SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google RSS Twitter

Sławomir Jastrzębowski oskarżony o jazdę autem po pijanemu. „To idiotyczna prowokacja policyjna”

Warszawska prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia Sławomira Jastrzębowskiego o to, że pod koniec marca ub.r. będąc nietrzeźwy, prowadził samochód. Na potwierdzenie ma m.in. opinię biegłego śledczego o retrospektywnym badaniu alkometrem. - To zrobiona idiotycznie prowokacja policyjna. Policjanci ewidentnie poświadczyli nieprawdę, podpisując protokół badania alkometrem z godz. 21:42 - twierdzi Jastrzębowski.

Sławomir Jastrzębowski, fot. Nowa TV Article

Postępowanie prokuratury dotyczy zdarzeń w jednym z warszawskich hoteli 29 marca ub.r. Pod koniec maja ujawniono, że Sławomir Jastrzębowski został tam zatrzymany pod zarzutem jazdy samochodem pod wpływem alkoholu.

We wtorek portal o2.pl podał, że przeciw Jastrzębowskiemu skierowano w tej sprawie do sądu akt oskarżenia. W rozmowie z Wirtualnemedia.pl potwierdził to prok. Marcin Saduś, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej Warszawa - Praga. Podstawą oskarżenia jest art. 178a par. 1 Kodeksu karnego stanowiący, że „kto, znajdując się w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego, prowadzi pojazd mechaniczny w ruchu lądowym, wodnym lub powietrznym, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”. Jastrzębowski poprosił na Twitterze, żeby przy opisywaniu tej sprawy media podawały jego pełne nazwisko i wizerunek.

- W toku dochodzenia podejrzany nie przyznawał się do zarzucanego mu czynu. Z jego wyjaśnień wynika, że w czasie prowadzenia pojazdu był trzeźwy, a alkohol spożywał w pokoju hotelowym już po zakończeniu jazdy - informuje prok. Saduś

Retrospektywna analiza badania alkometrem

Według śledczych Sławomir Jastrzębowski 29 marca ok. godz. 21 przyjechał samochodem do hotelu, a kilkadziesiąt minut później został przebadany alkometrem. - W takiej sytuacji powołujemy biegłego toksykologa, który przeprowadza rachunek retrospektywny: w oparciu o kilka parametrów bada, czy tendencja zawartości alkoholu w organizmie jest rosnąca czy malejąca. W przypadku pana Jastrzębowskiego tendencja była malejąca - był w fazie pozbywania się alkoholu z organizmu, co świadczy o tym, że ten alkohol został spożyty wcześniej, a nie stosunkowo niedawno - relacjonuje rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa - Praga.

Biegły wyliczył, że podejrzany w czasie prowadzenia samochodu miał między 1 a 2,34 promila alkoholu we krwi.

Prokuratura zebrała w tej sprawie szerszy materiał dowodowy. - Są zabezpieczone nagrania z monitoringu: z parkingu hotelowego, jak osoba bardzo podobna do podejrzanego kilkakrotnie wysiada i wsiada z pojazdu. Są ustalenia, według których samochód kierowany przez pana Jastrzębowskiego najechał na drzewka posadzone na terenie parkingu. Jest zeznanie recepcjonistki, która wyczuwała woń alkoholu od podejrzanego bezpośrednio po opuszczeniu przez niego pojazdu. Są zeznania świadka, który parę godzin wcześniej podawał podejrzanemu znaczne ilości alkoholu w barze hotelowym. To wszystko jest też zabezpieczone na monitoringu - wylicza prok. Marcin Saduś.

Jastrzębowski: to prowokacja policyjna

Sławomir Jastrzębowski w rozmowie z Wirtualnemedia.pl przyznaje, że pił tamtego dnia alkohol, ale podkreśla, że nie krótko przed tym, jak prowadził samochód. - Alkohol piłem między godz. 13 a 14 do obiadu, co jest na monitoringu hotelowym, a w samochodzie miałem być o 21. Wypiłem tyle, że spaliłem wszystko - to jest obliczone przez dwóch biegłych, lekarzy toksykologów. Nie ma takiej możliwości, żeby ten alkohol rzutował na to, że byłem nietrzeźwy o godz. 21 - tłumaczy.

Dlaczego do hotelu przyjechali policjanci? - Kelnerka wezwała policję, bo podała mi piwo do obiadu i uznała, że skoro wsiadłem potem do samochodu, mogę być nietrzeźwy - mówi były szef „Super Expressu”. - Wobec mnie wysunięto zarzut, że wjechałem na trawnik. Nie potrąciłem nikogo, nie przekroczyłem prędkości - zaznacza.

Według Jastrzębowskiego policja posługuje się w tej sprawie sfałszowanymi wynikami badania alkometrem. - Zatrzymano mnie w pokoju hotelowym o godz. 22:15. Natomiast wyniki z alkometru mające świadczyć przeciw mnie są z godz. 21:42. Jest to w protokole z badania ręcznie napisanym przez policjanta - twierdzi. - Czyli według policji podróżowałem w czasie, cofnąłem się o pół godziny? To niemożliwe. To znaczy, że to są czyjeś wyniki, nie wiem czyje, ale nie mogą być moje. Nie ma badania krwi, więc nie ma próbki DNA i nie wiadomo, kto dmuchał w alkometr. Ja nie mogłem dmuchać o godz. 21:42, skoro zatrzymano mnie o 22:15 - wyjaśnia.

- Kiedy przyjechałem o 21:30 do hotelu, to policjanci już na mnie czekali przed recepcją i widzieli, jak wysiadam z samochodu - to jest na monitoringu. Podszedłem do nich i rozmawiałem, nie zatrzymali mnie o 21:30. Dlaczego czekali 45 minut, zanim mnie zatrzymali? - pyta Jastrzębowski. - W ten sposób można zatrzymać połowę wesela, zarzucając, że godzinę wcześniej jechali pod wpływem alkoholu - ironizuje.

Umorzono postępowanie ws. nieprawidłowści w śledztwie

Prawnik Sławomira Jastrzębowskiego złożył w prokuraturze zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstw przez policjantów pracujących przy tej sprawie. Chodzi o fałszowanie pomiarów badania alkometrem oraz przekroczenie uprawnień.

- Takie postępowanie było prowadzone początkowo przez Prokuraturę Rejonową Warszawa Praga Południe, a później przez prokuraturę w Legionowie. W styczniu zostało umorzone wobec braku znamion czynu zabronionego - potwierdza prok. Saduś.

- Policja twierdzi, że w alkometrze mogły być zmienione ustawienia czasu. Ale to nie był dzień zmiany czasu z zimowy na letni, ponadto policjant w protokole zapisał godz. 21:42 - komentuje Jastrzębowski. - Jeżeli policjanci nie potrafią nawet zmienić czasu w alkometrze, to ktoś powinien za to ponieść konsekwencje, przynajmniej jeśli chodzi o poświadczenie nieprawdy. Policjanci ewidentnie to zrobili, podpisując protokół z godz. 21:42. To postępowanie zostało umorzone, to znaczy, że policjanci mają czyjąś opiekę - dodaje.

- W tym postępowaniu składano wnioski o wyłączenie prokuratora, formułowano wobec niego poważne zarzuty. Pewne kwestie związane z badaniem alkometrem podejrzanego faktycznie wymagały wyjaśnień. Były tam pewne niedociągnięcia ze strony policji, niemniej jednak to nie miało żadnego wpływu na stwierdzenie, iż podejrzany znajdował się w stanie nietrzeźwości w czasie tego badania, jak również na opinię biegłego toksykologa, który przeprowadzał badanie retrospektywne - zaznacza rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa - Praga.

Prawnik Jastrzębowskiego powołał też własnych biegłych, którzy wydali korzystne dla niego opinie co do wyników badania na obecność alkoholu w organizmie. - Biegli, których powołał mój pełnomocnik, są lekarzami toksykologami, a policja powołała biegłą, która jest policjantką - zaznacza były szef „Super Expressu”.

- W toku postępowania obrońca podejrzanego składał opinie biegłych powołanych przez niego. Doświadczenia wskazują, że nie mają one takiej wartości dowodowej jak opinie biegłych powołanych przez prokuratora lub sąd. Niemniej jednak jest to jakiś materiał dowodowy, do którego organa procesowe powinny się odnieść - komentuje prok. Marcin Saduś.

Jastrzębowski wiosną ub.r. odszedł z „Super Expressu”

Sławomir Jastrzębowski szefem „Super Expressu” został w grudniu 2007 roku, a od 2014 roku był naczelnym całej Grupy Super Express, obejmującej też portal SE.pl, wydania zagraniczne, aplikacje mobilne oraz wydawnictwa tematyczne związane z „SE”. Odszedł z rej funkcji  z końcem kwietnia ub.r., zastąpił go Grzegorz Zasępa.

Od czerwca ub.r. Jastrzębowski jest prezesem i udziałowcem agencji public relations R4S, której innymi współwłaścicielami są Adam Hofman, Mariusz Sokołowski i Michał Wiórkiewicz. Jako felietonista współpracuje m.in. z „Do Rzeczy” i serwisem SDP.pl.

Przed pracą w „Super Expressie” był związany z „Dziennikiem Łódzkim” (m.in. jako szef działu śledczego) oraz „Faktem” (kolejno jako szef działu wydarzeń i zastępca redaktora naczelnego).

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Sławomir Jastrzębowski oskarżony o jazdę autem po pijanemu. „To idiotyczna prowokacja policyjna”

12 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Gość X
Kto na niego zwalił winę?
5 0
odpowiedź
User
Analityk
Sławomir Jastrzębowski w rozmowie z Wirtualnemedia.pl przyznaje, że pił tamtego dnia alkohol, ale podkreśla, że na pewno nie był pijany, bo jest duży, ma dużo mięśni i tam sie schował cały alkohol.
20 1
odpowiedź
User
urodziły im się bliźniaki
To prowokacja!
5 1
odpowiedź
User
Ben
Sorry, ale kto to jest? Nie róbcie Pudełka z portalu o mediach, bo ostatnio coraz częściej Wam się to zdarza.
14 2
odpowiedź
User
Wirtualnie
Koleś dojeżdżał w superaku ludzi, bez, skrupułów. I nagle bęc..... I jeszcze głupka rżnie.....
17 4
odpowiedź