Janczura ujawnia nowe ustalenia ws. rodziny z Białołęki i RPD. Stanowski odpowiada

Michał Janczura z Wirtualnej Polski dotarł do dokumentów pokazujących wcześniejsze problemy rodziny, której dzieci trafiły do placówki po interwencji Rzeczniczki Praw Dziecka Moniki Horny-Cieślak. Krzysztof Stanowski odpowiada, że publikacja nadal nie wyjaśnia zasadności rozdzielenia rodziny. – Jestem daleki od oceniania dziennikarzy za ich warsztat – mówi nam Janczura.

Kinga Walczyk
Kinga Walczyk
Udostępnij artykuł:
Janczura ujawnia nowe ustalenia ws. rodziny z Białołęki i RPD. Stanowski odpowiada
screen Facebook Oficjalne Zero, YouTube wp.pl
Fot. Wp, Kanał Zero

Jesteś z branży mediów, marketingu i PR? Obserwuj nas na LinkedIn.

Sprawa rodziny z warszawskiej Białołęki wywołała we wrześniu burzę wokół Rzeczniczki Praw Dziecka. Po publikacji Zero.pl dyskutowano o roli Moniki Horny-Cieślak w działaniach, które doprowadziły do umieszczenia dwojga dzieci, w wieku trzech i czterech lat, w placówce opiekuńczej. Sąd nakazał ich powrót do rodziców, a w uzasadnieniu krytycznie ocenił interwencję.

Do sprawy wrócił Michał Janczura. W materiale "12 punktów zapalnych. Nieznane fakty w sprawie Horny-Cieślak i rodziny z Białołęki" odtworzył historię rodziny na podstawie dokumentów, do których docierał przez ostatni miesiąc. Zastrzegł jednak, że dokumentacja jest niepełna.


WIDEO

Co ustalił dziennikarz WP?

Według dokumentów opisanych przez Janczurę już w 2024 roku sąd ograniczył matce władzę rodzicielską i ustanowił nadzór kuratora. W kolejnych latach pojawiały się zgłoszenia dotyczące sytuacji dzieci, procedury Niebieskiej Karty oraz interwencje związane z agresywnym zachowaniem partnera kobiety.

Dziennikarz opisał również wcześniejsze złe warunki mieszkaniowe, problemy ze współpracą rodziny ze służbami i niewykonanie zaleconych badań jednego z dzieci. Jak relacjonował, w kwietniu 2026 r. sąd zwrócił się do policji o wzmożony nadzór nad rodziną, wskazując także na konieczność gotowości do interwencyjnego odebrania dzieci.

Istotnym wątkiem publikacji jest przepływ informacji. Rodzina zmieniała miejsce zamieszkania, a jej sytuacją zajmowały się różne sądy, jednostki policji, kuratorzy i ośrodki pomocy społecznej. Zdaniem Janczury poszczególne instytucje widziały tylko fragment historii.

Dziennikarz zaznacza jednak, że wcześniejsze sygnały nie przesądzają, czy w sierpniu konieczne było natychmiastowe rozdzielenie rodziny. W materiale przywołuje ustalenia kontroli poprzedzających tę decyzję: dzieci były czyste, bez widocznych obrażeń, rodzice trzeźwi, a w mieszkaniu było jedzenie.

Nie dotarł też do kwestionariusza, na podstawie którego policja wydała nakazy opuszczenia mieszkania i zakazy zbliżania się wobec rodziców. Nie wskazuje więc, które konkretnie informacje przesądziły o tej decyzji. Dopuszcza, że wcześniejsze zaniedbania instytucji i późniejsza nieproporcjonalna reakcja mogły wystąpić jednocześnie.

"Ten komunikat nie wynikał z artykułu"

W rozmowie z Wirtualnemedia.pl Janczura wyjaśnia, że impulsem do zajęcia się sprawą był przede wszystkim sposób, w jaki komentowano wcześniejsze publikacje.

Przez wiele lat zajmowałem się zawodowo przede wszystkim sprawami związanymi z prawem rodzinnym i pieczą zastępczą. Nauczyłem się, że nie ma w nich prostych wniosków. Te sprawy nigdy nie są jednowymiarowe. Niemal zawsze pojawiają się niuanse, które decydują o ocenie.

Michał Janczura
dziennikarz

Jak dodaje, nawet znajomość całych akt nie zawsze pozwala odpowiedzieć, czy rodzice powinni otrzymać kolejną szansę: – Kiedy usłyszałem przebijający się komunikat, że dzieci zabrano za dwa piwa, postanowiłem to sprawdzić. Zaznaczam: ten komunikat nie wynikał z artykułu Zero.pl, tylko z tego, jak sprawę później komentowano i odbierano.

Dziennikarz zwraca uwagę na nierównowagę w publicznej dyskusji. Instytucje dysponujące wiedzą o sytuacji rodziny mają ograniczone możliwości ujawniania szczegółów ze względu na dobro dzieci. W efekcie uproszczona wersja wydarzeń może pozostać bez pełnej odpowiedzi.

– W społeczeństwie zostaje wtedy poczucie, że rzeczywiście ktoś wszedł do domu, zobaczył dwie butelki piwa i zabrano dzieci. Ludzie zaglądają do swoich szafek i zastanawiają się, czy ich też może spotkać to samo. Jeszcze raz podkreślę: to nie wynikało z pierwotnego materiału Kanału Zero – zaznacza.

Wątpliwości dziennikarza budził również przekaz dotyczący tego, kto podjął decyzję o rozdzieleniu rodziny: – Pojawiło się też przesłanie czy wniosek, że to rzeczniczka odebrała dzieci. Tymczasem nie ma ona uprawnień do samodzielnego odbierania dzieci ani decydowania o władzy rodzicielskiej. Już z tego powodu coś mi w tym przekazie nie pasowało. Oczywiście w materiale była informacja, że zrobiła to policja. Chciałem jednak doprecyzować, jak to się odbyło i na jakich podstawach.

Stanowski: nadal brakuje odpowiedzi na zasadnicze pytanie

Do publikacji na X odniósł się Krzysztof Stanowski. Przypomnijmy, że wcześniej dziennikarze Kanału Zero sugerowali, że działania Rzeczniczki Praw Dziecka były formą zemsty na matce. W publikacjach na łamach portalu nie wspomnieli jednak o dwóch Niebieskich Kartach założonych rodzinie. Stanowski nazwał Rzeczniczkę "do szpiku złym człowiekiem". Tutaj więcej o sprawie.

Wczoraj szef Kanału Zero nazwał materiał Janczury dobrym, jednocześnie zarzucając części komentujących wykorzystywanie go do atakowania redakcji.

"Mam wrażenie, że jednak więcej osób wypowiada się o (dobrym) materiale Michała Janczury z WP niż go obejrzało. I że jest on przydatny do uderzenia w Kanał Zero, a ta rodzina to pretekst" – napisał.

Według Stanowskiego publikacja pokazuje chaos, brak koordynacji służb i luki w systemie, ale nie odpowiada na najważniejsze pytanie. "Z materiału nie wynika, dlaczego doprowadzono do odebrania dzieci. Sam autor o tym mówi" – zauważył szef Kanału Zero.

Stanowski przedstawił też własną interpretację działań Horny-Cieślak: jego zdaniem rzeczniczka po sprzeczce na ulicy szukała uzasadnienia dla odebrania dzieci.

Odpowiadając na zarzuty dotyczące wcześniejszego obrazu rodziny, podkreślił, że redakcja informowała o jej problemach i skazaniu mężczyzny: "Rodzina nie była idealna i mówiliśmy o tym. Facet był po wyroku i mówiliśmy o tym. Nieidealne rodziny i ludzie po wyrokach mają dzieci".

Zaznaczył, że wyrok za rozbój zapadł kilka lat wcześniej. Jego argument sprowadza się do tego, że ani problemy rodziny, ani wcześniejsze skazanie rodzica nie stanowią same w sobie uzasadnienia odebrania dzieci.

Stanowski dodał, że matka mówiła o insektach w mieszkaniu babci i tłumaczyła nimi przeprowadzkę. Jak zaznaczył, kobieta wiązała z warunkami mieszkaniowymi również założenie Niebieskiej Karty i nadzór kuratora. Mężczyzna natomiast nie przyznawał się do dotyczących go Niebieskich Kart.

"Świetnie, że redaktor Janczura pokazał pełny obraz, ale co do meritum jesteśmy w tym samym miejscu: nieidealna rodzina z dziećmi. I wciąż nie wiadomo, dlaczego te dzieci (na chwilę) straciła" – ocenił Stanowski.

We wpisie podkreślił również, że według jego informacji dzieci pozostają pod opieką rodziców. Na zakończenie zwrócił się do odbiorców: jeśli uważają, że dzieci powinny zostać trwale odebrane rodzicom, powinni wskazać podstawę takiej decyzji.

Janczura: "Nie wiem, jaki był stan wiedzy dziennikarzy Zero.pl"

Pytany przez nas, czy autorzy wcześniejszych materiałów mogli dotrzeć do tych samych dokumentów, Janczura odmawia oceniania ich pracy. – Chciałbym, żeby to jasno wybrzmiało: nie wiem, jaki był stan wiedzy dziennikarzy Zero.pl. Nie wiem, co wiedzieli, jakie mieli możliwości ani na ile znają specyfikę tej tematyki. Ona naprawdę nie jest prosta – mówi.

Jestem daleki od oceniania dziennikarzy za ich warsztat, pracę czy informacje, które zdobyli. Wiem, że bardzo trudno dotrzeć do informacji dotyczących postępowań rodzinnych. Są pilnie strzeżone i bardzo dobrze – ze względu na ochronę danych. Nie każdy dba o bezpieczeństwo i anonimowość rodzin, a przede wszystkim dzieci.

Michał Janczura
dziennikarz

Sam nie ujawnił wszystkich zdobytych informacji. Jak wyjaśnia, przed publikacjami dotyczącymi dzieci konsultuje się z ekspertami, czy podanie określonych szczegółów może im zaszkodzić. – Nie wszystko mogę opublikować ze względu na dobro dzieci. Podawałem tylko takie informacje, które nie ujawniają, co konkretnie się z nimi działo. Mam nadzieję, że nigdy nie będę musiał publikować pozostałych szczegółów – dodaje.

"Chłopski rozum po prostu zawodzi"

Janczura sprzeciwia się przedstawianiu jego publikacji jako kolejnego starcia redakcji:

– Chciałbym, żeby z tej historii nie wynikało, że mamy do czynienia z wojną między mediami czy redakcjami. To jest totalna bzdura. Mam nadzieję, że będzie to szansa, żebyśmy rozmawiali o bezpieczeństwie dzieci z większym zrozumieniem pewnych mechanizmów.

Jego zdaniem wspólnym celem uczestników dyskusji pozostaje bezpieczeństwo dzieci, natomiast ocena sposobu interwencji wymaga wiedzy ekspertów: – Spieramy się o to, czy reagować mocniej, czy słabiej. Ale w tych kwestiach powinni wypowiadać się eksperci, bo chłopski rozum po prostu zawodzi.

Dziennikarz mówi również o obawach osób pracujących w instytucjach: – Wiem, że osoby z różnych instytucji zaczęły obawiać się podejmowania działań. Nie chcę nikogo wskazywać ani podawać konkretnych przykładów.

Ostrzega przed konsekwencjami napiętnowania osób zgłaszających podejrzenie przemocy: – Jeżeli reakcje na przemoc spotykają się z ostracyzmem, napiętnowaniem czy hejtem, inni nie będą chcieli reagować. To wpływa na pogorszenie sytuacji dzieci. I to jest najgorsze.

O samej rodzinie wypowiada się krótko: – Mam przede wszystkim nadzieję, że po takim wstrząsie i po wszystkim, co się wydarzyło, tej rodzinie się ułoży. Tego im życzę: żeby wszystko się układało i żeby dzieci były bezpieczne.

Mediateka — katalog branżowych firm

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

Polsat wyprzedził TVN i TVP. Streaming mocno hamuje po wakacyjnym rekordzie

Polsat wyprzedził TVN i TVP. Streaming mocno hamuje po wakacyjnym rekordzie

Netflix znów zarobił więcej. Pomogły droższe subskrypcje

Netflix znów zarobił więcej. Pomogły droższe subskrypcje

Polsat i TVN zajmą się kampanią Ministerstwa Energii

Polsat i TVN zajmą się kampanią Ministerstwa Energii

Azjatycka Eurowizja w TVP. Wiemy, kiedy i gdzie transmisja [NASZ NEWS]

Azjatycka Eurowizja w TVP. Wiemy, kiedy i gdzie transmisja [NASZ NEWS]

Gazeta.pl wciąż ze stratą. Chociaż oszczędza na pracownikach

Gazeta.pl wciąż ze stratą. Chociaż oszczędza na pracownikach

"Latająca Tesla" rozgrzała polskie media. Ponad 25 mln potencjalnych kontaktów z przekazem

"Latająca Tesla" rozgrzała polskie media. Ponad 25 mln potencjalnych kontaktów z przekazem