SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

TVN dobrze reaguje na zarzuty pracowników. Może stracić jako pracodawca, ale nie u widzów

W sprawie zarzutów ze strony byłego operatora i w anonimowym liście TVN Grupa Discovery prowadzi odpowiednią komunikację: podkreśla, że działa zgodnie z prawem i dobrymi obyczajami, natomiast nie wdaje się w szczegółowe polemiki. - TVN jest tak mocną marką, z silnymi formatami i osobowościami, że nie zaszkodziła jej chociażby sprawa Kamila Durczoka - przypomina Szymon Sikorski, dyrektor generalny agencji Publicon.

Siedziba TVNArticle

W zeszły piątek Kamil Różalski, przez 23 lata operator obrazu w TVN, we wpisie facebookowym zarzucił nadawcy poważne naruszenia praw pracowniczych, zwłaszcza wobec grupy osób, które kilka lat temu pod presją zwierzchników musiały przejść z etatów na umowy cywilnoprawne. Według Różalskiego w takiej formie związanych jest z nadawcą 1,8 tys. osób.

- Od tego momentu ja, moje koleżanki i koledzy byliśmy traktowani jak ludzie drugiej kategorii. Stawaliśmy się ofiarami mobbingu, współczesnego niewolnictwa, wykluczenia zawodowego, szantażu, odwetu. Byliśmy zmuszani przez pracodawcę do pracy po 16-17 godzin dziennie, w wyniku czego traciliśmy zdrowie - wyliczył.

Zapowiedział, że będzie konsekwentnie informował opinię publiczną także o „łamaniu prawa, wprowadzaniu w błąd inwestorów, unikaniu płacenia podatków w Polsce, hipokryzji, podwójnych standardach stosowanych przez Discovery Inc. oraz TVN SA”.

>>> Praca.Wirtualnemedia.pl - tysiące ogłoszeń z mediów i marketingu

Biuro prasowe TVN Grupy Discovery dzień później w oświadczeniu przekazanym portalowi Wirtualnemedia.pl zapewniło, że „warunki zatrudnienia wszystkich osób wykonujących wolne zawody w ramach współpracy z telewizją TVN, w tym operatorów kamer, są zgodne z prawem”.

- Każde zgłoszenie dotyczące potencjalnego naruszenia obowiązujących w firmie zasad bardzo dokładnie analizujemy i traktujemy poważnie. Wewnętrzne postępowania wyjaśniające w takich sprawach są objęte poufnością i nie udzielamy na ich temat informacji. - Wobec osób składających skargi nie są wyciągane negatywne konsekwencje, a każda osoba oceniana jest wyłącznie na podstawie swoich kompetencji i zaangażowania w wykonywaną pracę - zapewniono.

Bez wdawania się w polemikę

Zdaniem menedżerów z branży public relations pytanych przez Wirtualnemedia.pl oświadczenie TVN Grupy Discovery jest odpowiednią reakcją na wpis jej byłego pracownika.

- Myślę, że TVN nie miało za dużego wyboru w sprawie treści oświadczenia w stosunku do listu Kamila Różalskiego. Wdając się w polemikę i odnosząc się np. do szczegółów jego listu, poruszonych wydarzeń czy nazwisk firma musiałaby podać fakty, które przeczą tym informacjom, co mogłoby się wiązać z ujawnieniem wewnętrznych ustaleń, stosunku pracy czy tajemnicy handlowej - komentuje Grzegorz Miller, właściciel agencji MillerMedia.

- W tej trudnej dla stacji sytuacji lepsze wydaje się być ogólne oświadczenie z przywołaniem pozytywów ze swojej działalności niż walka na to, kto ma rację, co tylko spowodowałoby przedłużenie kryzysu i jego zasięg - dodaje.

Podobnego zdania jest Szymon Sikorski, dyrektor generalny agencji Publicon. - Oświadczenie TVN w tej sytuacji jest najlepsze z możliwych. Tylko ad rem, bez emocji, stwierdzenie, że nie naruszono przepisów prawa w kontekście zatrudnienia - wylicza.

Według niego nie jest to sytuacja czarno-biała, w której nadawca jest czarnym charakterem, a pracownik jego ofiarą. - Być może TVN „wyciska” ludzi, ale z drugiej strony obsmarowywanie byłego pracodawcy na Facebooku nie uważam za dobrą praktykę. Pracownicy TVN są wolnymi ludźmi, mogą wybierać sposób zatrudnienia. Jeżeli komuś nie podoba się umowa o dzieło, może przejść na umowę o pracę w innej firmie. W tym obszarze jestem dużym prorynkowcem - mówi Sikorski portalowi Wirtualnemedia.pl.

- Oczywiście pracodawca musi szanować prawa pracownicze, w miarę możliwości gwarantować umowę o pracę, możliwość zakładania związków zawodowych. Ale jeżeli przyjmuje inny model biznesowy, ma to tego prawo, tak samo jak ludzie mają nie iść do tego pracodawcy - zaznacza.

Skoro TVN zaprzeczył treści wpisu swojego byłego pracownika, to może powinien pozwać go za naruszenie dóbr osobistych? - Takie sprawy ciągną się jak flaki z olejem, nikomu nie przynoszą żadnych korzyści, kończą się po kilku latach, często ugodami, przypominając opinii publicznej o sprawie - uważa Szymon Sikorski.

Anonimowy list mało wiarygodny

W poniedziałek najważniejsze redakcje różnych mediów w kraju i niektóre z USA otrzymały liczący 10 stron list podpisany przez anonimowych „pracowników TVN”. Zawarto w nim mocne zarzuty wobec działań obecnego kierownictwa firmy, na czele z Katarzyną Kieli.

W piśmie przedstawiono domniemane kulisy odejścia kilku osób z zarządu TVN, niedawnych zwolnień oraz zaszczepienia się poza kolejnością przez Kieli i dyrektora programowego firmy Edwarda Miszczaka przeciw koronawirusowi, a nawet życie prywatne menedżerki. Zarzucono władzom nadawcy cenzurowanie informacji o tych szczepieniach, w bardzo krytycznym tonie opisano metody zarządzania Katarzyny Kieli.

TVN Grupa Discovery w oświadczeniu podkreślił, że od fuzji obu firm inwestycje w polskie treści i rozwój cyfrowy zwiększono o 250 mln zł. - Przebudowaliśmy też naszą organizację i zastąpiliśmy wiele dotychczasowych stanowisk nowymi, wymagającymi kompetencji cyfrowych. W sumie zatrudniliśmy prawie 600 nowych pracowników w Polsce. Liczba pracowników jest dziś wyższa niż cztery lata temu i mamy dalsze plany rozwoju - opisano.

Firma zapewniła, że przestrzega „najwyższych standardów i mamy wdrożone rygorystyczne mechanizmy kontroli i zarządzania; wszystkie skargi dotyczące przestrzegania tych norm są badane i na bieżąco adresowane”.

- Będziemy krytykowani za wybory, których dokonujemy. Jeśli krytyka jest uzasadniona, będziemy jej słuchać. Jeśli krytyka, tak jak w tym przypadku, ma na celu jedynie zaszkodzenie nam, będziemy szli swoją drogą - zapowiedział nadawca. - TVN i Discovery będą nadal walczyć o niezależność mediów w Polsce. I zawsze będziemy realizować nasze obietnice wobec widzów - podkreślił.

Takie oświadczenie firmy nie dziwi Rafała Czechowskiego, dyrektora zarządzającego Imago PR. - Opublikowali komunikat wstrzymujący, sprawdzają fakty. Wiele wskazuje na to, że list jest prowokacją wyprowadzoną w okolicznościach, które uprawdopodobniają jego treść. Twierdzą tak nawet dziennikarze, którzy już nie pracują w stacji - komentuje.

- Ale jednocześnie wydźwięk oświadczenia jest ostrożny, zapewniający elastyczność na dalszych etapach. Stacja dopuszcza więc możliwość zaistnienia zdarzeń niezgodnych z jej deklarowaną kulturą, co już raz przecież zostało ujawnione - zaznacza.

We wtorek Szymon Jadczak, który niedawno odszedł z TVN24, a od kwietnia będzie pracował w Wirtualnej Polsce, stwierdził na Twitterze, że w anonimowym liście nieprawdziwie opisano okoliczności jego rozstania ze stacją. - Ten list jest wiarygodny jak Protokoły mędrców Syjonu. We fragmencie o moim odejściu są same kłamstwa. Zgadza się tylko "wybitny dziennikarz" - skomentował.

Natomiast Łukasz Frątczak, reporter „Superwizjera”, odniósł się do pytania szefa portalu TVP.info Samuela Pereiry o zainstalowany przy siedzibie TVN system ładowania aut elektrycznych, który według autorów listu zbudowano głównie na potrzeby Katarzyny Kieli. - Jezus Maria, Szymon odpisz mu, że został postawiony wcześniej, jeszcze zanim Discovery kupiło Scripsow, bo chłopak ewidentnie nie wie czy te plotki co ktoś zbiera to są warte swojej ceny czy nie. PS. Warto zadawać pytania na które odpowiedzi nie ma na Google Maps - napisał.

Zdaniem Grzegorz Millera TVN nie powinien w ogóle odnosić się do tego listu. - Wygląda to na fejk, który ma dodatkowo podgrzać atmosferę wokół stacji, co skrzętnie wykorzystuje jej konkurencja. Zajmowanie oficjalnego stanowiska wobec anonimowego donosu uwiarygadnia go, co służy jedynie anonimowemu autorowi, a nie organizacji - ocenia.

Potrzebna komisja wewnętrzna?

Zupełnie inaczej patrzy na sprawę Marek Gieorgica, partner zarządzający Clear Communication Group. - Jeżeli równocześnie pojawiają się tego typu zarzuty od kilku osób, które były związane z firmą, to z zewnątrz wygląda, że coś jest na rzeczy - stwierdza.

- Komunikaty TVN podkreślające, że przestrzega wszystkich przepisów prawnych i etyki biznesowej, mogą być niewystarczające . Taką sekwencję negatywnych informacji od byłych lub obecnych pracowników trudno będzie zamknąć jednym czy dwoma komunikatami - ocenia.

Według Gieorgicy nadawca powinien najpierw powołać wewnętrzną komisję, która zbadałaby zastrzeżenia wyrażone przez pracowników. - Takie zarzuty najpierw warto zweryfikować wewnętrznie, a dopiero później prowadzić komunikację na zewnątrz. Chyba że w przypadku TVN są to zupełnie nieprawdziwe informacje, nieuzasadnione zarzuty. Ale wobec takich pomówień warto podjąć kroku prawne. - komentuje menedżer.

- Pewnie TVN zacznie teraz współpracę z agencją HR-ową, przejrzy praktyki w obszarze pracowniczym, być może zmieni pewne zasady. Bo czasy się zmieniły mocno, tak samo jak oczekiwania pracowników - prognozuje Szymon Sikorski.

Przypomina, że kilkanaście lat temu początkujący pracownicy musieli płacić za samą możliwość odbycia stażu w niektórych redakcjach TVN. - Pracowało się po 12-14 godzin i wszyscy byli szczęśliwi. Dzisiaj nie widzę, żeby moi studenci poszli gdzieś do pracy w takim wymiarze, za którą mieliby jeszcze płacić - mówi.

TVN straci jako pracodawca

Wpis Różalskiego i anonimowy list pojawiły się niedługo po sporych cięciach zatrudnienia w TVN Grupie Discovery. Pod koniec ub.r. nadawca w centrali i oddziałach regionalnych pożegnał się z ok. 30 osobami, m.in. z biura reklamy TVN Media, pracownikami działu techniki oraz inżynierami wozów transmisyjnych. W styczniu i lutym z redakcji TVN24 zwolniono kilkanaście osób.

Ponadto firma pożegnała się z dziennikarzami Igorem Sokołowskim, Maciejem Dolegą i Aleksandrą Janiec, paryską korespondentką Anną Kowalską oraz zlikwidowała biuro korespondenta w Moskwie Andrzeja Zauchy.

Redukcje nie ominęły zarządu TVN. We wrześniu ub.r. z firmy odszedł prezes Piotr Korycki (jego obowiązki przejęła Katarzyna Kieli), z końcem października - członkowie zarządu Maciej Maciejowski (odpowiadał za pion internetowy) i Tomasz Marszałł (nadzorował marketing), natomiast w połowie lutego poinformowano, że z firmy odchodzą dyrektor personalna Agnieszka Trysła i dyrektor komunikacji korporacyjnej Marcin Barcz, niedługo wcześniej odwołani z zarządu.

- Zwolnienia w firmie zawsze mogą być powodem kryzysu wizerunkowego na mniejszą czy większą skalę - zależnie od powodów i stopnia rozżalenia pracownika przyczynami rozstania się z pracodawcą. Negatywne opinie o pracodawcach to codzienność - wystarczy choćby spojrzeć na portal Gowork - zauważa Grzegorz Miller.

Według Marka Gieorgicy takich zarzutów wobec TVN Grupy Discovery nie można tłumaczyć tym, że przeprowadzono w niej niedawno spore zwolnienia. - Pandemia „przeorała” wiele biznesów, w firmach z różnych branż były większe czy mniejsze zwolnienia. Ludzie przez ostatni rok zobaczyli, że pewne rzeczy są niezależne od ich pracodawców, a często nie ma innego wyjścia niż redukcja zatrudnienia. Nie wydaje mi się, że zarzuty ze strony pracowników są po prostu ich zemstą za zwolnienie - komentuje.

Innego zdania jest Szymon Sikorski. - W TVN przyszedł po prostu moment, w którym komuś „się ulało”. Spodziewam się, że TVN zmieni trochę strategię w zakresie zatrudniania - mówi. Zaznacza, że takie reakcje pracowników są naturalne. - Dużo zmian, a ludzie ich nie lubią, najlepiej jak jest status quo. Ale niestety zmienia się rynek - struktura mediów, oglądalność telewizji, cenniki reklamowe - wylicza.

Pozytywnie ocenia komunikację TVN w tej sytuacji. - Myślę, że to moment kumulacji problemów. Wszystkie podręczniki mówią, że trzeba wtedy milczeć: nie podejmować żadnych kroków, nie obiecywać poprawy, tylko przeczekać najgorszy okres. Dzisiaj każda proaktywna komunikacja ze strony TVN tylko podjudzałaby byłych dziennikarzy tej firmy - analizuje Sikorski.

- Tego typu zarzuty ze strony byłych czy obecnych pracowników na pewno rzutują na wizerunek firmy jako pracodawcy. Tym bardziej warto zadbać, żeby ludzie zastanawiający się nad pracą w takiej firmie nie mieli przeświadczenia, że było lub jest w niej coś nie tak - sugeruje Marek Gieorgica.

TVP wykorzystuje okazję, dla widzów TVN to mało ważne

Lis anonimowych pracowników z zarzutami wobec władz TVN podchwyciły media prawicowe i publiczne. Na TVP.info opublikowano kilka artykułów na ten temat, szef portalu Samuel Pereira zamieścił na Twitterze skany części listu, sugerował, że sprawą powinny zainteresować się Państwowa Inspekcja Pracy i ambasada USA w Polsce.

Zarzuty jako wiarygodne omawiał też Michał Rachoń w swoich programach w TVP Info, zrelacjonowano je we wtorek w głównym wydaniu „Wiadomości”.

- Są środowiska, które chętnie wykorzystają tę sytuację przeciw TVN-owi. W oczach widzów w dłuższej perspektywie nie będzie to miało wpływu na wizerunek stacji. To bardzo silna marka - komentuje Marek Gieorgica.

Zgadza się z nim Szymon Sikorski. - TVN jest tak mocną marką, z silnymi formatami i osobowościami, że nie zaszkodziła jej chociażby sprawa Kamila Durczoka, która była dużo poważniejsza od obecnej sytuacji, bo dotyczyła kwestii obyczajowych, które są nośniejsze niż prawa pracownicze - uważa.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: TVN dobrze reaguje na zarzuty pracowników. Może stracić jako pracodawca, ale nie u widzów

49 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Rob
W tvn durczok, nie znam gościa haha
odpowiedź
User
Rob
Zwolnienia też są anonimowe
odpowiedź
User
walter
dokładnie, skończy się jak z Durczookiem. Tylko TVP będzie miała na tym używaaanie kilka dni.
odpowiedź