Prokuratura prowadząca śledztwo w sprawie Collegium Humanum zarzuty Adrianowi Klarenbachowi przedstawiła już w połowie zeszłego roku. Dziennikarz poinformował o tym zdawkowo w swoim programie, tłumacząc nieobecność poprzedniego dnia. – Byłem, stawiłem się, zarzuty usłyszałem, kawy nie dostałem, wyjaśnienia złożyłem, nie zemdlałem – wyliczył.
Natomiast Michał Rachoń, dyrektor programowy i jeden z czołowych dziennikarzy Telewizji Republiki podkreślił, że pełniący w stacji funkcję szefa wydawców Jarosław Olechowski jest gotowy zapłacić kaucję za Klarenbacha.
– My w Republice nie zostawiamy swoich na polu walki i nie pozwolimy Tuskowi zamknąć Klarenbacha. Mowy nie ma. Nie ma takiej możliwości – zapewnił Rachoń.
Adrian Klarenbach oskarżony ws. Collegium Humanum
Obecnie Adrian Klarenbach ma już w tej sprawie status oskarżonego. Tydzień temu wrocławska "Gazeta Wyborcza" podała, że dziennikarz i jego żona Lucyna Klein-Klarenbach są wśród 29 osób objętych pierwszym aktem oskarżenia dotyczącym Collegium Humanum.

Jak opisywaliśmy, według "GW" śledczy zarzucają Klarenbachowi trzy przestępstwa: namawianie rektora Collegium Humanum Pawła Cz. do wystawienia fikcyjnego dyplomu ukończenia studiów podyplomowych MBA dla swojej żony i do wystawienia takiego dyplomu ukończenia studiów licencjackich dla znajomego, a także pomoc Cz. w wystawieniu fikcyjnego dyplomu MBA dla siebie samego.
Natomiast Lucyna Klein-Klarenbach usłyszała dwa zarzuty: pomocy w uzyskaniu fikcyjnego dyplomu MBA i posłużenia się nim dwa razy, m.in. w firmie PKP i przy powołaniu do nadzorczej należącej do Skarbu Państwa spółki Centrala Zaopatrzenia Hutnictwa.
Na łamach "Wyborczej" szczegółowo opisano ustalenia śledczych stanowiące podstawę zarzutów wobec dziennikarza i jego żony. Oboje nie przyznają się do winy.
Po tym jak w poniedziałek w zeszłym tygodniu na platformie X skomentował to ich prawnik Bartosz Lewandowski, "GW" przedstawiła dalsze informacje. Adrian Klarenbach nie chciał odpowiadać na pytania "Gazety Wyborczej", tłumacząc, że adwokat zabronił mu komentowania sprawy.

Sakiewicz: będziemy bronić każdego prześladowanego dziennikarza
Adrian Klarenbach niezmiennie prowadzi swoje programy publicystyczne w Telewizji Republika (jest tam gospodarzem przede wszystkim nadawanych od poniedziałku do piątku pasm "Po 10:00", "Po 11:00", i "Po 12:00" oraz piątkowej "Agory Klarenbacha").
W poniedziałek przed południem spytałem SMS-owo szefa stacji Tomasza Sakiewicza, czy akt oskarżenia skierowany wobec Adriana Klarenbacha ws. Collegium Humanum zmienia cokolwiek w formule jego współpracy z Republiką, czy może stacja czeka na orzeczenie sądu w tej sprawie. Zaznaczyłem, że pytam, ponieważ nadawcy i wydawcy różnie reagują w podobnych sytuacjach dotyczących ich dziennikarzy.
– Jest to ciąg represji, w tej chwili kilkunastu naszych dziennikarzy zostało objętych oskarżeniami prokuratury, próbami zatrzymania, napadami na mieszkania – podkreślił Tomasz Sakiewicz.

Odniósł się też do samego wysłania mu pytań. – Zachowanie takich mediów jak Pana świadczy o tym, że akceptujecie i wspieracie brutalne łamanie wolności słowa. Będziemy bronić każdego prześladowanego dziennikarza, tak jak bronimy Leszka Kraskowskiego. A Wam zostanie tylko wstyd i kompletna utrata wiarygodności... – napisał.
Klarenbach o rozmowie z politykiem. "Po wakacjach was już nie będzie"
Natomiast po godz. Tomasz Sakiewicz pojawił się w programie Adriana Klarenbacha. – Jak widzisz, jesteśmy. Ciebie jeszcze nie zamknęli, mnie nie zamknęli, czyli mamy możliwość spotkania się z widzami – stwierdził na początku rozmowy.
Obaj wyjaśnili, że wbrew pojawiającym się informacjom nie sam Klarenbach w czerwcu zeszłego roku wpłacił 50 tys. zł kaucji, dzięki czemu uniknął aresztu. Pieniądze przekazał Jarosław Olechowski.

– Tomek, na pytanie które do ciebie dotarło: "Co zrobisz z tym nieszczęsnym Klarenbachem", jak odpowiadasz? – spytał prowadzący szefa stacji. Tomasz Sakiewicz zwrócił uwagę, że sam został ukarany grzywną za nieujawnienie tajemnicy dziennikarskiej.
Podkreślił też, że Republika rozpoczęła "potężną akcję informowania, alarmowania opinii publicznej na świecie, w Europie, w Stanach Zjednoczonych – wszędzie, gdzie istnieje zachodnia cywilizacja – o tym, że w Polsce dziennikarzy się bezpodstawnie zamyka do więzień, stawia w stan oskarżenia, zastrasza, wpada do ich mieszkań".
Adrian Klarenbach przekonywał, że na Republikę przeprowadzono już kilka ataków, oraz przywołał słowa, które miał usłyszeć od polityka, z którym jechał rano do studia. – On mówi tak: "Słuchaj, teraz jeszcze pogrzeją tobą, pogrzeją twoją rodziną do wakacji. Przyjdą wakacje, a po wakacjach was już nie będzie". Mówię: "Tak, a to ciekawe" – opisał.

– Oni mają taki plan, żeby wyłączyć Republikę: zablokować nam sygnał, pozamykać dziennikarzy – zgodził się Sakiewicz. – Bo wiedzą, że póki Republika istnieje i nadaje oni mają najmniejszej szansy na utrzymanie się tego kłamstwa. Ta władza opiera się wyłącznie na kłamstwach i represjach, tam już nie ma nic z jakichkolwiek poglądów ani ani nawet takiego pozytywnie pojmowanego egoizmu – zaznaczył.
Rachoń: tuskowa kryptodyktaturo – łapy z precz od Adriana Klarenbacha
Do sprawy odniósł się też Michał Rachoń. – Dostajemy pytania o to jak @RepublikaTV zareaguje na zarzuty jakie Tusk stawia @AKlarenbach – napisał na X. – Odpowiadamy: ataki na naszych dziennikarzy prędzej czy później zaprowadzą kryptodyktaturę i jej ludzi na śmietnik historii. Kto wie czy droga na ten śmietnik nie prowadzi przez salę sądową – podkreślił.

– O tym kto występuje na naszej antenie decydują Widzowie. Setki tysięcy donatorów, którzy finansują działalność stacji. A oni codziennie pilotami pokazują jasno: tuskowa kryptodyktaturo – łapy precz od Adriana Klarenbacha – zaznaczył.
Menedżerka mediów Sakiewicza z dyplomem Collegium Humanum
W czerwcu zeszłego roku "Gazeta Wyborcza" opisała, że Beata Dróżdż, od lat będąca we władzach kilku spółek zarządzających mediami Tomasza Sakiewicza, jesienią 2021 r. chwaliła się dyplomem MBA uzyskanym w Collegium Humanum. Kilka miesięcy później została członkinią rady nadzorczej spółki zależnej Banku Pekao.

Dróżdż wyjaśniła "Gazecie Wyborczej", że studia odbyła w trybie zdalnym, płacąc za nie 9-10 tys. zł, a znaczenia przy tym nie miała jej znajomość z politykiem PiS Ryszardem Czarneckim.
– Nie miałam ciśnienia na to wszystko, nie pamiętam, co było powodem tego, że post wstawiłam. To były chyba emocje. Dziś żałuję, że miałam z tą uczelnią coś do czynienia. Żałuję, że wydałam tak duże pieniądze – powiedziała.











