Na kanale youtube’owym Trzeci Serwis komentatora tenisowego Lecha Sidora pojawił się wywiad, w którym psycholożka Ewa Woydyłło krytycznie oceniła stan emocjonalny Igi Świątek. Największe oburzenie wywołały określenia, których użyła wobec Igi Świątek, m.in. nazywając ją "głupiutką" czy "wystraszoną". Fragmenty rozmowy błyskawicznie zaczęły krążyć w mediach społecznościowych.
Na reakcję nie trzeba było długo czekać. W obronie tenisistki stanęli m.in. psychiatra Maja Herman, Katarzyna Bosacka, Monika Olejnik oraz wielu psychologów i psychoterapeutów. Zwracali oni uwagę, że publiczne ocenianie stanu psychicznego osoby bez bezpośredniego kontaktu narusza podstawowe standardy zawodu.

We wtorek rano rozmowa została usunięta. "Z całą mocą PRZEPRASZAMY Igę Świątek, jej Team oraz wszystkich kibiców" – podkreślił zespół Trzeciego Serwisu. A sama Woydyłło przeprosiła.
Zgodnie z analizą Res Futura, zdecydowana większość komentujących uznała słowa Woydyłło za nieprofesjonalne naruszenie etyki psychologa, choć mniejsza grupa broniła ekspertki, wskazując na wyrwanie słów z kontekstu. Kontrowersja wywołała też krytykę prowadzącego podcast, pytania o relację Świątek z Darią Abramowicz oraz niemerytoryczne ataki na Woydyłło ze względu na jej wiek. Według analizy narracyjnie wyraźnie dominuje obóz broniący tenisistki, wspierany przez znane osoby z mediów.
Zdaniem naszych rozmówców nie jest to jednak wyłącznie historia jednej kontrowersyjnej wypowiedzi. To przykład znacznie szerszego zjawiska – zmiany pozycji ekspertów w epoce mediów społecznościowych.

Ekspert przestał być arbitrem
Jak zauważa prof. Magdalena Szpunar, socjolożka i medioznawczyni, przypadek Ewy Woydyłło warto analizować nie tylko jako medialną burzę, lecz także jako ilustrację głębokiej zmiany zachodzącej w komunikacji publicznej.
Jeszcze do niedawna autorytet eksperta opierał się przede wszystkim na instytucjach, które go legitymizowały – uczelniach, tytułach naukowych czy tradycyjnych mediach, pełniących funkcję selekcjonerów informacji i opinii. Dziś ten model coraz bardziej się zmienia.
Platformizacja komunikacji publicznej osłabia tradycyjny model autorytetu eksperckiego. Mamy do czynienia z procesem dezintermediacji autorytetu eksperckiego, czyli zniknięcia instytucjonalnych filtrów pośredniczących między ekspertem a odbiorcą. Ekspert przestaje być figurą "z zewnątrz" pola debaty – staje się jej uczestnikiem podlegającym tej samej logice widzialności, viralowości i natychmiastowej reakcji zwrotnej, co pozostali aktorzy komunikacyjni.
To właśnie wydarzyło się po publikacji wywiadu Ewy Woydyłło. Głos zabrali nie tylko internauci, ale także psychiatrzy, psychologowie i osoby publiczne, którzy polemizowali z ocenami Ewy Woydyłło.

Prof. Szpunar zwraca uwagę, że z jednej strony jest to przejaw większej transparentności życia publicznego i społecznej kontroli autorytetów. A z drugiej jednak taki mechanizm niesie również ryzyko pochopnych ocen i internetowych sądów.
Media społecznościowe zabijają kontekst
Zdaniem badaczki jedną z najważniejszych cech współczesnych platform społecznościowych jest zjawisko określane jako context collapse, czyli zanik kontekstu. W praktyce oznacza to, że pojedyncze zdanie lub kilka słów zaczynają funkcjonować niezależnie od całego wywiadu czy rozmowy.
Wypowiedź sformułowana w określonym gatunku medialnym zostaje wyrwana z pierwotnego kontekstu i przeniesiona do zupełnie innego reżimu odbioru – skróconego, zdekontekstualizowanego, zorientowanego na emocje. Cytat "głupiutka i wystraszona" funkcjonuje w obiegu społecznościowym jako autonomiczny artefakt semiotyczny, oderwany od narracyjnej całości wypowiedzi, w jakiej pierwotnie się pojawił.
Z analizy prof. Szpunar wynika także, że na ocenę wypowiedzi eksperta ma również wpływ ton jego wypowiedzi oraz wrażliwość, z jaką sąd został sformułowany.

– Reasumując: mamy do czynienia z ambiwalentnym procesem demokratyzacji dostępu do krytyki eksperckiej autorytetu, który z jednej strony wzmacnia mechanizmy odpowiedzialności i transparentności, z drugiej – w wyniku logiki platform zorientowanych na viralowość i skrót – osłabia jakość deliberacji publicznej, sprzyjając formułowaniu sądów zbiorowych o charakterze szybkim, uproszczonym i trudnym do odwołania – podsumowuje profesor Szpunar.
Nie wszystko się zmieniło
Nieco inaczej na sprawę patrzy medioznawca prof. UW Maciej Mrozowski.
Jego zdaniem media społecznościowe zmieniły sposób rozpowszechniania opinii, ale nie zmieniły podstawowych obowiązków ekspertów.
Jeżeli ekspert wypowiada się w zakresie swojej specjalizacji, jest zobowiązany trzymać się wiedzy eksperckiej – chyba że wyraźnie zaznaczy, iż mówi nie jako fachowiec, lecz na przykład jako kibic lub sympatyk. Jeśli jednak z tonu albo treści wypowiedzi wynika, że wkracza na teren swojej profesji, będzie oceniany pod kątem zgodności tej wypowiedzi z zasadami swojej dyscypliny.

– Jedną z podstawowych zasad psychologii jest niewypowiadanie się o charakterze czy cechach psychicznych konkretnej osoby na podstawie strzępów jej wypowiedzi albo wyrwanych z kontekstu fragmentów. Takie postępowanie podważa zaufanie do wiedzy eksperckiej. Odbiorca może przecież pomyśleć: skoro eksperci tak pochopnie klasyfikują ludzi, to co z nich za eksperci? – zauważa Maciej Mrozowski.
To było prywatne stanowisko?
Nieco innego zdania jest Robert Rutkowski, psychoterapeuta uzależnień, pedagog i wykładowca, który podzielił się swoimi przemyśleniami w mediach społecznościowych. Jak stwierdził, będzie bronił Ewy Woydyłło, ponieważ nie złamała ona reguły Goldwatera. Jest to zasada etyczna przyjęta przez amerykańską psychiatrię w 1973 roku, po awanturze wokół kandydata na prezydenta, zakazująca specjalistom publicznego diagnozowania osób, których nigdy nie badali.

No to sprawdźmy, czy złamała. Materiał dowodowy z podcastu "Trzeci Serwis", cytuję wiernie: "najprawdopodobniej jest głupiutka, wystraszona i sama nie rozumie, co się dzieje". Dalej, o psycholożce Darii Abramowicz: "psycholog jest tam dla kasy, nic nie robi, siedzi i ogląda mecze". Dalej, o meczach Igi: "żenada", "już wiadomo, że następne położy". I na deser, o Arynie Sabalence: "ruska baba".Szukam w tym wszystkim diagnozy. Szukam sumiennie, z trzydziestoletnim stażem klinicznym, ze znajomością klasyfikacji ICD i DSM. I melduję: nie znalazłem. "Głupiutka" nie figuruje w żadnej klasyfikacji zaburzeń. "Ruska baba" także nie, sprawdzałem dwa razy. Zero kryteriów. Zero kodów. Zero terminologii. Przecież to nie jest język psychologii. To język trybun, i to tych sektorów, na które porządny kibic zagląda z pewną ostrożnością. Wypowiedź czysto kibicowska. Że wybrzmiała trochę kibolsko, cóż, to już inna sprawa.
Robert Rutkowski uważa, że skoro nie było diagnozy, terminologii ani odwołań do wiedzy, to znaczy, że doktor Woydyłło wystąpiła w tym podcaście nie jako ceniona psycholog i terapeutka z pięćdziesięcioletnim dorobkiem, tylko czysto prywatnie.
"Jako pani Ewa, kibicka. Zdjęła uniform autorytetu, powiesiła go na wieszaku przed studiem i usiadła przed mikrofonem w stroju domowym. Bywa tak z wybitnymi ludźmi. Są eksperci nienaganni w uniformie profesjonalisty, a kompletnie inni prywatnie. Trudne to, przyznaję, ale jak widać możliwe. Ja tak nie potrafię, u mnie hamulec pakuje się do każdej rozmowy jak pies do pokoju gości: nieproszony, ale swój. No ale wszystko przede mną" – argumentuje psychoterapeuta.
Gdzie kończy się ekspert, a zaczyna komentator?
Zdaniem Macieja Mrozowskiego eksperci oczywiście mają prawo do prywatnych opinii. Problem pojawia się wtedy, gdy odbiorcy nie są w stanie odróżnić, kiedy mówią jako specjaliści, a kiedy jako zwykli komentatorzy: – Ekspert może być publicystą albo felietonistą. Musi jednak zaznaczyć, że nie wypowiada się z perspektywy reprezentowanej przez siebie dyscypliny, ale przedstawia prywatną ocenę. Nie może obciążać własnej dyscypliny odpowiedzialnością za prywatne osądy.

Jak dodaje, istnieje zasadnicza różnica między opisem rzeczywistości a jej moralnym ocenianiem: – Trzeba odróżnić ujęcie opisowe od normatywno-ocennego. To drugie jest co najwyżej quasieksperckie.
W jego ocenie właśnie ta granica została przekroczona w omawianym przypadku.
– Można kibicować zawodniczce, można ubolewać nad spadkiem jej formy, ale sądy wartościujące, które padły w tej rozmowie, były zaskakujące. Odniosłem wrażenie, że rozmówczyni dała się ponieść emocjom i wyszła z roli, w której występowała jako ekspertka – ocenia Mrozowski.
Odpowiedzialność spoczywa także na redakcjach
Maciej Mrozowski zwraca uwagę, że odpowiedzialność za publikację kontrowersyjnych wypowiedzi nie spoczywa wyłącznie na rozmówcy. Także redakcja powinna zastanowić się, czy dana opinia wnosi wartość do debaty publicznej, czy jest jedynie emocjonalnym komentarzem.

Jeżeli rozmówca używa bardzo osobistego albo obraźliwego określenia, odpowiedzialny kanał nie powinien tego publikować bez upewnienia się, że rzeczywiście chce on taką opinię upublicznić. Jeśli wypowiedź nie wnosi niczego merytorycznego, a jest jedynie ujściem emocji, nie ma powodu, by ją rozpowszechniać.
– Jeśli ktoś jest miłośnikiem skandali, zapewne materiał natychmiast opublikuje. Jeśli natomiast dba o powagę medium, może wypowiedź stonować albo całkowicie pominąć. To kwestia redakcyjnej oceny, co rzeczywiście warto pokazać odbiorcom – zaznacza.
Eksperci zgadzają się, że media społecznościowe zmieniły sposób funkcjonowania debaty publicznej, choć inaczej rozkładają akcenty.
Prof. Magdalena Szpunar podkreśla, że eksperci utracili pozycję niekwestionowanych autorytetów i stali się uczestnikami sieciowej debaty, w której obowiązują reguły viralowości, emocji i natychmiastowej reakcji.

Prof. Maciej Mrozowski przypomina natomiast, że niezależnie od zmian technologicznych podstawowe standardy odpowiedzialności eksperckiej pozostają takie same. Specjalista ma prawo do prywatnych opinii, ale powinien jasno oddzielać je od wiedzy wynikającej z reprezentowanej przez siebie dyscypliny.
Sprawa Ewy Woydyłło pokazuje więc nie tylko, jak szybko jeden cytat może wywołać ogólnopolską dyskusję. To także sygnał, że zmienia się sama rola ekspertów – z osób stojących ponad debatą stali się jej pełnoprawnymi uczestnikami. A to oznacza, że są oceniani nie tylko za to, co mówią, lecz również jak mówią i czy potrafią zachować granicę między ekspercką analizą a osobistym komentarzem.











