1/ Bartek pisze: "Google przysyła nam o jedną trzecią mniej ludzi niż rok temu. I to nie jest kryzys mediów, to jest dla wielu z nas największe wyzwanie całej kariery". "Nie ma jednak wątpliwości, że atak Google'a to najważniejsza rzecz, jaka przydarzyła się mediom od czasu, gdy pożarł je internet: ruch i przychody biznesowe przestały być tym samym".
Zobacz też: Rok, w którym ludzie przestali klikać w portale. Wiemy, ile ruchu stracili polscy wydawcy [ANALIZA]
Mój komentarz: Właśnie wyszła w Polsce książka pod tytułem "Gównowacenie", która opisuje mechanizm psucia świata przez wielkie firmy (przypadkiem amerykańskie) takie jak Facebook czy Google. Mechanizm jest prosty: najpierw platforma jest zorientowana na użytkownika - obiecuje mu wolność, ochronę prywatności, jakość i słuchanie jego głosu. Potem po zwabieniu masowej publiczności zaczyna łamać obietnice i "sprzedaje" uwagę odbiorców reklamodawcom, którzy teraz są w centrum, a odbiorcy cierpią. To nie koniec, po potem następuje etap trzeci, kiedy platforma stawia wyłącznie na siebie i swój kurs na Wall Street, psując świat tak odbiorcom, jak i biznesowi.
Ale jest w tym momencie tak wielka, że koszty jej opuszczenia (wyloguj się z Facebooka, przestań robić teksty pod Google’a) są tak duże, że wszyscy, mimo postępującego "gównowacenia" treści czy przychodów i tak tam zostają. To właśnie teraz przytrafiło się mediom, których treści Google sobie wziął i serwuje je jako streszczenia AI w przeglądarce i mówi "wypad, już nie jesteście nam potrzebni". Warto tu się jednak zatrzymać, bo czy ten mechanizm czegoś nam nie przypomina? Czy dokładnie tak samo portale nie postępowały przez lata ze swoimi odbiorcami? Zaraz to rozwinę, bo mam cytat z Bartka.

2/ Bartek pisze: "Przez 20 lat robiliśmy media pod algorytm. Nie tekst, ale nagłówek pod wyszukiwarkę — tak, zdjęcie pod Discovera — tak, czas spędzony na stronie był jednym z kluczowych mierników. Algorytm dawał zasięg, zasięg dawał reklamę. Prosty układ, w którym redakcja była dostawcą ruchu dla wydawcy. Teraz Google odpowiada użytkownikowi sam i nie musi go nigdzie odsyłać. Stary układ się skończył".
Komentarz: W komentarzach Bartek to niuansuje, ale może ja to napiszę. Jak internet długi i szeroki robiliśmy media w dużej części niemal wyłącznie pod algorytm, nie tylko z tytułami i zdjęciami, ale też całymi tekstami pod wyszukiwarkę czy Discovera. Powiem więcej, to zawsze były najbardziej zasięgowe rzeczy. Te wszystkie "wypalił", "podsumowała jednym słowem", "była 20:08, kiedy to powiedział" czy "czy najbliższa niedziela jest handlowa" robiliśmy (robimy?) wyłącznie pod ruch, aktualizując tylko najbardziej akurat działające triki.
Nikt nie pytał, co to robi z odbiorcami i jaki obraz danego medium buduje. Kasa z reklam się zgadzała, nikt nie pytał jak pachnie. Wszyscy byli na "haju" gdy słupki dzienne, czy miesięczne rosły. Ja przecież też. Gdyby Google nie gasił światła nadal byśmy to robili. Sami "zgównowaciliśmy" media łzy wycierając kasą z Google’a. Teraz nagle mamy ogromne, zbudowane pod Google’a zespoły, który treści Google nie chce. Zespoły, którym to my mówiliśmy, że mają robić pod Google, bo "zhakowaliśmy system". Cóż, teraz system zhakował nas. Znam medium, które na algorytmach Google zrobiło w rok 20 mln zł zysku. Wtedy nikt nie chciał iść do sądu z Googlem i nie mówił o dominacji Big Techów.

Oczywiście próbowaliśmy i próbujemy: stąd treści "których nie ma nikt inny" (specjalny projekt o Lalce RASP-u), kiedyś akcje społeczne, deklaracje, śledztwa (to portale pokazują największe afery) i wielkie słowa, gdy politycy podnoszą na nas rękę. Czy jednak powinno dziwić, że duża część naszych odbiorców kibicuje w takich sytuacjach politykom, a nie nam? Przez clickbaity, artykuły z kluczową informacją w piątym akapicie, mentorski ton czy bicie piany o dosłownie wszystko i jednocześnie sprzedawanie wielkich opowieści o misji i czwartej władzy.
Misja kończy się w sekundzie, kiedy zaczynasz swoim odbiorcom serwować medialny slop. Nikt ci nie uwierzy gdy mówisz,, że masz czytelnika w centrum, gdy bezczelnie naciągasz go na odsłony albo pouczasz go na każdym kroku. I to nie jest też tak, że portale są super tragiczne, bo nie są, nadal miliony ludzi codziennie szukają tam informacji, bo to najlepsze źródła, gdy coś się dzieje. Nadal portale "potrafią w dziennikarstwo" od tego nagrodowego po lżejsze formaty. Problem polega na tym, że to wszystko pływa/pływało w sosie "pod algorytmy". Zobaczcie teraz, jak mają się media, które ze swojej natury nie opierały się na big techach, jak telewizja czy radio. To jest droga - DŁUGA i DROGA - dla portali.

3/ Bartek pisze: "Brzmi to jak nekrolog. Tyle że w tym samym czasie "New York Times", "Wall Street Journal", "Guardian" i Bloomberg przyspieszyły w subskrypcjach. Do Axel Springer trafił niedawno "The Telegraph", dzięki czemu znam ich wewnętrzne liczby dotyczące subskrypcji. Są naprawdę doskonałe".
Komentarz: Zgadzam się co do jakości wymienionych tytułów. Subskrybuję więcej zagranicznych mediów niż polskich: NYT, FT, wcześniej też Guardian (oraz kolarski Rouleur, ale o tym kiedy indziej:), bo uważam je za absolutny top światowy (po angielsku). W Polsce Onet, bo mają Newsweeka i czasami zamykają najistotniejsze rzeczy, a Rzepę, bo ma najspokojniejsze tytuły (i jest tania). Trochę niższa poprzeczka, ale szacunek, że chociaż jakaś jest. Ktoś słusznie powie, że zagraniczne tytuły to lata historii, ogromne budżety i inny rynek. To prawda, ale łączy je jedno: traktują mnie poważnie i każdego dnia wypełniają deal "jeśli widzisz to u nas na stronie, to znaczy, że to jest ważne". Wszedłem teraz na wszystkie wymienione strony spoza Polski. Nie znalazłem na ich ani jednej ściemy. Nigdy mnie na nic nie naciągnęli. Poza subskrypcją. No, dobra, co w takim razie robić?

4/ Bartek pisze: "Zostaje pytanie, na które nie ma odpowiedzi technologicznej: dlaczego ktoś miałby wpisać nasz adres bezpośrednio? Jest za to odpowiedź redakcyjna. (...) Wartość naszej pracy wraca do rzeczy, które przez dwie dekady były w mediach pozycją kosztową: do reporterów w terenie, do nazwisk, do tematów, których nikt inny nie ma. Bardzo wierzę w taki model w Onecie. Drogie? Bardzo. Ale tańsze niż bycie stroną, której Google przestał potrzebować".
Komentarz: Powiem coś może dla paru osób szokującego: AI Google’a robi znacznie lepsze "artykuły" na praktyczne tematy niż jakikolwiek portal (nawet piszący z AI) i od czasu sprawdzenia paru rzeczy (domowych, technicznych czy fitnessowych) nie szukam takich informacji na portalach. Wiem, że Google to wszystko ukradł, ale robi to lepiej niż okradziony. Nie dziwi mnie więc, że Google zabrał ruch i nikt z odbiorców nie protestuje. RUCH I PRZYCHODY NA TYCH TREŚCIACH NIE WRÓCĄ.

Ważne: zwracam uwagę, że nigdzie nie piszę "premium". Moim zdaniem ten termin więcej w takich dyskusjach szkodzi niż pomaga. Ludzie nie potrzebują premium, potrzebują czegoś co jest PRZYDATNE, nieważne czy to będzie multimedialna opowieść o sekretach "Lalki", wyszukiwarka nazistów, progów punktowych na studia czy możliwość wyłączenia clickbaitowych nagłówków na żądanie.
Portale mają dziś największą oglądalność w internecie. Mają też ciągle największy ruch bezpośredni, żaden serwis papierowej gazety, tygodnika czy radia nie ma do nich startu. Ale stoją też przed drzewkiem decyzyjnym wymuszonym przez wyciągnięcie wtyczki przez Google: albo konsekwentne tworzenie (opartej o prawdziwe dane) wartości dla odbiorcy, albo tradycyjne zwolnienia, nowe struktury i magiczne myślenie, że tym razem to wystarczy. Tak Onet, WP, Interia czy jak pamiętam Gazetapl mają/miały w różnej proporcji działania pro odbiorca. Wyciągnięcie wtyczki przez Google'a sprawiło, że musi być tych działań więcej.

Autorem tekstu jest Rafał Madajczak, były redaktor naczelny Gazeta.pl, twórca ASZdziennika, dziś pracujący w Kanale Minus Michała Marszała.













