Scammerzy pracują jak korporacja. "Niejedna legalna firma mogłaby się od nich uczyć zarządzania" [WYWIAD]

Fałszywe inwestycje obsługują dziś organizacje przypominające korporacje: mają działy HR, systemy CRM, targety i premie. Agata Ślusarek, ekspertka ds. cyberbezpieczeństwa w Riffsec, opowiada, jak rekrutują pracowników, zdobywają dane ofiar i wykorzystują wizerunki znanych osób. Wyjaśnia też, dlaczego przed profesjonalną manipulacją nie chronią ani wykształcenie, ani obycie w internecie.

Kinga Walczyk
Kinga Walczyk
Udostępnij artykuł:
Scammerzy pracują jak korporacja. "Niejedna legalna firma mogłaby się od nich uczyć zarządzania" [WYWIAD]
Scammerzy pracują jak dobrze zorganizowana korporacja

Scammer od początku wie, że będzie oszukiwał ludzi?

To zależy od rodzaju oszustwa i stanowiska, jakie zajmuje. Przy tych masowych kampaniach, takich jak fałszywe ogłoszenia czy wiadomości o dopłacie do paczki, mandacie albo rachunku za prąd, przestępcy raczej wiedzą, jaki jest cel ich działania. 

W przypadku fałszywych inwestycji struktura jest znacznie bardziej rozbudowana. Mamy do czynienia z czymś, co przypomina korporacje. Jedną część stanowią call center, których pracownicy dzwonią do ofiar. Jestem przekonana, że osoby prowadzące te rozmowy wiedzą, iż oszukują, że ich codzienność wygląda tak samo jak dzień niejednego pracownika legalnej firmy. Przychodzą do biura, mają określone godziny pracy, biurka, słuchawki i przełożonych.

Obok nich działają korporacje leadowe.

Tak, to te grupy, które zbierają dane osób, do których później dzwoni call center. To one m.in. publikują reklamy w mediach społecznościowych, następnie leady, czyli to, co zostanie wpisane w formularzu za pośrednictwem tej właśnie reklamy albo odpowiednio przygotowanej strony, czyli imię, nazwisko, adres e-mail, numer telefonu, pakują w paczki i sprzedają. Call centra kupują od nich te dane.

Segment korporacji leadowych bardzo rozwinął się w ostatnim czasie. Wcześniej kreacje reklamowe przygotowywały pojedyncze osoby lub małe grupy, które współpracowały z zagranicznymi programami afiliacyjnymi.

Tym sposobem, ludzie rozpowszechniający takie reklamy mogli nawet nie wiedzieć, że uczestniczą w procederze przestępczym. Nie znali wizerunku polskich polityków czy innych osób widocznych w materiałach, nie znali języka polskiego, więc nie wiedzieli co jest napisane. I tak naprawdę, pewnie nawet ich to nie interesowało. Ich wynagrodzenie zależało od skuteczności dystrybucji tych reklam i to było dla nich najważniejsze. Dziś jednak ten proces jest znacznie bardziej profesjonalny.

Jak wygląda rekrutacja do takiej firmy?

W sumie zarówno do call center, jak i korporacji leadowych oferty pojawiają się przede wszystkim na rosyjsko- i ukraińskojęzycznych kanałach przestępczych. Ale zdarzały się również na ich oficjalnych portalach z ogłoszeniami o pracę. Kiedy człowiek wie, czego szukać, okazuje się, że takich ofert jest bardzo dużo. 

Co pojawia się w takiej ofercie?

Sformułowania w rodzaju: "będziesz dzwonić do klientów", "będziesz zajmować się inwestowaniem" albo "pomożesz ludziom się wzbogacić". Dla kogoś, kto nie jest zaznajomiony z tematem może to brzmieć jak dziwna, ale legalna oferta pracy. Osoba znająca ten rynek rozpoznaje jednak charakterystyczny schemat.

Wspomniałaś o scammerskich call center. Na czym to polega?

Call center konkurują między sobą o pracowników, bo im więcej mają zajętych słuchawek, tym więcej osób mogą oszukiwać. Oferują stałe wynagrodzenie, premie i dodatkowe świadczenia. Po rozpoczęciu wojny w Ukrainie w niektórych ogłoszeniach informowano nawet o schronie, do którego pracownik mógł przyjść z dwiema osobami z rodziny. 

Istnieją również grupy świadczące usługę "HR as a service". Zajmują się wyłącznie rekrutowaniem ludzi dla innych organizacji przestępczych. Kandydat może najpierw odbyć zwykłą rozmowę z rekruterem, a dopiero później zostać zaproszony do siedziby. Bywa, że adres nie jest podawany. Ktoś umawia się np. z kandydatem przy wyjściu z metra i dopiero stamtąd zabiera go do biura. 

Kiedy pracownik dowiaduje się, czym naprawdę będzie się zajmował?

Nie uczestniczyłam w takiej rozmowie rekrutacyjnej, więc nie potrafię wskazać konkretnego momentu.

Podejrzewam, że nikt nie mówi wprost: "będziesz oszukiwać ludzi". Nie musi jednak paść słowo "oszustwo", żeby charakter pracy stał się jasny. Trudno nie zorientować się, na czym polega takie zajęcie. Podejrzewam też, że pracownicy nie mówią między sobą, że oszukują, chyba że w ramach przechwalania się wynikami.

Agata Ślusarek
ekspertka ds. cyberbezpieczeństwa

Jak przygotowuje się ich do rozmów z ofiarami?

Nie znam call center zajmującego się fałszywymi inwestycjami, które dopuściłoby człowieka do rozmów bez wcześniejszego szkolenia. Pierwsza część jest "produktowa": pracownik poznaje przestępczą platformę i uczy się, co ma o niej opowiadać. Druga dotyczy samej rozmowy. Dostaje skrypt oraz instrukcje, jak reagować na określone zachowania ofiary. 

Pracownicy uczą się również kwestii technicznych, ponieważ często nakłaniają ofiary do instalacji programu umożliwiającego zdalny dostęp do urządzenia. Muszą umieć cierpliwie przeprowadzić przez ten proces osobę, która słabiej radzi sobie z komputerem. 

 Po rozpoczęciu pracy rozmowy są nagrywane. Liderzy zespołów odsłuchują je i sprawdzają, co można poprawić.

Gdzie działają call center obsługujące Polaków?

W przypadku fałszywych inwestycji mówimy przede wszystkim o Ukrainie i Rosji. W analizowanych przez nas przypadkach nie stwierdziliśmy dotychczas, aby takie call center działało w Polsce. Nie znaczy to jednak, że robią to wyłącznie Ukraińcy czy Rosjanie. Na infoliniach przestępczych coraz częściej słyszymy niewielki akcent albo mamy wrażenie, że rozmówca jest Polakiem. 

Nie powinniśmy też traktować wschodniego akcentu jako dowodu oszustwa. Po rozpoczęciu wojny wielu Ukraińców przyjechało do Polski i legalnie pracuje na infoliniach banków, innych firm. Akcent nie może być podstawą oceny rozmówcy.

Czy poza Ukrainą i Rosją przestępcy mają siedziby w innych krajach?

Sam rynek jest międzynarodowy. Przykładowo, w jednej z kampanii podszywających się pod Pocztę Polską infrastruktura wskazywała na chińskie pochodzenie. Okazało się, że chińska grupa nie prowadziła oszustwa bezpośrednio, ale oferowała innym przestępcom gotowy panel phishingowy. Klient wykupywał subskrypcję, wybierał markę i uruchamiał kampanię. Grupa dostarczała narzędzie, a korzystać z niego mogli przestępcy z różnych krajów.

Wiem, że rozmawiałaś z takimi osobami, wcielając się w rolę "ofiary". Jak próbowały Tobą manipulować?

W jednym ze scenariuszy zostawiłam dane i czekałam na kontakt. Udawałam kobietę, która otrzymała spadek po wuju, ale nie wie, co zrobić z pieniędzmi. Powiedziałam, że żyję z mężem na dobrej stopie i w zasadzie nie potrzebuję tych pieniędzy. 

Rozmówczyni szybko wyczuła potencjał. Kiedy powiedziałam, że oferta brzmi dobrze, ale najpierw porozmawiam z mężem, podniosła głos. Zaczęła przekonywać, że to był mój wujek, mój spadek i moje pieniądze, więc nie powinnam pozwalać, aby mężczyzna nimi rządził. Gdy nadal nie dawałam się przekonać, przełączyła mnie do "menedżera". W rzeczywistości był to kolejny przestępca, który kontynuował próbę nakłonienia mnie do wpłaty. 

Takich reakcji pracownicy uczą się podczas szkoleń. Wiedzą, co zrobić, gdy ofiara chce porozmawiać z rodziną, ma wątpliwości albo zaczyna się wycofywać. 

Czy tak jak w typowym call center sprzedażowym też dostają listę potencjalnych ofiar i realizują targety?

Tak. Mają narzędzia przypominające systemy CRM, czyli taki specjalny system informatyczny służący do organizacji i usprawniania kontaktu. Widzą dane ofiary, wiedzą, do kogo zadzwonić. I zapisują notatki o etapie rozmowy. Leady kupują natomiast od korporacji leadowych. 

W tych organizacjach istnieje cała hierarchia?

Tak, są pracownicy na słuchawkach, liderzy zespołów, menedżerowie i dyrektorzy. Są działy techniczne, HR, a nawet psychologowie.

Ile można zarobić?

Wynagrodzenie zależy od stanowiska. Pracownicy call center często otrzymują podstawę oraz procent od kwoty wyciągniętej od ofiary. Tak naprawdę trudno określić te zarobki. 

No ale to chyba musi być więcej niż w legalnym call center, jeżeli ktoś działa niezgodnie z prawem?

Niekoniecznie. Być może nie ma alternatywy, stąd praca w takim miejscu, co oczywiście nie tłumaczy tych osób. Pamiętajmy, że mówimy o Rosji i Ukrainie.

Mają firmowe benefity poza wspominanymi wcześniej schronami?

Mój ulubiony przykład to "dzień pizzy". Zespół, który w danym tygodniu oszuka najwięcej osób albo wyciągnie największą kwotę, dostaje pizzę. Pracownicy robią sobie wtedy zdjęcia i cieszą się z wyniku. Brzmi to jak benefit z normalnej firmy, tyle że tutaj nagradza się okradanie ludzi. 

W niektórych organizacjach odbywają się imprezy firmowe, a ostatnio pojawiły się nawet płatne zwolnienia lekarskie. Pracodawcy, czyli przestępcy, sprawdzają jednak, czy zwolnienie jest prawdziwe. Czyli jedni sprawdzają innych przestępców, czy ci ich nie oszukują.

Jakie nietypowe etapy obejmuje rekrutacja?

Kandydaci na wyższe stanowiska mogą przechodzić badanie wariografem. Pytania dotyczą między innymi współpracy z organami ścigania i zamiaru jej podjęcia. Badania bywają później powtarzane. W jednym call center może pracować sto, dwieście, a czasem więcej osób. Organizatorzy muszą więc dbać o to, aby nikt nie zaczął współpracować z policją. 

Fałszywe reklamy też można kupić jako gotową usługę?

Tak. Funkcjonuje model "creation as a service". Przestępca może wykupić dostęp do narzędzia zawierającego gotowe deepfake’i przedsiębiorców i polityków z różnych państw. Pobiera materiał i wykorzystuje go we własnej kampanii. 

Oszuści obserwują też bieżące wydarzenia. Po ogłoszeniu zwycięzcy w polskich wyborach prezydenckich w ciągu kilkudziesięciu minut pojawiły się reklamy sugerujące, że nowy prezydent przez przypadek – zapominając wyłączyć mikrofon – zdradził sposób, w jaki Polacy będą mogli zarabiać podczas jego kadencji. 

Podobnie wykorzystywany jest wizerunek Rafała Brzoski?

Rafał Brzoska i Omenaa Mensah byli i nadal są wykorzystywani w reklamach fałszywych inwestycji. Różne grupy mogą korzystać z tej samej gotowej kreacji, ponieważ wiedzą, że znana i wiarygodna twarz zwiększa szansę na kliknięcie. 

Jak bardzo urósł ten rynek?

Fałszywych inwestycji jest znacznie więcej niż kilka lat temu, ale nie chcę podawać konkretnego procentu. W Polsce nie mamy jednego systemu, który przez wiele lat zbierałby dane w ten sam sposób. Statystyki pochodzą z różnych źródeł i trudno je porównywać. 

Każde takie zestawienie będzie też niedoszacowane, ponieważ wiele osób nie zgłasza oszustwa. Fałszywe inwestycje są obecnie jednym ze schematów, w których pojedyncza osoba może stracić najwięcej. Ofiara bywa manipulowana przez wiele tygodni. Wysyła kolejne pieniądze, zaciąga pożyczki, sprzedaje samochód, a nawet mieszkanie, ponieważ na fałszywej platformie widzi rosnący zysk. Straty mogą sięgać setek tysięcy złotych. 

Kto najczęściej pada ofiarą?

Nie da się wskazać jednej grupy. Oszukiwane są kobiety i mężczyźni, osoby starsze i młodsze, z różnym wykształceniem, mieszkające w dużych miastach, mniejszych miejscowościach i na wsiach. Przekonanie, że metodą "na wnuczka" można oszukać przede wszystkim starszą osobę, która słabiej rozumie technologię, jest już nie do końca prawdziwe.

Każdy z nas jest w pewnym stopniu podatny na manipulację. Pytanie brzmi, czy przestępca trafi na odpowiedni moment i właściwą emocję. 

Jak szuka tej emocji?

Próbuje poznawać człowieka. Pyta o dzieci, wnuki, pracę i codzienne życie. Jeżeli dowiaduje się, że komuś zależy na lepszej przyszłości wnuka, może powiedzieć: "Dzięki tej inwestycji będzie pani miała pieniądze na jego studia". 

Sam również pozornie się otwiera. Opowiada o swoim życiu, żeby skrócić dystans. Ofiara ma poczucie, że po drugiej stronie znajduje się ktoś, kto się nią interesuje i z kim zbudowała relację. 

Ile czasu poświęca jednej osobie?

Może dzwonić pięć albo sześć razy dziennie. Nie rozmawia przez cały czas, ponieważ pomiędzy połączeniami zajmuje się innymi osobami. Nie może jednak pozostawić ofiary samej na długo. Mogłaby wtedy spokojnie się zastanowić albo porozmawiać z kimś bliskim. 

Przestępcy uprzedzają więc, że rodzina i znajomi będą odradzać inwestycję, ponieważ zazdroszczą przyszłego bogactwa. Mówią także, że bank będzie ostrzegał, bo nie lubi, kiedy pieniądze są inwestowane poza jego systemem. Przygotowują ofiarę na pytania pracownika banku i polecają jej skłamać, że wypłacane pieniądze są przeznaczone na remont, wakacje albo samochód. 

Dlaczego ostrzeżenie banku często nie działa?

Ofiara ma "doradcę", który dzwoni kilka razy dziennie, pisze wiadomości, interesuje się jej życiem i opowiada o swoim. Po drugiej stronie znajduje się nieznany pracownik banku, który mówi: "Prawdopodobnie jest pan/pani oszukiwana". Trudno mu przebić zbudowaną wcześniej relację. 

Bank może zauważyć nietypowy przelew i skontaktować się z klientem. Nie może jednak zawsze kategorycznie stwierdzić, że doszło do oszustwa. Jeżeli klient mimo ostrzeżeń stanowczo żąda wykonania transakcji, możliwości zatrzymania pieniędzy są ograniczone. Nie oznacza to, że banki nie mogą poprawiać swoich procedur, ale trzeba zobaczyć również tę stronę sytuacji. 

Dlaczego SMS-y o dopłacie do paczki przychodzą często rano lub po południu?

Przestępcy wykorzystują chaos i pośpiech. Rano człowiek szykuje się do pracy, odwozi dzieci do szkoły lub przedszkola i myśli o liście zadań. Po południu jest zmęczony, robi zakupy i odbiera dzieci. W takim momencie dostaje informację, że za chwilę zostanie odłączony prąd albo że musi dopłacić niewielką kwotę do paczki. Gdyby spokojnie przyjrzał się wiadomości, prawdopodobnie zauważyłby coś podejrzanego. Oszustowi chodzi właśnie o to, aby nie miał na to czasu. 

Czy błędy w takich wiadomościach są celowe?

Jeżeli mowa o tzw. "literówkach", to jest ich coraz mniej, m.in. dlatego że przestępcy coraz częściej wykorzystują sztuczną inteligencję do tworzenia treści. Wcześniej błędy często wynikały z tego, że autor nie znał języka polskiego. Czasami wprowadzano je również po to, aby ominąć filtry bezpieczeństwa.

Historia Natalii Sikory pokazuje, że oszust może wykorzystać nie tylko pośpiech, ale też marzenie.

Tak. Po ujawnieniu takich historii często pojawiają się komentarze: "Ja nigdy nie dałbym się oszukać". Staram się bronić ofiar. Łatwo to powiedzieć, kiedy patrzymy z zewnątrz. Inaczej wygląda sytuacja człowieka, który przez długi czas znajduje się pod wpływem silnej, profesjonalnie prowadzonej manipulacji. 

To nie jest rozmowa, w której ktoś od razu mówi: "Daj mi pieniądze". Najpierw powstaje relacja, pojawiają się kolejne osoby, platformy i dowody mające uwiarygodnić historię. Nie wiemy, ilu ludzi krytykujących ofiary rzeczywiście oparłoby się takiemu scenariuszowi, gdyby przestępcy trafili w ich emocje i odpowiedni moment życia. 

Co dzieje się, gdy ofiara odkryje prawdę?

Pojawia się wstyd. Dla przykładu w fałszywych inwestycjach człowiek uświadamia sobie, że przez tygodnie wykonywał polecenia, wpłacał pieniądze, zaciągał kredyty albo pożyczał od rodziny. Z perspektywy czasu widzi pewne niespójności, zaczyna dostrzegać, gdzie mógł zorientować się, że coś jest nie tak. Tymczasem teraz nie jest już w tym stanie emocjonalnym, w którym trzymali go oszuści. Część osób właśnie dlatego się wstydzi i nie idzie na policję.

Potem może rozpocząć się drugi etap oszustwa. Powstają już osobne organizacje specjalizujące się w obietnicach odzyskania pieniędzy. Kupują dane od call center, które już okradły ofiarę, analizują, komu najlepiej wyświetlić reklamę, a następnie zapewniają, że pomogą odzyskać utracone środki. 

Tonący brzytwy się chwyta?

Ofiara jest ostrożniejsza, ale jednocześnie myśli: "A jeśli tym razem naprawdę można odzyskać pieniądze?. " Znowu rozpoczyna się rozmowa i podobna manipulacja. Po drugim oszustwie wstyd jest jeszcze większy, więc szansa na zgłoszenie sprawy ponownie maleje.

Po co oszust pozwala czasem wypłacić niewielki zysk z inwestycji?

Robi to, jeżeli widzi, że ofiara ma lub może zdobyć więcej pieniędzy. Człowiek słyszy od rodziny, że to oszustwo, więc prosi o dowód. Wtedy przestępca pozwala wypłacić niewielką kwotę, aby uwiarygodnić inwestycję. Wie, że pieniądze wrócą do niego z dużo większą wpłatą. 

Czasem przelew pochodzi od innej ofiary; dochodzi do prania pieniędzy. Osoba X otrzymuje numer rachunku osoby Y i przelewa jej pieniądze. Osoba Y jest przekonana, że właśnie wypłaciła zysk z inwestycji, chociaż w rzeczywistości dostała pieniądze innego pokrzywdzonego. W ten sposób środki są również przemieszczane między ofiarami.

Czy metoda "na wnuczka" była pierwszym takim oszustwem w Polsce?

Nie chcę przesądzać, gdzie dokładnie powstał ten schemat, ponieważ musiałabym wrócić do źródeł. Został jednak bardzo dobrze opisany w książce "Wnuczkowa mafia. Powiedz, co masz, a wszystko ci zabiorą" Hanny Dobrowolskiej. 

Ważniejsze jest to, że ten mechanizm działa od lat. Ewoluował między innymi w metodę "na policjanta". Przestępca dzwoni i mówi, że córka lub syn spowodowali wypadek, a pieniądze są potrzebne, żeby uniknąć więzienia. 

AI może dziś podrobić głos bliskiej osoby.

Zdarzały się już przypadki wykorzystywania deepfake’ów głosowych także w "metodach na wnuczka/policjanta". Ofiara słyszała zdenerwowany głos córki albo syna, który mówił, że spowodował wypadek i błagał o pieniądze. Emocjonalny scenariusz działał wcześniej, ale usłyszenie znajomego głosu jeszcze bardziej go uwiarygodnia. 

Technicznie pozyskanie materiału nie jest trudne. Do niektórych narzędzi wystarczy kilkadziesiąt sekund nagrania. Osoby publiczne udostępniają wywiady i filmy, a zwykli użytkownicy publikują rolki. Oszust może też zadzwonić, udawać ankietę albo pomyłkę i podczas krótkiej rozmowy zebrać próbkę głosu. 

Czy to masowe oszustwa?

Nie widzimy, aby w metodzie "na wnuczka" deepfake’i były obecnie wykorzystywane równie masowo jak w fałszywych inwestycjach. To wymaga dodatkowej pracy, a tradycyjny scenariusz nadal jest skuteczny. Przestępcy zawsze porównują nakład z potencjalnym zyskiem. 

Czym różni się spear phishing od fałszywej inwestycji?

W fałszywej inwestycji przestępca na początku nie wie, z kim będzie rozmawiał. To ofiara znajduje reklamę i pozostawia swoje dane. Spear phishing oznacza, że przestępca wcześniej wybiera konkretną osobę albo firmę i przygotowuje atak właśnie pod nią. 

Jakiś przykład?

Przykładem jest business email compromise. Osoba w księgowości otrzymuje pilną informację, rzekomo od prezesa, że trzeba zrealizować przelew związany z ważnym kontraktem. Sztuczna inteligencja zwiększa skuteczność takich ataków. 

W jednej z zagranicznych firm pracownik został zaproszony na spotkanie online. Widział i słyszał dyrektora finansowego, swojego przełożonego oraz inne osoby. Rozmówcy odpowiadali na pytania i przekonywali, że trzeba szybko wykonać przelew. Pracownik zrealizował transakcję, a później okazało się, że był jedynym prawdziwym uczestnikiem spotkania. Pozostałe osoby były deepfake’ami. 

To, że komuś na chwilę przerywa obraz albo głos, nie musi wzbudzić podejrzeń, ponieważ podobne problemy zdarzają się także podczas zwykłych rozmów internetowych. 

Czy rozwój sztucznej inteligencji sprawi, że spear phishing stanie się masowy?

Trudno powiedzieć, ponieważ masowość trochę kłóci się obecnie z samą definicją spear phishingu. Jest to atak wycelowany w konkretną osobę lub firmę, a nie wiadomość rozsyłana do tysięcy przypadkowych odbiorców. Sztuczna inteligencja prawdopodobnie ułatwi przygotowywanie takich ataków, więc może być ich więcej. W Polsce obserwujemy już ataki typu business email compromise, ale nadal nie jest to masowe zjawisko. 

Nie wszystko, co jest technicznie możliwe, przestępcy od razu wykorzystują na dużą skalę. Zawsze porównują nakład pracy i koszty z potencjalnym zyskiem. Jeżeli prostszy scenariusz nadal działa, nie muszą poświęcać dodatkowego czasu na tworzenie bardzo precyzyjnego ataku. 

Jak oceniasz działania platform, m.in. Mety, przeciwko fałszywym reklamom?

Nie pracowałam na żadnej platformie i nie wiem, jak ten proces wygląda od środka. Z perspektywy analityka widzę jednak, że wykrywanie reklam jest nieskuteczne albo przynajmniej niezbyt optymalne – zarówno w Polsce, jak i za granicą.

Dla przykładu, zdarzało się, że po zgłoszeniu pojedyncza reklama była usuwana, ale nikt nie analizował całego profilu, z którego ją opublikowano. Tymczasem na tym samym koncie znajdowało się kolejnych dwieście reklam. Widziałam profile mające kilkaset kampanii publikowanych przez wiele miesięcy, w różnych językach i z wizerunkami znanych osób z wielu państw. Usunięcie pięciu czy dziesięciu materiałów niewiele zmienia, jeżeli setki pozostają aktywne. 

Meta zarabia na scamach.

Nie chcę bronić platform, ale trzeba pamiętać, że reklamy są elementem ich biznesu. Kiedy ktoś zostaje oszukany na Facebooku, reklamację otrzymuje bank, zawiadomienie policja, a pretensje klienta kierowane są do banku i organów ścigania. Meta zarobiła na reklamie, natomiast sama strata użytkownika nie musi mieć dla niej bezpośrednich konsekwencji. Nawet jeżeli pokrzywdzony zrezygnuje z Facebooka, to sama platforma realnie tego nie odczuje. 

Co sądzisz o walce Rafała Brzoski z Metą i projekcie ScamWatch?

Mam nadzieję, że te działania przyniosą dużo dobrego. Cieszę się z każdej rozsądnej inicjatywy, która może ochronić ludzi. Każda osoba, która dzięki niej nie zostanie oszukana, oznacza sukces. 

Nie wiem jeszcze, jaką skalę i zakres osiągnie projekt ani jak porównać jego skuteczność ze skutecznością Mety. Duże znaczenie ma jednak już to, że o problemie jest głośno. W internecie funkcjonujemy w bańkach. Kampanie ostrzegawcze często trafiają przede wszystkim do ludzi, którzy i tak interesują się bezpieczeństwem. Głośna akcja Rafała Brzoski może przebić się do innych grup. 

Czy działania Ministerstwa Cyfryzacji wobec Mety mogą coś zmienić?

Na ocenę jest jeszcze za wcześnie. Pismo do Mety i reakcja ministerstwa nie są przypadkowe, ale dopiero zobaczymy, jak zachowa się Europa i czy na platformę zostanie nałożona kara. Sama odpowiedź Mety nie była w pełni wystarczająca. 

Rezultaty mogą być trudne do pokazania w prostych statystykach. Pracując w danej branży, czasem dostrzega się zmianę, choć nie da się jej łatwo wyrazić liczbą. Może zacząć powstawać mniej call center, zmniejszyć się intensywność rozmów na kanałach przestępczych albo pojawić się wśród nich przekonanie, że oszukiwanie Polaków przestało się opłacać. To byłyby sygnały, że działania przynoszą efekt. 

Facebook czy Instagram powinny wyświetlać każdemu użytkownikowi ostrzeżenie przed scamem?

Moim zdaniem takie stałe komunikaty byłyby nieskuteczne. Ludzie przyzwyczajają się do ostrzeżeń i zaczynają automatycznie je zamykać.

Co w takim razie można zrobić?

Potrzebujemy różnych sposobów dotarcia do różnych grup. Mogą to być kampanie internetowe, artykuły w prasie drukowanej, szkolenia w domach seniora i na uniwersytetach trzeciego wieku. Wiele organizacji już prowadzi takie działania. Być może większa koordynacja zwiększyłaby ich skuteczność. 

Jak rozpoznać oszustwo, skoro głos, obraz i dokumenty można podrobić?

Nie ma jednej zasady pasującej do każdego scenariusza. Warto regularnie sprawdzać historię rachunku, podpięte urządzenia i ostatnie transakcje. Pomaga ustawienie powiadomień o każdej operacji. Jeżeli otrzymujemy informację o płatności, której nie wykonaliśmy, możemy szybko zareagować. 

Ważna jest również znajomość schematów. Przestępcy lekko je zmieniają, ale zwykle powtarzają te same elementy: pośpiech, chaos, presję, strach albo obietnicę czegoś wyjątkowego. Kiedy poznamy kilka wariantów, przy kolejnym może zapalić się w głowie pomarańczowa lampka.

Agata Ślusarek
ekspertka ds. cyberbezpieczeństwa

Reklama przechodzi przez platformę, rozmowa odbywa się przez komunikator, przelew przez bank, a pieniądze mogą trafić na giełdę kryptowalut albo sieć rachunków. Dlaczego odpowiedzialność za cały ten łańcuch najczęściej spada na człowieka, który kliknął?

Człowiek jest najsłabszym ogniwem tego łańcucha i to on rozpoczyna cały proces. Systemy są coraz lepiej zabezpieczane. Jeżeli przestępcy tworzą złośliwe oprogramowanie, po pewnym czasie zabezpieczenia zaczynają je rozpoznawać, więc trzeba je zmieniać i mieć do tego odpowiednich specjalistów. Dlatego przestępcy coraz częściej wybierają socjotechnikę i próbują wpływać bezpośrednio na człowieka. 

Ludzkie emocje są wszędzie takie same. Dzisiaj możemy być skupieni i przekonani, że nigdy nie dalibyśmy się oszukać. Jutro będziemy zmęczeni, chorzy, zdenerwowani albo przytłoczeni listą zadań – i nie zareagujemy już tak samo. 

Co zrobić, gdy zorientujemy się, że wysłaliśmy pieniądze oszustowi?

Trzeba jak najszybciej skontaktować się z bankiem i dokładnie powiedzieć, co się wydarzyło. Nie ukrywajmy żadnej informacji. Jeśli podaliśmy dane logowania do bankowości elektronicznej, ale również numer karty, bank musi wiedzieć o obu rzeczach. Zablokowanie tylko jednego kanału może nie wystarczyć. 

To, czy środki można jeszcze zatrzymać, zależy od rodzaju transakcji: zwykłego lub ekspresowego przelewu, płatności kartą, kodu BLIK albo wypłaty. Im szybciej poinformujemy bank, tym większa jest przestrzeń do podjęcia działań. 

Sprawę należy również zgłosić organom ścigania. Ludzie często mówią, że policja i tak nic nie zrobi. Pojedyncze zgłoszenie może wyglądać na niewiele znaczący element, ale po zestawieniu wielu spraw pojawiają się powiązania. Jedna osoba dostarcza numer rachunku, inna adres strony, jeszcze inna informacje o rozmówcy. Dopiero połączenie tych danych może stworzyć konkretny trop. 

Dlaczego policja nie informuje o wszystkich działaniach?

Część operacji musi pozostać niejawna, aby nie straciła skuteczności. Zatrzymanie jednej osoby może prowadzić do trzech innych call center. Gdyby policja od razu szczegółowo opowiedziała o pierwszym zatrzymaniu, mogłaby spalić dalszą część akcji. 

Call center są zatrzymywane, podobnie jak polskie grupy wyłudzające kody BLIK. Nie każda taka operacja przebija się jednak do opinii publicznej. 

Kto stoi na szczycie przestępczej organizacji?

To zależy od grupy. W przypadku fałszywych inwestycji istnieje hipoteza, że część organizacji wyrosła z call center zajmujących się wcześniej hazardem. Tam już budowano korporacyjne struktury i uczono się ich prowadzenia. Później można było przenieść te doświadczenia do fałszywych inwestycji. 

Coraz więcej elementów da się jednak kupić jako usługę: rekrutację, leady, narzędzia phishingowe i gotowe reklamy. Przestępca składa cały system z klocków dostarczanych przez inne grupy, przez co próg wejścia się obniża. 

Na czele nie stoją osoby nowe w tym świecie. Im wyżej ktoś znajduje się w hierarchii, tym trudniej go zatrzymać. Organizator nie siedzi w tym samym biurze co pracownicy call center, a prawdopodobnie często nawet nie przebywa w tym samym kraju. Wystawia ludzi znajdujących się niżej, sam pozostając w ukryciu. 

To rodzaj współczesnej mafii?

To zależy od przyjętej definicji. Z pewnością są to zorganizowane grupy cyberprzestępcze i występują w nich elementy znane z tradycyjnych organizacji mafijnych. Nie chciałabym jednak używać tego określenia bez dokładnego porównania z definicją mafii. 

Czy w polskich grupach przestępczych działają również niepełnoletni?

Tak. Dotyczy to między innymi grup wyłudzających kody BLIK. One zwykle nie funkcjonują jak stacjonarne call center. Ich członkowie działają zdalnie, a zdarza się, że grupami zarządzają osoby niepełnoletnie. Niektóre chwalą się swoją działalnością na TikToku i innych platformach. 

Młodzi ludzie rozumieją konsekwencje takiej działalności?

Często nie. Prowadząc warsztaty w szkołach, dzielę je na dwie części: jak nie dać się oszukać w internecie oraz jak nie zostać internetowym przestępcą. Młodzi ludzie wiedzą, że można w ten sposób zdobyć pieniądze, ale nie zawsze są świadomi konsekwencji. 

Kto ich rekrutuje?

Nie nazwałabym tego zawsze formalną rekrutacją. Często jedno dziecko zachęca drugie: chcesz nowe buty, komputer albo wyjazd, to możesz w ten sposób zarobić. Dla części młodych ludzi znaczenie ma również presja otoczenia, potrzeba posiadania markowych rzeczy, forma buntu albo chęć zwrócenia na siebie uwagi.

To szerokie zjawisko?

Nie potrafię oszacować, ilu niepełnoletnich jest zaangażowanych w takie grupy. 

Jakie sygnały powinny skłonić nas do przerwania rozmowy z oszustem?

Obietnica czegoś niezwykle korzystnego, na przykład pewnego zysku bez żadnego ryzyka. Próba wprowadzenia chaosu i presji czasu. Nacisk, żeby działać natychmiast i nie konsultować decyzji z innymi. 

Warto wtedy zatrzymać się na kilka sekund i w ciszy uporządkować to, co właśnie usłyszeliśmy. Jeżeli coś nie ma sensu albo rozmówca nie pozwala nam spokojnie pomyśleć, powinna zapalić się lampka ostrzegawcza. 

Gdybyś mogła wprowadzić jedną zmianę, która najmocniej uderzyłaby w ten biznes, co by to było?

Chciałabym znaleźć skuteczną formułę edukacyjną, która pozwoliłaby wychodzić poza internetowe bańki i docierać do osób niezajmujących się cyberbezpieczeństwem. Chodzi o wyrobienie odruchu, dzięki któremu po kontakcie z oszustem zapala się pomarańczowa lampka: człowiek zatrzymuje się, zaczyna sprawdzać i szukać informacji, zanim wykona polecenie. 

Wojnę ze scamem można wygrać?

Nigdy nie wyeliminujemy oszustw całkowicie. Kiedy pojawiły się pieniądze, pojawili się też ludzie, którzy chcieli je ukraść. Skoro internet jest miejscem, w którym przebywają ludzie, będą tam również przestępcy. 

Możemy jednak utrudniać im działanie. Często mówi się, że przestępcy zawsze są o krok do przodu. Nie zgadzam się z tym całkowicie, ponieważ analiza dotychczasowych schematów pozwala czasem przewidzieć nowy wariant i zareagować wcześniej. Tego rodzaju działania już przynoszą efekty, choć oszustw nie da się całkowicie usunąć. 

PRACA.WIRTUALNEMEDIA.PL

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

Kukbuk odwołał plebiscyt Złote Ostrygi. Po burzy wokół jurorki i zarzutach o kopiowanie przepisów

Kukbuk odwołał plebiscyt Złote Ostrygi. Po burzy wokół jurorki i zarzutach o kopiowanie przepisów

Rada programowa kontra szef TVP. "Nie oczekujemy oceniania naszych pytań"

Rada programowa kontra szef TVP. "Nie oczekujemy oceniania naszych pytań"

KRRiT podzieliła 603 mln zł z abonamentu. Tyle dostaną TVP i Polskie Radio

KRRiT podzieliła 603 mln zł z abonamentu. Tyle dostaną TVP i Polskie Radio

To jedyna kandydatka na szefową komisji ds. AI. Pracowała m.in. w Microsofcie

To jedyna kandydatka na szefową komisji ds. AI. Pracowała m.in. w Microsofcie

SAR chce zmienić zasady współpracy agencji z klientami. Rusza Ways of Working

SAR chce zmienić zasady współpracy agencji z klientami. Rusza Ways of Working

Siostrzana firma TVN zarobiła więcej. 75 mln zł dla właściciela

Siostrzana firma TVN zarobiła więcej. 75 mln zł dla właściciela