Tydzień temu wybuchła afera dotycząca Szpitala Południowego i lekarza-radnego Dawida Kacprzyka. Temat, o którym napisał Patryk Słowik na łamach portalu Zero.pl, podchwyciły inne media. W tym stacja TVN24, która poświęciła mu całkiem sporo uwagi na antenie. Znalazł się on także na "jedynce" "Faktów" TVN.
Efekt? Fala krytyki ze strony gorących sympatyków obecnej władzy jak i TVN24, którzy pisali, że ich ulubione medium robi coś złego, bo powinno zajmować się wyłącznie PiS-em i szukać afer po tamtej stronie sceny politycznej. Afera ujawniona przez Zero.pl jest jednak realna. Przecież poważnie zareagowali na nią zarówno Dawid Kacprzyk, jak i władza. Kacprzyk stracił pracę, oddał mandat radnego, zarząd placówki również został odwołany, a Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła dwa postępowania. Mało?

Czytając wpisy zwolenników obecnego rządu, można odnieść wrażenie, że TVN24 za czasów rządów PiS nie zajmował się wcale aferami władzy. Tymczasem stacja bardzo intensywnie relacjonowała to, jak wyglądały rządy Zjednoczonej Prawicy w latach 2015–2023. Informowała o aferach i nieprawidłowościach.
Afera Funduszu Sprawiedliwości, afera wizowa, dotacje z NCBR czy afera Pegasusa – o tym wszystkim mogliśmy usłyszeć na antenie stacji. TVN24 korzystała przy tym zarówno z własnych ustaleń (m.in. świetnego zespołu "Czarno na białym"), jak i pracy innych redakcji.
Relacjonowano też masowe protesty związane z reformą sądownictwa czy wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego dotyczącym zakazu aborcji. To właśnie TVN24 spopularyzował określenie "Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej". Stacja i jej dziennikarze robili po prostu to, co należy do ich obowiązków.

Wielu krytykowało TVN24 jako medium "antypisowskie", ale przecież PiS miał tam zawsze swoje miejsce. Politycy tej partii pojawiali się na antenie, transmitowano konferencje Jarosława Kaczyńskiego czy Mateusza Morawieckiego, podobnie jak wystąpienia Donalda Tuska, Borysa Budki czy Władysława Kosiniaka-Kamysza, w przeciwieństwie do Telewizji Polskiej z czasów rządów PiS, która pokazywała konferencje przedstawicieli władzy, a zwykle całkowicie pomijała wydarzenia organizowane przez opozycję.
W 2023 roku opozycja demokratyczna wygrała wybory parlamentarne. I co miały wtedy zrobić media? Zajmować się wyłącznie PiS-em? Przecież ich rolą jest patrzenie na ręce aktualnej władzy.
TVN24 nigdy nie był telewizją związaną z Platformą Obywatelską czy Koalicją Obywatelską. To nie partyjna, ale prywatna stacja, mająca kiedyś polskich, a dziś amerykańskich właścicieli. Oczywiście jest skierowana raczej do wielkomiejskiego, liberalnego i otwartego odbiorcy. Dlatego nie ma w niej miejsca na atakowanie osób LGBT+ czy ignorowanie protestów przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego. Tak było wcześniej i tak jest dziś.

Skoro jednak rządzi Koalicja Obywatelska wraz z koalicjantami, a pojawiają się afery czy kontrowersje, stacja nie może nabrać wody usta. Tymczasem część widzów TVN24 zachowuje się bardzo dziwnie, krytykując dziennikarzy za wykonywanie ich podstawowej pracy. Gdyby tego nie robili, trudno byłoby uznać ich za dziennikarzy.
Przypomnijmy sytuację z kwietnia. TVN24 transmitował uroczystość, podczas której Andrzej Seweryn odbierał odznaczenie od prezydenta Francji. W pewnym momencie transmisję przerwano, ponieważ stacja musiała przejść do "Faktów po faktach", które i tak ruszyły z opóźnieniem. W studiu czekali już goście – były wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik z PiS oraz europoseł Koalicji Obywatelskiej Michał Wawrykiewicz.
Co się wtedy wydarzyło? W mediach społecznościowych pojawiła się fala krytyki. Znów ze strony widzów stacji. Zarzucano TVN24, że specjalnie przerwała transmisję, aby pokazać polityka PiS, pomijając fakt, że drugim gościem był przedstawiciel partii rządzącej. Tymczasem w telewizji informacyjnej przerywanie relacji na żywo jest czymś całkowicie naturalnym. Program miał określony czas antenowy, a goście byli już gotowi do rozmowy.

Politycy PiS występują w TVN24 od początku istnienia stacji. Owszem, w 2008 roku partia zdecydowała się na bojkot, ale po kilku miesiącach politycy PiS znów zaczęli odwiedzać studio kanału. Dziś może się wydawać, że pojawiają się wciąż te same twarze, jednak wielu polityków PiS po prostu nie chce przychodzić do stacji, którą uważa za nieprzychylną. Jarosław Kaczyński nie był w TVN24 od kilkunastu lat, nie pojawia się tam też Mateusz Morawiecki. Dlatego stacja zaprasza tych przedstawicieli Zjednoczonej Prawicy, którzy chcą uczestniczyć w jej programach. Michał Wójcik jest jednym z nich. Trudno oczekiwać od medium aspirującego do obiektywizmu, by zapraszało wyłącznie polityków koalicji rządzącej.
Mimo to po sytuacji związanej z Andrzejem Sewerynem pojawiły się wezwania do bojkotu kanału. Ogłoszono, że w czwartek widzowie mają przestać oglądać TVN24. Jak pokazały wyniki oglądalności, nic takiego nie nastąpiło. Kanał utrzymał bardzo dobre wyniki.

Niektórzy twierdzą, że rzekoma zmiana linii TVN24 to efekt przejęcia Warner Bros. Discovery przez sprzyjający Trumpowi koncern Paramount Skydance. Jednak fakty są takie, że transakcja nie została jeszcze sfinalizowana, ponieważ cały czas oczekuje na zgody regulatorów w Europie. Druga kwestia jest taka, że o tym, czy i jakie zmiany zajdą w TVN i TVN24, dowiemy się najprawdopodobniej najwcześniej kilka miesięcy po finalizacji transakcji.
TVN24 od lat zajmuje się nie tylko polityką, ale też tematami społecznymi i innymi. Bo oglądają nie tylko zagorzali sympatycy konkretnych partii, lecz znacznie szersze grono odbiorców, szukając informacji na różne tematy.
Nie sposób zapomnieć, że stacje krytykowano również za to, że zimą stacje dużo czasu poświęcały warunkom pogodowym. Tylko że to była pierwsza tak mroźna i śnieżna zima od wielu lat. Naturalne było więc relacjonowanie sytuacji na drogach i działań służb. Teraz nadeszły rekordowe upały, więc pogoda to znów temat mocno obecny na antenie, zwłaszcza że rozpoczęły się wakacje.

Zawsze można dyskutować o proporcjach poszczególnych tematów, ale nie można twierdzić, że dziennikarze nie powinni zajmować się sprawą Szpitala Południowego i Dawida Kacprzyka. Tym bardziej że temat żył również wśród polityków obozu rządzącego. Zareagowali na niego zarówno Donald Tusk, jak i Rafał Trzaskowski, zabierając głos w sprawie szpitala.
A dziś news żyje krótko? Już w niedzielnych programach publicystycznych TVN24 numerem jeden było odebranie Orderu Orła Białego Wołodymyrowi Zełenskiemu decyzją prezydenta Karola Nawrockiego, a nie sprawa Szpitala Południowego. Z kolei w poniedziałek TVN24 relacjonował rozpoczynający się proces posła Dariusza Mateckiego z PiS.
A czy to TVN24 mówił najczęściej o sprawie Szpitala Południowego? Z analizy Instytutu Monitorowania Mediów wynika, że częściej mówiły o tym stacje Polsatu: Wydarzenia 24 (338 przekazów) i Polsat News (235). TVN24 miał w tym temacie 201 przekazów, zaledwie o 10 więcej niż TVP Info. Często temat gościł też w stacji radiowej Tok FM (205).

Jeśli jakiś temat rozgrzewa opinię publiczną i media społecznościowe, dziennikarze mają obowiązek go poruszyć. Zadawanie trudnych pytań przedstawicielom obecnej władzy nie oznacza przecież wrogości wobec rządu. Gdyby media zajmowały się wyłącznie sukcesami rządzących, ich działalność straciłaby sens.
Zresztą gdy TVN24 zajmuje się problemami PiS-u czy konfliktami wewnątrz tej partii, również słychać zarzuty fanów stacji, że poświęca jej zbyt dużo uwagi. Tymczasem są to po prostu istotne tematy polityczne, a jednocześnie interesujące dla osób śledzących politykę.
TVN24 od lat jest chłopcem do bicia. Krytykują go politycy PiS i część prawicy. Dziś dołączają do nich niektórzy wyborcy Koalicji Obywatelskiej, którym również nie podoba się przekaz stacji. A może jeśli przekaz nie podoba się różnym stronom sporu, to jest w nim więcej równowagi, niż chcieliby przyznać jego krytycy?











