Ekspertka z Ośrodka Analizy Dezinformacji NASK w rozmowie z PAP zwróciła uwagę, że wraz z rozpoczęciem roku szkolnego w sieci masowo pojawiały się fałszywe informacje dotyczące diety planetarnej, wprowadzonej w ramach rozporządzenia resortu zdrowia. – Na platformie X zauważyliśmy wzrost zasięgów treści dezinformacyjnych dotyczących tego tematu. Ten trend widoczny jest dokładnie od popołudnia 2 września, czyli od chwili powrotu uczniów ze szkół – podkreśliła.
Jedna z najczęstszych narracji w sieci dotyczyła tego, że dieta planetarna rzekomo oznacza wprowadzenie zakazu podawania mięsa w posiłkach dla dzieci, co miało skutkować przymusowym przejściem na weganizm. – Druga najpopularniejsza narracja odwoływała się wprost do zdrowia dzieci. Sugerowano w niej, że nowa dieta nie zapewnia odpowiednich wartości odżywczych, co może doprowadzić do niedoborów żywieniowych. Przedstawiono dietę planetarną jako rzekomy eksperyment na dzieciach – powiedziała analityczka.

Jak wytłumaczył PAP dietetyk i psychodietetyk z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego Baszar El-Helou, dieta planetarna zapewnia wystarczające składniki odżywcze do prawidłowego funkcjonowania, a głosy, które to negują, są straszeniem, ponieważ "dieta ta jest standardową dietą każdej osoby, która chce jeść mniej żywności wysokoprzetworzonej, stawiać na lokalne, sezonowe produkty i dbać o zdrowie".
– Jeżeli dbamy o to, żeby wybierać odpowiedni rodzaj mięsa, ale jemy go rzadziej, lub dbamy o to, żeby wybierać np. kaszę zamiast białego ryżu, to już idziemy w kierunku tej diety planetarnej. Absolutnie nie ma obaw o niedobory żywieniowe, ponieważ to nie jest dieta restrykcyjna. To nie jest dieta wegańska, w której eliminujemy mięso. Tylko mówimy o tym, żeby to mięso nie było jedynym źródłem białka w tej diecie. Właśnie zamieniając je na inne, między innymi roślinne – powiedział dietetyk.

Naukowiec doprecyzował, że jest to zbilansowana dieta zgodna z polskimi zaleceniami dotyczącymi zdrowego żywienia, w której preferowane są produkty o mniejszym obciążeniu dla planety, czyli m.in. wymagające mniejszego zużycia wody, generujące mniej odpadów żywnościowych, a także transportowane na krótszych dystansach czy wymagające mniejszej liczby opakowań.
Analityczka NASK zwróciła z kolei uwagę, że wśród aktorów dezinformacji pojawiły się także głosy odwołujące się do kwestii zmian klimatycznych, w których twierdzono, że "walczy się o klimat kosztem dzieci i ich zdrowia". – Wskazywano także, że nowe wytyczne żywienia w szkołach to rzekomy zamach na polskie rolnictwo, a przecież produkcja rolnicza to nie tylko produkcja zwierzęca. Dodatkowo w rozporządzeniu znajduje się informacja, że produkty mają być w miarę możliwości lokalne, co samo w sobie wspiera rodzime gospodarstwa rolne – dodała.

Na pytanie, kim były osoby, które odpowiadały za promocję fałszywych treści, Lipka odpowiedziała, że wachlarz aktorów dezinformacji był bardzo szeroki: od polityków, środowiska konserwatywne i sceptycznie wobec zagrożenia kryzysem klimatycznym, przez krytyków zmian wprowadzanych przez Ministerstwo Edukacji Narodowej, w tym Edukacji Zdrowotnej, czy reformy edukacji "Kompas Jutra", po osoby związane z branżą wellness. – To, co jest na talerzu dziecka, stało się tematem politycznym. W serwisie X, od początku września zasięgi wszystkich narracji dezinformacyjnych dotyczących diety planetarnej można było liczyć w milionach – dodała.
Dietetyk pytany o skrajne emocje wywołane tym tematem wśród dorosłych, odparł, że "to jest bardziej panika rodziców niż opór dzieci". - Z przeprowadzonych warsztatów kulinarnych z dziećmi, na których miały poznać produkty strączkowe, można było wywnioskować, że były one zaskoczone, że można zjeść coś smacznego z białej fasoli czy z soczewicy. - Myślę, że to nie jest opór dzieci, a brak wyobraźni ze strony rodziców, że to dziecko będzie najedzone, że to są potrawy i posiłki pełnowartościowe - przyznał ekspert.

Według niego sama nazwa tej diety może być problematyczna w odbiorze. - Wkracza tu element polityki, ponieważ może być kojarzona z podejściem hipisowskim, czyli jakimiś wymysłami, a nie czymś co jest faktycznie dobre dla zdrowia. A to nie jest dieta, którą ktoś wymyślił, bo ma taką ideologię. To jest uzasadnione naukowo podejście - wytłumaczył.
Gdzie szukać sprawdzonych informacji?
Baszar El-Helou zauważył, że do poprawnej edukacji żywieniowej wkradł się duży chaos informacyjny. - Jesteśmy bombardowani informacjami z różnych stron i one są, delikatnie mówiąc, różnej jakości merytorycznej, więc trudno jest wybrać, co tutaj jest istotne - stwierdził.
Dietetyk powiedział PAP, że po sprawdzone informacje o właściwych nawykach żywieniowych należy sięgać np. na stronę internetową Narodowego Centrum Edukacji Żywieniowej. - Tam są też materiały, które powstały pod kątem nowego rozporządzenia. Powstała również dedykowana skrzynka mailowa dla realizatorów żywienia zbiorowego (zywieniezbiorowe_dzieci@pzh.gov.pl) po to, żeby ewentualnie napisać, jak jest jakaś trudność, jakaś trudność z interpretacją jakiegoś przepisu, prośbę o jakieś praktyczne wsparcie i uzyskać odpowiedź od eksperta z Narodowego Centrum Edukacji Żywieniowej - wytłumaczył.

- Organizm człowieka jest na tyle elastyczny, na tyle zdolny do dostosowania się, że to nie jest tak, że jeden posiłek inny niż zwykle spowoduje jakąś krzywdę. Posiłki i potrawy roślinne na bazie białka pochodzącego z nasion roślin strączkowych są pełnowartościowe i w stu procentach pokrywają zapotrzebowanie dziecka - podsumował El-Helou.
Zgodnie z rozporządzeniem ministra zdrowia, które weszło w życie 1 września 2026 r., w tygodniowym menu szkolnym musi pojawić się co najmniej jeden w pełni roślinny posiłek bezmięsny, na bazie nasion roślin strączkowych. Ponadto w ciągu pięciu dni tygodnia maksymalnie dwa razy powinny pojawić się jadłospisie potrawy ze świeżego, nieprzetworzonego mięsa oraz co najmniej jeden posiłek z rybą. Jednocześnie szkolny jadłospis może przewidywać więcej dni bezmięsnych.

Źródło: PAP













