Jesteś z branży mediów, marketingu i PR? Obserwuj nas na LinkedIn.
W październiku doszło do pierwszego tak ostrego publicznego sporu braci Karnowskich. Michał Karnowski, który na przełomie sierpnia i września 2025 roku odszedł z wPolsce24 do Kanału TAK!, zakwestionował, że za gorszymi wynikami stacji stoi manipulacja badaniem Nielsena.
Jacek Karnowski, redaktor naczelny wPolsce24, odpowiedział bratu ostro: "Bracie, zajmij się swoimi dealami lobbingowymi, wpychaniem wódki i tytoniu Polakom, pieniędzmi z Zondacrypto, a nie atakowaniem stacji, którą porzuciłeś i chciałeś zatopić. Radzimy sobie i sobie poradzimy".
Pytam Jacka Karnowskiego o ten spór. – Ja nie zaczepiałem i nie będę zaczepiał. Odpowiedziałem raz, wcześniej kilkanaście razy zmilczałem. To dla mnie bolesna sprawa – ucina.
Dane i spór z Nielsenem
Dane Nielsena opublikowane przez Wirtualnemedia.pl pokazują, że we wrześniu 2026 roku wPolsce24 miała 1,28 proc. udziału w rynku i średnio 71,4 tys. widzów. Przed rokiem było to 1,35 proc. udziału i 74,1 tys. widzów. Oznacza to spadek udziału o 5,2 proc. rok do roku. Jeszcze większy był spadek miesiąc do miesiąca. W sierpniu wPolsce24 miała 1,48 proc. udziału w rynku, a we wrześniu 1,28 proc. (mniej o około 13 proc.).

Dane kwestionuje sama stacja. wPolsce24 twierdzi, że wyniki oglądalności kluczowych programów w badaniu Nielsena spadły nawet o 30 proc. Miało do tego dojść w wyniku rzekomej "jednostronnej i niekonsultowanej z mniejszymi nadawcami zmiany metodologii pomiaru". Spółka zdecydowała się zainterweniować w KRRiT. Nielsen zaprzecza, by zmieniła metodologię pomiaru telemetrycznego.
Sama firma przyznała, że ją zmieniła, tyle że komunikat był bardzo niejasny. Nam wynik dzienny, czyli udziały w rynku w grupie ogólnej, spadł nagle z 1,6–1,8 do 1,3–1,2 proc. Jak nożem uciął. Wcześniej przeboje stacji miały grubo powyżej 2 proc. oglądalności, czasem pod 3 proc., a nagle straciły około jedną trzecią widzów. Mogę wskazać np. "Wierzbicki i Biedroń mówią jak jest" czy "Politykę na deser". W całym moim życiu nie widziałem takiego zjawiska.
Naczelny wPolsce24 zastrzega jednak, że stacja powoli odrabia straty. Podkreśla, że wyniki dzienne i oglądalność poszczególnych programów się poprawiają. Dodaje, że stacja ma prawo kwestionować zmiany w pomiarach, ale musi również pracować nad jakością oferty.
Inne zdanie mają anonimowi rozmówcy Wirtualnemedia.pl. Pierwszy z nich uważa:
– Dziś władze stacji świadomie jadą na paliwie, że "Nielsen nas prześladuje". Oczywiście dobrze wiedzą, że jest to przekaz skierowany tylko do określonej grupy w akwarium, w którym pływamy.

Niejasny podział ról
W sierpniu i wrześniu 2025 roku doszło do kluczowych zmian w telewizji wPolsce24. Michał Adamczyk przestał być dyrektorem programowym stacji, a Marcina Tulickiego odwołano z funkcji szefa newsroomu. Michał Karnowski, który był członkiem zarządu Fratrii, wycofał się z bieżącego kierowania stacją i opuścił biuro nadawcy. Wszyscy trzej zaczęli tworzyć Kanał TAK!.
Wieloletni pracownicy Fratrii szczególnie byli zaskoczeni odejściem Michała Karnowskiego, który pracował w firmie od początku, czyli od 2012 r.
Nowym dyrektorem programowym został Mariusz Pilis, a Grzegorz Adamczyk objął funkcję szefa newsroomu. Według części rozmówców od tego momentu pojawiły się problemy z podziałem kompetencji i podejmowaniem decyzji.
– Nie wiedziałem, kogo słuchać. Pilis mówił jedno, Adamczyk drugie, a Karnowski trzecie – zaznacza rozmówca drugi.

Inny dodaje, że trudno było ustalić, kto odpowiada za poszczególne decyzje.
Jacek Karnowski stanowczo odpowiada: – Podział jest bardzo czytelny i nie rozumiem, skąd te zarzuty. Redaktorem naczelnym jestem ja, Grzegorz Adamczyk jest szefem newsroomu i w konsultacji ze mną zarządza pracą redakcji. Mariusz Pilis jako dyrektor programowy odpowiada za wprowadzanie konkretnych zmian w ofercie wPolsce24. Działamy wspólnie, myślę, że dobrze się uzupełniamy.
Przegapiony wyścig
Wieloletni dziennikarz prawicowych stacji uważa, że bracia Karnowscy przespali moment, gdy Republika rzuciła wszystkie siły na przejęcie budynku TVP przez nowe władze w grudniu 2023 roku.
wPolsce24 nie miała do tego zasobów. Wydaje mi się, że gdyby Karnowscy wtedy potrafili je zorganizować, dziś wPolsce24 wyglądałaby lepiej. A tak Miłosz Kłeczek i Tomasz Sakiewicz mogli powtarzać: przejęliśmy rolę mediów publicznych. Od tego się zaczęło i to Republika uchodzi za "kontynuatorkę" dawnego TVP Info z czasów rządów PiS.

Do wPolsce24 trafili co prawda Magdalena Ogórek, Stanisław Janecki czy Krzysztof Feusette, ale – zdaniem rozmówcy – to nie wystarczyło.
– To Republika potrafiła przekonać prawicowych widzów, że jest oblężoną twierdzą, że Tusk robi wszystko, by nas zniszczyć. Z powodzeniem realizowała strategię "daj pieniążka". A wPolsce24 doszła z oglądalnością do sufitu – ocenia rozmówca pierwszy.
Zauważa jednocześnie, że nastąpił podział na "bardziej radykalną Republikę" i "stację dla ludzi inteligentnych", czyli wPolsce24. Jego zdaniem telewizja powinna jednak zapewniać więcej "sporów, ostrych pytań i emocji".
Inny były pracownik wskazuje na błędne decyzje personalne dotyczące kluczowych pasm, brak promocji programów w mediach społecznościowych i na antenie, a także zbyt częste zmiany koncepcji.
Jacek Karnowski odpowiada, że wPolsce24 ma własną tożsamość. – My jesteśmy sobą, wyrastamy z Fratrii, tygodnika "Sieci", portalu wPolityce, z pewnej tradycji podejścia do świata. Ale emocji oczywiście szukamy. Na bieżąco wyciągamy wnioski, codziennie analizujemy, opierając się na danych, wciąż szukamy elementów, które można poprawić – mówi.

Kasa i rotacje
Wśród części zespołu pojawił się zarzut, że stacja ogłosiła, że "trzeba dotrwać do wyborów". Według rozmówców oznaczało to, że liczyła przede wszystkim na zmianę władzy i dopływ publicznych środków.
Zmieniono również system wynagradzania dziennikarzy. – Zamiast podwyżek, które zdaniem zespołu się należały, niektórym obcięto wynagrodzenia, co wynikało ze zmiany ich systemu. A oczekiwano intensywnej pracy podczas kampanii wyborczej. Przez splot takich okoliczności trudno było oczekiwać motywacji do pracy – mówi rozmówca drugi.
Wcześniej reporterzy otrzymywali stałe wynagrodzenie za określony zakres obowiązków. Później mieli być wynagradzani przede wszystkim za liczbę programów i dyżurów. Według jednego z rozmówców dziennikarze, którzy wcześniej zarabiali 12–13 tys. zł, zaczęli otrzymywać 6–6,5 tys. zł.

Rozmówcy twierdzą również, że układanie grafików mogło faworyzować osoby odpowiedzialne za ich przygotowywanie i ich bliskich współpracowników.
Jacek Karnowski zaprzecza, by skala zmian była tak duża: – Ludzie zawsze narzekają, że za mało zarabiają, ale my mamy określoną pulę pieniędzy do wydania. Mamy mniej, niż chcielibyśmy mieć. Takie są realia i nie mogę od nich abstrahować. A przy tym bardzo nam zależy, by wynagrodzenia były wypłacane bez opóźnień.
Dodaje, że przejście z ryczałtów na wynagrodzenia za dyżury było konieczne, aby uporządkować budżet. – Jasne, nie wszyscy na tym zyskają, ale generalnie to są korekty, a nie jakieś wielkie tąpnięcia – podkreśla Karnowski. I zaznacza też, że część pracowników zyskała finansowo, a rotację uważa za naturalne zjawisko. Zapewnia również, że stacja terminowo wypłaca wynagrodzenia i nie faworyzuje pracowników.

Zarzuty
Część rozmówców uważa, że Jacek Karnowski jest dobrym publicystą, ale niekoniecznie skutecznym menedżerem. – Nie bierze odpowiedzialności za decyzje. I tak to działa w trójce: Pilis, Adamczyk, Karnowski – mówi jeden z nich.
Pojawiają się też zarzuty dotyczące kompetencji kierownictwa i sposobu reagowania na słabe wyniki programów.
Jeden z prezenterów opowiada, że podczas spotkań dziennikarze słyszeli, iż ich programy są nudne i należy je poprawić, ale nie otrzymywali konkretnych wskazówek.
Wiele osób przychodziło do kierownictwa i mówiło, by poszukało winy w sobie, by poprawiło zarządzanie anteną. Słyszeliśmy: no to siadajcie i zróbcie jakiś program. Ci ludzie nie mają pojęcia o "wyformatowaniu" programu.

Według nich część prezenterów nie miała poczucia, że kierownictwo współodpowiada za przygotowanie i rozwój formatów. Jacek Karnowski podkreśla, że dziennikarze we Fratrii od zawsze mieli dużą samodzielność, ale również ponosili odpowiedzialność za swoje programy.
– Jeśli z jakimś programem zaczyna być problem, robimy spotkania, analizy, rozmawiamy z twórcami, z dziennikarzami. Faktem jest jednak, że Fratria zawsze była firmą, w której dziennikarze mieli dużo swobody i także ponosili dużą odpowiedzialność – odpowiada.
Dodaje, że stacja nie ma środków porównywalnych z TVP i nie może budować równie rozbudowanych struktur zarządzania. – Nie może być też tak, że program się nie ogląda, a prowadzący, autor programu, uważa, że to właściwie nie jego problem, bo przecież on przyszedł na wydanie – podkreśla Karnowski.

Ramówka i ciągłe zmiany
Rozmówcy krytykują częste zmiany w ramówce i przenoszenie programów pomiędzy różnymi porami dnia. Ich zdaniem kierownictwo nie daje formatom wystarczająco dużo czasu, by zdobyły stałą widownię.
– Tych samych prezenterów przerzuca się na poranek albo na prime time. Nie widać tu logiki – uważa jeden z rozmówców.
Przykładem jest "Na linii ognia", który do września 2025 r. prowadziła Magdalena Ogórek, a obecnie Marta Piasecka i Szymon Szereda. Program najpierw przeniesiono z godziny 21 na 11, a później na 14.
Kolejny przykład to niedzielny "Salonik" Stanisława Janeckiego, zdjęty po dwóch odcinkach. – Najpierw stwierdzili, że przeniosą go na popołudnie. Ściągnął za darmo do programu Rafała Ziemkiewicza, a i tak nie było litości – relacjonuje rozmówca trzeci.
Inna osoba uważa, że nowe programy były nieustannie kasowane lub przenoszone, przez co zmiany sprawiały wrażenie wprowadzanych dla samych zmian.

Jacek Karnowski nie ukrywa, że to on odpowiada za oglądalność i kształt stacji. – Jeśli coś nie rokuje, staram się szybko reagować. Uważam, że szybkie reagowanie to atut wPolsce24. Podejmujemy wiele takich decyzji, ale przemyślanych, a nie pochopnych – mówi szef wPolsce24.pl.
Dodaje, że lepiej przyznać się do błędu i szukać kolejnych rozwiązań, niż utrzymywać nieskuteczny format z obawy przed krytyką.
Sytuacja z newsroomu
Rozmówcy opowiadają o sytuacji, która miała wydarzyć się w newsroomie. Jedna z doświadczonych dziennikarek miała zostać publicznie skrytykowana przez Jacka Karnowskiego po tym, jak wbrew jego woli zdecydowała się zamazać twarz Ukraińca podejrzanego o popełnienie przestępstwa.
Według relacji rozmówców Karnowski miał polecić pokazanie twarzy mężczyzny, a następnie krzyczeć na dziennikarkę w obecności zespołu. Sytuacja miała doprowadzić ją do płaczu.
Jeden z rozmówców sugeruje, że naczelny mógł być pod presją związaną z wynikami stacji i odejściem Magdaleny Ogórek.
Pytam Jacka Karnowskiego o tę sytuację. – Nikogo nie zbeształem, nigdy nie besztam ludzi ani prywatnie, ani publicznie. Była gorąca sytuacja w newsroomie, jakich wiele w pracy redakcji newsowej. Rozmawiałem już z nią, sytuacja została wyjaśniona – odpowiada.
Dawna Fratria i transfery z TVP
Rozmówca czwarty popiera obecną linię programową wPolsce24. Jego zdaniem wyraźnie widać podział pomiędzy dawnym zespołem Fratrii a osobami, które przyszły z TVP Info po zmianie władzy.
– Zawsze będą niezadowoleni ludzie, ale ta kołdra jest krótka. Szefostwo musi podejmować działania służące odpowiedniej alokacji zasobów. Nie podejmuje ich koteryjnie. Czasem ludzie nie potrafią przyjąć, że program sobie nie radzi, bo nie ma wyników. To kierownictwo musi podejmować wtedy trudne decyzje – mówi.
Jego zdaniem część pracowników przychodzących z telewizji publicznej miała inne oczekiwania wobec organizacji pracy niż osoby związane z Fratrią od lat.
– Ludzie, którzy przyszli do nas z TVP, nie rozumieją, czym jest merytokracja. Wydaje im się, że pewni ludzie powinni mieć rację z założenia, a inni – nie – ocenia.
Pierwszy rozmówca również dostrzegał początkowo różnice między obydwiema grupami:
Dawny zespół wPolsce24 cechowała fajna, rodzinna atmosfera. Ludzie z TVP przyszli z pewnym poczuciem wyższości. Komentowali, że Boże, jakie to u nas nieprofesjonalne, u nas robiło się inaczej. Inni mówili wprost, że są na przeczekanie. Miało się poczucie, że tylko czekają, by spakować rzeczy i wrócić do dawnego miejsca pracy.
Dodaje jednak, że z czasem sytuacja się zmieniła, a pracownicy z TVP bardziej zintegrowali się z zespołem.
Jacek Karnowski podkreśla, że wPolsce24 ma własny styl i nie traktuje TVP jako punktu odniesienia. – Pracowałem tam w sumie trzy lata i to już dawno temu, w Sekcji Polskiej BBC siedem lat, we Fratrii już 15 lat. Mamy inne wzorce niż TVP – zaznacza.
Naczelny zapewnia, że stacja stale poprawia ofertę, szuka własnych tematów i rozwija rozpoznawalne twarze. Podkreśla również, że ostatecznie to jego przełożeni, Romuald Orzeł i Grzegorz Bierecki, oceniają jego pracę. Spór o wyniki, sposób zarządzania, wynagrodzenia i kierunek rozwoju pokazuje, że wPolsce24 mierzy się nie tylko z konkurencją na rynku telewizyjnym, ale i z różnymi oczekiwaniami wewnątrz redakcji.
Kierownictwo przekonuje, że podejmowane decyzje są konieczne w trudnych warunkach rynkowych. Część obecnych i byłych pracowników uważa natomiast, że stacja potrzebuje bardziej konsekwentnej strategii, stabilniejszej ramówki i czytelniejszego podziału odpowiedzialności.













