SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

Zakaz handlu w niedziele to ograniczenie wolności klientów i sprzedawców, ale bez dużego wpływu na gospodarkę (opinie)

- Projekt ustawy o zakazie handlu w niedziele uderza selektywnie w wybrane segmenty gospodarki i faworyzuje małe, mało produktywne firmy kosztem dużych przedsiębiorstw które rozwijają się, inwestują i lepiej płacą pracownikom. Planowane ograniczenia zaowocują spadkiem wpływów do budżetu państwa i wzrostem bezrobocia, ale nie wpłyną znacząco na sytuację makroekonomiczną Polski - oceniają dla serwisu Wirtualnemedia.pl ekonomiści Mateusz Walewski i Rafał Trzeciakowski.

fot. shuttlerstockArticle

Zakaz prowadzenia handlu detalicznego w niedziele od dłuższego czasu postulowały środowiska związane ze związkiem „Solidarność”. One także opracowały wstępny obywatelski projekt tych przepisów, który został przedłożony rządowi.

We wtorek Rada Ministrów na posiedzeniu poparła pomysł ograniczenia handlu w niedziele, zarekomendowała jednak dalsze prace nad projektem. - Przepisy powinny być tak przeredagowane, aby wprost i całkowicie wyłączały handel w internecie spod wprowadzanego zakazu - napisano w komunikacie Centrum Informacyjnego Rządu.

Projekt ograniczający prowadzenie działalności handlowej w internecie, choć jest na razie na wczesnym etapie przygotowań, wywołuje poważne kontrowersje. Przedsiębiorcy i niektórzy ekonomiści wskazują na poważne konsekwencje nowej ustawy dla sektora handlowego. Z kolei zwolennicy planowanych regulacji argumentują, że podobne rozwiązania obowiązują w wielu krajach unijnych, a intencją autorów projektu jest uwolnienie wielu Polaków od konieczności pracy w niedzielę, dniu powszechnie uważanym za wolny.

Skutki społeczne ważniejsze od ekonomicznych

W rozmowach z serwisem Wirtualnemedia.pl eksperci ekonomiczni różnią się nieco w ocenie planowanych niedzielnych ograniczeń w handlu, choć zgodnie podkreślają ich restrykcyjny charakter dla wolności gospodarczej.

Mateusz Walewski, senior economist w PwC Polska, w wyważony sposób ocenia projekt ograniczeń w handlu detalicznym w niedziele. - Każde ograniczenie wolności gospodarczej pociąga za sobą określone koszty - przypomina Walewski. - Trzeba brać pod uwagę między innymi to, o ile spadną obroty w handlu detalicznym, ile osób straci pracę nie tylko w sklepach, ale także w segmencie usług towarzyszących sferze handlu, na przykład w centrach handlowych. Sprawa ma w dużej mierze charakter polityczny i ideologiczny. Jeśli jako państwo i społeczeństwo uważamy, że wolna niedziela jest bardziej istotna niż wspomniane przeze mnie koszty, to po prostu trzeba to przyjąć do wiadomości. Ważne jest to by nie twierdzić, że wolne niedziele nie pociągną za sobą skutków ekonomicznych, bo takie konsekwencje oczywiście będą.

Według Walewskiego ogólnie proponowany projekt zakazu handlu w niedziele ma swoje lepsze i gorsze strony. - Z jednej strony bowiem będziemy mieli czas wolny w niedzielę, który możemy poświęcić na przykład rodzinie, z drugiej strony jednak musimy pamiętać o konsekwencjach – podkreśla ekonomista PwC. - Trzeba pamiętać, że dzisiaj zakupy dokonywane w niedziele są dla większości konsumentów pewnego rodzaju rozrywką. Jeśli tak jest, to dlaczego nie zakażemy na przykład niedzielnego funkcjonowania restauracji, kin czy teatrów – przecież pracujący tam ludzie też powinni mieć wolną niedzielę. W ten sposób rodzi się pytanie dlaczego projekt ustawy uderza jedynie w handel – zgodnie z ideą, która zdaje się przyświecać twórcom projektu w niedzielę powinny funkcjonować jedynie te segmenty, które są kluczowe dla funkcjonowania państwa, takie jak służba zdrowia czy energetyka.

Jak podkreśla nasz rozmówca zwolennikom ustawy trzeba przyznać, że w wielu krajach europejskich handel w niedziele jest ograniczany, choć w różnym stopniu i przeważnie mniej restrykcyjnym niż ten planowany u nas.

- Mam na myśli między innymi Niemcy, Austrię czy Szwajcarię. Nawet w Wielkiej Brytanii, która uchodzi za kraj o największej swobodzie gospodarczej funkcjonują ograniczenia handlu w niedzielę - zaznacza Walewski.

- Jeśli chodzi o wspomniane przeze mnie koszty wprowadzenia ustawy, to sam zakaz handlu detalicznego w niedzielę nie będzie miał znaczącego wpływu na całą gospodarkę. Według szacunków PwC będzie on oznaczał zmniejszenie rocznych wpływów do budżetu państwa o 1,8 mld zł. To oczywiście spora kwota ale nie taka, która mogłaby zrujnować finanse publiczne. Większość konsumpcji przeniesie się z niedzieli i rozłoży na pozostałe dni tygodnia. Zamiast o kosztach makroekonomicznych należy tu mówić o innych konsekwencjach, na przykład o możliwości zmniejszenia się liczby miejsc pracy. Według naszych szacunków w wyniku wprowadzenia zakazu pracę utraci ok. 36 tys. osób, i to tych najsłabszych na rynku pracy. Wśród nich znajdą się na przykład młodzi ludzie, którzy pracując w niedzielę dorabiali do swojego budżetu, czy też pracownicy ochrony, na których zmniejszy się zapotrzebowanie.

Początkowy projekt ustawy o zakazie handlu w niedziele obejmował także działalność handlową w internecie. Jednak zdaniem Walewskiego ten zapis jest pozbawiony sensu.

- Moim zdaniem byłoby bardzo trudno skutecznie egzekwować taki zakaz, choćby z powodów technicznych. Poza tym w wypadku internetu dokonując zakupu w sieci robimy to w interakcji z automatem, a nie z człowiekiem. To z kolei nieco rozmija się z ideą samej ustawy, która zakłada uchronienie Polaków przed koniecznością pracy w dniu świątecznym – ocenia Walewski.

Zakaz handlu w niedziele to element szkodliwej strategii

Nieco bardziej zdecydowany niż Walewski jest w swoich diagnozach Rafał Trzeciakowski, ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR).

- Zakaz handlu w niedzielę to zarówno ograniczenie wolności konsumentów (politycy decydują, kiedy im wolno robić zakupy, a kiedy nie) jak i przedsiębiorców (politycy decydują, kiedy im wolno otworzyć sklep, a kiedy nie) – ocenia Rafał Trzeciakowski. - Zakaz handlu w niedzielę wpisuje się w dłuższy trend projektów regulacyjnych, które faworyzują małe, niskoproduktywne firmy kosztem rozwijających się, inwestujących, lepiej płacących pracownikom większych przedsiębiorstw.

Trzeciakowski przypomina, że banki obciąża podatek bankowy, któremu nie podlegają SKOK-i, a rozwój produkcyjnych gospodarstw rolnych jest hamowany przez zakaz handlu ziemią. Niejasna pozostaje przyszłość wymierzonego w duże sklepy podatku od sprzedaży detalicznej, a pojawiają się kolejne pomysły na hamowanie wzrostu sieci aptecznych i księgarskich.

- Każda kolejna regulacja ograniczająca wzrost bardziej wydajnych modeli biznesowych to nie tylko problem gospodarczy, ale i ograniczenie wolności wyboru konsumentów - podkreśla ekonomista FOR. - Klienci nie będą już mogli robić zakupów wtedy, kiedy jest to dla nich wygodne. Nie będą mogli wybrać w niedzielę sklepu franczyzowego na rogu, tylko będą zmuszeni korzystać z tradycyjnych sklepików nierzadko pamiętających jeszcze PRL.

Zdaniem eksperta ucierpi również zatrudnienie, płace i elastyczność godzin pracowników handlu. - Krótsze godziny otwarcia sklepów wymagają mniejszej liczby pracowników. Wolniejszy wzrost produktywności daje mniejsze pole do podwyżek wynagrodzeń. Jednocześnie pracownicy, którzy chociażby w ciągu tygodnia studiują dziennie, będą mieli ograniczoną możliwość zarabiania pieniędzy - prognozuje Trzeciakowski.

- Warto przy tym zaznaczyć, że działania polskiego rządu idą w przeciwnym kierunku niż w innych krajach Unii Europejskiej. Stopniowo kolejne kraje rezygnują z ograniczeń handlu w niedzielę, my natomiast je wprowadzamy. Spośród nowych państw członkowskich UE będziemy pod tym względem wyjątkiem - nikt poza Polską nie chce w nich zakazywać handlu w niedzielę. Próbował tego co prawda rząd węgierski, ale przepisy były tak niepopularne, że ostatecznie się z nich wycofano – przypomina Trzeciakowski.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Zakaz handlu w niedziele to ograniczenie wolności klientów i sprzedawców, ale bez dużego wpływu na gospodarkę (opinie)

43 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Ała
Lubię móc zrobić zakupy w niedzielę. Zwłaszcza że w tygodniu pracuję 8-19.

Nie znaczy że muszę coś wtedy kupić, ale lubię wiedzieć, że jakby coś, to mogę.
odpowiedź
User
Katarzyna M
Co za brednie wypisuje redakcja w tytule. Może autor tego tekstu postawił postawiłby się w roli sprzedawcy który musi przyjść w niedzielę do pracy zamiast poświecić ten czas dzieciom.
Zakupy można zrobić w inny dzień a niedziela to jeden z nielicznych dni który mogę poświecić dla rodziny. Jakoś w Niemczech czy Norwegi nie ma tragedii z powodu zamkniętych sklepów. Dlaczego redakcja nie ujmie się za wolnością pracowników handlu? Pracownicy handlu to przede wszystkim kobiety. Kto lepiej niż my zadba o ciepło rodzinnego domu?
odpowiedź
User
wkurzony
Mam dość tej neoliberalnej religii w naszym kraju. Najwyższy czas zrozumieć, że pracownik to też człowiek, a nie cyferki w równaniu o płacach zarządów i prezesów. Praca w niedzielę to żadna wolność tylko niewolnictwo. W krajach zachodu to normalne, że niedziela jest wolna - tam funkcjonują normalne związki zawodowe i socjaldemokraci, którzy miast skupić się na problemach przedsiębiorców słusznie kierują swoją uwagę na własnych obywateli. Polsko, obudź się z postbalcerowiczowskiego koszmaru.
odpowiedź
User
prawnik
Co za brednie wypisuje redakcja w tytule. Może autor tego tekstu postawił postawiłby się w roli sprzedawcy który musi przyjść w niedzielę do pracy zamiast poświecić ten czas dzieciom.
Zakupy można zrobić w inny dzień a niedziela to jeden z nielicznych dni który mogę poświecić dla rodziny. Jakoś w Niemczech czy Norwegi nie ma tragedii z powodu zamkniętych sklepów. Dlaczego redakcja nie ujmie się za wolnością pracowników handlu? Pracownicy handlu to przede wszystkim kobiety. Kto lepiej niż my zadba o ciepło rodzinnego domu?


Super. A ja pracuję w tygodniu od rana (7.30) do nocy (tak długo, jak trzeba). A w weekend - jak mi jeszcze sił starczy. I kto się mną zajmie?
No dobra, jest Tesco - otwarte całą dobę. Ale jak już skończę pisać, to mi w głowie szumi i nie mam siły na kierunek inny niż łóżko.

Taki zakaz handlu w niedzielę jest jedną z tych spraw wynikających z "dobrych intencji".
Ale żebym nie kupował w niedzielę, musiałbym kończyć o 16 (realnie nieosiągalne nawet w urzędach; ludzie wszędzie zostają po godzinach).
A gdybym pracował do tej 16.00 wielu ludzi, za których los jestem w części odpowiedzialny, miałoby PRZECHLAPANE.
odpowiedź
User
prawnik
Mam dość tej neoliberalnej religii w naszym kraju. Najwyższy czas zrozumieć, że pracownik to też człowiek, a nie cyferki w równaniu o płacach zarządów i prezesów. Praca w niedzielę to żadna wolność tylko niewolnictwo.


Ale każdy pracownik - nie tylko sprzedawca. Ja też. Chcę móc skończyć pracę o 16.00. I mieć czas na normalne zakupy. I w sumie mogę - ale jakbym tak robił, wielu ludzi miałoby przechlapane. Czyli realnie jednak nie mogę.

Taki nam się świat porobił. Na całym świecie. Wszędzie, gdzie jadę jest tak samo. Nie powstrzymamy tego ustawą. Prawo to mocne narzędzie, ale nie mocniejsze niż rzeczywistość.
odpowiedź