czy Bogdana Sawickiego, to nawet nie sposób policzyć:)
8 8
odpowiedź
User
Yoasia
Jakoś jak myślę "lato,wakacje" to kolejne jest "Lato z Radiem" Jestem rówieśniczką audycji i zawsze w domu słuchało się jej latem, Dorastałam z audycją. Zawsze było czuć że LzR jest robione dla ludzi i z ludzmi bo słuchacze mieli wpływ na to co działo się na antenie. Mam nadzieje że będzie znów coraz lepiej i lepiej. Byłam na 2 koncertach i bawiłam się znakomicie. Czułam że prowadzący, dziennikarze, artyści...że oni są tam dla mnie.
I bardzo żałuję że "Pytanie na śniadanie" nie jest już prowadzone przez Pana Romka. Bardzo....
8 8
odpowiedź
User
kasia
Lato z Radiem to wyjątkowa audycja, która łączy ludzi bez względu na wiek ,upodobania,gusty muzyczne...dlatego ludzie tak dobrze bawią się na koncertach i dlatego przybywają tak licznie a co najważniejsze audycja cały czas powiększa grono słuchaczy i swoich miłośników .Bo Lato z Radiem to nie tylko program ale to wspaniali dziennikarze , którzy starają się być jak najbliżej słuchaczy .Byłam na koncercie w moim mieście a dzięki transmisji internetowej także w wielu innych :) a teraz odliczam dni do kolejnego lata ...
8 8
odpowiedź
User
Jadwiga
Lato z radiem -słucham od poczatku istnienia tej audycji. Byłam na wielu, wielu koncertach ostatnio w Kartuzach. Wspaniała audycja zwłaszcza gdy prowadzi Redaktor Czejarek, wcześniej Panowie Chajzer, Sznuk i wielu znamienitych poprzednikow.Mam wszystkie kasety i płyty "lata z Radiem". Audycja wyjątkowa i wyjątkowi Prowadzący.Do następnego spotkania w 2013 r.
8 8
odpowiedź
User
Ewa Grzegorz Pawlik
Koncertami LzR zaraziłem całą rodzine.Słuchamy też przez całe wakacje programów prowadzących przez wspaniałych prowadzących LzR.Polecam wszystkim
8 8
odpowiedź