SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

Wydawcy krytykowani za wprowadzenie regulaminu korzystania z artykułów

We wtorek część wydawców wprowadziła stworzony przez siebie regulamin korzystania z artykułów prasowych. - Prasa i internet powinny znaleźć płaszczyznę współpracy, a nie z sobą walczyć - twierdzą krytycy. - Akcja i jej zamierzenia służą ułatwieniu wydawcom rozmowy z podmiotami biznesowymi oraz ściganiu naruszeń - odpowiadają wydawcy.

Article

Wśród tytułów, które przystąpiły do akcji znalazły się: „Rzeczpospolita”, „Parkiet”, „Dziennik Gazeta Prawna”, „Puls Biznesu”, „Tygodnik Powszechny”, a także dzienniki regionalne Grupy Polskapresse i Mediów Regionalnych. Regulamin współtworzyły również Izba Wydawców Prasy i Polska Agencja Prasowa (więcej na ten temat).

Wprowadzając wewnętrzne regulacje wydawcy sprzeciwiają się nadużyciom w korzystaniu z dozwolonego użytku, w tym m.in. „piratowaniu” całych wydań gazet w sieciach p2p, zamieszczaniu pełnych treści materiału prasowego na stronach firm, udostępnianiu w portalach omówień i streszczeń tekstów oraz obszernych przedruków, a także publikowane bez odnośników do oryginalnego materiału.

Rozwiązanie to zostało chłodno przyjęte przez branżę.

- Prasa i internet powinny znaleźć płaszczyznę współpracy, a nie z sobą walczyć. Są od siebie zależne, choć więcej do stracenia mają portale - napisał na Twitterze Paweł Prus z ośrodka analitycznego ThinkThank, w przeszłości reporter TVP Info. - „DGP” i „PB” trochę jak Kazik, którego okradali piraci, zanim zrozumiał, że piraci nabijają frekwencję na koncertach - ironizował Rafał Madajczak z naTemat.pl. - Czegoś tu nie rozumiem. Jakie znaczenie ma jakiś regulamin, który ktoś tam sobie uchwalił? W Polsce prawo regulują ustawy, rozporządzenia i zarządzenia, a nie regulaminy, uchwalone przez prywatne firmy - zauważył publicysta Łukasz Warzecha. - Wasza akcja jest pogwałceniem logiki funkcjonowania dzisiejszej sieci - przepływu informacji, kuracji treści itd. To jest większy problem, bo tu wchodzi jeszcze Wasze chore pomysły na walkę z Google itd. - napisał na Facebooku Przemysław Pająk, szef Spider’s Web.

- Akcja wydawcy kontra kopiowanie treści więcej mówi o zderzeniu świata papieru i świata 2.0 niż przyniesie wymiernych ekonomicznych efektów - tłumaczyła Sylwia Czubkowska, dziennikarka „Dziennika Gazety Prawnej”.

 

 

 

Wydawcy tłumaczą, że wobec podmiotów łamiących regulamin podejmowane będą kroki prawne. - Regulamin to wstęp do lepszego egzekwowania naszych praw. Będziemy je egzekwowali z całą stanowczością, choć zapewne statystyka na początku nie będzie imponująca. Bardziej tu chodzi o stworzenie reguł cywilizujących relacje między siecią a wydawcami. Uporządkowanie tej sfery to długotrwały proces - tłumaczy portalowi Wirtualnemedia.pl Bogusław Chrabota, redaktor naczelny „Rzeczpospolitej”. - Planujemy podejmować działania prawne, choć wierzymy, że wielu łamiących prawo robi to z braku wiedzy lub też niewłaściwej interpretacji prawa i po nagłośnieniu nowych zasad zaprzestaną. Już w przeszłości podejmowaliśmy kroki prawne (kończyły się ugodami), wprowadzanie regulaminu pozwoli na skuteczniejszą walkę z piratami - mówi Grzegorz Nawacki, wicenaczelny „Pulsu Biznesu”.

Paweł Nowacki, zastępca redaktora naczelnego ds. online w „Dzienniku Gazecie Prawnej” podkreśla, że każdy wydawca ma realizować regulamin we własnym zakresie - jedni będą monitorować internet samodzielnie, inni z użyciem programów antyplagiatowych. - Wcześniej, jeśli ktoś wykorzystał treść z „DGP” bez zgody, mogłem tylko wysłać maila i żądać reakcji o którą było bardzo trudno. Obecnie szybciej zajmie się tym dział prawny, będzie łatwiej przy ewentualnym dochodzeniu rekompensat - wyjaśnia Paweł Nowacki.

Jednocześnie wydawcy traktują wprowadzone regulacje jako działania edukacyjne, skierowane do wydawców internetowych. Ważnym elementem tego regulaminu jest jednak uregulowanie niedopowiedzianych szczegółów i podpowiedź sądzącym w sprawach o naruszenia.

- Mają doprowadzić do przywrócenia ekonomicznej równowagi na rynku i wyeliminowania patologii - rozpowszechnionej w polskim internecie praktyki polegającej na publikacji obszernych skrótów, prowadzącej  do tego, że wielu czytelników uznaje za zbędne sięgnięcie po gazetę. W ten sposób jeden podmiot (wydawca) ma koszt wytworzenia treści, a inny (dystrybutor) czerpie z tego zyski. Taki system jest nielogiczny, nieuczciwy i prowadzi do zachwiania równowagi ekonomicznej na rynku, która powoduje że wydawcy mają ograniczoną możliwość inwestowania w profesjonalność i innowacyjność produktu - wyjaśnia Grzegorz Nawacki.

- Rozwiązania polskiego prawa w przypadku ochrony treści o charakterze autorskim wyglądają na skuteczne. Jednak kiedy dochodzi do procesów okazuje się, że przepisy nie zawsze są jasne i czytelne. Zgadzając się z opiniami, że sprawy będą rozpatrywane na salach sądowych pod kątem prawa prasowego i autorskiego pragnę zauważyć, że jednak pewne regulacje, które środowisko wprowadza, są brane przez sądy pod uwagę - dodaje wicenaczelny „DGP”.

- Jakiś elementarny szacunek do opinii publicznej wymaga, by wydawcy paru starych mediów wiedzieli, że to nie oni nowelizują ustawy - komentował na Twitterze wprowadzone regulacje Łukasz Mężyk, redaktor naczelny portalu 300polityka.pl, w którym publikowane są w sekcji Stan Gry m.in. przeglądy prasy drukowanej. W regulaminie podano, że w prawie cytatu mieści się zamieszczenie w serwisie internetowym urywków o objętości nieprzekraczającej 11 słów zawartych w artykule pod warunkiem dodania do nich linku do cytowanego materiału.

- Nie będziemy nikogo cytować na siłę, dlatego wydawnictwa, które ustanowiły sobie nowe regulacje, nie pojawią się dziś w Stanie Gry. Niech też wezmą pod uwagę, że wydatnie przyczyniliśmy się tym samym do nagłośnienia ich akcji - napisała rano redakcja 300polityka.pl. - Skończy się jak w Hiszpanii, gdzie starzy wydawcy właśnie proszą internet żeby jednak znów ich cytował - dodał na Twitterze Mężyk.

Wieczorem portal LoveKrakow.pl poinformował swoich czytelników, że wskutek wprowadzonego przez część wydawców regulaminu korzystania z artykułów na stronie nie będą już publikowane poranne przeglądy prasy. - Niektóre gazety wprowadziły zmiany bardzo ograniczające możliwość cytowania i de facto „promowania” ich treści - napisano na Twitterze.

Jak wydawcy będą traktować w świetle tego regulaminu przeglądy prasy publikowane przez serwisy internetowe? - Co do zasady wprowadzone przez wydawców regulacje nie są w żadnym wypadku próbą wyeliminowania przeglądów prasy, lecz metodą walki z pasożytniczym, nielegalnym i nagminnym wykorzystywaniem treści. Regulamin nie zabrania wykorzystywania treści w przeglądach prasy, lecz po prostu precyzuje zasady, na których może się to odbywać (wprowadza licencje, określa jakie są ramy cytatu/omówienia). Jeśli komuś zależy na zrobieniu przeglądu prasy, a nie serwisu, którego model biznesowy będzie oparty na pasożytniczej dystrybucji cudzych treści, to nie będzie miał problemu, by to zrobić z poszanowaniem regulaminu, czyli praw autorskich twórców – podkreśla Grzegorz Nawacki.

Bardziej kategorycznie na temat materiałów z fragmentami tekstów drukowanych wypowiada się Bogusław Chrabota. - Muszą szanować nasze zasady. Nie widzę innego rozwiązania. Inaczej muszą liczyć się z zalewem faktur i pozwów - wyjaśnia naczelny „Rzeczpospolitej”.

Dołącz do dyskusji: Wydawcy krytykowani za wprowadzenie regulaminu korzystania z artykułów

7 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
hehe
To nie 1 kwietnia. Regulamin to możecie mieć dla pracowników. Innych obowiązuja przepisy prawa
odpowiedź
User
redy
Jeszcze jeden gwóźdź do trumny prasy drukowanej.
odpowiedź
User
Nick
Próbują coś poprawić to wióry lecą. Jednak doszło do takiego absurdu (sami przyznajcie), że wiem co dzisiaj pisze np. Rzepa, a do niej nie sięgałem. Z czegoś redakcje muszą żyć!
odpowiedź